18

Sztuczna wyspa i wiatraki po horyzont – z energii elektrycznej korzystałoby 6 państw

Zielona energia przyciąga kolejnych inwestorów, mówi się o coraz większych projektach. W jednych rejonach świata powstają wielkie elektrownie wodne czy farmy słoneczne, w innych źródłem prądu ma być wiatr. Tak jest m.in. w Europie, chociaż nie brakuje opinii, że możliwości wykorzystania tego zasobu są coraz bardziej ograniczone - trzeba szukać nowych rozwiązań, sięgać wzrokiem dalej. Tak chce uczynić jedna z holenderskich firm, która na miejsce inwestycji wybrała oddaloną od brzegu część Morza Północnego.

Farma wiatrowa ulokowana na morzu nie jest czymś niecodziennym i nowym – takich instalacji znajdziemy w Europie sporo, przybywa kolejnych. Problem polega na tym, że dobrych miejsc pod inwestycje ubywa, ludzie skarżą się nierzadko na negatywne skutki stawiania wiatraków (psują krajobraz, utrudniają żeglugę, szkodzą ptakom), a oddalanie ich od brzegu jest kosztowne. Firma TenneT przekonuje, że znalazła rozwiązanie dla tego problemu: ulokuje farmę daleko od brzegu i zbuduje dużą sztuczną wyspę, która ułatwi obsługę instalacji i zwiększy korzyści z niej płynące.

Wspomniana firma jest operatorem systemu przesyłowego działającym w Holandii i sporej części Niemiec – nie mówimy o startupie, który nie ma szans na realizację projektu. Ten gracz obsługuje miliony odbiorców energii elektrycznej, ma niezłą siłę przebicia w biznesie oraz polityce – to ważne, ponieważ swojego projektu nie zrealizuje w pojedynkę: potrzebne jest wsparcie z kilku państw, bo w teorii instalacja miałaby zaopatrywać w energię elektryczną odbiorców w nawet 6 krajach.

Pomysł brzmi następująco: na Morzu Północnym, konkretnie na Ławicy Dogger (Dogger Bank), miałaby powstać sztuczna wyspa o powierzchni nawet 6 km kwadratowych. Wokół tej wyspy powstałyby wielkie pola wiatraków, a na niej znajdowałaby się infrastruktura ułatwiająca ich obsługę. Istotne jest to, że z wiatraków do wyspy płynąłby prąd przemienny, następnie byłby zamieniany w stały i wysyłany podmorskimi kablami do Wielkiej Brytanii, Niemiec, Danii, Norwegii, Belgii oraz Holandii. Po dotarciu na miejsce, ponownie byłby zamieniany, tym razem na prąd przemienny i dostarczany klientom. Dzięki temu ograniczy się straty. Oszczędności płynące z tego tytułu mogą w dłuższej perspektywie okazać się ogromne.

Taka farma wiatrowa mogłaby mieć moc nawet 30 GW – to zdecydowanie więcej niż spotykane dzisiaj instalacje. Atutem byłaby też lokalizacja – zawsze powinno się znaleźć państwo, które będzie potrzebować energii elektrycznej z tego obiektu. To ograniczałoby straty. Należy też zaznaczyć, że Dogger Bank odznacza się niezbyt dużą głębokością, koszty stawiania wiatraków nie byłyby porażające. Chociaż przypomnę, że teraz powstają już nawet pływające wiatraki. Zresztą, pomysłodawcy projektu przekonują, że to nie technika może się okazać największym wyzwaniem, bo potrzebne rozwiązania są w naszym zasięgu.

Płytko, wietrznie, z dobrym dostępem do kilku państw, bez psucia krajobrazu, na dużą skalę. Atutów jest sporo. Ale to nie oznacza, że projekt zostanie zrealizowany. Jak już wspomniałem, wymaga on kooperacji kilku państw, firma TenneT, nawet gdyby chciała, nie może go realizować samodzielnie. Tymczasem dogadanie się podmiotów z wielu krajów może być zadaniem karkołomnym. Jeśli jednak uda się osiągnąć porozumienie, farma wiatrowa mogłaby rozpocząć pracę już pod koniec kolejnej dekady. To byłoby naprawdę duże wydarzenie, nowy rozdział w historii OZE. Taka sztuczna wyspa dla rzeszy osób stałaby się pewnie wycieczkowym marzeniem…