homeopatyczne dźwięki
97

Leczył ebolę… homeopatycznymi dźwiękami. Gdzie jest granica głupoty?

XXI wiek, medycyna potrafi działać cuda, a i udało nam się opanować (a nierzadko nawet zlikwidować) wiele chorób, które jeszcze 100 lat temu potrafiły dziesiątkować całe wioski. Mimo to co jakiś czas dowiadujemy się o niezwykłych "pomysłach" samozwańczych czasami lekarzy lub znachorów, którzy sprzeciwiają się skorumpowanemu przemysłowi farmaceutycznemu i sprzedają tylko obietnice - albo słodzik o rzekomych cechach leku.

Co gorsza, alternatywne „leki”, preparaty homeopatyczne są często sprzedawane w aptece i możecie mi wierzyć lub nie, pytając o specyfik na kaszel podsunięto mi… Oscillococcinum, w którym znajdziecie (1 tabletka): 0,85 g sacharozy oraz 0,15 g laktozy. Fani leków homeopatycznych powołują się jednak na potencjał homeopatyczny bazujący na pseudonaukowej teorii „pamięci wody”, wedle której najpowszechniej występujący na świecie rozpuszczalnik ma rzekomo przechowywać informacje na temat substancji, które w nim się znajdowały.

Wspomniane Oscillococcinum charakteryzuje się stężeniem substancji aktywnej na poziomie 200C, co odpowiada 1 części substancji aktywnej na 10^400 rozpuszczalnika. Czyli, zasadniczo… nie ma tam niczego, co rzeczywiście leczy. Co odpowiedziałem aptekarce? Że gdybym chciał kupić słodzik, to kupiłbym sobie… TAK! Słodzik. Ostatecznie wyszedłem z apteki z wybranym przez siebie na chybił-trafił syropem na kaszel i dodatkowo czymś przeciwalergicznym, tak na wszelki wypadek.

Homeopatyczne fale dźwiękowe. Czujecie ten absurd?

Moim skromnym zdaniem absurdalne jest wszystko, co opiera się na gusłach, a ma rozwiązywać typowe ludzkie problemy. Jeszcze gorzej jest, gdy znamy powszechnie zaakceptowane i doskonale uargumentowane sposoby radzenia sobie z przypadłościami, a i tak porzucamy je na rzecz „magicznych” metod leczenia. Kiedy już myślałem, że widziałem już wszystko… zaskoczył mnie jeden z kalifornijskich lekarzy: dr William Edwin Gray III, który leczył (!) m. in. ebolę, SARS, świnkę, malarię i inne podobne schorzenia „homeopatycznymi dźwiękami”. Jak wpadł na te „specyfiki”, jak potwierdził ich skuteczność i jakie efekty one wywoływały – nie wiadomo. Co do jednego jestem pewien, w stu procentach nie działały.

Według Graya, fale dźwiękowe mogą przenosić energetyczne sygnały, które zachowują się jak leki – wpływając na choroby powodując ostatecznie ich cofanie się. Uznał, że dobrym sposobem na ich wyprodukowanie będzie umieszczenie fiolek z lekami homeopatycznymi w pobliżu cewek przewodzących: następnie nagrywał dźwięki przez nie wydawane. Łącznie wyprodukował 263 nagrać „eRemedies” – każde z nich kosztowało 5 dolarów. Oczywiście, można było nabyć je w okazyjnej cenie: 25 za 100 dolarów. Niesamowita okazja, prawda?

homeopatia

Gray chwalił się również, że skonstruował nową metodę leczenia wirusa ebola – tylko za pomocą telefonu komórkowego. Wystarczy, że pacjent odsłucha kilka razy odpowiednie nagranie „eRemedy” i… zostanie uzdrowiony. Podsumujmy: wykształcony lekarz wykorzystał leki homeopatyczne do stworzenia… homeopatycznych dźwięków. Dobre.

Przypomina mi to niegdyś popularny program I-Doser. Oczywiście to dobra bujda na resorach

I-Doser był swego czasu bardzo popularny m. in. w grupach mocno zainteresowanych substancjami psychoaktywnymi. Nie bez powodu, bo niektóre „presety”, albo jak kto woli zestawy dźwięków obiecywały efekty podobne do tych po zażyciu niektórych specyfików: fani opioidów, kannabinoidów, stymulantów zaczęli więc wielkie testy I-Dosera – z czystej ciekawości spróbowałem i ja. Cóż mogę powiedzieć? Mimo odsłuchu na całkiem dobrych słuchawkach, przy okazji nielichej karty dźwiękowej okazało się, że straciłem tylko 30 minut swojego życia. Z tego co pamiętam, to wybrałem jakiś popularniejszy zestaw, który miał symulować działanie marihuany: efekty tej sesji były bardzo dalekie od tego, co obiecywał producent pliku.

Oprócz treści dla fanów „odlotu” dla I-Dosera stworzono niezliczoną ilość „dose’ów”, które miały za zadanie rozluźnić lub uśpić użytkownika, bądź zwiększyć jego kreatywność. O ile doskonale zdaję sobie sprawę ze skuteczności białego szumu w trakcie zasypiania (sam go nierzadko stosuję, mam niesamowite problemy z zaśnięciem), tak już inne presety kompletnie mnie nie przekonywały.

Główny bohater tego tekstu – dr Gray musi liczyć się z tym, że wkrótce straci licencję. Zresztą jak on sam przyznaje, nie zamierza się zbyt mocno bronić przed komisją medyczną, która postawiła go w stan oskarżenia o szeroko pojęte szarlataństwo. Najpoważniejsze zarzuty dotyczą stosowania niepotwierdzonych naukowo praktyk medycznych z narażeniem pacjentów na utratę zdrowia i życia. Trudno więc byłoby mu wytłumaczyć się logicznie ze swojego postępowania – nawet, jeżeli by tego chciał.

Gorsze jednak jest to, że ludzie – mając tak doskonały dostęp do sprawdzonych informacji wierzą w takie rzeczy. Przecież już nawet na zdrowy rozsądek, „homeopatyczne dźwięki” wydają się być kompletnie absurdalne. Nie przeszkadza to jednak niektórym chwytać się takich „wynalazków” i w nich szukać rozwiązania swoich problemów. Cóż, jest na to popyt – będzie i podaż.