apple
1

To z przecieku w Apple dowiadujemy się o… przeciekach w Apple

Doskonale pamiętam Apple z czasów, kiedy każda prezentacja z ich strony budziła dużo więcej emocji, niż ma to miejsce teraz. Jasne, wówczas też byliśmy karmieni dziesiątkami rozmaitych przecieków, plotkom nie było końca — w końcu to jedna z najsilniejszych marek w świecie technologii. Ostatnie lata pod tym względem są raczej dość rozczarowujące. Przecieki z firmy, przecieki z fabryk — i nagle okazuje się że wszystko co zapowiadają na hucznej imprezie brzmi dla nas nudno, bo jeżeli ktoś śledził przecieki kilka dni wcześniej, to doskonale o tym wszystkim już wie. Firma zaczyna jednak w kwestii tajemnic działać dość ostro.

Apple walczy z przeciekami

To dość ironiczne, że o zaostrzeniach w kwestii tajemnic firmowych świat dowiaduje się z… przecieku. Ale tak to właśnie wygląda — informacje te pochodzą z wewnętrznego bloga, na którym Apple wystosowało do swoich pracowników ostrzeżenie, przypominające o tym, że pewne rzeczy mają po prostu pozostać tajne. I z niego dowiedzieliśmy się o osobie, która puściła parę z ust i świat dowiedział się o planach związanych z dalszym rozwojem oprogramowania firmy. To informacje do których dostęp miały, dosłownie, tysiące osób związanych z firmą. Mimo wszystko udało się im zlokalizować człowieka, który odpowiedzialny jest za przeciek — to działa na wyobraźnię. Tylko w 2017 roku gigant za przecieki zwolnił 29 osób — co ważne, 12 z nich zostało aresztowanych. Warto jednak zaznaczyć, że nie chodzi tutaj wyłącznie o pracowników Apple — ale także dostawców czy ludzi z firm blisko z nimi współpracujących.

Przyłapani mogą mieć więcej problemów, niż tylko strata pracy

To że przyłapani na takich incydentach pracownicy natychmiast muszą pożegnać się ze swoją posadą raczej nie jest dla nikogo specjalnym zaskoczeniem. Ale to dopiero początek ich problemów. Dzielenie się firmowymi sekretami to w Stanach Zjednoczonych przestępstwo federalne. Może skończyć się więzieniem, ogromną grzywną, a poza tym trzeba się jeszcze liczyć z tym, że znalezienie pracy dla osób przyłapanych na gorącym uczynku może być dużo większym wyzwaniem niż kiedykolwiek. Oczywiście mam tu na myśli głównie inżynierów i osoby ściśle związane z produktami, nad którymi pracuje firma. Jakoś trudno jest mi sobie wyobrazić pracodawcę, który świadomie zatrudniłby na analogiczne stanowisko kogoś, kto ma na swoim koncie takie incydenty. Bo przecież tutaj nie chodzi tylko o to, że świat dowie się o czymś nieco wcześniej. Takie przecieki związane z rewizjami sprzętów często negatywnie odbijają się na sprzedaży obecnie dostępnych na rynku produktów, a także docierają do konkurentów dużo wcześniej niż powinny. Dzięki temu zyskują oni sporo czasu na to, aby w nadchodzącej walce o władze zrobić coś jeszcze lepiej niż ich najwięksi rywale.

Źródło