25

Złoty pociąg – anatomia plotki

Ani złoty, ani nawet pociąg. A jednak wstrząsnął całym światem. Jakim cudem? Skąd ten globalny boom na wałbrzyską legendę miejską, który rozpalił wręcz setki tysięcy ludzi do tego stopnia, że odebrało im rozum? Rozwiązanie tej zagadki jest banalne. Wszystkiemu winna jest internetowa plotka...

Wiadomość o „złotym” pociągu rok temu gruchnęła jak grom z jasnego nieba. Ale czy aby na pewno? Bzdura…

Fejki, pranki, creepypasty…

O tajemniczym składzie kolejowym ukrytym przez Niemców pod Wałbrzychem w czasie II wojny światowej mówi się od… 1947 roku, kiedy to do redakcji „Trybuny Wałbrzyskiej” zgłosiły się dwie panie, które kiedyś ponoć widziały jakieś tory i jakiś tunel. Od tego czasu autorzy książek i artykułów prasowych nie próżnowali, podobnie jak poszukiwacze z łopatami. W 1999 roku sprawę dość szczegółowo opisała Joanna Lamparska w książce „Tajemnice ukrytych skarbów”.

Po latach dwóch poszukiwaczy postanowiło zrobić coś więcej, czyli zacząć kopać nie łopatą, a koparką. Ot, cała różnica. Sprawie smaczku dodały dwie kwestie. Po pierwsze, obaj panowie stwierdzili, że informacje mają od niemieckiego żołnierza, który brał udział w maskowaniu składu, a miejscem jego ukrycia podzielił się na łożu śmierci (brzmi, jak sztampa z tanich powieści sensacyjnych, prawda?). Po drugie, poszukiwacze pokazali zdjęcia z georadaru, zadziwiająco dokładne i podobnież mało wiarygodne, z których wynikało, że skład jest, że ma 100 metrów i że stoją na nim czołgi. A że dziś mamy Internet…

No właśnie. Sieć pełna jest „prawdziwych” zdjęć UFO, duchów, aniołów, zwłok obcych pilotów z Roswell itd. Liczba „fejków”, „pranków” i „creepypast” idzie w miliony. Co ja mówię, w miliardy! A jednak „złoty” pociąg przebił wszystko. Jakim cudem? Z powodu pomyłki internetowych dziennikarzy.

Otóż napisali oni zgodnym chórem, że „ODNALEZIONO ZŁOTY POCIĄG”, a poszukiwaczy określiła mianem ODKRYWCÓW i ZNALAZCÓW. I teraz mała lekcja języka polskiego. Sięgnijmy po definicje PWN.

odkrywca
«osoba, która dokonała odkrycia»
znalazca
«osoba, która coś znalazła»
odnaleźć — odnajdować, odnajdywać
«szukając, ustalić miejsce pobytu kogoś lub czegoś»
znaleźć — znajdować, znajdywać
1. «szukając, ustalić miejsce pobytu kogoś lub czegoś»
2. «dzięki staraniom zdobyć kogoś lub coś»
3. «stwierdzić występowanie czegoś w czymś»
4. «natrafić na kogoś lub na coś»
odkrycie
«zdobycie wiedzy o czymś dotychczas niezbadanym, dotarcie do nieznanych obszarów»
odkryć — odkrywać
1. «odsłonić to, co było zakryte»
2. «zsunąć lub podnieść jakieś nakrycie, które kogoś lub coś przykrywało»
3. «poznać rzecz dotąd nieznaną, natrafić na coś, o czego istnieniu nie wiedziano»
4. «zwrócić uwagę na coś dotąd niezauważonego»
5. «ujawnić coś, co dotąd było skrywane»

Złoto, diamenty, alimenty…

Jeśli przeanalizujemy te definicje, zrozumiemy, że kogoś srogo poniosło. Poszukiwacze, którzy przytulili się do legendy „złotego” pociągu (nie oni zresztą pierwsi), zaczęli badania w miejscu typowanym od ponad 50 lat. Nie można więc, nawet naciągając wszystkie definicje, stwierdzić, iż cokolwiek znaleźli lub dokonali jakiegokolwiek odkrycia. Ale co z tego? Stanisław Lem powiedział wyraźnie: „dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”. Bingo!

Temat „złotego” pociągu okazał się kurą znoszącą, nomen omen, złote jajka. Powstały dwie piosenki disco polo. Wyborcza wypełniła pociąg diamentami. Onet napisał, że skład ma 61 kilometrów. Fakt stwierdził, że jako jedyny ma mapę, która pokazuje, gdzie jest pociąg. I że to pociąg ze złotem, rzecz jasna. Ba, sam Generalny Konserwator Zabytków zapalił się jak wampir w słońcu, ogłaszając publicznie, że pociąg jest na 99 procent! Aż chce się tu zacytować klasyka: „już był w ogródku, już witał się z gąską”…

A wszyscy uparcie bazgrali w sieci o odkryciu i znalazcach. To, przetłumaczone na angielski, a potem inne języki tego świata i okraszone bzdurnymi kolażami, które połowa czytelników wzięła za zdjęcia autentyczne, zaowocowało globalną gorączką.

Poza granicami kraju nikt nie zrozumiał, że w Polsce tabloidyzacja osiągnęła poziom absurdu, więc zgodnie uznano, że pociąg znaleziono, odkopano i zapewne już wałbrzyszanki chodzą po rynku obwieszone złotem i pewnie nawet piercing w miejscach intymnych błyszczy oznaczonym swastyką kruszcem…

A i to nie koniec! Bo zachodnie media rozkręciły polsko-debilną szopkę do tego stopnia, że zaczęły się kompromitować poważne zagraniczne instytucje. Skórę na żywym niedźwiedziu postanowił bowiem podzielić chociażby Światowy Kongres Żydów (Wiki: międzynarodowa federacja organizacji i gmin żydowskich ze 115 krajów). I mimo że jedyne złoto, jakie przejeżdżało przez Dolny Śląsk, stanowiło legalne depozyty niemieckiej ludności Wrocławia, Kongres postanowił mityczny pociąg zaanektować, przy okazji subtelnie kopiąc nas w krocze stwierdzeniem, że musimy w ten sposób zapłacić za… holocaust.

Całe złoto i inny odnaleziony majątek należący do żydowskich rodzin lub przedsiębiorstw powinien dziś trafić na rzecz ocalałych polskich Żydów, ponieważ niestety nigdy nie zostali oni adekwatnie zrekompensowani przez Polskę za cierpienia, które przeszli i ich katastrofalne straty ekonomiczne z czasu Holocaustu. (Robert Singer, szef Światowego Kongresu Żydów)

Chwilę potem okazało się, że do złota będzie sobie rościć prawa Federacja Rosyjska jako prawny sukcesor Związku Radzieckiego, uczestnika antyhitlerowskiej koalicji. Zgłosiłyby się pewnie Etiopia, Zimbabwe, Uzbekistan i Kazachstan, tym bardziej, że panom poszukiwaczom się pociąg rozmnożył („wiarygodne” badania georadarowe nagle pokazały dwa składy stojące obok siebie), ale, niestety, w końcu wydano wszelkie możliwe zgody, ruszyły maszyny i… guzik znalazły.

Tu warto dodać, iż jedyną instytucją, która uparcie stała na straży rozumu, rozsądku, intelektu i kultury, była Akademia Górniczo-Hutnicza, której dyplomowani fachowcy wykonali profesjonalne badania i orzekli, iż pociągu nie ma. Ale kto by tam profesorków słuchał, prawda? Skoro Wyborcza napisała w sieci, że są diamenty, a Fakt, że złoto, to niech się dziady z AGH zamkną, bo internety wiedzą lepiej, koniec, kropka.

A wszystko dlatego, że media w sieci napisały, że „ZŁOTY POCIĄG ODNALEZIONO”. To jedno jedyne zdanie uruchomiło lawinę, w której mniej było złota, a więcej błota. Ot i cała historia. I choć skorzystał na tym sam Wałbrzych oraz gros małych i większych przedsiębiorców (w minioną niedzielę widziałem piwo „Złoty Pociąg” za… 15 zł), to jednak cała historia przynosi raczej smutną konstatację. Po pierwsze, polskie dziennikarstwo śmierdzi i to właśnie na swoim smrodzie zarabia. Po drugie, ludziom można wcisnąć każdą bzdurę. Po trzecie, dodajcie pierwsze i drugie… Rzekłem.

PS. Najnowszy materiał o „złotym” pociągu, wyprodukowany przez TVP, możecie zobaczyć tutaj. Moja wypowiedź w 39. minucie.

  • DeadPool$

    Może tak: złota nie ma i nie było, wątpię że hitlerowcy zostawili swoje złoto w naszym kraju (Dolny Śląsk Góry Sowie). Mamy tu dużo szczęścia że udało się to jakoś rozkręcić i same miasto na tym zarobiło, a nie że się ośmieszyliśmy na cały świat. Czy pociąg jest tego nie wiadomo, ale na pewno nie ma tam złota, prędzej jest tam sarin wywieziony z Wrocławia. Teraz maszynka do zarabiania kasy stanęła, odkrywcy kopali za płytko, teren źle zbadano itd. przez co trzeba knocić jak na tym dalej zarabiać..

    • Marcin M. Drews

      Złoto było i najpewniej wyjechało ciężarówkami. Jest opcja, że ukryto je na terenie dzisiejszej Polski. Ze wschodu szli Rosjanie, z zachodu Angole, a Niemcy liczyli, że po wojnie, nawet przegranej, Dolny Śląsk pozostanie niemiecki. Stąd słynna sprawa Klosego.

    • SRP 11

      Równie ciekawe a czasem wręcz absurdalne są dzieje część kosztowności i dzieł sztuki zostawionych we Wrocławiu i okolicach a które „znikały” w tajemniczy sposób, po przejściu frontu.

      Długo po zakończeniu wojny w jednej z wiosek ktoś z przyjezdnych zauważył, że rolnicy używają w obejściu ceramicznych dziwnych naczyń, w których podawano między innymi świniom karmę.
      Później okazało się, że ceramika to część skarbu króla Priama, odkryta w Troi przez Henryka Schliemanna.

      O ile pamiętam, Niemcy nie zabrali jej z Wrocławia, razem z niekatalogowanymi dziełami sztuki była stopniowo rozkradana przez Polaków, a resztki, które nie znalazły „nowych właścicieli” zostały z nieznanych powodów wywiezione i wyrzucone. Później znaleźli ją chłopi.

    • DeadPool$

      Co do drugiej częśći wypowiedzi masz w 100% rację. Co do złota i tego tunelu- należy pamiętać, że po wojnie z tych terenów korzystało wojsko rosyjskie jak i polskie- ale co tam (dokładnie) robiono to nie wiadomo. Podobno o tunelu wiedzieli, a czy go odkryli, użytkowali tego już nie.

    • zebba

      Problem w tym, że wtedy to był teren Niemiec. Ale żeby to wiedzieć trzeba było chodzić w szkole przynajmniej do piątej klasy. Ty jak widać skończyłeś edukację znacznie wcześniej.

    • DeadPool$

      Niejasna wypowiedź, ale widzę że kolega wydał wyrok o braku wiedzy ;) Wiadomo, że teren należał do Niemiec, ci też zakładali że mimo przegranej wojny zostanie w ich rękach.

    • SRP 11

      A skąd niby miałby się znaleźć we Wrocławiu sarin???
      W pobliskim Dyhrenfurth (obecnie Brzeg Dolny) w zakładach chemicznych „Anorgana” koncernu IG Farben produkowano tabun. Przed wejściem Rosjan jego zapasy zniszczono. Sarinu na tych terenach Niemcy nie produkowali i nie przechowywali

      Również przypomnę, że te tereny były niemieckie prawie „od zawsze”

    • DeadPool$

      Wiem czyje były te tereny, niejasno napisałem wypowiedź. Mój błąd.

      Sprawa zakładu Anorgana jest dość ciekawa. Jedni twierdzą, że nie produkowano sarinu, inni mówią że tak- tak twierdziła okoliczna ludność- o czym część historyków wspomina. Z wiedzy profesora z którym miałem wykłady na II roku wynika, że po wejściu Rosjan do Wrocławia, zakłady zostały przez nich przejęte, jednak nie zdawali sobie sprawy co zdobyli, Niemcy dokonali szybkiego kontrataku po którym załadowali na pociąg „towar” i wywieźli (ukryli), gdy armia radziecka definitywnie przepędziła szwabskich zakłady stały już puste.

    • DeadPool$

      Wiele informacji o tym co działo się na tych terenach przed jak i po wojnie można się dowiedzieć od niektórych mieszkańców tych okolic. Wiadomo, że informacja przekazana z pokolenie na pokolenie gdzieś traci prawdę, ale duża część tych opowieści jest prawdziwa :)

    • SRP 11

      Zadam pytanie jeszcze raz. A skąd niby miałby się znaleźć we Wrocławiu sarin???

      Mieszkańcy Wrocławia widzieli i przekazywali z pokolenia na pokolenie? Masz jakieś źródło informacji?

    • DeadPool$

      Wiedza profesora jest dla mnie wystarczającym źródłem, zresztą zwiedzając kompleksy osówka włodarz itd dopytywałem o ten dziwny pociąg- przewodnik też twierdził że prawdopodobnie był tam sarin.

      Nie do końca jest jasne przez jaki czas sarin produkowano- na 100% nie przez cały czas istnienia zakładu

    • SRP 11

      A nie było tam Elvisa i UFO?

      Przewodnik twierdził, że że był sarin w pociągu który nie istnieje?

      W Dyhrenfurth w ogóle nie produkowano sarinu tylko tabun.

      Innymi słowy coś bredzisz

  • SRP 11

    I choć skorzystał na tym sam Wałbrzych oraz gros małych i większych przedsiębiorców (w minioną niedzielę widziałem piwo „Złoty Pociąg” za… 15 zł)

    Turyści piją obrandowane przez Domagałę piwo Złoty Pociąg, a jego restauracja, dzięki nowej etykiecie, tylko w ostatnim miesiącu sprzedała więcej butelek niż przez ubiegły rok, gdy piwo nazywało się Lwówek Śląski. Dla wybrednych jest też wino Złoty Pociąg, a zaraz ma być rozlewana – po angielsku, już jako Golden Train – i wódka, i whisky dla koneserów. Do kupienia w całej Polsce. Domagała: – No tak, interesuje mnie sprzedanie milionów butelek. Bardzo mnie to pociąga, ta historia, bardzo łatwo mi się więc wydaje na inwestycje.

    Jako uzupełnienie artykułu polecam:
    http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,20592092,zloty-pociag-czy-zloty-interes.html

    • Marcin M. Drews

      W końcu ktoś się odważył o tym napisać! Świetny jest zwłaszcza wątek „odkrywców”. Szkoda, że cała Wyborcza nie trzyma poziomu swojego Dużego Formatu.

    • SRP 11

      Tam jest więcej smaczków: zastrzeżenie nazwy „Złoty pociąg”, stawki za wywiady, stawki za zdjęcia itp

    • Marcin M. Drews

      Dokładnie! Wielkie dzięki za ten link! Aż sobie na Kindle’a wysłałem ten materiał. :)

  • Mateusz Brejnak

    W Wałbrzychu i okolicach co chwilę odkrywa się tajemne tunele itp. To że hype na złoty pociąg był w zenicie, nie oznacza, że mieli trafić z jego „premierą” w sezonie – to nie film czy gra, które można zaplanować. Wałbrzych skrywa wiele tajemnic i dopóki ktoś na pewno nie znajdzie czegoś cennego – nie powinien sobie przywłaszczać tytułów. Panowie, co tak to nagłośnili – nie są pierwszymi, którzy szukają złotego pociągu, a jak chodzi o prezentowanie ważnych znalezisk w tym regionie – podejrzewam, że będą musieli się ustawić w kolejce.

  • Ppetr0

    W samo sedno :)
    Poważne instytucje już wcześnej informowały, że pociagu we wskazanym miejscu nie ma.
    Ośmieszyli się głównie „odkrywcy”, samorządowcy i tabloidy – choć w sumie do tych ostatnich nie mżna mieć pretensji o to, że ktoś chcą zarobić na gorącym temacie.

    Mam nadzieje, że mimo wszystko Wałbrzych, Wrocław, Góry Sowie i okolice zyskały rozgłos i szersze zainteresowanie turystów.
    Widzę już pod artykułem komentarze pseudoznawców, którzy jednoznacznie stwierdzają, że złota na Dolnym Śląsku nigdy nie było. Naprawdę nie rozumiem jakim ignorantem trzeba być, aby w ten bezpretensjonalny sposób wypowiadać się na tematy, które są podmiotem badań wielu pokoleń naukowców.

    Zachęcam do zainteresowania się historią II Wojny Światowej, poczytania kilku mądrych książek, zwiedzenia Wrocławia, Wałbrzycha i kompleksu Riese. Może ktoś się wciągnie w historie i pozna historię twierdzy Srebrna Góra i legendy o świętym Graalu w zamku Moszna. Wszystko to jest bardziej realne niż Pokemon, a jednak wielu osobom trudno w to uwierzyć :P

  • Adrian

    Fajny artykuł. Przyjemnie się czytało podsumowanie tej szopki :)

  • pantadeus

    Bardzo fajny tekst, wesoły, okraszony filmami i prawdziwy do bólu :)

  • Matt Dabrowski

    O wy tępe ćwoki. Nie trzeba studiów kończyć czy Akademii Gorniczo_Hutniczej. Czy wy naprawdę myślicie że te pieprzone czerwone wladze pozwolilyby na to by ten pociąg spokojnie sobie czekał pod ziemią?
    Jesli wogóle kiedykolwiek był to już te komuchy czerwone go wyciagneły.