Złota klatka

Emil Oppeln-Bronikowski znowu to zrobił. Napisał ciekawy tekst na Antyweb, zapraszam do lektury i dzielenia się własnymi przemyśleniami w komentarzach:

Przyszła zima. W zimie zwierzęta zapadają w sen, drogowcy są zaskoczeni, rury pękają, a ja tradycyjnie wyciągam swoją księgę Pomysłów, Które Przyniosą Milion Przedwczoraj, i zastanawiam się nad rozpoczęciem prac związanych z odpaleniem jakiegoś projektu dla ludzi. Jak przystało na prawdziwego intelektualnego impotenta, moje wszystkie ruchy kończą się bezpotomnie. Jestem jednym z tych ludzi, którzy czytają o pisaniu, zamiast pisać, i projektują skomplikowaną infrastrukturę dookoła weekendowego projektu, który nie ma jeszcze ani użytkownika, ani linijki kodu.

Pomyślałem, że podzielę się z Wami czterema rzeczami, które chcę zaimplementować w moim fantomowym projekcie. Dzięki temu poczuję się lepiej, zakopując kolejnego koderskiego trupa w ~/Dropbox/Backups/ – przynajmniej do czegoś się przydałem.

Dane kochane

Jeżeli Twój plan utrzymania użytkowników w systemie zakłada wykręcanie im rąk, to prawdopodobnie powinieneś rozważyć zmianę zawodu z młodego biznesmena na młodego mafioza. Jeżeli nie widzisz różnicy, to też powinieneś zmienić.

W dawnych czasach, gdzieś na początku tego tysiąclecia, użytkownik kupował narzędzie, którym obrabiał swoje dane. Wyniki pośrednie były zwykle prezentowane w popularnych i opisanych formatach. Mogłeś dorzucić flarę w Photoshopie na rysunku wykonanym w MS Paint.

Dziś systemy SaaS zjadają olbrzymie ilości danych użytkownika. Problem, którego chciałbym uniknąć, to właśnie wykręcanie klientowi ręki. Nie ma usprawiedliwienia dla autora systemu, który nie pozwala użytkownikowi wyeksportować kompletu jego własnych danych. Bez faksowania, bez korespondencji e-mailowej. Bez żebrania.

Google jest przez wielu uważane za najgorszego potwora, wampira żywiącego się sygnałami i kliknięciami użytkowników. Może to i prawda, ale póki oferują oni Data Liberation Front, czuję się w miarę bezpiecznie. Chcę używać systemu dla jego wspaniałych funkcji, a nie dlatego, że utknąłem w nim wraz ze swoimi danymi.

Potrzebujesz użytkowników, nie zakładników.

Już się z tobą nie bawię

Dobrze, Twoja aplikacja umożliwia mi zabranie moich informacji i jestem tak szczęśliwy, że aż zawadzam głową o chmury. Może nadejść jednak dzień, w którym zechcę odejść. Czy mogę się spodziewać, że guzik, który usuwa mnie z systemu, nie będzie ukryty gdzieś na setnej stronie dokumentacji? To moja decyzja, nie chcę jej konsultować, nie chcę wybierać opcji z usprawiedliwieniem. Dlaczego aplikacje wyglądają jak sekta, w której nie można złożyć apostazji, a każdy apostata jest traktowany jak nierozumny szaleniec?

Rozumiem – usunięcie mojego profilu spowoduje trochę problemów. Tu zepsują się relacje, tam trzeba będzie wstawić jakiś podpis o użytkowniku skasowanym. Próbujecie zaproponować kompromis: zostawimy tylko kilka danych, konto oznaczymy jako usunięte i nigdy więcej go nie dotkniemy.

Tylko nie wiem, czy ktoś w to jeszcze uwierzy. Sytuacje z kasowaniem kont na NK i FB chyba nauczyły już ludzi, że „powitano was w hotelu Kalifornia, możecie się zameldować, ale nigdy nie odejdziecie”.

Jeszcze malutka anegdotka dla tych wszystkich sprytnych projektantów, którzy chcą złapać mnie za rękaw na samym progu. Kiedy kasowałem konto na FB (hipster-alert!), system wyświetlił mi komunikat: Heniek, Janek i Zbynio będą za tobą tęsknić. Ojej, to może zawrócę? Nie, to właśnie ludzie tacy jak Henio i Janek spowodowali, że uciekam. Zbynia widziałem raz na branżowym spędzie i nie wiem nawet, jakim cudem zaakceptowałem jego zaproszenie. Gratuluję, uzyskaliście efekt idealnie przeciwny od oczekiwanego.

Pamiętasz byłego partnera lub partnerkę, którzy po zakończeniu związku wydzwaniali, pisali e-maile i przy każdej okazji wspominali, że “kochali tylko ciebie”? Nie idź tą drogą!

Kto ty jesteś? @kontonatłiterze

Nikt nie chce, żeby użytkownicy rozbijali się już na drzwiach waszych projektów. Nie ma konwersji, nie ma zabawy. Kwestię formularzy rejestracyjnych część autorów rozwiązuje za pomocą autoryzacji w systemach trzecich (OpenID, Oauth), takich jak Google, Facebook czy Twitter. Klik – i już jesteś w środku. To dobre rozwiązanie, mimo kilku nadużyć (czasem podkręci się uprawnienia, wyśle się e-maila marketingowego do listy znajomych, może pojawi się aktualizacja na Twitterze z informacją, jakich to cudów można dokonać w świeżo autoryzowanej aplikacji), ale składam to na karb głupoty autorów.

Marzy mi się lepsze rozwiązanie. Guzik odpowiadający za rejestrację tworzy po prostu konto. Bez pytania, bez formularza, bez autoryzacji. Po prostu anonimowe konto z krótkim terminem przydatności, trwała sesja na ten czas i możliwość uzupełnienia pozostałych danych. Po uzupełnieniu „usztywniamy” konto, usuwamy datę przeterminowania i już.

Mam dziesiątki kont na serwisach, które testowałem tylko dlatego, że jestem uzależniony od nowości. Czasem dostanę e-maila o tym, że nie logowałem się od czasu wystygnięcia skorupy ziemskiej, o zmianach. Utrzymując w systemie martwych użytkowników, robicie sobie tylko krzywdę. Kierujecie marketing do duchów pozostałych po fazie beta, zamiast skupić się na faktycznych użytkownikach.

Bądź dobrym gospodarzem i wpuść mnie do środka. Nie każ mi kołatać formularzami, nie proś o legitymację i dowód osobisty.

Popraw krawat

Ciężko jest przekonać młodych ludzi do spędzania czasu nad nieciekawymi aspektami aplikacji. Wiem, sam wolę dodać jakiś fajny bajer niż „eksport danych do arkusza kalkulacyjnego dla księgowości”. Myślę jednak, że nadejdzie czas, kiedy nie trzeba będzie zaczynać kariery programisty od tłuczenia kolejnej społecznościówki i zaczniemy widzieć więcej biznesowych możliwości, które stworzyła nam sieć. To będzie wymagało delikatnej korekty nawyków, założenia przysłowiowego krawata i rozważenie, czy obecne wzorce projektowe nadają się do aplikacji wspierających biznes. Takich, za które wasi użytkownicy będą chcieli zapłacić i w których będą się czuć bezpiecznie.

Powyższe uwagi dotyczą wyłącznie relacji między klientem a twórcami i są wierzchołkiem góry lodowej w moim notatniku. Jestem pewien, że macie własną listę rzeczy, które was wkurzają. Branża SaaS jest zdecydowanie za młoda, by wpadać w koleiny i toczyć się w nich przez następne lata.

Pozwól użytkownikowi się rozgościć, zostać, a gdy nadejdzie kres waszej przygody, nie puszczaj go w skarpetkach i nie wypominaj mu decyzji.

 

Foto

» «
  • avsdfvas

    Utrzymując w systemie martwych użytkowników, robicie sobie tylko krzywdę. Kierujecie marketing do duchów pozostałych po fazie beta, zamiast skupić się na faktycznych użytkownikach.

    - wymog tworow ala giodo i innych sbeckich urzedow itp,itd
    - jesli mam napisane ze mam 50mln klientow to nawet jelsi mam tylko 100, to moze oszukac agencje PR i AD do reklam :) one oszukuja ludzi wiec czemu nie oszukiwac kogos dzieki komu produkt zamiast kosztowac 300zl to kosztuje 800;)
    - zawsze jest szansa ze cos odzyska dawny blask
    - zawsze jest baza do sprzedazy

    „Ciężko jest przekonać młodych ludzi do spędzania czasu nad nieciekawymi aspektami aplikacji”

    to wytlumacz prosze jakm cuden FB zyje, bo tak beznajdziejnej www, zagmatfanej bedacej od poczatku do konca wrogiem czlowieka i ux … ma taki szal nowych dusz

    „Takich, za które wasi użytkownicy będą chcieli zapłacić i w których będą się czuć bezpiecznie.”

    prosta sprawa nie kieruj sie w polski rynek bo tu nikt nie placi a jak juz to wymaga porsche za 10zl i jeszcze ma pretensje ze paliwo drogie

    ksiegowy przynajmniej za ten arkusz zaplaci ;)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1007477053 Filip Bartłomiej Misiewicz

    Genialne to rejestrowanie bez danych. Myśleliśmy o tym w fazie projektowania rejestracji w portalu BiznesTrend.pl…
    ale jest problem – ludzie nie chcą innowacji, bo nie potrafią ich obsługiwać. To znaczy chcą innowacji, ale takich, które będzie się obsługiwać po staremu.
    Potwornie ciężko jest nauczyć użytkownika czegoś, czego nie zna ze swojej wieloletniej przygody z komputerem. Że strzałka w lewo to cofnij, a + znaczy dodaj coś nowego. A zarejestruj się = podaj swoje dane, a potem potwierdź i korzystaj…
    To są pomysły – wymyśl – opakuj – sprzedaj Googlom albo innemu wielkiemu – on zrobi z tego standard.
    Ile to historii odpowiedników 1:1 wielkich produktów, które powstały o kilka lat za wcześnie…

    • Anderseeeeeeen

      To akurat prawda. Mam za sobą platformę rewolucjonizującą serwis oprogramowania on-line i co?
      Gnije! :(

  • Jean

    Autor tak daleko zaszedł w teoretyzowaniu, że przedstawia wizje zbliżone do fantastyki. Pewnie że wszystko to super, ale jak się robi biznes to biznes ma zarabiać. Jak masz przychód to dobrze… Nie masz, to szukając kolejnej rundy finansowania musisz świecić statystykami ilu to użytkowników już masz w bazie, wystarczy ich tylko zaktywizować…

    A już otwieranie userom drzwi z napisem „wyjście” jest w ogóle genialną strategią biznesową. Już widzę jak np. wszystkie telekomy bez problemu wypuszczają swoich klientów zyskując na tym ich dozgonną wdzięczność. Szkoda, że nie ich kasę…

    • http://bronikowski.com opi

      Być może się nie zrozumieliśmy. Nie sądzę żeby te rady nadawały się dla posiadaczy sieci telefonii komórkowych. Są raczej dla zwykłych dłubaczy, których nie stać na bycie męskim członkiem. Z drugiej strony takie Google z DLF nie ma jakoś problem z ideą otwierania drzwi na oścież, po prostu ma serwis z którego przysłowiowy zwykły użytkownik nie chce odchodzić.

      Mówisz „wdzięczność”, ale ja nie pisałem o tym, że user ma być ci wdzięczny. To, o czym piszę powinno być punktem neutralnym, nie robisz nikomu łaski, że nie traktujesz go jak śmiecia i może łaskawie pozwalasz mu zabrać jego rzeczy.

      Z tego samego powodu nie jestem wdzięczny kelnerowi za to, że nie napluł mi do zupy i szatniarzowi za to, że nie obrobił mi palta.

  • Grzegorz Mrózek

    To mi bardzo przypomina relacje mojej firmy z księgową i IT. Jedno i drugie jest z zewnątrz. IT wprowadziło kilkanaście lat temu program do obsługi firmy FPP z Comarchu. Ok. Gra. Księgowa (nota bene żona szefa IT) pracowała też na tym pakiecie więc problemów nie było. Dwa lata temu przeszła na Optimę (też Comarch) i zaczęły się problemy. Bo FPP nie jest zgodne bazowo (Clarion) z Optimą (Sql) i wszelkie dane biedna musi konwertować. Oczywiście IT chcąc ulżyć żonie „wymusza” na nas przejście na nowoczesną kobyłę, która wymaga nie dość, że zmiany przyzwyczajeń (DOS vs Windows) obsługi, to też zmiany infrastruktury (mamy XXI wek, więc zainwestujmy kupę kasy w niepotrzebny sprzęt, mimo iż stary się sprawdzał wyśmienicie) oraz szkolenie pracowników w zakresie obsługi. Po co? By księgowa nie musiała konwertować baz. Próba rezygnacji z usług księgowej oparła się o sąd, gdyż ta nie chciała wydać danych firmowych tłumacząc, iż poprzednie lata ma zarchiwizowane i zamknięte w bazie wraz z danymi innych kontrahentów których obsługuje a ona nie potrafi ich wyeksportować i usunąć. Mąż zaś jest z nią w separacji i jej nie pomoże. Śmiech na sali… Ona obiecuje, że nie będzie zaglądać do naszych danych. Gdybyśmy zaś się przenieśli na Optimę, to problemu by nie było bo tam by wystarczyło tylko przekopiować żądane dane i po sprawie. Sprawa zakończyła się tym, że dane wyeksportował i usunął od niej inny człowiek z kolejnej firmy IT a my nie kożystamy z Optimy i jej dobrodziejstw oraz męża pani księgowej jako firmy IT…

  • avsdfvas

    Grzegorz Mrózek: ował i usunął od niej inny człowiek z kolejnej firmy IT a my nie kożystamy z Optimy i jej dobrodziejstw oraz męża pani księgowej jako firmy IT…

    czyli udowodniles ze kobiety i IT to blad statystyczny i nie warto miec doczynienia z produktem comarchu ;)

    • Anderseeeeeeen

      Generalnie unikać „polskich firm rodzinnych”. Jeśli żona i mąż pracują w jednej firmie kłopoty murowane. Generalnie rzecz biorąc.

  • Nopik

    Caly Opi ;) Poglady dosc radykalne i jakos wiekszosc producentow oprogramowania sie raczej z nimi nie zgodzi.. ale zawsze lepiej miec taki produkt ktory uzytkownik uzywa bo chce, a nie musi.

    • http://bronikowski.com opi

      Ho ho, Doktor Nopik! Mój borze, kogo ja tu w komentarzach nie znajdę. :->

  • http://kinta.com.pl kinta

    nie tak dawno dalem wyraz swojej irytacji publicznie… i niech to bedzie jako moj komentarz do tego artykułu…
    http://www.facebook.com/mpachla/posts/143971885721630

  • Grzegorz Mrózek

    @Kinta – Zawartość chwilowo niedostępna… a szkoda bo zapowiedź była ciekawa.

  • http://kinta.com.pl kinta

    to przez ten timeline… wrrrr, ciezko znalezc odpowiednie id postu:
    http://www.facebook.com/mpachla/posts/316017348433985

    • http://pouczyc.pl Podręczniki

      @kinta

      nie wszystkie sklepy internetowe działają w ten sposób, niektóre nie zmuszają do rejestracji, przypuszczam że przez to też mniej zarabiają, takie czasy, mało jest użytkowników którzy z takiego powodu nie zrobią zakupów…

  • http://kinta.com.pl kinta

    to powinno byc poprawne, sorki, ale nie umiem edytowac tu swoich komentarzy, moze Grzesiek usunie niepotrzebne
    http://www.facebook.com/mpachla/posts/330728233633795

  • http://kinta.com.pl kinta

    Podręczniki: @kintanie wszystkie sklepy internetowe działają w ten sposób, niektóre nie zmuszają do rejestracji, przypuszczam że przez to też mniej zarabiają, takie czasy, mało jest użytkowników którzy z takiego powodu nie zrobią zakupów…

    no wlasnie – niektóre! a poza tym skad wniosek, ze te bez rejestracji mniej zarabiają? jak mam ochotę coś kupić to kupuje, place, podaje dane do wysylki i tyle – nie potrzebuje konta zeby sprawdzac swoja historie… to jest jakas paranoja, w coraz wiekszej ilosci sklepow online nie dokonamy zakupu bez wczesniejszej rejestracji i zalozenia konta…

  • sieciobywatel

    nikt nie słyszał o BrowserID? to właśnie jak logowanie z tweeterem, tylko zamiast tweetera może być inny dostawca.

  • http://www.alboom.pl Michal Pakier

    To wszystko co tu jest napisane wygląda na oko na świętą prawdę. Z drugiej strony czytałem ostatnio ciekawą analizę 10 sklepów o największej konwersji (raport z 2011 roku) i okazuje się, że one niekoniecznie się do rego stosują. Polecam:

    http://www.slideshare.net/proimpact7/lessons-learned-from-the-top-10-converting-websites

    • http://bronikowski.com opi

      Oglądam. Na trzeciej stronie dwa z słupków odnoszą się pośrednio do mojego zarzutu: proces zakupu niejasny lub długi. OK, dalej rozumiem, że wygoda przegrywa z dobrą ceną. Biorąc pod uwagę, że to jest e-commerce można zgadnąć, że cena jest priorytetem. Dalej, mam zawsze pewien problem z przytaczaniem górki jako przykładów. Widzisz, góra ma zawsze inercję i ich decyzje są kasowane przez ilość użytkowników.

      Gdy Wielki Sklep z Milionem Klientów wprowadzi jakąś upierdliwość to klienci i tak będą mu wierni. Zakładam, że Ty byś zaczynał od zera, czy wtedy skopiowanie zachowań Wielkiego Sklepu czyni Cię wielkim? Czy to nie jest aby odwrotna korelacja na zasadzie „mamy taką ofertę i taką markę, że możemy sikać na Was”?

      Nie wiem, kompletnie nie znam rynku e-commerce, mam tylko mieszane uczucia przy rozkładaniu cudzego sukcesu na części używając tylko jednego zestawu danych.

      Google ma dużo serwerów. Google odniosło sukces. Kup dużo serwerów: odnieś sukces.

      Ale lektura pouczająca, dziękuję.

    • http://www.alboom.pl Michal Pakier

      Niektóre rzeczy są tam rzeczywiście na zasadzie, że duży może więcej ale chyba nie do końca. Raczej to jest na zasadzie, że „nie musimy sprzedawać wszystkim”. Z tego co zrozumiałem zbierają jak najwięcej informacji o klientach w różnych rozbudowanych formularzach. 5 osób się obrazi i z nich zrezygnuje ale pozostałym 95 będą mogli wysyłać specjalne oferty z okazji urodzin, imienin, rocznicy ślubu, urodzin psa itd. W ten sposób budują sprzedaż i dużą konwersję. A że kilka osób wrażliwych na podawanie swoich danych osobowych nie będzie ich klientami? No trudno.

      Myślę też, że to jest jednak niezależne od skali działania. Nawet jak masz tylko 100 klientów to lepiej 90 sprzedać za 100zł a 5 nic niż wszystkim za 50zł.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Rekord w błyskawicznym zdobywaniu pieniędzy na fundusz startupowy pobity

Gdyby ktoś organizował zawody w błyskawicznym zdobywaniu dużych pieniędzy na fundusz startupowy, Ben Horowitz zapewne zająłby pierwsze miejsce. Zdumiewa mnie...

Zamknij