24

Tomasz „quaz” Drabik o sukcesie na Patronite: „Najwyższy z celów ustaliłem bez jakichkolwiek nadziei na to, że się uda”

Tomasz Drabik, znany także jako quaz to moim zdaniem najlepszy polski YouTuber zajmujący się tematyką gier. Przez lata robił to dorywczo, spędzając osiem godzin dziennie w etatowej pracy. Niedawno zdecydował, że zrezygnuje z etatowej pracy i całkowicie skupi się na swoim kanale. Decyzja odważna i ryzykowna, przy okazji spróbował na serwisie Patronite. Zapytaliśmy Tomka o jego kanał, całą akcję, Patronite i wartościowe treści na growym YouTube.

ByTomek Drabik, znany także jako quaz, twórca materiałów o grach na YouTube – okraszonych humorem recenzji, analitycznej publicystyki oraz filmików rozrywkowych takich jak te z cyklu GlitchMistrz czy growe pseudo-RAPy (Metalowy Słoń).

Taki opis widnieje na serwisie Patronite, gdzie Tomek zamieścił swój profil, określając 4 jasne cele. Wszystkie udało się błyskawicznie zrealizować. To świetna wiadomość, bowiem quaz w odróżnieniu od najpopularniejszych polskich youtuberów growych nie produkuje swoich materiałów taśmowo, nie przeklina, nie podąża za trendami (takimi jak challenge itp.). To wartościowe – zarówno merytorycznie jak i wizualnie – filmy, okraszone charakterystycznym dla niego humorem – moim zdaniem nie ma lepszego twórcy na polskim growym YouTubie. Dlatego mocno trzymam kciuki, by ryzykowna decyzja postawienia wszystkiego na jedną kartę szybko okazała się najlepszą decyzją w jego życiu.

Paweł: Przede wszystkim gratuluję podjętej decyzji. Rozmawialiśmy już o tym jakiś czas temu i pewnie pamiętasz, że zachęcałem Cię do całkowitego skupienia się na YouTube. Była jakaś jedna sytuacja, która przeważyła, czy może dojrzewało to w Tobie od dłuższego czasu i wyszedłeś z założenia „teraz albo nigdy”?

Tomek: Dziękuję! Nie było jednej sytuacji, a co najwyżej zbiór różnych, pomniejszych czynników oraz przemyśleń, które trochę przyspieszyły podjęcie decyzji. Rozważałem to od ponad 2 miesięcy, ale wstępnie miałem zacząć od września. Myślałem sobie, że lato to jednak okres ogólnego przestoju, więc zacząć pracę na swoim i przez 2 miesiące nie mieć materiałów sponsorowanych, a więc i z czego żyć – to może być niezbyt fajny początek. Ale ostatecznie uznałem, że lipiec i sierpień to dobry, nieco spokojniejszy czas, w którym będę mógł odnaleźć się w nowej sytuacji, nauczyć pracowania w domu, a może Patronite pomoże. I przy okazji znaleźć sposób na to, aby nie zamienić się w zdziczałą, siedzącą w domu bułę ;). A od września, kiedy zacznie się nowy sezon premier gier, być zwartym i gotowym do działania.

P: Materiał z otwarcia sklepu X-Kom był świetnie oznaczony, w dodatku z właściwym dla Twoich produkcji humorem. Wiem, że trochę denerwowałeś się robiąc ten film, obawiając się o reakcję publiczności na informację o komercyjnej produkcji. Uważasz, że jasne i wyraźne oznaczanie takiej współpracy to ten właściwy sposób? Jesteś fair w stosunku do wszystkich, z drugiej strony sam narażasz się na nieprzychylne komentarze w stylu „sprzedałeś się!” itp.

T: Moim zdaniem to jedyny, słuszny sposób. Moja praca na YouTube w dużej mierze opiera się na wiarygodności, otwartości i przejrzystości. Nie mogę sobie pozwolić na to, aby ktokolwiek miał wątpliwości czy dany materiał jest sponsorowany czy nie. Pomijam tu fakt, że nieoznaczanie materiałów sponsorowanych jest chyba średnio legalne, prawda? Ale w moim odczuciu na takiej otwartości o wiele więcej się zyskuje niż można stracić. Jeśli materiały są jasno oznaczone to wiadomo co jest czym. Kiedy nie są – pojawiają się różni „detektywi”, którzy węszą materiał sponsorowany we wszystkim. No bo skoro taki materiał z otwarcia sklepu jest w oczywisty sposób sponsorowany, nawet bez oznaczenia go jako taki, to może inne materiały też są sponsorowane? Zaczyna się nieufność, podejrzewanie, że coś innego zostało zrecenzowane za pieniądze itd. A tak? Mamy jasność. Oczywiście jacyś „detektywi” zawsze się znajdą, ale większość rozsądnych widzów wie co jest czym, bo widzą, że jasno to określam.

Zabawny fakt: jedyne komentarze „sprzedałeś się!” jakie widziałem były ewidentnie żartami z tego typu reakcji. Prawdę mówiąc jestem cały czas w lekkim szoku, że społeczność tak dobrze to przyjęła. Mogę to nadinterpretować, ale może to dlatego, że starałem się, aby każdy materiał sponsorowany jaki zrobiłem był fajny dla widza i był w pełni w moim stylu.

P: Jak sobie poradzisz z finansowaniem działalności? Ostatnie akcje sponsorowane dają nadzieję na dalsze tego typu współprace?

T: To jest pytanie, które stawia sobie chyba każdy kto decyduje się na samozatrudnienie. Niestety w przypadku akcji sponsorowanych to jest zupełnie nie do przewidzenia – każdą robi się oddzielnie, nie ma pewności, że kontrahent za chwilę nie pójdzie sobie gdzieś indziej i będzie problem. Ale cóż – bez ryzyka nie da się tego zrobić. Dwa dni temu wystartowałem z Patronite i widzę, że, póki co, widzowie nie dadzą mi zginąć ;).

P: Śledzę Twój profil od pierwszej wpłaconej stówy i można już mówić o dużym sukcesie na Patronite. Wierzysz, że ten serwis faktycznie dostarczy takich miesięcznych przychodów? Początkowe deklaracje to jedno, dalsze miesięczne wpłaty mogą wyglądać inaczej.

T: Sukces jest szalony! Autentycznie od dwóch dni co o tym pomyślę to zapiera mi dech w piersiach. A nie miałem żadnych oczekiwań. Absolutnie żadnych. Liczyłem się z tym, że widzowie mogą mi tam dać zarówno 2000 jak i 200 złotych łącznie. Najwyższy z celów ustaliłem bez jakichkolwiek nadziei na to, że się uda – bo ktoś mi zasugerował, że tyle mogę zebrać (jak widać wyczuł to lepiej ode mnie). Ale życie mnie nauczyło, aby nie mieć za wysokich oczekiwań. Cóż, niespodzianka tym przyjemniejsza!

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dalsze miesięczne wpłaty będą się zmieniać i absolutnie nie liczę na to, że ten wynik się utrzyma. Z pewnością niektórzy uznają, że ich na to w danym momencie nie stać, a ich miejsce zajmą inni lub nie. Rozmawiałem ostatnio ze znajomym, który prowadzi własną działalność – jest fotografem. U niego zarobki są wybitnie sezonowe – w dużej mierze zależą od ślubów i wesel. Dlatego wydatki musi planować, aby wystarczyło też na te bardziej jałowe miesiące. I myślę, że tutaj trzeba działać podobnie. Na szczęście nie należę do rozrzutnych ludzi, więc jest nadzieja, iż wykorzystam pieniądze, które dostałem od widzów, aby kanał funkcjonował bez problemów, pełną parą możliwie jak najdłużej. Chociaż ten cel związany z kupowaniem VR będzie kosztował, więc mam nadzieję, że ta zebrana kwota nie spadnie za szybko ;).

P: Osiągnąłeś już wszystkie założone cele na Patronite. Może pora na kolejne?

T: Trochę ludzi mnie do tego namawia, ale realnie nie mam na wyższe cele pomysłu. Tzn. coś mógłbym tam dopisać z pewnością, ale nic co mógłbym uzasadnić wyższą ilością pieniędzy – nie jestem Krzyśkiem Gonciarzem – produkcja moich materiałów nie jest uzależniona od drogich podróży, noclegów i tak dalej. A nie chcę czegoś wymyślać na siłę, aby zmotywować widzów do dodatkowej aktywności na Patronite – każdy kto chce wesprzeć może to zrobić niezależnie od celów, nic na siłę. Ponadto cele już osiągnięte oznaczają powstanie cykli materiałów, które będą produkowane przez wiele miesięcy – przede wszystkim cykl retro, bo to jest morze tematów do omówienia. Musi się to przeplatać z normalną działalnością kanału, więc wolę nie brać na siebie jeszcze dodatkowych zobowiązań. Przy ilości pomysłów jakie mam w głowie na różne filmiki te dodatkowe 8 godzin dziennie nadal pewno okaże się za ciasne, aby zrealizować wszystko co tylko wymyślę. Ale zrobię o wiele więcej i to mnie bardzo cieszy.

Poza tym mam odczucie, że widzowie zbierają nie dla celów, a dlatego, że każdy kolejny dorzucający swoją cegiełkę (lub cegłę!) chce się po prostu dołożyć i pomóc mi tworzyć kanał. Cele, które ustaliłem to jedyne pomysły jakie przyszły mi do głowy wymagające większych nakładów pieniędzy. Jeśli, jakimś cudem, te kwoty będą się utrzymywać kiedy już zrealizuję założone cele (chociaż tematyka retro pewno będzie się realizować długo) to będę kombinował jak jeszcze mogę wykorzystać te pieniądze, aby coś fajnego zrobić na kanale. Gdzieś tam w perspektywie są nowe konsole, ale może warto byłoby rzucić też okiem na sensowność Steam Machines i w jakieś takie urządzenie zainwestować do testów. Będę myślał.

P: W materiale zapowiadającym rezygnację z etatowej pracy wspominałeś o let’s playach. Pamiętam, że swego czasu zdarzało Ci się robić takie materiały. Faktycznie planujesz tego typu produkcje?

T: W materiale wspominałem o streamach – nie o let’s playach. Let’s playów zrobiłem w życiu zaledwie kilka i nie zamierzam się tym zajmować – „zagrajmerów” na polskiej tubie jest wystarczająco dużo. A do streamów chcę wrócić, bo chociaż zarzuciłem je z braku czasu to mają one swój klimat, pozwalają na interakcję z widzem i często była to dobra zabawa dla wszystkich obecnych. Niby filmik, który potem z tego powstaje wygląda jak let’s play, ale oglądanie takich retransmisji streamów to jednak nie to samo – podobna sytuacja jak przy oglądaniu retransmisji meczu albo nagrania z występu komika wchodzącego w interakcję z publicznością.

P: Jesteś świetny przykładem na to, że można w naszym kraju robić jakościowe materiały o grach. Myślisz, że tego typu treści wreszcie przebiją się na polskim YT?

T: Dziękuję – cieszę się, że nazywasz je jakościowymi. Ja po prostu produkuję to co sam chciałbym oglądać i staram się robić to najlepiej jak umiem. Ale myślę, że ogólnie publicystyka dotycząca gier już się przebija. Wielu starszych graczy odbija się od YouTube’a, bo najłatwiej trafić na nim na kanały skierowane do młodszego odbiorcy – takie kanały są największe i najpopularniejsze – i łatwo dojść do wniosku, że „dla mnie na YT nic nie ma”. Ale właśnie takie rzeczy istnieją i im więcej tych kanałów dotrze do docelowego odbiorcy tym łatwiej będzie na nie trafić. Myślę, że ta zmiana już zachodzi. Arkadiusz z arhn.eu produkuje od lat świetne rzeczy, od jakiegoś czasu bardzo też podoba mi się to w jakim kierunku zmierza tvgry, ale są też takie kanały jak bardziej oparte na humorze produkcje NRGeeka, Bananowego Janka (bywają wulgarni, ale nie kierują swojego przekazu do dzieci!) czy rosnący ostatnio szybko w siłę ZagrajnikTV albo wracający po latach ciszy QAM.

Warto mieć jednak na uwadze, że proporcje popularności kanałów na zachodzie są podobne. Są bardzo duże kanały robiące dopracowane treści, ale prawie nigdy nie są aż tak popularne jak największe kanały humorystyczne o grach. Nie mam z tym problemu, tak już jest. Ale myślę, że publicystyka video na YouTube będzie rosnąć, bo coraz więcej widzów oczekujących takich treści orientuje się, że takie coś istnieje. I sukcesy takich kanałów jak mój czy arhn.eu będą nakłaniać nowych twórców do podążania tą drogą, bo wcześniej inspirujący byli głównie letsplayerzy. To też będzie miało wpływ na ten krajobraz.

P: Których polskich YouTuberów oglądasz?

Nie ma tego aż tak dużo i prawie na żadnym z kanałów nie oglądam wszystkiego co jest publikowane, bo nie mam na to czasu. Oczywiście oglądam wspomnianych wyżej – arhn.eu, tvgry, Bananowego Janka, QAMa, ZagrajnikTV, jest też coraz silniejsza frakcja z mojego miasta, czyli Łodzi, bo poza NRGeekiem są też Jelenie Jaja – chłopaki niby robią pranki, ale dorzucają często do tego fabułę (w końcu są aktorami) i nie widziałem, aby stwarzali swoimi żartami sytuacje niebezpieczne dla kogokolwiek. Z Łodzi jest też mało znany kanał Jak Tu Grać o ciekawostkach związanych z muzyką – niestety ostatnio niewiele publikuje.

Niesamowite rzeczy robią ludzie z Grupy Filmowej Darwin – chyba nikt im nie dorównuje jeśli chodzi o jakość ich niezależnych produkcji filmowych. Jak ktoś lubi słuchać o kinematografii to nie ma na polskim YT lepszego miejsca od Na Gałęzi – chyba, że woli słuchać o naprawdę złych filmach to wtedy warto obadać Mietczyńskiego. Jest też Rysław ze swoim Angielskim dla Graczy, UncleMroowa i Ichabod zajmujący się popkulturą dla nerdów (na przykład komiksami). Zerkam też na te nowe vlogi Krzyśka Gonciarza, bo bardzo ładnie to realizuje i jest na co popatrzeć. I na Dema – po części dlatego, że znam człowieka od lat, jeszcze ze środowiska fanów komiksu i w jego osobliwej wyobraźni jest coś wciągającego. Poprzestanę na tym, chociaż na pewno o kimś zapomniałem.