flaga USA
41

Ten sąd bardzo dziwnie rozumie „wolność słowa”. I to w kraju uchodzącym za jej wzór…

Wolność słowa - jedna z fundamentalnych norm cywilizacyjnych nie może być traktowana zerojedynkowo. Prawo do niezaburzonego wyrażania swoich poglądów - publicznie brzmi pięknie, ale i na nie należy nałożyć pewne ograniczenia, które spowodują, że nie będzie ono godzić w wolność innych jednostek. Tego chyba nie rozumie sąd federalny w stanie Virginia (USA), gdzie zapadł wyrok właściwie zabraniający politykom blokowanie innych użytkowników w mediach społecznościowych.

Werdykt sądu odnosi się do Phyllis Randall, członkini Rady Organów Nadzoru dla hrabstwa Loudoun, która zdecydowała się zablokować na Facebooku Briana Davisona, który oskarżył m. in. ją o korupcję przy okazji sprawowania urzędu. Ów krok został poczytany jako pogwałcenie warunków wolności wypowiedzi: Randall usunęła oskarżający ją post ze strony, po czym przy pomocy mechanizmów moderacji Facebooka zabroniła Davisonowi publikować kolejne treści oraz korzystać z wiadomości prywatnych na fanpage’u. Sprawa znalazła swój finał w sądzie, gdzie po przedstawieniu materiału dowodowego, sąd uznał rację Davisona, który jak się okazuje, nie powinien zostać zablokowany.

Taki wyrok w USA może mieć poważne konsekwencje dla dalszego postrzegania wolności słowa

 

Obrona Randall wskazywała na fakt, iż wspomniana strona nie wykorzystywała żadnych instytucji rządowych do zarządzania stroną, przez co nie można jednoznacznie stwierdzić, że je oficjalnie reprezentowała. Nie przeszkodziło to jednak Jamesowi Cacherisowi – sędziemu przyznać racji powodowi, twierdząc iż Randall dopuściła się kroku, który pogwałcił prawo do wolności wypowiedzi. Facebook został uznany za przestrzeń publiczną, w której należy dbać o wolność – również w zakresie słowa.

 megafon krzyk hałas

Co ciekawe, ów wyrok może wpłynąć na sprawę dotyczącą Donalda Trumpa. Phyllis Randall nie poniesie dodatkowych konsekwencji przez orzeczony wyrok, jednak prezydent USA może mieć już pewne kłopoty – w szczególności wizerunkowe. Chodzi o pozew skierowany do sądu przez The Knight First Amendment Institute, który podważa legalność blokowania niektórych użytkowników na Twitterze przez Donalda Trumpa. Według członków instytutu, takie działanie polityka również godzi w fundamentalną wolność słowa.

Donald Trump jest znany z ogromnej aktywności w tym medium społecznościowym, co spotyka się z różnym odbiorem wśród internautów. Istnieje spore grono osób, które absolutnie nie aprobują sposobu sprawowania urzędu przez 45. prezydenta USA. Te osoby natomiast bardzo chętnie dają upust swoim nastrojom, oczywiście atakując polityka. Należy wspomnieć, że Donald Trump jest niesamowicie kontrowersyjną osobą w kręgu światowej polityki i w sumie takie zjawiska nie są dziwne. Niemniej, nie należy przy tej okazji wypaczać idei wolności słowa.

Dlaczego? Bo wolność słowa nie oznacza absolutnej swawoli w wypowiadaniu się. Współczesna cywilizacja stoi właśnie w rozkroku między zachowaniem zdrowego statusu quo odnośnie rozumienia fundamentalnych praw, a rozszerzeniu ich działania w taki sposób, który ostatecznie może naruszyć prawa innych jednostek. Polityczna poprawność jest tego świetnym przykładem – nie można nazywać pewnych rzeczy po imieniu tylko dlatego, że mogłoby to urazić pewne grupy. I jednocześnie, szuka się naruszeń wolności słowa tam, gdzie ich nie ma, albo tam, gdzie blokada mogła być zasadna. Zabranie – również politykom możliwości odcięcia się od trolli, hejterów nie jest dobrym pomysłem i wylano tutaj dziecko z kąpielą. Potrzebne jest rozwiązanie kompromisowe – może oddzielny, obarczony koniecznością weryfikacji mechanizm. Ale z pewnością nie „zakaz”, który może mieć w przyszłości poważne konsekwencje.

  • Brzydal

    Skończy się anonimowość w sieci. Politycy nie będą mogli blokować zarejestrowanych użytkowników, ale użytkownik trollujacy, obrażający bądź powielający fakenewsy będzie mógł być pociągnięty do odpowiedzialności. Tylko trzeba usprawnić weryfikację i sądownictwo

    • Piękna idea, ale mocno nierealna. :/

    • Arthur

      W stanach realna.

    • Artur

      Trzeba usprawnić prawo i nic innego. W Polsce od lat politycy tworzyli prawo by po pierwsze dawało im pole do nadużyć, a po drugie by zawarte w nim procedury uniemożliwiały skazanie ich i ich kolesi. Teraz politycy starają się zwalić swoje zbrodnie na sądy, które po prostu próbują działać w tym politycznym szambie, które coraz bardziej cuchnie. Są zmuszone wydawać wyroki na podstawie niesprawiedliwego i bzdurnego prawa, a ludzie je obwiniają o jego jakość bo politycy chowają się za ich plecami i psują wszystko po cichu zakulisowo.

  • Jack Morgan

    >> „Polityczna poprawność jest tego świetnym przykładem – nie można nazywać pewnych rzeczy po imieniu tylko dlatego, że mogłoby to urazić pewne grupy.”
    Co znaczy „nie mozna”? Nie mozna to nawolywac do przemocy badz innych czynow zabronionych. Ktorych to pogladow nie mozna glosic czy sobie propagowac we wlasnym zakresie?
    Ze niektore portale cenzuruja grupy o pewnych pogladach bo same maja wlasny, odmienny ideologiczny slant? Prywatne przedsiewziecie, prywatne zasady. Nie podoba sie – tworzyc wlasny portal, gdzie mozna ‚mowic jak jest’ i nikt za to nie blokuje.
    A moze obawiasz sie, ze jak zaczniesz „nazywac rzeczy po imieniu” to pewne grupy zaczna protestowac, podkapuja Cie do szefa, ktory ostatnie czego potrzebuje to PRowy incydent i wywali Cie z roboty? Ale to juz jest bardziej problem relacji miedzy Toba a Twoim szefem tchorzem.
    A moze sam jestes sobie szefem i mowisz co ci sie zywnie podoba. I na podstawie tego co mowisz pewne grupy nawoluja do bojkotu twoich towarow badz uslug kosztujac Cie pieniadze. Mozna sie oczywiscie w takiej sytuacji zaslaniac argumentami w stylu: „Ja tylko pieke babeczki – moje poglady na podludzki status osob czarnoskorych nie maja zadnego wplywu na ich jakosc”.

    Tak z czystej ciekawosci – ktorych to niby rzeczy, nie mozna nazwac po imieniu w obawie przed ta stRRRRaszna poprawnoscia polityczna? Jezeli (niejako z definicji) nie mozesz tego napisac publicznie tutaj to prosilbym o prywatna wiadomosc – obiecuje, ze zachowam w tajemnicy. Bo na ogol ludzie skarzacy sie na polityczna poprawnosc prezentuja zabawny brak samoswiadomosci.

    EDIT: Teoretycznie istnieje art 256 KK zabraniajacy propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa lub nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość. I tu sie zgodze, ze to kretynska poprawnosc polityczna, ktora hamuje wolnosc slowa. Ale jakos nie slysze oburzenia na ten przepis i nawolywania do jego zniesienia.

    • W ramach politycznej poprawności unika się m. in. korelowania napływu imigrantów ze wzrostem ryzyka zamachów terrorystycznych. Tutaj oczywiście nie masz do czynienia z moją własną opinią, lecz stanem faktycznych (dotyczącym zjawiska poprawności politycznej). :)

    • Jack Morgan

      >> „unika się m. in. korelowania napływu imigrantów ze wzrostem ryzyka zamachów terrorystycznych.”
      W tym rzecz. Kto Ci zabrania korelowania napływu imigrantów ze wzrostem ryzyka zamachów terrorystycznych? Nikt – dlatego setki publicystow robia to kazdego dnia. Jakies radykalne, oderwane od rzeczywistosci srodowiska (pseudo)liberalne sie do Ciebie przyczepia i zaczna dyskutowac z faktami. I co z tego? Czego sie boisz?

      >> „Spróbuj powiedzieć, że jesteś dumny z tego, że jesteś biały. ;)”
      Ale spokojnie mozesz to powiedziec. Spotkasz sie roznorakimi reakcjami. Oburzenie i nawolywanie do bojkotow, cenzury, karania ze strony wyzej wspomnianych srodowisk. Ale takze zasluzone szyderstwo ze strony ludzi dysponujacych zdrowym rozsadkiem. (Bo duma ze swojego koloru skory, niezaleznie jaki by nie byl, to debilizm). I co z tego? Czego sie boisz?

      Nagle sie okazuje, ze nie „nie mozna” tylko jestes za wielki cykor.

    • stary

      Brendan Eich, Curt Schilling, czy James Watson (to tak tylko z pamięci, znalazłoby się tego sporo więcej pewnie) – poszukaj co się z nimi stało, kiedy wyrazili swoją opinię, lub przedstawili fakty, które są niezgodne z poprawnością polityczną.

      Używasz słowa „można” w bardzo silnym znaczeniu. Równie dobrze mógłbyś powiedzieć, że można jeść muchomory, tylko jesteś za wielki cykor.

    • Alot

      Unikają konkretni ludzie, funkconujący w określonych realiach.

  • gghghghghgh

    „Polityczna poprawność jest tego świetnym przykładem – nie można nazywać pewnych rzeczy po imieniu tylko dlatego, że mogłoby to urazić pewne grupy.”

    Jeszcze nigdy tego argumentu nie widziałem w kontekście innym niż takim, że ktoś dostał bana / miał problemy bo napisał komentarz o „mordowaniu ciapatych”, bądź inne tego typu „nazywania rzeczy po imieniu”.
    Tak ze śmieszy mnie ten modny buzzword niezmiernie, i rzucanie nim na lewo i prawo, i płacz o „cenzurę”.

    • Ymnytor

      Z tą cenzurą nietolerancyjnych nacjonalistów jest tak jak z prowokacjami policji na demonstracjach. Wymyślili sobie, że są niewinni, tylko cały świat z policją i moderacjami na czele ich prześladuje.

    • Spróbuj powiedzieć, że jesteś dumny z tego, że jesteś biały. ;) Ale publicznie, nie za anonimowym kontem. ;)

    • Ymnytor

      Dziesiątki razy słyszałem jak ludzie tak mówili, jeszcze gdy widzieli murzyna wytrzeszczali oczy, przerywali rozmowę i rzucali „o muzina”, „chyba za bardzo się opalił” i jakoś nikt nikogo w Polsce za to nie skazuje.

    • stary

      > w Polsce

      I tu jest clou sprawy, bo mówimy póki co o Hammeryce, a nie o naszym „zaścianku”.

    • Ymnytor

      Sprawy czarnoskórych w USA i mniejszości oraz praw kobiet np. w Szwecji poszły zbyt daleko, ale to nadal nie jest poziom, o którym się pisze z przerażeniem.

    • Daniel

      Jestem dumny że jestem białym, homoseksualnym Polakiem i Ślązakiem.
      Moje konto: https://plus.google.com/u/0/105746756815290112704

      Nikt nikomu nie broni być dumnym z tego że jest się białym, problem jest wtedy kiedy ten ktoś do ukazywania swojej dumy używa „Heil Hitler” i wciska ludziom kit że to „Rzymskie Pozdrowienie”. I należy też wziąć poprawkę na to, że lata do tyłu ludzie krzyczący „White Pride” nie chcieli równego traktowania z innymi rasami, lecz uważali siebie za lepszych od innych ras. Biała supremacja i te sprawy.

    • mglamowski

      „Jestem dumny że jestem białym, homoseksualnym Polakiem i Ślązakiem.”

      Nie sądzisz, że bycie dumnym z czegoś, na co nie masz żadnego wpływu jest trochę… bez sensu? Dumnym można być ze swoich osiągnięć, czegoś, co jest wynikiem ciężkiej pracy, wytrwałości. Być dumnym z tego, że jest się białym, czarnym, homoseksualnym czy heteroseksualnym, to jak być dumnym z tego, że widziało się meteor albo lubi się grochówkę. To absurd.

    • Mike

      A czy można czuć dumę za swoich przodków?

    • mglamowski

      Można czuć nawet dumę z tego, że jest dziś ładna pogoda. Nie mówię co można, a czego nie. Chodzi tylko o to, że duma nie zawsze jest uzasadniona albo jest mylona z czymś innym. Dumnym można być ze swoich potomków zakładając, że mamy wpływ na to, co osiągają. Nauczyciel może być dumny ze swoich uczniów, którzy dzięki niemu osiągają sukcesy. Nie widzę powodu, dla którego moglibyśmy być dumni z naszych przodków. Powiedziałbym raczej, że możemy ich podziwiać, ale podziw to nie to samo, co duma. Odczuwanie dumy z powodu faktów, na które nie mamy żadnego wpływu jest, moim zdaniem, absurdalne, jak przykład o ładnej pogodzie, który podałem na początku.

    • Daniel

      A bycie dumnym z bycia Polakiem?

    • mglamowski

      Sam sobie odpowiedz. Czy to Twoja zasługa, że urodziłeś się Polakiem? Czy to jest jakieś osiągnięcie? Czy gdybyś urodził się w rodzinie, która mieszka na drugim piętrze bloku, w mieszkaniu o numerze 10, to byłbyś dumny z tego, że jesteś mieszkańcem drugiego piętra albo z tego, że na Twoich drzwiach widnieje liczba 10?

  • Alot

    Łatwo sobie wyobrazić sytuację, w której wybieralny polityk, przy pomocy asystentów blokuje niezadowolonych z jego działań wyborców, robiąc tym samym z siebie wzorcowego parlamentarzystę czy ministra, nieskalanego, wiernego zapewnieniom danym przed wyborami. I nikt nie wie jak jest naprawdę, bo głosy krytyczne są kasowane/blokowane.

    W moim odczuciu więc sąd miał rację. Polityk NIE MOŻE mieć prawa do blokowania kanałów kontaktowych, tak formalnych jak i mniej formalnych (TT, FB). Wynika to wprost, ze SŁUŻEBNEJ roli wobec wyborcy oraz ustaw, np. określających dostęp do informacji publicznej.

    • Zapominamy o tym, że nie zweryfikowano w toku postępowania, czy te oskarżenia były prawdziwe. A tutaj moim zdaniem jest klucz w całej sprawie.

    • Alot

      W tej sytuacji nie ma znaczenia czy zarzuty były prawdziwe.
      Ma znaczenie, że wybieralny polityk nie może blokować niezadowolonych wyborców, bo to buduje fałszywy obraz jego osoby.

  • Nie ma znaczenia co powie sąd w jednym ze stanów, znaczenie ma co powie Sąd NajwyższyUSA (Supreme Court of the United States).
    Poza tym problemem nie jest blokowanie, ale to co ono oznacza dla ludzi na twiterze. Donald Trump używa twittera ciągle i dopóki on będzie prezydentem jest to najlepsze (w sensie najszybsze) źródło informacji. Gdy Donald Trump blokuje kogoś, kto mu hejtował, spamował, albo po prostu kogoś nie lubił to ta osoba nie widzi już twittów prezydenta. Oczywiście może się wylogować, albo zalogować na inne konto i w ten sposób zobaczyć. Tak więc problem blokowania na twiterze i sprawy w sądzie nie dotyczą możliwości komentowania, ale możliwości czytania twittów. Problem ten może rozwiązać sam twitter umożliwiając użytkownikom decydowanie na publiczne i prywatne twitty. Te publiczne byłyby widoczne dla wszystkich, także dla tych, których z jakichś powodów zablokowaliśmy.
    https://www.youtube.com/watch?v=e8FsD66I9Cs

    • Alot

      Inaczej.
      TT przy założeniu, że ma do czynienia z profilem oficjalnym osoby publicznej, powinien wyłączyć w takim profilu opcje blokowania kogokolwiek.
      Nie można być przecież osobą publiczną dla wybrańców.

    • Dlaczego wyłączyć blokowanie kogokolwiek? Jeżeli ktoś spamuje twoje konto to masz prawo zablokować jego komentarze. To normalny sposób walki z trollami. Stosuje się na wszystkich forach.
      A tak przy okazji twitter powinien być wdzięczny Trumpowi. Kiedyś ludzie słyszeli wiadomości np. w CNN, a potem komentowali to na twitterze, teraz najnowsze wiadomości są na twitterze, a w CNN dziennikarze komentują twita :-P

    • Alot

      Dlatego, że pełnienie funkcji publicznej wiąże się z obowiązkiem dostepności dla każdego.
      A trolla można unieszkodliwić poprzez wpływanie na politykę zakładania kont w serwisie.

      W odróżnieniu od osób publicznych osoba prywatna ma pełną swobodę w kształtowaniu swojej polityki komunikacyjnej.

    • „pełnienie funkcji publicznej wiąże się z obowiązkiem dostępności dla każdego”
      I właśnie o tym będzie musiał zdecydować Sąd Najwyższy…
      Będzie potrzebna definicja „dostępności”, czy oznacza to tylko dostęp do twitów, czy także dostęp do komentowania. Ani moja, ani twoja opinia na ten temat nie ma znaczenia.

    • Alot

      Jeszcze raz, wolno i wyraźnie.
      Osoba publiczna, zarządzająca profilem w social mediach, powiązanym z pełnioną przez nią funkcją, nie ma prawa kogokolwiek blokować. Nie ma tu dylematu, który ktokolwiek musiałby rozstrzygać.

      I tego właśnie dotyczy wyrok sądu – polityk nie ma prawa blokować głosu wyborcom.
      Jak przestanie być politykiem, będzie mógł znów blokować wedle uznania.

    • „Jeszcze raz, wolno i wyraźnie”
      wyczuwam argumentum ad personam

      „Osoba publiczna, zarządzająca profilem w social mediach, powiązanym z pełnioną przez nią funkcją, nie ma prawa kogokolwiek blokować”
      „nie ma prawa” – masz na myśli prawo Polski, USA czy własny kodeks moralny?

    • Alot

      W większości cywylizowanych państw funkcjonują przepisy o dostępie do informacji publicznej.
      W Polsce są nagminnie łamane, tu i ówdzie się o tym pisze, w USA zapewne też są i też są lekceważone.

      Mój prywatny kodeks moralny jak to ładnie nazwałeś idzie jeszcze dalej. Ale gdyby go wdrożyć, byśmy mieli najlepszą klasę polityczną na świecie.

    • „W większości cywylizowanych państw funkcjonują przepisy o dostępie do informacji publicznej”
      sam mówisz o „dostępie do informacji publicznej” i w tym się zgadzamy, jednak dostęp niekoniecznie oznacza możliwość komentowania…

    • Alot

      Dostęp oznacza możliwość kontaktu, za pośrednictwem kanałów podawanych jako oficjalne.
      To, że politykowi się nie spodoba co usłyszy lub przeczyta, nie zwalnia go z obowiązków wobec wyborców.

      Wyrok daje sygnał, że skoro pełnisz służbę publiczną, to masz ją pełnić także wobec osób krytycznie nastawionych.

    • i znowu narzucasz swoją interpretację…

      „Dostęp oznacza możliwość kontaktu, za pośrednictwem kanałów podawanych jako oficjalne”
      ale wróćmy do Trumpa i przyjmijmy twoją interpretację – Trump nie może banować nikogo na swoim oficjalnym koncie na twitterze, którym jest @POTUS, ale Trump wcale tego nie robi, on banuje ludzi ze swojego prywatnego konta, którym jest @realdonaldtrump :-P

    • Alot

      Nie.
      Stwierdzam prosty fakt, że urzędnik czy to wybierany czy mianowany, w ramach swoich obowiązków musi być dostępny dla każdego.

      Trump jest dowodem na to, że pomyłki się zdarzają. A potem ludzkość doznaje otrzeźwienia i pomyłki są prostowane.

    • „Stwierdzam prosty fakt, że urzędnik czy to wybierany czy mianowany, w ramach swoich obowiązków musi być dostępny dla każdego”
      taka jest twoja opinia, nie możesz ludzi do niej zmuszać, jedyne co jesteś wstanie zrobić to nie głosować na polityka, który jest przeciwnego zdania i blokuje ludzi na twitterze ;-)

      „Trump jest dowodem na to, że pomyłki się zdarzają”
      Pomyłki? Partia Demokratyczna oszukała wewnętrzne wybory, które najprawdopodobniej wygrałby Berni Sanderson, a on bez problemu pokonałby Trumpa. Partia Demokratyczna sama jest sobie winna, że wbrew swoim wyborcom pchała Clinton na prezydenta USA.
      http://ksiazki.audio/blog/why-trump-won

  • Arthur

    Autor reprezentuje posttotalitarne rozumienie wolności słowa, które stoi u podstaw reżimu PiS.
    Niestety wolność słowa JEST zero jedynkowa, a jeśli naruszone zostaną czyjeś dobra to ma prawo zarówno odpowiedzieć jak i bronić swoich praw przed sądem. W USA to jest oczywiste, a w Polsce dalej istnieje przeświadczenie o istnieniu postkomunistycznego kagańca.

  • kaszub

    Na złodzieju czapka gore.
    „może oddzielny, obarczony koniecznością weryfikacji mechanizm”, a może wręcz przeciwnie, platforma, gdzie można powiedzieć/wyrazić wszystko, i w ramach której uczestnicy się na to świadomie zgadzają ? Jeszcze nasuwa mi się przykład FB i blokowania stron narodowościowych ze zgłoszenia innej organizacji. Przecież to absurd Jak można zablokować czyjąś stronę tylko dlatego, że można i się tego chce, przy tym oczywiście nie zgadzając się z jej treścią ? Dlaczego nikt jeszcze nie zrobił takiego zdecentralizowanego FB ?

    • Alot

      Generalnie fb wymagałby kilku poprawek, ale mogłoby sie wtedy okazać, że już nie jest taki fajny.

  • Mike

    Czy tylko mnie martwi „Facebook został uznany za przestrzeń publiczną, w której należy dbać o wolność – również w zakresie słowa. ” ?