Windows 10 update problemy
36

Brawo. Microsoft wreszcie poszedł po rozum do głowy z Windowsem 10 S

Windows 10 S według niektórych jest niczym innym jak "duchowym następcą Windows RT" - jest to mimo wszystko zbyt duże i nieco krzywdzące dla idei tego wariantu uproszczenie. Niemniej, pomysł na uruchamianie aplikacji jedynie ze Sklepu (których dalej jest jak na lekarstwo) to proszenie się o problemy i śmieszność ze strony branży. Okazuje się, że gigant nieco zmienia plany co do Windowsa 10 S...

Windows 10 S w tym momencie funkcjonuje jako dodatkowa wersja systemu Microsoftu, w której bodaj najważniejszą różnicą jest niemożność uruchomienia jakiejkolwiek innej aplikacji, niż ta pochodząca z oficjalnego repozytorium (Sklep Windows). Gdyby Windows był w sytuacji chociażby Androida – nie stanowiłoby to żadnego problemu. Google Play to obszar tak dobrze wyposażony w aplikacje, że właściwie nie trzeba szukać ich gdziekolwiek indziej. Niestety, Windows nie ma tyle szczęścia i już od wielu, wielu lat głównym elementem krytyki jego przeciwników jest to, że jego sklep świeci pustkami. I co gorsza, nic nie wskazuje na to, że miałoby być lepiej.

Windows RT właśnie dlatego został porzucony. I właśnie dlatego Windows 10 S okazał się tak kontrowersyjny

Windows 10 S za bardzo przypominał użytkownikom o niewypale w postaci Windowsa RT. Wariant Windows, w którym możliwe było uruchomienie programów jedynie ze Sklepu miałby sporo sensu, gdyby oferta w repozytorium była odpowiednia. Do dzisiaj można narzekać na braki w tej platformie i najlepsze programy dla Windows to właśnie te, które można znaleźć… dosłownie wszędzie w sieci.

 

Microsoft, mimo starań związanych m. in. z Progressive Web Apps widocznie nie jest pewien przyszłości swojego repozytorium i wycofuje się rakiem z planów rozwoju Windowsa 10 S. Ten już od 2019 roku nie będzie osobną wersją okienek, ale trybem, który będzie można zwyczajnie wyłączyć – za pomocą odpowiedniego przełącznika w ustawieniach. Dotychczas, przejście z Windows 10 S na wersję Home lub Pro było płatne (przez pierwszy rok za darmo) – traktowano więc „S” jako odrębną wariację na temat głównego systemu Microsoftu.

Jeżeli użytkownik, który zakupił komputer z „S Mode” zechce zainstalować jakąkolwiek inną aplikację niż ta ze sklepu, będzie mógł bezpłatnie przełączyć się do tej możliwości – chyba, że zażyczy sobie wersję Pro Windowsa 10. Wtedy będzie musiał uiścić pewną opłatę za podniesienie wersji.

Windows 10 S lub „S Mode” miał być idealnym rozwiązaniem dla szkół lub miejsc, w których liczy się wysoka wydajność oraz bezpieczeństwo. Niemożność uruchomienia czegokolwiek spoza repozytorium miało stanowić gwarancję stabilności oraz odporności na cyberzagrożenia, które wymagają wręcz obsługi desktopowych aplikacji. Niestety, rynek zweryfikował ten pomysł po swojemu i uwidocznił jego podobieństwo do niewypału jakim był Windows RT.