7

Warto było czekać, oj warto! Wataha – sezon 2 – recenzja

Zaledwie kilkanaście dni dzieli nas od premiery 2. sezonu Watahy. Powrót w Bieszczady będzie nie lada widowiskiem - widziałem już dwa pierwsze odcinki i jestem wręcz zachwycony.

Główna fabuła drugiej serii Watahy jest już nam znana od pewnego czasu. Niektóre jej punkty budziły obawy, ale autorzy scenariusza bardzo zgrabnie wybrnęli z wielu niejasnych sytuacji. Wiktor Rebrow, będąc cały czas zbiegiem, ukrywa się w bieszczadzkich lasach. Od momentu, gdy widzieliśmy go po raz ostatni mijają cztery lata. O tym, jak udało mu się przetrwać aż tyle czasu, dowiadujemy się już w pierwszym epizodzie. Poznajemy jego codzienność, której oczywiście daleko do normalności. W tym samym czasie życie pozostałych bohaterów pędzi naprzód. Pod kierownictwem Markowskiego oddział straży granicznej musi pozostać aktywny. Nie wszyscy, którzy w nim pozostali, skreślili Rebrowa o czym będziemy mieć szansę się przekonać. Z powodu zupełnie nowej sprawy, wzbudzającej zainteresowanie centrali, w Bieszczadach ponownie zjawia się pani prokurator Iga Dobosz. Jest niechętna, by wracać do tamtego regionu po fiasku, jakim zakończyło się poprzednie śledztwo dotyczące eksplozji w strażnicy i śmierci członków watahy. Zostaje postawiona pod ścianą, a jej krótki wypad – jak planowała – znacznie się przedłuży.

Rekomendacja, to zbyt mało powiedziane. Pierwszy sezon Watahy oceniam naprawdę wysoko, dlatego ubolewałem nad brakiem planów przygotowania drugiej serii. Gdy tylko potwierdzono, że HBO zmienia decyzję o nakręceniu kontynuacji, bardzo się z tego faktu ucieszyłem. Niecierpliwie wyczekiwałem tego powrotu w Bieszczady. Jednocześnie drżałem jednak z zaniepokojenia, bo pomimo pozostawienia otwartej furtki na pokazanie dalszych losów watahy, miałem w głowie wiele innych, nieudanych telewizyjnych powrotów. Wobec tego, moje oczekiwania odnośnie drugiego sezonu były przeogromne. Z przyjemnością melduję, że dwa pierwsze odcinki, które widziałem, przebijają cały pierwszy sezon. Nie zabrakło w nich charakterystycznych dla serialu ujęć natury, które tym razem nakręcono późniejszą porą.

Zyskała na tym warstwa wizualna produkcji – zimowe warunki to coś, co odróżnia nową serię od poprzedniej.  To one pozwalają nam na krótkie momenty odetchnąć od akcji, której jest całe mnóstwo. Wszystko wygląda fenomenalnie. Wprowadzenie widza w nowy sezon ani na chwilę nie traci na dynamice. Spotkania po latach niektórych postaci powodują wstrzymanie oddechu. Pani prokurator jest teraz postacią z krwi i kości, co jest bardzo miłą odmianą w stosunku do poprzedniej serii. Twórcy serialu pozwolili nam poznać ją od tej ludzkiej strony, co pogłębiło znaczenie podejmowanych przez nią decyzji i zachowań. Nie jest tajemnicą, że będziemy mogli zobaczyć konfrontację Rebrowa z Dobosz – dochodzi do tego w nietypowych okolicznościach, które wpływają na konsekwencje spotkania. Postacie nie są jednowymiarowe, a dotyczy to również bohaterów drugoplanowych. Motywy ich działań są nam nieznane, co czyni ich nieprzewidywalnymi. Pojawiają się nowe, nieistotne tylko z pozorów postaci, które nadają ciekawy kierunek niektórym wydarzeniom.

W przywiązaniu do szczegółów tkwi część sukcesu – to także jedna z kluczowych cech drugiego sezonu Watahy. Już w dwóch pierwszych odcinkach widać, że położono ogromny nacisk na to, by miejsce w jakim dzieje się akcja, ukazać jak najwierniej. Wnętrza pomieszczeń jednoznacznie wskazują górskie regiony – nawet najdrobniejsze elementy, na które zwrócicie uwagę, nie znalazły się tam przypadkowo. To, w połączeniu z aurą, w której kręcono sceny, tworzy fantastyczny, gęsty klimat w którym bardzo szybko można utonąć. Nie spodziewałem się, że uda się ten efekt z pierwszego sezonu jeszcze pogłębić – na całe szczęście myliłem się. Niemalże na własnej skórze możemy przekonać się jak wyglądają kulisy codzienności pracy straży granicznej, do jakich tragedii tam dochodzi.

A uwierzcie mi, że nie chcecie znać fabuły nawet początkowych odcinków drugiego sezonu Watahy. Scenarzyści przygotowali dla nas świetną historię, która nie powstała w pośpiechu – to wyraźnie widać. Przeciąganie z podjęciem decyzji o powstaniu kontynuacji wyszło produkcji na dobre, ponieważ jest odpowiednio dopracowana – takie wrażenie sprawia po dwóch odcinkach, które nadają całości odpowiedni rytm, jestem o tym przekonany.  Nie przesadzam pisząc, że jestem zachwycony takim obrotem sprawy. Wataha okazała się międzynarodowym sukcesem, co przesądziło o nadchodzącej jesiennej premierze drugiej serii. Szczerze liczę na to, że rozpoczęta w 2014 historia zostanie zamknięta w ramach drugiego sezonu, ale tamten świat, tamta okolica, tamte postacie posiadają potencjał na jeszcze więcej. Oby to nie był ostatni powrót w Bieszczady.

Wataha powraca do HBO 15 października o 20:10.

  • Włóczykij

    Streści mi ktoś pierwszy sezon? Już nie pamiętam jak się skończył itd.

    • Marecki

      Skończył się końcowymi napisami. Nie dała bozia rozumu aby poszukać w Internecie opisu?

      Skąd się biorą tacy ludzie…

    • Włóczykij

      Też jestem ciekaw skąd biorą się ludzie, którzy piszą nic nie wnoszące komentarze byle żółć wylać.

      Lepiej Ci?

    • Marecki

      Ktoś jeszcze jest ciekaw skoro piszesz „też”?

    • DominikSiedlak

      Jeszcze napisz jeden komentarz – w tym czasie byś zdążył otworzyć filmweb. czy inną podobną stronę i zobaczyć fabułę, streszczenie i jak chcesz to nawet spojlery.

    • Morski Morświn

      Chyba na tym jak wypuścili niedźwiedzia z klatki w bieszczadach…

  • coul

    beznadziejna realizacja, obraz przyciemniony tak, ze z zapowiadanego piekna Bieszczad widnieje ciemna plama ( nie wiem co to za maniera u reżysera, podobny zabieg zastosował w Ostatniej Rodzinie. Obawiam się, że reżyser myśli skojarzeniami przedszkolaka – film mroczny to musi być oczywiście krę… rozwiń całośćcony w mroku. Boje się , ze jak reżyser będzie kręcił coś mocniejszego to już zupełnie czarny obraz będzie. A szkoda, bo można było pokazywać całe piękno Bieszczad. Głos jak zwykle w polskich serialach – filmach porażka. Słychać pękającą gałązkę pod butami a rozmowa to niezrozumiały bełkot. Może to przejaw nie wyszkolenia aktorów w dykcji albo….totalna porażka dźwiękowca Czy tak trudno wynająć za pare groszy jakiegoś konsultanta. Już w pierwszym odcinku dowiedziałem się, że u nas w Polsce ofiary zabójstw bada KORONER, a sędzia w czasie odczytywania wyroku uniewinnia od GWAŁTU ! – Jezu, proszę sprawdzić w słowniku co to znaczy. Istnieje przestępstwo ZGWAŁCENIA, ale dla scenarzysty to widocznie bez różnicy. Szkoda, bo temat fajny, ale przez głupotę czy chęć zaistnienia manierą młodego reżysera rozumiejącego, że mroczność musi przejawiać się mrokiem zostało totalnie skopane