wataha 2 hbo
8

Warto było czekać, oj warto! Wataha – sezon 2 – recenzja

Zaledwie kilkanaście dni dzieli nas od premiery 2. sezonu Watahy. Powrót w Bieszczady będzie nie lada widowiskiem - widziałem już dwa pierwsze odcinki i jestem wręcz zachwycony.

Główna fabuła drugiej serii Watahy jest już nam znana od pewnego czasu. Niektóre jej punkty budziły obawy, ale autorzy scenariusza bardzo zgrabnie wybrnęli z wielu niejasnych sytuacji. Wiktor Rebrow, będąc cały czas zbiegiem, ukrywa się w bieszczadzkich lasach. Od momentu, gdy widzieliśmy go po raz ostatni mijają cztery lata. O tym, jak udało mu się przetrwać aż tyle czasu, dowiadujemy się już w pierwszym epizodzie. Poznajemy jego codzienność, której oczywiście daleko do normalności. W tym samym czasie życie pozostałych bohaterów pędzi naprzód. Pod kierownictwem Markowskiego oddział straży granicznej musi pozostać aktywny. Nie wszyscy, którzy w nim pozostali, skreślili Rebrowa o czym będziemy mieć szansę się przekonać. Z powodu zupełnie nowej sprawy, wzbudzającej zainteresowanie centrali, w Bieszczadach ponownie zjawia się pani prokurator Iga Dobosz. Jest niechętna, by wracać do tamtego regionu po fiasku, jakim zakończyło się poprzednie śledztwo dotyczące eksplozji w strażnicy i śmierci członków watahy. Zostaje postawiona pod ścianą, a jej krótki wypad – jak planowała – znacznie się przedłuży.

Rekomendacja, to zbyt mało powiedziane. Pierwszy sezon Watahy oceniam naprawdę wysoko, dlatego ubolewałem nad brakiem planów przygotowania drugiej serii. Gdy tylko potwierdzono, że HBO zmienia decyzję o nakręceniu kontynuacji, bardzo się z tego faktu ucieszyłem. Niecierpliwie wyczekiwałem tego powrotu w Bieszczady. Jednocześnie drżałem jednak z zaniepokojenia, bo pomimo pozostawienia otwartej furtki na pokazanie dalszych losów watahy, miałem w głowie wiele innych, nieudanych telewizyjnych powrotów. Wobec tego, moje oczekiwania odnośnie drugiego sezonu były przeogromne. Z przyjemnością melduję, że dwa pierwsze odcinki, które widziałem, przebijają cały pierwszy sezon. Nie zabrakło w nich charakterystycznych dla serialu ujęć natury, które tym razem nakręcono późniejszą porą.

Zyskała na tym warstwa wizualna produkcji – zimowe warunki to coś, co odróżnia nową serię od poprzedniej.  To one pozwalają nam na krótkie momenty odetchnąć od akcji, której jest całe mnóstwo. Wszystko wygląda fenomenalnie. Wprowadzenie widza w nowy sezon ani na chwilę nie traci na dynamice. Spotkania po latach niektórych postaci powodują wstrzymanie oddechu. Pani prokurator jest teraz postacią z krwi i kości, co jest bardzo miłą odmianą w stosunku do poprzedniej serii. Twórcy serialu pozwolili nam poznać ją od tej ludzkiej strony, co pogłębiło znaczenie podejmowanych przez nią decyzji i zachowań. Nie jest tajemnicą, że będziemy mogli zobaczyć konfrontację Rebrowa z Dobosz – dochodzi do tego w nietypowych okolicznościach, które wpływają na konsekwencje spotkania. Postacie nie są jednowymiarowe, a dotyczy to również bohaterów drugoplanowych. Motywy ich działań są nam nieznane, co czyni ich nieprzewidywalnymi. Pojawiają się nowe, nieistotne tylko z pozorów postaci, które nadają ciekawy kierunek niektórym wydarzeniom.

W przywiązaniu do szczegółów tkwi część sukcesu – to także jedna z kluczowych cech drugiego sezonu Watahy. Już w dwóch pierwszych odcinkach widać, że położono ogromny nacisk na to, by miejsce w jakim dzieje się akcja, ukazać jak najwierniej. Wnętrza pomieszczeń jednoznacznie wskazują górskie regiony – nawet najdrobniejsze elementy, na które zwrócicie uwagę, nie znalazły się tam przypadkowo. To, w połączeniu z aurą, w której kręcono sceny, tworzy fantastyczny, gęsty klimat w którym bardzo szybko można utonąć. Nie spodziewałem się, że uda się ten efekt z pierwszego sezonu jeszcze pogłębić – na całe szczęście myliłem się. Niemalże na własnej skórze możemy przekonać się jak wyglądają kulisy codzienności pracy straży granicznej, do jakich tragedii tam dochodzi.

A uwierzcie mi, że nie chcecie znać fabuły nawet początkowych odcinków drugiego sezonu Watahy. Scenarzyści przygotowali dla nas świetną historię, która nie powstała w pośpiechu – to wyraźnie widać. Przeciąganie z podjęciem decyzji o powstaniu kontynuacji wyszło produkcji na dobre, ponieważ jest odpowiednio dopracowana – takie wrażenie sprawia po dwóch odcinkach, które nadają całości odpowiedni rytm, jestem o tym przekonany.  Nie przesadzam pisząc, że jestem zachwycony takim obrotem sprawy. Wataha okazała się międzynarodowym sukcesem, co przesądziło o nadchodzącej jesiennej premierze drugiej serii. Szczerze liczę na to, że rozpoczęta w 2014 historia zostanie zamknięta w ramach drugiego sezonu, ale tamten świat, tamta okolica, tamte postacie posiadają potencjał na jeszcze więcej. Oby to nie był ostatni powrót w Bieszczady.

Wataha powraca do HBO 15 października o 20:10.