62

Ursus bierze się za motoryzację elektryczną. Będą autobusy, dostawczaki, a nawet osobówki

Pamiętacie o polskim elektryku, nowym samochodzie, który mają stworzyć nasze firmy energetyczne? Okazuje się, że to już przeszłość. Trudno stwierdzić, jakie są "korzenie" tej wpadki informacyjnej, kto i gdzie tu namieszał, ale dobrze usłyszeć/przeczytać, że na razie ten plan nie będzie realizowany. Przynajmniej nie w takiej formule. Tymczasem docierają kolejne doniesienia świadczące o tym, iż na naszym rynku motoryzacyjnym coś się dzieje i ma to związek z elektryfikacją motoryzacji. Do dzieła bierze się Ursus, marka, którą większość z nas doskonale kojarzy - chociażby z opowieści.

Ursus i elektryczne pojazdy? To nie jest petarda, pisaliśmy o tym już kilka miesięcy temu, a mówi się o tym jeszcze dłużej. Czym innym są jednak plotki oraz snucie opowieści przy ognisku, a czym innym konkretne zapowiedzi. W końcu doczekaliśmy się tych ostatnich. Pojawiły się mniej więcej w tym samym czasie, co informacje o tworzeniu polskiego elektryka przez firmy energetyczne i nie wypada ukrywać, że brzmi to bardziej wiarygodnie. Nie napiszę jednak, że nie mam zastrzeżeń…

Zapowiedzi zasadniczo są dwie: Ursus będzie pracował nad ekologicznymi autobusami oraz nad elektrycznymi dostawczakami. Autobus hybrydowy (wykorzystujący wodór) wedle zapowiedzi będzie mógł pokonać 400 km na jednym ładowaniu. Konkretów brak, ale prezes Ursusa, Karol Zarajczyk, mówi o rywalizacji z firmą Solaris. Rywalizacji, która ma napędzać ten biznes w Polsce. Prezes sprytnie wykorzystał też zapowiedzi i plany polskich polityków, którym marzy się rodzima motoryzacja elektryczna:

Dodał, że wchodząc na rynek produkcji samochodów i autobusów Ursus chce współpracować z takimi instytucjami, jak Agencja Rozwoju Przemysłu czy Polski Fundusz Rozwoju oraz spółkami Skarbu Państwa. – Mamy ambicję, żeby stworzyć cały łańcuch dostawców w oparciu o polską kooperację, czyli stworzyć naprawdę polski autobus, a nie składaki – powiedział.[źródło]

Dorzucę do tego świeżą wypowiedź wicepremiera Morawieckiego:

Polscy producenci autobusów elektrycznych nie tylko wpisują się znakomicie w plan rozwoju, ale można powiedzieć, że byli główną inspiracją do wsparcia tego wielkiego programu elektromobilności” – powiedział Morawiecki.[źródło]

Może się zatem okazać, że Ursus da naszym wicepremierom (Gowinowi i Morawieckiemu) to, czego chcą. A przynajmniej spróbuje im to dać, wykorzystując wsparcie, jakie zapewni władza. Nie chodzi tylko o pieniądze na rozwój, dostosowanie przepisów i szeroko pojętą poprawę środowiska biznesowego – kluczem w tych działaniach może się okazać pełnienie funkcji wielkiego klienta. Tu za przykład może posłużyć drugi duży projekt marki Ursus. Chodzi o tworzenie dostawczaków, w dalszej perspektywie także tych większych, przewożących kilka ton (i wciąż elektrycznych), ale na początek firma chce się skupić na kompaktowym pojeździe:

Kolejnym ważnym segmentem dla Ursusa – jak wskazał Zarajczyk – są małe samochody dostawcze. – Rodzi się nowy rodzaj logistyki miejskiej, związanej z ekologią. Samochody elektryczne są bardzo ciche. W grę wchodzą nocne dostawy i oferta dla firm komunalnych. To bardzo ciekawy segment, który właściwie jest zmonopolizowany przez dwóch-trzech producentów samochodów dostawczych, wielkich koncernów motoryzacyjnych. Tutaj upatrujemy szansę na znalezienie swojej niszy – oznajmił.[źródło]

Mały dostawczak ma ważyć poniżej 600 kg, przewiezie dwie osoby i towar o masie jednej tony. W planach są modele z napędem na dwa i cztery koła. Sprzęt ma być tani (także w eksploatacji), a cicha jazda i niewielkie rozmiary sprawią, że sprawdzi się on w przynajmniej kilku branżach. Ciekawie brzmią w tym kontekście doniesienia o rozmowach z Pocztą Polską:

Pojazdy mogą trafić do Poczty Polskiej, z którą rozpoczynamy dialog techniczny. To jest świetne rozwiązanie dla listonoszy, może zmienić postrzeganie Poczty i jej konkurencyjność” – powiedział Zarajczyk po prezentacji pojazdu.[źródło]

Właśnie o tej formie wsparcia przed chwilą wspominałem – władze mogą promować produkty Ursusa lub innych rodzimych przedsiębiorstw i w ten sposób rozkręcać biznes. To ma sens, lecz nie może się odbywać kosztem jakości – póki co pojazd Ursusa nie powstał, mówimy o prototypie. Jeśli firma go stworzy i okaże się, że to dobra maszyna, warto ją kupić, pojawi się szansa. Gorzej, gdy zyska przychylność i wsparcie finansowe tylko dlatego, że powstała nad Wisłą.

Zarajczyk ma rację mówiąc, że ewentualna rewolucja w motoryzacji, przechodzenie od silników spalinowych do elektrycznych, to szansa dla firm takich jak Ursus. I warto z niej skorzystać, dobrze się stanie, jeśli państwo w mądry sposób wesprze te działania (tu pojawia się rola dla firm energetycznych: tworzenie stacji ładowania). Martwi mnie jednak, że producent może przeszarżować – jeszcze nie pokazali prostego dostawczaka, a firma mówi o tworzeniu osobówki i prezes stwierdza w tym kontekście, że… przygląda się temu, co robi Tesla. Oby nie przesadzili: autobusy i dostawczaki dobrej jakości to naprawdę ciekawy biznes, na którym warto się skupić.