21

Twitter właśnie zjada swój własny ogon. Dobre zmiany wcale nie takie dobre

280 znaków na Twitterze. Hurra? Użytkownicy, dla których ta platforma społecznościowa nie odgrywa żadnej ważnej roli na co dzień nawet jej nie zauważą (bo i dlaczego by mieli)? Ci aktywniejsi na Twitterze chcąc nie chcąc muszą ją zaakceptować i nawet, jeżeli im się nie podoba, to zaczną z tego korzystać. Najgorsze jest jednak to, że nie prowadzi ona do niczego dobrego.

Wyróżnikiem Twittera był specyficzny sposób komunikacji, który opierał się właśnie na limicie znaków. W tej platformie przetrwają tylko ci, którzy mają coś do powiedzenia i co więcej – potrafią to odpowiednio skondensować. Również wielkie media bardzo sobie upodobały „niebieskiego ptaszka”, bo zyskały dzięki niemu całkiem dobrą platformę dystrybucji treści, która nie wymaga gimnastykowania się w zajawkach. Jest post, jest link, krótki wstęp i voila. A dalej to już niech się niesie. O ile mediom to nie zaszkodzi, to jednak typowi użytkownicy mogą wkrótce odczuwać dyskomfort. Bo 280 znaków już nieco wypacza podstawowe założenie tej platformy.

Bądźmy konkretni

Zacznijmy od tego, że Twitter wcale nie był złośliwy w swoim limicie 140 znaków. Aby lepiej zrozumieć istotę pojawienia się tego ograniczenia, musimy przenieść się w czasie… o dekadę, kiedy to Jack Dorsey wpadł na pomysł, by wykorzystać możliwość korzystania przez jednostki z usługi SMS do komunikowania się z niewielką grupą osób. Wspomniany wyżej limit jasno wskazuje na taki sam, który obowiązuje również SMS-y wykorzystujące znaki 8-bitowe. A zatem, pierwociny założeń działania Twittera jasno wskazują nam, że początkowo miała to być platforma obsługiwana głównie SMS-ami. Okazało się wkrótce, że ten wyróżnik może być całkiem praktyczny: choć użytkownicy w internecie mogą pisać „ile wejdzie”, to mimo wszystko warto obłożyć ich pewnym ograniczeniem. Wtedy stają się do bólu konkretni i jednoznaczni – również w swoich opiniach.

twitter

Co można zawrzeć w 140 znakach? Ach, konkrety właśnie. Zamiast skupiać się na niepotrzebnych zagadnieniach, można ująć istotę problemu / newsa / myśli i przekazać ją dalej. Na Twitterze, nieco elitarnym i brutalnym przetrwają tylko ci, którzy są naprawdę interesujący. Reszta będzie zbierała okruszki z tego tortu i wiele nowego do tej platformy nie wniesie. Tak to przynajmniej działało dotychczas. Podniesienie limitu do 280 znaków ów porządek burzy.

Mało tego, Twitter jasno daje do zrozumienia, że wcale mu nie chodzi o usprawnienie komunikacji

Zwiększenie długości nazwy profilu do 50 znaków, które zostało wdrożone właśnie dzisiaj przemawia na niekorzyść procesów decyzyjnych Twittera.

Tak! Zwiększamy limit po to, abyś mógł sobie wprowadzić drugie imię do profilu, albo nawrzucał tam jeszcze więcej emoji (jakby już teraz ich było mało). Czym więcej emoji, tym lepiej przecież.

To zdecydowanie dobry argument za tym, że… Twitter nie tylko nie ma na siebie pomysłu. On już w ogóle go mieć nie będzie

Nie ma się co oszukiwać – o problemach Twittera słyszy się już od… łohoho i jeszcze troszeczkę. Platforma na siebie nie zarabia, przypływ nowych użytkowników zwalnia, a rynek mediów społecznościowych jest ciasny jak korek w godzinach szczytu. Autobus z szyldem Twittera nie ma jak się przecisnąć – brakuje mu mocy, zwrotności i wychodzi na to, że wszyscy go wyprzedzają. Większy limit znaków tego nie rozwiąże. Ba, nie widzę niczego, co mogłoby tę kwestię naprawić.

  • Krzysztof Łoziński

    Nie wiem dlaczego wszyscy ganią tak Twittera. Mi nieraz też brakowało paru znaków. To że teraz mogę napisać więcej nie oznacza to że będę pisać poematy

    • MDW

      Mam tak samo. Czasem musiałem się trochę nakombinować, bo brakło kilku znaków. Dla mnie już 200 znaków byłoby ok. Dlatego ja na 280 nie narzekam. Jest bardzo ok. Gdy wywiąże się jakaś dyskusja to teraz bez problemu można podyskutować. Nie będzie kombinowania w stylu wrzucania obrazków z dłuższymi tekstami.

    • Alot

      Bo właśnie ubija to, co go odróżniało i dawało przewagę.

    • Grubas

      Bo to są „inspiracje” jakimś jednym tekstem źródłowym. Wbrew pozorom dosyć dużo jednomyślności między różnymi redakcjami.

  • Adam

    Dla mnie jako programisty ta platforma jest świetna, ponieważ dzięki subskrypcji odpowiednich osób dostaję codziennie mnóstwo przydatnych nowinek ze świata IT :)
    Nie widzę, żadnego problemu w powolnym przypływie użytkowników, a nie zarabianie platformy na samą siebie to chyba jej problem, o ile twórcy faktycznie postrzegają to jako problem.

    • Kamil Ro. Dzióbek

      Kim są te odpowiednie osoby?

    • ✓Nose4s

      Emmm… czyli w sumie twitter to RSS 2.0?

      W sumie, mogliby pójść w tym kierunku.

  • Vir

    IMHO pozytywna zmiana. Twitter stał się jednym z mediów, za pomocą których robi się politykę. Niestety jak pokazuje armia pisowskich troli i pseudodziennikarzy, kłamstwa i pomówienia się mieszczą w 140 znakach ale już ich zbijanie wymaga niejednokrotnie większego tekstu.

    • Alot

      A może po prostu wystarczy usuwać fałszywe konta?

    • Vir

      A co to da, kiedy prawdziwe, oficjalne konta polityków łżą jak to tylko pisowiec potrafi? Ba, oficjalne konto partii nawet.

    • Alot

      Więc przestań obserwować tych, którzy łżą.

    • Vir

      Ale ja ich nie obserwuję…

  • Oh come on, Niemcy w końcu będą mogli zacząć używać Twittera w swoim rodzimym języku… 😉

    • YY

      tym bardziej to wpłynie na minus

  • ᗪ ᒍ ᗩ K ᗪ E K I E ᒪ

    Czyli nie zrozumiałeś dlaczego zwiększyli username. Wkleję tego tweeta :)
    https://twitter.com/SandeepDinesh/status/928816355628998656

    Widziałem kilka osób które cieszyły się, że wreszcie mogą mieć pełne nazwisko.
    Co do dłuższych tweetów. Nie musisz pisać tak długich. Ale mi np łatwiej komuś coś wytłumaczyć w jednym tweecie a nie dzielić to dziwnymi sposobami

  • Ewa Nowicka

    Ograniczenie ilości znaków to główna przyczyna tego, że Twitterowe wojny są tak bezproduktywne. Prawdziwa dyskusja rozbija się o niuanse. Na Twitterze ludzie jedynie się przekrzykują.

    • Alot

      Ograniczenie liczby znaków to forma testu na inteligencję.

  • YY

    Czyżby Twitter miał być pierwszym social media nowej ery który upadnie?
    Nawet przed Snapchatem?

    • Snowsky

      To ze Snapchata ktoś jeszcze korzysta?

  • Borutzki

    140 znaków jednak skłaniało do zastanowienia się, czy to, co piszę, na pewno nie zawiera jakiejś zbędnej informacji. Na chwilę obecną 280 znaków nie dość, że nie wpłynęło pozytywnie na informacje zawarte w poszczególnych tweetach, to jeszcze sprawiło, że sporej części nie czytam do końca – czyli informacji może i jest więcej, ale do mnie (zaznaczam, że mówię to tylko subiektywnie) dociera ich – koniec końców – mniej.

    • Mateusz

      Tak czy siak byłbyś niezadowolony. Więc czemu ktokolwiek miałby się Tobą przejmować?