70

Na co komu coś, co nie działa? Rzecz o (większości) suszarek do rąk

Jak coś nie działa i zapewne działać nie będzie, rozstaję się z tym w pokoju i albo oddaję do utylizacji, albo ląduje w śmietniku. To chyba bardzo zdrowe podejście. Podejście, którym jednocześnie nie kierują się właściciele lokali, stacji benzynowych, budynków użyteczności itp., którzy w toaletach instalują suszarki, które nie działają. Dmuchają, dmuchają, ale trochę bez celu.

Sytuacja pierwsza z brzegu. Jest wieczór, nazajutrz dzień wolny. Jakiś lokal, w którym można zjeść i wypić. A jak się je i pije, to trzeba czasami pójść tam, gdzie król piechotą chodzi. Po wszystkim należy wykonać podstawową czynność ważną z punktu widzenia ludzkiej higieny – mycie rąk. A potem trzeba je osuszyć. I co się dzieje, jeżeli skorzystamy z takiej suszarki? Nic się nie stanie – należy zrobić „dobitkę” ręcznikiem papierowym (o ile jest dostępny), albo wytrzeć się w spodnie. Ot, technologia.

Doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że temat jest średnio ważki, nie zmienia szczególnie naszego życia, nie powoduje kokluszu i huraganów. Niemniej… czy nie dziwi Was, że istnieją wokół nas rzeczy, które nie działają?

Bo trudno powiedzieć, żeby taka suszarka działała. A ceny takich sprzętów? Mogą być zawrotne. Urządzenie, które „dmucha” ciepłym powietrzem w stronę rąk – nowe – może kosztować kilkaset złotych. I najczęściej w tym gronie znajdują się modele, które będą bohaterami scenariusza zarysowanego wyżej. Klient „niby suszy”, a i tak na samym końcu wytrze się w spodnie. To tak, jakby sobie nalać kieliszek wódki, a zamiast tego od razu opróżnić całą butelkę. Można? Można. Ale po co?

suszarki do rąk

I tak jak w Polsce najczęściej się spotykam z urządzeniami, które tylko udają, że suszą, na którymś z kolei wyjeździe za granicę spotkałem się ze Świętym Graalem suszarek do rąk. I tutaj zaznaczam – to nie artykuł sponsorowany, nikt mi za to nie zapłacił, w moim domu nie znajduje się sprzęt, o którym zaraz Wam powiem. Uwierzcie mi na słowo – przynajmniej spróbujcie.

Suszarka kieszeniowa. Urządzenie, które sobie stoi i tylko czeka, by włożyć do niego ręce. I tak też uczyniłem – dmuchnęło porządnie i po kilku sekundach moje dłonie były absolutnie suche. Podniosłem je na wysokość swojego nosa i oglądałem je z zaciekawieniem tak, jakbym dopiero co odkrył, że je w ogóle mam. Jakiś Francuz, który również postanowił skorzystać z toalety mierzył mnie wzrokiem, jakby zobaczył wariata. Może i ma rację?

Dla tych, którzy nie mieli okazji spotkać się z takim sprzętem – polecam zapoznać się m. in. z Dyson Airblade. Do grona suszarek kieszeniowych można zaliczyć również serię Merida Dualflow. I te rzeczywiście działają. Nie tylko dmuchają, ale również suszą. Nie trzeba potem wycierać się w spodnie i dziwić się, że na ścianie wisi coś, co tylko udaje, że działa. Problem? Cena. Kilka tysięcy złotych za taką suszarkę, to bardzo dużo.