100

Streaming skruszył beton w branży muzycznej. Poproszę to samo w filmowej

Streaming stał się najpopularniejszą formą dystrybucji muzyki w USA. Jednocześnie przyczynił się do dużych zmian w samej branży - szczególnie mentalnych. Teraz chciałbym, żeby Netflix i spółka zrobili to samo z filmami.

Jeszcze kilka lat temu streaming był traktowany jako ciekawostka. Niewiele osób sądziło, że ta forma dystrybucji muzyki odniesie sukces. Szczególnie, że sami artyści byli mocno podzieleni. Chyba każdy pamięta perypetie Spotify z Taylor Swift, a także poprzedzający je szereg protestów i narzekań ze strony innych – zarówno niszowych jak i mainstreamowych wykonawców. Twórcom było trudno przestawić się na inny tok myślenia i przyzwyczaić do nowego sposobu rozliczania. W końcu okazało się, że nie mają innego wyjścia.

Dziś streaming nie tylko dogonił klasyczną dystrybucję muzyki (MP3 i płyty), ale wręcz ją prześcignął na największym, amerykańskim rynku. Rok 2016 był pod tym względem przełomowy. Tylko w USA w ciągu tych 12 miesięcy odsłuchano w streamingu 461 mld utworów. Daje to 1,2 mld utworów każdego dnia. Dla porównania w całym roku pobrano łącznie 734 mln plików zakupionych w internetowych sklepach z empetrójkami. Streaming wzrósł o 76 proc. i stał się dominującą formą dystrybucji muzyki w tym kraju – a niebawem (jeśli nie już) prawdopodobnie również na całym świecie.

Co szczególnie interesujące, branża muzyczna notuje wzrosty. W porównaniu z 2015 rokiem jest to 3 proc. Po raz pierwszy też od 10 lat wzrosła sprzedaż płyt CD. Natomiast sprzedaż winyli jest najwyższa od 1991 roku, sięgając poziomu 13 mln egzemplarzy. Trudno nie wiązać tego z rosnącą popularnością streamingu. Słuchając wybranych albumów na Spotify czy w innym serwisie, możemy nabierać ochoty na posiadanie ich w formie fizycznej. To nic nowego – od lat mówi się przecież, że analogicznie działa piractwo gier komputerowych.

Właśnie. Piractwo. Tutaj problem może być bardziej złożony, bo o ile streaming może być najpopularniejszą formą dystrybucji muzyki, to już niekoniecznie musi to oznaczać, że jest najpopularniejszą formą konsumpcji tejże. Spotify otwarcie mówi, że jest usługą przeznaczoną dla piratów, ale upłynie nieco czasu, zanim przekona do siebie tych najbardziej zatwardziałych (o ile w ogóle).

Artyści dość szybko przekonali się, że walka ze streamingiem nie tylko nie ma sensu, ale jest wręcz skazana na porażkę. Pokłosiem tego jest m.in. uruchomienie platformy Tidal, za którą stoją czołowe postaci z branży. Doszło zatem tutaj do pewnej przemiany mentalnej i zmiany punktu nacisku, jeśli chodzi o generowanie przychodów przez muzyków. I tutaj pojawia się moje życzenie, aby w analogiczny sposób z czasem zmieniała się branża filmowa. Tutaj sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana, bo licencje są formowane w zupełnie inny sposób, a na cały ekosystem składa się większa liczba podmiotów (w tym kina). Mam jednak nadzieję, że za kilka(naście) lat o filmach będziemy mogli mówić w podobnym kontekście, a wielkie premiery kinowe będą debiutowały równolegle na dużym oraz małym ekranie.