29

Nie wierzę w to, że streaming będzie przyszłością gier

Prezes Ubisoftu uważa, że po PlayStation 5 i kolejnym Xboksie nie zobaczymy już nowych konsol, a świat gier przejdzie całkowicie na streaming. I choć ta teza wybiega mocno w przyszłość, kompletnie w nią nie wierzę.

Chciałem wierzyć w streaming

Co do zasady streaming jest super, głównie z jednego powodu. Eliminuje konieczność inwestowania w sprzęt do grania – niezależnie od tego, czy chodzi o komputer czy o konsolę. Oczywiście wciąż potrzebny jest jakieś urządzenie i kontroler, jednak możliwość ogrywania produkcji ze Steam na laptopie do pisania i przeglądania internetu czy małej skrzyneczce podłączanej do telewizora to coś zupełnie innego niż konieczność kupowania drogiego komputera z mocnymi podzespołami.

Trudno jednak powiedzieć żeby streaming rozwijał się w świetnym tempie. Niedawno Steam pozwolił strumieniować gry nawet na smartfony, a NVIDIA nie odpuszcza z usługą GeForce Now – to wciąż nie są jednak doświadczenia mogące zastąpić klasyczne granie. W mojej ekipie do Playerunknown’s Battlegrounds jest jedna osoba grająca na MacBooku właśnie bazując na usłudze NVIDII – więc się da. Kiedy jednak pytam o ilość fps-ów i słyszę jak często coś z usługą jest nie tak, sam nie zdecydowałbym się na taką zabawę. A mamy 2018 rok, o strumieniowaniu mówi się już od wielu lat, masa osób ma w domach świetne łącza. Co jest więc słabym ogniwem strumieniowana? Serwery czy raczej sama infrastruktura? Decydują się na granie bez angażowania własnych podzespołów muszę dostać usługę działającą tip-top, tu nie ma miejsca na błędy, szczególnie że przecież trzeba za nią płacić.

Każdy producent ze swoją usługą?

Powodów, przez które streaming nie stanie się podstawowym sposobem na granie jest moim zdaniem przynajmniej kilka. Nie wierzę, by wszyscy producenci konsol zdecydowali się wejść pod skrzydła jednej usługi albo stworzyć ją wspólnie – na to nie ma szans. Oznaczałoby to więc, że zarówno Microsoft, jak i Sony musiałyby stworzyć swoje własne propozycje, z własną infrastrukturą. Pomijając już nawet chęci, rozsądniejszym wydaje się stworzenie nowej skrzyneczki do grania, w którą i tak pakuje się PC-towe podzespoły. Potem podpina do niej działającą już od lat usługę sieciową – i tyle. Komu niby chciałoby się startować ze streamingiem, praktycznie od zera? Niby w przypadku japońskiej firmy mamy przecież PlayStation Now, ale nie wierzę że można z tej usługi stworzyć podstawowy system do grania.

Nvidia

A co z producentami sprzętu?

Jeśli gracze konsolowi mieliby w całości przesiąść się na strumieniowanie, to samo musiałoby stać się na PC. To natomiast doprowadziłoby do upadku rynku podzespołów komputerowych. No bo kto kupowałby nowe procesory i karty graficzne? Praktycznie od pierwszego akceleratora graficznego, to właśnie rynek gier pcha do przodu całą branżę, a producenci urządzeń prześcigają się w proponowaniu coraz mocniejszych układów. Miłośnicy teorii spiskowych pewnie powiedzą, że to lobby i nigdy nie pozwoli na upadek klasycznego sposobu grania, ale i ja sam nie chciałbym zobaczyć jak nagle branża wyhamowuje, bo nie ma dla kogo tworzyć nowych Radeonów czy GeForców.

Ludzie chcą streamingu?

Strumieniowanie szybko i bezboleśnie przyjęło się zarówno w świecie filmów i seriali, jak i w świecie muzyki. Sam błyskawicznie przesiadłem się z płyt DVD na serwis Netflix, oglądając też co jakiś czas coś na Showmax. Muzycznie absolutnie nie wyobrażam sobie natomiast życia bez Spotify. Podczas gdy te dwie branże zmieniły się nie do poznania w przeciągu raptem kilku lat, strumieniowanie gier cały czas nie może przebić się do naszych domów. A to oznaczałoby, że cały czas jest tylko ciekawostką a nie czymś, co całkowicie zmieni nasz sposób grania. Szczególnie, że rynek gier cały czas mocno ciśnie wirtualną rzeczywistość, a to kolejna kłoda rzucona pod nogi streamingowi, który najpierw musiałby świetnie poradzić sobie ze zwykłym graniem by w ogóle marzyć o wirtualnej rzeczywistości.

Zwykły gracz nawet nie wie co to strumieniowanie. On idzie do sklepu i kupuje płytę z grą. Widział gdzieś jej reklamę, ma w domu którąś z konsol. Inny gra sporadycznie mając na przykład Steama i masę świetnych promocji, w którym można kupić coś za grosze. Do tego rynek mobilny, w którym gracz nie ma z hardkorowcem nic wspólnego i po prostu pobiera na smartfona to, co akurat jest modne lub niewymagającą produkcję, która zajmie mu czas podczas podróży metrem. Czy którykolwiek z nich sięgnie po streaming? Sam z siebie nie, potrzebna byłaby potężna machina promocyjna, która wcisnęłaby im do głowy, że teraz gra się inaczej. Bez tego nie ma szans na sukces strumieniowania. A kto niby miałby takie kampanie sfinansować? Oczywiście producenci konsol – ale przecież oni mają co promować.