46

Stephen King mówi NIE ebookom. Czy pochód cyfrowych treści można zatrzymać?

Stephen King. Tego autora zna każdy. Jego książki to bestsellery, ich ekranizacje to kinowe hity. Jest to jeden z najbardziej poczytnych współczesnych pisarzy. Już za rok fani Kinga na całym świecie będą mogli cieszyć się jego najnowszym dziełem „Joyland”, które bez wątpienia będzie sprzedawać się znakomicie. Niestety nie wszyscy fani, gdyż ci, którzy wybrali, zamiast […]

Stephen King. Tego autora zna każdy. Jego książki to bestsellery, ich ekranizacje to kinowe hity. Jest to jeden z najbardziej poczytnych współczesnych pisarzy. Już za rok fani Kinga na całym świecie będą mogli cieszyć się jego najnowszym dziełem „Joyland”, które bez wątpienia będzie sprzedawać się znakomicie. Niestety nie wszyscy fani, gdyż ci, którzy wybrali, zamiast papieru, cyfrowe treści, obejdą się tym razem ze smakiem, albo, jak dawniej, pójdą do księgarni.

Okazuje się bowiem, że najnowsza książka pisarza nie będzie dystrybuowana w formie ebooka, a tylko i wyłącznie na papierze. Jak stwierdził sam autor:

Kocham zbrodnię, kocham zagadki, kocham duchy. (…) Kocham również paperbacks (książki z miękką oprawą, najczęściej na gorszej jakości  papierze), wyrosłem na nich i właśnie dlatego tym razem nie wydamy tego w cyfrowej wersji. „Joyland” wyjdzie w miękkiej okładce, a ludzie, którzy będą chcieli to przeczytać, będą musieli kupić prawdziwą książkę.

Te słowa i oświadczenie zdziwiły i wywołały niemałe poruszenie w e-publishingowej branży. Zwłaszcza, że Stephen King do tej pory nie miał większych problemów z ebookami, co więcej, mnóstwo, jeżeli nie wszystkie, jego poprzednich tytułów dostępnych jest w cyfrowej formie, również w Polsce znajdziemy niejednego. Czy to oznacza, że King zmienia zdanie co do ebooków i tym razem staje na straży „starego porządku”?

Wprawdzie trudno powiedzieć, co autor miał na myśli, w końcu nikt nie jest w głowie Kinga poza nim samym. Niemniej jednak słowo się rzekło i można się zastanawiać. Osobiście trudno mi uwierzyć, że jest to kwestia tylko i wyłącznie sentymentu do papieru. Wprawdzie Stephen King jest tak uznanym pisarzem, że stać go na to, aby móc robić, co tylko zechce ze swoimi dziełami, niemniej jednak można doszukiwać się nieco innych przyczyn. W końcu raczej rzadko zdarza się, aby autor decydował się porzucić ogromny rynek zbytu, a takim jest amerykańska branża e-książek. W USA ebooki nie są już tylko i wyłącznie ciekawostką, ale stanowią codzienność, wartą rocznie blisko miliard dolarów. Najlepiej o tym niech świadczy sukces Amazonu.

Dlatego może to być dobrze wykalkulowany chwyt reklamowy. Oto „Joyland” w papierowej i tylko w papierowej wersji nabiera charakteru towaru „Premium” czy też „limitowanej edycji”. Tego typu strategia oparta jest zazwyczaj na oferowaniu czegoś ekstra. W tym przypadku może da się to osiągnąć poprzez odcinanie dostępu całemu segmentowi rynku książki. Bez wątpienia jest to jakiś sposób. Szum wokół tej decyzji już się wytworzył, a im bliżej będzie do premiery, tym będzie o tym głośniej. Mimo wszystko, miłośnicy Kinga, nawet ci z czytnikami w rękach, raczej pójdą do księgarni i książkę kupią. Na pewno ta decyzja ucieszy zarówno tradycyjnych, papierowych wydawców, jak i księgarnie właśnie, którym coraz trudniej konkurować z ebookami.

Inną kwestią może być chęć przeciwdziałania piractwu. Wystarczy wpisać odpowiednie hasło w wyszukiwarkę Google i od razu zostajemy zalani dziesiątkami linków, z których możemy pobrać książki autora. Postawienie na papier raczej od piractwa „Joyland” nie uchroni, ale na pewno utrudni sprawę. Ponieważ w oświadczeniu nie ma słowa o tym, że od tej pory wszystko, co wyda King będzie w papierze, więc nie zdziwiłbym się, gdyby po odpowiednim czasie jego najnowsza książka ostatecznie trafiła do ebookowych księgarni.

Dlatego też wątpię, aby Stephen King nagle rozczarował się ebookami i postanowił postawić na papier. Niemniej jednak to ogłoszenie każe postawić interesujące pytanie. Czy w ogóle jest możliwe zatrzymanie biegu wydarzeń, powstrzymanie ebookowego szaleństwa i powrót do starego, dobrego papieru? Odpowiadając na to pytanie można wziąć pod uwagę wiele czynników, skupię się na dwóch. Przede wszystkim ekonomia. Cyfrowe wydania są po prostu tańsze. Są tańsze w produkcji, składowaniu, dystrybucji i są tańsze w sprzedaży. Więcej osób może na nie sobie pozwolić. Brak im przestrzennych barier (bo o barierach typu DRM nie wspomnę): ebook wydany w USA może być zakupiony chwilę później na drugim krańcu świata.

Warto również zauważyć, że jesteśmy świadkami po prostu ewolucyjnej zmiany formatu. Tak, jak wcześniej zmieniono kamień czy skórę na papier, zrezygnowano z ręcznego pisania na rzecz druku, tak w tym momencie wykorzystywany jest ten format, który bardziej pasuje do technologicznego rozwoju społeczeństw. Społeczeństw zinformatyzowanych, wykorzystujących komputery, tablety i smartfony, będących podpiętymi do sieci 24/h na dobę. Społeczeństw, w których informacja przepływa w ciągu sekund i tego się od niej oczekuje. Cyfrowe książki są swoistą odpowiedzią na obecny stan rzeczy. Gdy ludzie wymyślą inną formę przekazu treści, znikną i ebooki.

Dlatego, moim zdaniem, tego procesu nie da się zatrzymać i sądzę, że tę świadomość mają również pisarze i generalnie twórcy treści. Zapewne nie inaczej jest z samym Stephenem Kingiem. Rezygnację z cyfrowych kanałów dystrybucji traktuję raczej jako rodzaj marketingowego chwytu, może nawet rzeczywiście zwykłego sentymentu, ale na pewno nie, jako stałą strategię. Wydaje mi się, że nawet sam Stephen King nie byłby w stanie zignorować rosnącej liczby e-czytelników. Dobrym przykładem niech będzie inny znany pisarz Paulo Coelho, który nie tylko wydaje książki w cyfrowej wersji, ale wręcz zachęca do ich piracenia, chcąc w ten sposób promować swoją literaturę. Warto również przypomnieć, że również długo wzbraniano się z digitalizacją „Harrego Pottera”, ale ostatecznie prawa rynku są nieubłagane: jeżeli jest popyt to prędzej czy później będzie podaż. Nie zdziwię się więc, jeżeli „Joyland” prędzej czy później zostanie zdigitalizowane, a tym bardziej, jeżeli następne książki Stephena Kinga będą już dostępne w cyfrowej wersji. A może się mylę i pisarz ten rzeczywiście zdecydował się na dobre powiedzieć ebookom „nie”?

Fota [1],[2],[3]