65

Kosmiczny wyścig przyspiesza. SpaceX staje w szranki z potężnym krajem

Część Czytelników AW mogła osobiście śledzić kosmiczny wyścig USA i ZSRR, reszcie pozostaje o nim poczytać lub poznać szczegóły za sprawą materiałów foto, audio i wideo. Fascynujący temat: dwa mocarstwa wydające miliardy dolarów, by udowodnić, że są lepsze, szybsze, potężniejsze. Poza Ziemią. Wraz z upadkiem komunistycznego imperium i poważnymi przeobrażeniami na świecie, owe zmagania mocno osłabły, na kosmiczne eskapady machnięto ręką. Ostatnio można jednak odnieść wrażenie, że czasy "posuchy" przemijają, szykuje się nowy wyścig. A żeby było ciekawiej, o palmę pierwszeństwa powalczą w nim azjatyckie mocarstwo i prywatna firma z USA.

SpaceX podgrzewa atmosferę wokół testów rakiety Falcon Heavy. W Sieci pojawiają się kolejne zdjęcia i filmy prezentujące tego kolosa. O obiekcie zrobiło się głośno pod koniec 2017 roku, gdy przemieszczano go na pole startowe ulokowane na Przylądku Canaveral, a teraz uwagę odbiorców zdobywają materiały, na których widać pojazd w pozycji pionowej. To już ostatnia faza testów naziemnych, ekipę czeka m.in. jednoczesne odpalenie 27 silników. Emocjonujący moment, bo z jednej strony staje się jasne, że start jest w zasięgu ręki, z drugiej strony nie można mieć pewności, że finisz przyniesie sukces. Przy pozytywnym rozwoju wypadków, SpaceX wejdzie w nowy rok z piersią mocno wypiętą do przodu.

Ten wątek zdecydowanie warto podkreślić: SpaceX może być dumne ze swoich dotychczasowych osiągnięć, a jednocześnie firma zapewnia dumę Amerykanom. Oto bowiem po kilkunastu latach USA wróciły na pierwsze miejsce rankingu państw, które w danym roku dokonały największej liczby startów lotów orbitalnych. Stany Zjednoczone z wynikiem 29 mocno wyprzedziły konkurencję: druga na liście Rosja miała ich 20, a trzecie Chiny o dwa mniej. I teraz ciekawostka: na wynik lidera składa się m.in. 18 startów pod szyldem SpaceX, wykonanych dzięki rakietom Falcon 9. Pojawia się proste pytanie: gdzie byliby Amerykanie, gdyby nie Elon Musk i jego biznes? Odpowiedź jest bolesna: najpotężniejszy kraj świata w tym wyścigu nie mierzyłby się z czołówką, lecz ze średniakami – Unią Europejską i Japonią. Inna liga.

Coraz bardziej wyraźne staje się dzisiaj to, że amerykańskiej ekspansji kosmicznej nie napędza dzisiaj państwo, lecz miliarderzy: prócz Elona Musk są to m.in. Paul Allen czy Jeff Bezos. Oczywiście dwóm ostatnim daleko na tym polu do szefa Tesli, lecz w dłuższej perspektywie może się okazać, że każdy z nich zrobi w tym segmencie niezły biznes. A najciekawsze jest to, że ludzie ci pojawili się nie tylko z pieniędzmi, ale też z chęcią wprowadzenia innowacji, obniżenia cen, upowszechnienia lotów. Zasługą SpaceX jest nie tylko to, że lata – robi to inaczej niż poprzednicy, przede wszystkim taniej.

Rok 2017 był dobry dla SpaceX, ale 2018 ma być lepszy – jeśli szczęście dopisze firma wykona blisko 30 startów. Amerykanie będą uciekać światu dzięki Muskowi? Niekoniecznie – na horyzoncie pojawia się naprawdę mocny przeciwnik, czyli Chiny. Państwo o wielkich aspiracjach, które w tym roku może zrealizować nawet 40 startów. I już na początku stycznia poinformowało świat o swoich ambitnych planach – jest wśród nich m.in. eksploracja Niewidocznej strony Księżyca. Nie dotarli tam ani Sowieci ani nawet Amerykanie, dokonać chcą tego Chińczycy. Baza najludniejszego kraju świata na Srebrnym Globie? To dopiero byłby symbol mocarstwowości.

Szykują się naprawdę ciekawe czasy dla fanów podboju kosmosu. Nie napiszę oczywiście, że w ostatnich latach nic się nie działo, ale wyraźnie widać, że zainteresowanie tematem rośnie, pompowane są w ten segment coraz większe pieniądze. No i intrygować może fakt, iż nie będą się ścigać głównie dwa wielkie państwa, lecz cały szereg graczy. A o miano lidera powalczą kraj i firma…