19

Ulubiona aplikacja „gimbazy” nie ma szans w starciu z potęgą Facebooka

Skończył się okres bogatych żniw, zaczyna się smutna, szara rzeczywistość. Taka, w której mamy do czynienia z teatrem wielu aktorów, ale najważniejszy jest tylko jeden. Mark Zuckerberg, który bezczelnym kopiowaniem pokazał, gdzie jest miejsce do niedawna jednego z poważniejszych konkurentów Facebooka - Snapchata.

Evan Spiegel nie ma się z czego cieszyć, choć do niedawna uważano Snapchata za jedną z bardziej innowacyjnych platform społecznościowych. Domek z kart ułożony przez Spiegela zaczął się jednak sypać po – jak uważano – mało udanych próbach upodobnienia innych usług Zuckerberga do „duszka”. Rynek pozytywnie zweryfikował starania Marka, który nie wytoczył specjalnie poważnych dział w kierunku Snapchata. Kopiowanie, i to bezwstydne nie jest przecież niczym innowacyjnym. A jednak Instagram Stories, wydany na rynek mediów społecznościowy w tamtym roku okazał się sporym sukcesem platformy. Co więcej, mocniej angażował użytkowników, niż „biedny” Snapchat.

Problemy Snapchata zaczynają się objawiać w dynamice wzrostów, co już zauważyli inwestorzy

Rozczarowujący wzrost ilości aktywnych użytkowników Snapchata doprowadził do pogorszenia się nastrojów względem tej platformy na giełdzie. W ostatnim kwartale 2016 roku grono osób korzystających ze Snapchata powiększyło się o 3,2 procent. Pierwszy kwartał tego roku to już wzrost na poziomie 5% – nieco lepiej, ale doskonale widać, że odkąd tylko Facebook rozpoczął otwartą walkę z „duszkiem”, wzrosty są coraz słabsze. I wszystko wskazuje na to, że lepsze nie będą, bo Snapchat nie ma do zaoferowania niczego, co mogłoby jeszcze mocniej zaangażować użytkowników. Podobnie, jak Twitter, platforma będzie „kisić się we własnym sosie” akceptując swoje ułomności i plując sobie w twarz, że nie poczyniła potrzebnych zmian znacznie wcześniej.

facebook, snapchat, instragram, zuckerberg

Na ułomnościach podobieństwa między Snapchatem, a Twitterem się nie kończą. Ważne są również pieniądze

Których Snapchat nie zarabia – taki już urok niektórych biznesów w branży teleinformatycznej. Mogą nie zarobić ani jednego dolara, a i tak będą niesamowicie popularne, ich CEO będą paradować w pięknych koszulach i mówić inwestorom o tym, jak bardzo świetlana przyszłość czeka firmę. Podobnie przecież jest z Twitterem. Eksperci wskazują, że funkcjonalnym problemem Snapchata jest trudność w znalezieniu wartościowych treści w niechronologicznie ułożonym centralnym miejscu dla treści. Wszystko to spowodowało, że po opublikowaniu niekorzystnych wyników akcje Snapchata spadły i 20 procent. Czyli naprawdę sporo.

Co dalej ze Snapchatem?

Zuckerberg świetnie rozegrał kampanię rozpoczętą przez Snapchata – użył jego własnych broni przy okazji korzystając z tego, że jest nieporównywalnie potężniejszy od „niebezpiecznego”, jakby się mogło wcześniej wydawać konkurenta. Można gdybać, co będzie dalej. O uśmierceniu tej platformy nie ma mowy, ale niewykluczone, że konkurencja między serwisami nabierze jeszcze większego tempa, którego oczywiście Dawid nie wytrzyma – Goliatowi to natomiast w smak. Po kilku latach akcje spadną na tyle, że Snapchata będzie można spokojnie kupić już nie za dziesiątki miliardów, lecz kilka.