44

Jestem w szoku: Polacy zaczęli dostrzegać problem smogu

Wszystkie lub prawie wszystkie media donoszą o smogu. Czy to w prasie czy w Internecie, zanieczyszczenie powietrza w końcu stało się ważnym tematem. Co więcej: Polacy chcą słuchać i rozmawiać o zagrożeniach. Widzę to chociażby w mediach społecznościowych czy w komentarzach pod naszymi wpisami. I bardzo dobrze: ta kwestia dotyczy nas wszystkich. Nie jesteśmy skazani na stany alarmowe i choroby układów krążenia czy oddechowego - wystarczy zakasać rękawy i wziąć się do pracy.

Smog nie jest w naszym kraju nowym problemem. Tymczasem odnoszę wrażenie, że dla wielu osób to odkrycie tej zimy, ostatnich miesięcy czy nawet dni. Zanieczyszczone powietrze nie pojawiło się wraz z rządami PiS, nie stworzyła go także koalicja PO-PSL – ten kłopot sięga znacznie (!) głębiej. Mniej istotne jest jednak określanie tego, od kiedy zmagamy się z problemem – ważniejsze pytanie brzmi „kiedy sobie z nim poradzimy?”.

Odpowiedź nie będzie prosta, ale odnoszę wrażenie, że w końcu coś się dzieje. Poruszałem to zagadnienie już wcześniej, zwracałem uwagę na smog w swoich tekstach, nim stało się to modne (ha!) i wówczas odzew był ograniczony, wiele osób machało ręką. W końcu coś zaczyna się zmieniać, a to cieszy.

Problem nie rozwiąże się oczywiście w ciągu jednej nocy czy kilku dni, nie załatwimy tego na Facebooku. Dodać przy tym trzeba, że edukacja jest bardzo potrzebna, by ludzie zrozumieli, z czym się zmagają. Powstaje mnóstwo mitów dotyczących problemu, trafiam nawet na teorie spiskowe. Nie żartuję – wczoraj czytałem, że smog w Warszawie to wymysł, bo ktoś chce po prostu „przytulić” miliony na działania antysmogowe. Inny spisek może realizować Bruksela, która chce wykończyć nasze górnictwo, winni są także słynni ekoterroryści, którym nagle przeszkadzają jakieś normy. Niestety, takich opinii nie brakuje.

Dlatego o zanieczyszczeniach trzeba rozmawiać. Polacy muszą się dowiedzieć, że na liście miast z najgorszym powietrzem w UE przodują polskie miejscowości, a problem nie dotyczy kilku z nich. Łatwiej będzie podać czyste ośrodki, niż te, które zmagają się ze smogiem. Nie jest to wyłącznie domena dużych miast – cierpią też wioski. Jakość powietrza w tych ostatnich zazwyczaj nie jest monitorowana i stąd brak informacji. Kiedy jednak zacznie się sprawdzać na miejscu, jak wygląda sytuacja, ludzie często przecierają oczy ze zdumienia. Stwierdzają, że wraz z pomiarem pojawił się smog…

Należy wprost powiedzieć, że nasze uzdrowiska, także te nastawione na leczenie chorób układu oddechowego, mają często tragiczne powietrze. Lepiej wybrać się na leczenie do europejskiej metropolii, niż polskiego uzdrowiska ulokowanego w górach. Śmieszne? Niekoniecznie. Ale prawdziwe. Mam nadzieję, że sporo w tej materii zmienią inicjatywy typu Smogathon i startupy, które się na nim pojawiły. Oferują rozwiązania, które mogą pomóc zwalczać smog – np. tanie stacje pomiarowe, dzięki którym głośno zrobiło się o Airly. Oby rzesze Polaków przestały patrzeć na te wydarzenia, jak na zabawę hipsterów i wzięły sobie do serca to, o czym się mówi przy okazji ich organizowania: smog zabija co roku kilkadziesiąt tysiecy Polaków. Przestańmy być Chinami Europy. Zresztą, Chiny zabierają się do zwalczania problemu odgórnie. U nas na razie jest cisza.

Kolejne ekipy polityków i urzędników udają, że tematu nie ma, zamiatają go pod dywan, przekonują, że są ważniejsze sprawy. A potem mydlą oczy mówiąc o szkodliwości palenia papierosów, wprowadzając na kilka dni darmową komunikację miejską czy odwołując lekcje w szkołach, jak zrobił to Rybnik. To nie są rozwiązania. Jeśli chcemy zlikwidować smog, zabierzmy się za jego źródła. Jednym z nich są oczywiście samochody, zwłaszcza stare pojazdy z silnikiem diesla. Im mniej będzie ich na naszych drogach, tym lepiej. Europa Zachodnia odchodzi od tych maszyn, nie bądźmy krajem, który odbierze od bogatych państw tę flotę.

Motoryzacja to zaledwie jeden z problemów. Do rozwiązania, jeśli przyjmie się odpowiednie przepisy i np. wyrzuci część aut z centrów miast. Ale w tym samym czasie trzeba się zabrać za większy kłopot: ogrzewanie polskich gospodarstw domowych i utylizację śmieci. Nie jest tajemnicą, że Polacy palą śmieciami oraz węglem niskiej jakości w kotłach, które w cywilizowanym kraju nie powinny działać. Należy wprowadzić prawo, które zakaże handlu i kiepskimi paliwami i piecami, które trują.

Pojawią się oczywiście głosy, że wielu ludzi nie stać na nowy kocioł, sprawną instalację, ocieplenie domu, węgiel dobrej jakości czy rozwiązania z pola OZE. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. I nie oczekuję, że renciści czy emeryci, osoby kiepsko zarabiające nagle dokonają wielkich zmian. Ale mogą zacząć od mniejszych rzeczy, od segregowania plastikowych butelek, a nie wrzucania ich do paleniska. Państwo i samorządy muszą natomiast opracować strategię wspierania obywateli, by do zmian jednak doszło. Powtórzę: muszą. Na to powinny pójść pieniądze ze wspólnej kasy, bo wszyscy oddychamy tym samym powietrzem. I każdego dnia cierpimy.

Kary, mandaty, grzywny mogą pomóc, lecz to nie jest najlepsze rozwiązanie. To bat na opornych, którzy za nic mają zdrowie swoje i innych. Tym mniej opornym, ale uboższym trzeba dać marchewkę – stosowanie wobec nich kija nie ma sensu.

Ważne, że zagadnienie zyskało na znaczeniu. Wiele osób stwierdzi, że to temat zastępczy, podobnie jak aborcja, Trybunał Konstytucyjny czy reforma oświaty. Ale to naprawdę ważna kwestia. I nie można odpuszczać, zapominać o tym, gdy tylko wykresy w aplikacjach przestaną być czerwone – za kilka tygodni może być przecież podobnie albo nawet gorzej. Należy naciskać na urzędników i polityków, by działali, by nie bagatelizowali tematu i nie udawali, że pracują. Zakup maski na Allegro czy nabycie w supermarkecie sprzętu do oczyszczania powietrza w domu nie uzdrowią sytuacji – to rozwiązania na krótką metę. Pomocne, ale czy chcemy za dekadę chodzić w tych maskach?

Zachęcam do działania: czytajcie, rozmawiajcie, dopytujcie, przekazujcie wiedzę innym. I działajcie, bo samo nic się nie zrobi. Smog też sam się nie robi…