7

Śmierć – czyli jak zawodowo sprzedać ją w mediach?

Tytuł mojego wpisu jest niesamowicie ryzykowny nawet jak dla mnie - autora tekstu, który przeważnie ma poczucie, że "robi to tak jak należy". Bo jak można "sprzedać śmierć"? Czy to jakiś towar pierwszej potrzeby? Rzecz, którą można przerzucać sobie z rąk do rąk? Czy można tak rzeczowo nazwać nieuchronną ludzką tragedię? Wiecie, patrzę na medialne nagłówki i wydaje mi się, że tak - można.

Pomińmy moje z pewnością słabe pytania dotyczące śmierci. Sposób narracji w tej sprawie na potrzeby tego tekstu muszę niestety dostosować do tego, co stało się ostatnio w mediach. Tak, śmierć okazała się towarem, który można sprzedać. Bo o co chodzi, Drodzy Państwo w mediach? O sprzedaż właśnie. Treść, (z korporacyjnego: „content”) należy sprzedać. Wskaźnik jego „sprzedawalności” to kliki i muszę o tym powiedzieć, choć mało kto w mediach Wam się do tego przyzna. A musicie wiedzieć, że Antyweb nie jest jedynym miejscem, w którym pracuję i można mnie przeczytać. Jakieś rozeznanie w tym temacie mam – chcąc lub nie, jestem częścią tego środowiska.

Śmierć ostatnio sprzedano koncertowo

Zmarł Zbigniew Wodecki – człowiek, którego znam z różnych utworów, z wizerunku scenicznego, a najlepiej z Pszczółki Mai i z tego, że swego czasu robił za „dobrego ziomka” obok Pani Pavlović. Kiedy ta jurorka bardzo krytycznie oceniała wygibasy gwiazd na parkiecie, Pan Zbyszek sypał „dychami” jak z rękawa. Miły, sympatyczny, utalentowany człowiek. Osoba rozpoznawalna, celebryta. Człowiek przede wszystkim.

śmierć

Po śmierci Pana Zbyszka media dodały do siebie wszystkie cechy wspomniane w akapicie powyżej – poza jedną. Odarto nieco go z człowieczeństwa, zapomniano o powadze, jaką trzeba darzyć śmierć. Bo ta, jak na razie czeka każdego, nie jest niczym radosnym, w wielu kulturach oznacza co innego. Niemniej, technicznie jest „końcem”, podsumowaniem doczesnego życia. No i jak Pana Zbyszka podsumowano?

Oprócz potrzebnych wpisów punktujących zasługi tego człowieka, mogłem dowiedzieć się m. in. ile zarabia, w jakiej reklamie odegrał główną rolę, a nawet spojrzeć na tego człowieka jak na „niespełnionego amanta”, który wbrew pozorom, wielkiego powodzenia wśród kobiet nie ma. To ostatnie „może by przeszło” w tworach pudlopodobnych, ale dwa pierwsze… nie. Absolutnie nie. Wspominajmy, ale z szacunkiem. Takie jest moje zdanie, które… uwaga, uwaga: nie pokrywa się z tym, co uważa większość. Bo wiecie, skoro sprzedają się wpisy traktujące o strukturze zarobków zmarłego, czy jego mało poważnych dokonaniach medialnych, to niekoniecznie z mediami jest coś nie tak, tylko z konsumentami.

Ale żeby nie było, że smutna śmierć Pana Wodeckiego to jedyna kwestia, jaką chcę poruszyć przy okazji tego wpisu: mieliśmy do czynienia ostatnio z trudniejszymi przypadkami, które nie dotyczyły tylko śmierci, ale i światopoglądu, a nawet polityki (fuj). Mowa o tragicznie zmarłych Magdalenie i Igorze, w sprawach których narosło sporo kontrowersji. Oczywiście, należy te nieścisłości należy czym prędzej wyjaśnić – obecność mediów jest tam jak najbardziej potrzebna. Ale nie w taki sposób, jak to się robi obecnie.

Media urządzają sobie w takich sprawach brutalne bezczeszczenie czci zmarłych

Mediom w sprawie Pani Magdaleny poszło tak dobrze, że aż polska krzyżówka Droopy’ego z Duke’iem Nukemem postanowiła wykorzystać wytworzoną falę i… oświadczyła się swojej lubej na antenie popularnej telewizji. Na grobie tragicznie zmarłego człowieka urządzono sobie taniec i to wcale nie jest danse macabre. Eksperci prześcigali się w hipotezach, tuby prawej i lewej strony prezentowały swoje wersje wydarzeń i tego, co pokazano w nagraniach. Mediom natomiast było w to graj – coś się dzieje, nie trzeba robić clickbaitów z niczego, jest samograj. Dodajmy do tego zaangażowanych czytelników – jest przepis na 2 tygodnie nakręcającego się samoczynnie tematu.

Kiedy piszę ten wpis, ktoś coś przebąkuje w teletubie na temat śmierci Pana Igora, który według głównego nurtu relacyjnego zdarzenia – został brutalnie pobity przez Policję. Tam również doszło do spraszania ekspertów, różnych interpretacji nagrań, a nawet do sporu politycznego, w który zaangażowali się sami rezydenci Wiejskiej. Oczywiście, sprawę przerzucają między sobą jak gorącego ziemniaka, licząc na to, że w trakcie lotu nieco się ostudzi. Ot, poleci kilka głów, temat się wyczerpie, a… media sobie znajdą coś innego.

Media dają nam to, co chcemy

Można by winić media za to, że obniżają standardy tak mocno, że zaczynają dokopywać się do nowego dna. Pewnie, ale to nic nie da, bo ta diagnoza jest kaleka. Pomijam w tym takie incydenty jak uśmiercanie Pana Wodeckiego w maju, bo to już jest czyste s… oszczędzę sobie.

śmierć

Bo my żyjemy w swego rodzaju bańce. Wiemy, jakie postawy są dobre, pewne rzeczy nas irytują i nie boimy się o tym mówić. Ale zauważcie – tak samo, jak większość mało obchodzi jaki ma procesor w telefonie, tak samo nie widzi ona nic złego w tym, by czytać mało smaczne wpisy w mediach. Skąd się to wzięło? Wielu z nas zaczęło swoją przygodę z internetem, gdy był on swego rodzaju medium luksusowym, dla wybranych. Nie była to masówka, dostęp do niego mieli tylko nieliczni. Treści też były wtedy zupełnie inne. A dzisiaj? Internet i urządzenia służące do jego odbioru są tak tanie i powszechne, że pozwolić na nie sobie może każdy. A skoro każdy, to równajmy poziom do dołu – tak się będzie opłacało.

A większość śmierć – zwłaszcza celebryty będzie interesowała. Wtedy na rzecz własnej satysfakcji ze skonsumowania kolejnej ciekawej treści nieświadomie odzieramy głównego bohatera historii z człowieczeństwa. Czy media są jednoznacznie złe? Niekoniecznie, ale na pewno dostosowują się do czytelników. Prawda na temat ludzi w ogóle jest smutna i jeżeli macie dystans do siebie… przekaz zrozumiecie. A jak nie – cóż, będę miał co wspominać w przyszłości. :)

Miłego wieczoru Wam życzę.

  • steveminion

    W mediach drukowanych już dawno ukuło się powiedzenie „nic tak nie ożywia gazety, jak trup na pierwszej stronie”…

    • W internecie można za to umieścić ich więcej… i „bardziej”.

  • Kuba, nie rozumiem sensu tego wpisu. Piszesz niejasno, prowadzisz myśli chaotycznie. Ten tekst nie ma ram i nie wiadomo, do czego prowadzi.

    Co do wyimków, które opisałeś (tylko w ten sposób jestem w stanie się odnieść):

    1. Na śmierć VIP-a nie robi się za dużo materiałów, a jedynie wyciąga z szuflady teczkę przygotowywaną od lat. W necie z kolei od miesięcy lub lat (w zależności od budżetu) przygotowywane jest SEO pod to, by odpowiedni link wyskoczył jak najwyżej po wpisaniu w google „X nie żyje”.

    2. Wszystko co opisujesz to incydenty i w incydentalny sposób są traktowane – to oznacza, że nie wyciąga się z tego szerszych wniosków i nie prowadzi narracji w ten sposób, by wyprowadzić wspólny mianownik i coś z tym zrobić.

    3. Powyższe oznacza, że:
    – identyczny temat ze zmienionym nazwiskiem można grzać, bo warsztat jest „obtrzaskany”;
    – doskonale można z tego zrobić tzw. tematy zastępcze – czy to w sezonie ogórkowym, czy na potrzeby chwili.

    4. Divide et impera.

  • Darth Artorius

    Śp. Pani Magda miała chyba w sieci wiecej zdjęć niż znani celebryci. Nikomu nieznana dziewczyna zaistniała po śmierci. Przyznam że mam już dośc tych zdjęç którymi epatują portale i gazety. Dajcie Jej odejść.
    Pan Igor po śmierci wywołal jakieś protesty, zamieszki.. zwykły człowiek „zaistniał”. W sumie straszne.

    A Pan Zbigniew ? Był piosenkarzem i celebrytą. Teraz moda na grzebanie w ich życiu. Sam pewnie by się nie zdziwił tekstami na swój temat.

    • PiK IAndyI

      Pojedzie kiedys ktos z Twojej rodziny na wakacje i znich nie wroci a w newsach od pierwszych chwil beda jej wmawiac ze bylo to spowodowane choroba psychiczna, to poruszysz niebo i ziemie by dociec prawdy gdy dotrze do Ciebie, ze panstwo tego za Ciebie nie zrobi

  • iksde

    na rzecz własnej satysfakcji ze skonsumowania kolejnej ciekawej treści nieświadomie odzieramy głównego bohatera historii z człowieczeństwa

    Czy jakiegoś Twojego zmarłego bliskiego, też tak media wspominały? Też grzebały się w tym, ile on zarabiał za życia, z kim miał romans, etc.? Nie, bo nie był celebrytą. Celebrytów (nawet w pozytywnym pojęciu) nie kreują ludzie, tylko media. I to media z nich żyją – nawet jeśli celebryci już nie. To jest normalna konsekwencja roli, jaką dana osoba pełni w społeczeństwie. I nie ma to nic wspólnego z tym, że „czytelnicy / słuchacze / widzowie tego chcą”. Jak niby to wykoncypowałeś? Widziałeś na jakimś Pudelku albo dostałeś z Faktu czy innego tabloidu ankietę, w której były pytania: „Czy chcecie czytać o podwójnym życiu zmarłych piosenkarzy?”, „Chcecie wiedzieć ile zarabiają/li?”.? Jak ludzie mają reagować na niechęć do tego typu treści? Nie czytać? Jak to mają z tego zrezygnować, kiedy dla poznania treści, najpierw muszą ją przeczytać? Ok, przeczytali, i co dalej? Mają wyjść na ulicę i protestować? Nie czytać danego bloga / tytułu? To w końcu co mają czytać? Każde wydawnictwo ma coś za uszami… Jedne kłamią, inne się spóźniają, jeszcze inne w ogóle nie poruszają tematów interesujących czytelnika / widza / słuchacza. Winne są tylko i wyłącznie media, bo żeby istnieć, muszą coraz to bardziej szokować. Bez przełamywania kolejnego tabu i oswajania go ze swoim odbiorcą, zwyczajnie zniknęłyby z rynku. To jest tak oczywiste, że słońce „wstaje” na wschodzie, i nie ma tu czego roztrząsać. Media nie robią tego dla czytelników, tylko dla siebie. Ludzie nie wyginęliby, gdyby np. na wieść o śmierci Wodeckiego, dostali jedynie suchą informację o samym fakcie.

    Reasumując… Przemyślenia masz kompletnie „z d…”. Zajmij się lepiej kolejnym testem smartfonika, zamiast wtryniać się w tematy socjologiczne, których analiza zwyczajnie cię przerasta. Widać czarno na białym, że studia w tym kierunku to był poroniony pomysł – nic a nic z nich nie wyniosłeś. Słabe masz pojęcie o rzeczywistości, a już przede wszystkim o roli mediów w społeczeństwie. Pominę już konstrukcję i sens tego „felietonu”, bo z pisaniem to u ciebie tak samo, jak z całą resztą. Jedna wielka marność, na każdym polu działania…

  • YY

    Wodecki prędzej umrze niż wystąpi w Opolu!