4

Selfie – moda z toalety kulturowym fenomenem!

Zaczęło się niewinnie. Alkohol, lustro, szczypta narcyzmu, obowiązkowy dzióbek i rozkwitająca moda na media społecznościowe. Tak narodziły się samo… Nie, tego słowa nie użyję, choć wszyscy wiecie, co mam na myśli. Rozdanie Oscarów kilka dni temu pokazało, jak wielki interes można na tym fenomenie ugrać. A jednak królem selfie okazał się dziś nie Bradley Cooper, lecz sam Lech Wałęsa! Teoria […]

Zaczęło się niewinnie. Alkohol, lustro, szczypta narcyzmu, obowiązkowy dzióbek i rozkwitająca moda na media społecznościowe. Tak narodziły się samo… Nie, tego słowa nie użyję, choć wszyscy wiecie, co mam na myśli. Rozdanie Oscarów kilka dni temu pokazało, jak wielki interes można na tym fenomenie ugrać. A jednak królem selfie okazał się dziś nie Bradley Cooper, lecz sam Lech Wałęsa!

Teoria desperacji

Selfie zdecydowanie nie jest zjawiskiem nowym. W czasach analogowych też ludzie robili sobie zdjęcia. Ci nieco bardziej ogarnięci inwestowali w statyw i używali tzw. samowyzwalacza.

Minimaliści natomiast ograniczali się do fotografii metodą wyciągniętej przed siebie ręki lub też w toaletowym lustrze, przy czym tak bardzo zakochani byli w swoim obliczu, że nie zauważali w tle stosu brudnych majtek i skarpet czy nawet pływających w muszli ekskrementów.

Jakie jest podłoże tego szaleństwa? Istnieje teoria, która mówi, że wciąż pokutuje w nas przeświadczenie, że zdjęcia robi się osobom ważnym. Stąd chęć do pozowania, stąd też współczesna celebrycka patologia tak zwanej ścianki. A co począć, jeśli nie jesteśmy ważni i nikt nam zdjęć nie robi? To proste, możemy je zrobić sami. To podbuduje nasze ego i udowodni innym, że jesteśmy VIP-ami, a koledzy z Naszej Klasy pękną z zazdrości. Przynajmniej ci, z którymi bawimy się co piątek w wiejskiej tancbudzie.

Kto selfie wojuje…

Ten od selfie ginie. Przekonał się o tym mistrz kierownicy, znany też jako były poseł na Sejm Rzeczpospolitej Polskiej, a obecny europoseł Jacek Kurski. W czasie, gdy snajperzy walili do bezbronnych ludzi na Majdanie, parlamentarzysta cyknął sobie tak zwane słitfocie. Niestety, społeczeństwo polskie to trochę więcej niż brygada koleżków z dyski w remizie, więc selfies Jackiego Chana Kurskiego uznania nie zdobyły. Wręcz przeciwnie. Sieć lotem błyskawicy opanowały przeróbki zdjęć posła, a na Facebooku powstał nawet fanpage wyśmiewający zaściankowość… tfu, chciałem powiedzieć, patriotyzm Kurskiego.

 Czy to zło w czystej postaci?

Ależ skądże! Instytucja robienia samemu sobie zdjęć czy sekwencji wideofonicznych to znak naszych czasów. Korzystają z tego chociażby vlogerzy i blogerzy. I wierzcie mi, jest to zrozumiałe i stosowne. O ile oczywiście nie przekracza się pewnych granic. Można rzec, iż wszystko jest kwestią dobrego smaku.

Z tym smakiem rozminął się Jacek Kurski, z czego sam zdał sobie sprawę, przyznając, że jego samo… powiedzmy, samoróbki nie były do końca fortunne.

Dzisiaj Kurski w rozmowie z Jarosławem Kuźniarem tłumaczył się ze „słitfoci”. – Wszystkie zdjęcia z wyjątkiem tej jednej nieszczęsnej „słitfoci”… – urwał. Dopytywany, czy żałuje, powiedział: – Ona była niefortunna. Nie ją miałem wysłać, zresztą może dzisiaj wyślę to, co miałem. Akurat startował samolot – mówił. Według eurposła „wszystkie zdjęcia za wyjątkiem „słitfoci” były robione przez Ukraińców”. – Oni, wiedząc, że jestem Polakiem, zapraszali mnie do tych zdjęć. Kurski ubolewał, że stał się ofiarą „zorganizowanej akcji”. – Mieliśmy do czynienia z przykładem niewyobrażalnego hejterstwa i zorganizowanej akcji. Królem słitfociowego obciachu może by każdy – stwierdził. Pytany, czy przeprasza internautów, powiedział: – Tym, którzy z dobrej woli mnie krytykowali, a nie hejtowali, składam wyrazy ubolewania i sympatii. (źródło)

I tu pewna dygresja, stanowiąca jednak przykład znamienny. W latach dziewięćdziesiątych moja sąsiadka poprosiła mnie, bym zrobił dokumentację fotograficzną z pogrzebu babci. Cóż, prośba nieco dziwna, ale starałem się zrozumieć – zjazd rodzinny, z dawna niewidziane twarze, smutna, bo smutna, ale jednak okazja do spotkania po latach. Rodzina rzecz święta. Zapakowałem sprzęt, ruszyłem na cmentarz, a tam poproszono mnie, bym wszedł do kaplicy. Jakież było moje zdziwienie, gdy w środku zastałem wypindrzoną, upudrowaną i wymalowaną rodzinkę pozującą nad zwłokami babci spoczywającymi w otwartej trumnie na katafalku… Smaczek ustąpił smrodkowi.

Podobnie dziś działa instytucja selfie – można zaryzykować twierdzenie, że jej elegancja i smak są wprost proporcjonalne do poziomu intelektualnego osoby robiącej sobie zdjęcie. Pan Kurski przekonał się o tym na własnej skórze.

Słabo też wypadła oscarowa kampania Samsunga. Owszem, jej wirusowość była wręcz gigantyczna, jednak nie zmienia to faktu, iż tego typu zagrania, szyte grubymi nićmi, są po prostu, z uwagi na swą sztuczność, nieco żenujące. Jeśli sądziłem, że ordynarny product placement to domena typowo polska, to Amerykanie pozbawili mnie złudzeń. Selfie Bradleya było aktem z lekka odpychającym, choć podejrzewam, że aktor zarobił w jedną sekundę więcej, niż ja przez całe swoje dotychczasowe życie.

Najbardziej popularne zdjęcie z tegorocznej gali rozdania Oscarów wrzuciła na Twittera prowadząca ją Ellen DeGeneres. Aktor Bradley Cooper, który wykonał fotografię, uchwycił na niej m.in. Brada Pitta, Angelinę Jolie, Julię Roberts oraz Jennifer Lawrence. Kiedy zdjęcie trafiło na Twittera w kilka godzin udostępniło je ponad 3 mln osób. Ta liczba rosła z każdą minutą. (…) Teraz okazało się, że z pozoru spontaniczne zdjęcie było częścią zaplanowanej kampanii reklamowej Samsunga, producenta smartfonu, którym zrobiono zdjęcie. (źródło)

Królem selfie został jednak, przynajmniej w Polsce, nie Cooper, lecz nasz zacny Lech Wałęsa (którego osobiście naprawdę szanuję!), który lubi objawiać się nam w dość ciekawych odsłonach. Nim zdążyliśmy zapomnieć Lecha na tle wielkiego wacianego stwora, który robił za polskie godło w USA, Pan Prezydent uraczył nas samoróbką z Dubaju, gdzie sfotografował się w lustrze luksusowej toalety. Sęk w tym, że Wałęsa zrobił zdjęcie tabletem, przy okazji kompletnie zasłaniając sobie twarz. Fotografię umieścił na… Wykopie.

A Biblia na to…

Mądra księga rzecze, iż wszystko można, ale nie wszystko przynosi korzyść. Nie zmienia to jednak faktu, iż z brudnych dyskotekowych toalet moda na selfie wkroczyła na światowe salony. Czy to koniec kultury? Przeciwnie, to tylko jedna z wielu jej współczesnych odsłon. Kontrowersyjna, owszem, jednak na pewno godna naukowych analiz.

 Źródła: zdjęcie aparatu, zdjęcia selfie

  • aaa

    Skoro wszyscy zachowują się jak idioci, to i ja muszę? „Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum”.

    • neutrico

      Albo bardziej dosadnie:

      „żryjmy g….., miliony much nie mogą się mylić”

  • troche off topic, ale…

    „Królem selfie został jednak, przynajmniej w Polsce, nie Cooper, lecz nasz zacny Lech Wałęsa (którego osobiście naprawdę szanuję!)” – mozna wiedziec za co konkretnie szanowny autor szanuje pana prezydenta Lecha Walese?

  • Peter

    Marcinie, powinieneś pisać do Pudelka. Miałbyś znacznie większy zasięg.

    Na AW rozmieniasz swój talent na drobne.