Po telewizorze QLED z tegorocznej linii — czas na stopień niżej, czyli 55-calowy model NU8000 z Premium UHD z Serii 8. Jak wypada na tle swojego rodzeństwa?

Najczęściej pisząc o telewizorach z portfolio Samsunga wspominamy o modelach z wyższej półki — tegoroczny Samsung Q7F to kawał świetnego sprzętu, którego rozwiązania robią wrażenie. To nie jest tak, że jest on pozbawiony wad czy kompromisów, ale jednak to już najwyższa półka w kwestii ichniejszego sprzętu. Dziś słów kilka o telewizorze z półki oczko niżej — czyli tegorocznym Premium UHD z Serii 8. Ostatnie trzy tygodnie spędziłem z 55-calowym modelem NU8000, który okazał się świetnym kompanem, chociaż… nie da się ukryć, że brakowało mi zestawu wygód, do którego przywykłem przy Q7F.

Dzisiaj szybkie (i jak najbardziej subiektywne) porównanie dwóch modeli z tegorocznej linii telewizorów koreańskiego producenta. Nie będę ukrywał, że z obu korzystało mi się wyjątkowo miło — ale wielokrotnie wspominałem już, że prostota obsługi, szybkość działania i obecność wszystkiego czego mi trzeba na miejscu sprawiają, że Tizen jest systemem bardzo bliskim memu sercu. Tutaj zabrakło trybu Ambient, ale specjalnie nie tęskniłem — to funkcja, która niespecjalnie mnie do siebie przekonuje, są natomiast SmartThings. Oba modele mają minimalistyczne piloty które bardzo sobie cenię w rozwiązaniach Samsunga — tutaj więc w pełni zasłużony remis.

Samsung NU8000

Bez kropek kwantowych, ale jakość wciąż cieszy

Samsung swoimi QLEDami — będącymi w praktyce również panelami LED — w jakiś sposób chce doścignąć OLEDy, których ceny topnieją w oczach. Ten model obył się bez nich — i specjalnie za nimi nie tęskniłem. Jakość panelu była jak najbardziej satysfakcjonująca, byłem pozytywnie zaskoczony kontrastem, choć nie ukrywam — odwzorowanie kolorów, mimo solidnej palety, pod kątem pozostawiało wiele do życzenia (matryca VA). Tak naprawdę model ten jest bezpośrednim następcą jednego z najpopularniejszych modeli zeszłorocznych, czyli MU8000. Niestety — local dimming wciąż irytuje przy filmach z napisami, a HDR nie wygląda już tak imponująco — a już na pewno nie wtedy, kiedy nie korzystamy z wyższych poziomów jasności. Ale wsparcia dla HDR10+ nie zabrakło. Ostatnie dni były niezwykle słoneczne — na szczęście w zamontowanej w telewizorze półbłyszczącej matrycy nie było problemów z odbiciami.

Tryb gry: to w nim spędziłem najwięcej czasu

Ostatnie tygodnie upływały mi przede wszystkim pod hasłem gier wideo — dlatego byłem niezwykle zadowolony z tego, że właśnie ten, a nie inny telewizor, mam teraz w domu. Uwielbiam samsungowy tryb gry, w którym input lag spada nawet do 14ms — co jest świetnym wynikiem. Z przyjemnością powróciłem więc do Cuphead, który na tym sprzęcie — i z nowym kontrolerem — wydał się znacznie przyjemniejszy w obejściu. Wszystkie dynamiczne gry śmigały na nim jak należy — coś dziwnego jednak stało się w menu Detroit: Become Human, gdzie niewielkie napisy w menu były okraszone dziwnym obrysem co kawałek dalej czyniło je kompletnie nieczytelnymi. Okazało się jednak, że w innych trybach obrazu wszystko wygląda znacznie lepiej — na szczęście samo Detroit jest na tyle wolne, że tam nieco większy input lag nie robił różnicy, a przy standardowych ustawieniach takich problemów nie było.Samsung NU8000

Brak One Connecta bolał najbardziej

Uwielbiam moduł One Connect — a jego tegoroczne wcielenie, mimo że ogromne i ciężkie — to niemała rewolucja, bo przecież od telewizora odchodzi nam dzięki niemu wyłącznie jeden kabel. Ten w Q7F pozwalał mieć wszystko pod ręką — i nawet gdy szalałem z kablami podmieniając gniazda czy podpinając kolejne konsole, nie było to ani trochę problematyczne. Przy NU8000 musiałem wrócić do klasycznych gniazd z tyłu. Cztery porty HDMI są jak najbardziej satysfakcjonujące — natomiast dwa USB są położone na tyle blisko siebie siebie, że musiałem odnaleźć kabel zasilający z nieco mniejszą wtyczką, by móc swobodnie podłączyć Chromecasta i SNESa Mini. Tak, ja naprawdę z nich wciąż regularnie korzystam ;-).

samsung NU8000

Mimo jednak że nie ma modułu One Connect, twórcy dają nam możliwość nieco zapanować nad kablami — a to dzięki „prowadnicom” w tylnej części obudowy. Mała rzecz, a cieszy — nic nie wisi i wszystko wygląda znacznie schludniej, a przede wszystkim się nie plącze. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że nie wszystkie się w nie zmieszczą…

To klasa niżej, ale wciąż jak najbardziej warta uwagi

Brak technologii kropek kwantowych, gorsze kąty widzenia i brak One Connecta — nie sposób ich nie zauważyć. Podobnie zresztą jak kwestii plastikowej stopki która nie wygląda już tak ładnie jak ta minimalistyczna, metalowa, z QLEDa — do tego telewizor na niej był cały czas dość luźny. To kawał świetnego sprzętu, godny następca MU8000, który świetnie radzi sobie z płynnością, no i jest idealnym kompanem każdego miłośnika konsol. Trudno jednak ukryć to, że należy do nieco innej ligi…