26

Procesory mobilne będą jeszcze szybsze i bardziej energooszczędne. Dzięki Samsungowi

Samsung od dłuższego czasu już zajmuje się produkowaniem układów dla procesorów mobilnych i właśnie dzisiaj firma oznajmiła, że jest pierwszą na rynku oferującą czipy w 10-nanometrowym procesie technologicznym. Zejście z procesem tak nisko skutkuje mocniejszym upakowaniem tranzystorów - a przez to otrzymujemy wyższą wydajność i mniejszą energożerność. Czy jest się z czego cieszyć? W sumie średnio, bo mimo postępu w procesorach mobilnych, energooszczędność smartfonów po prostu leży.

Jednak co innego rozpala ciekawość mediów. Wcześniej pojawiały się doniesienia o tym, że Samsung stanie się kontraktowym producentem Snapdragonów 830 dla Qualcomm’a, które – jak mówi oznaczenie – będą najmocniejszym układem mobilnym z linii Snapdragon. Przynajmniej przez jakiś czas. Spekulowano również na temat rzeczonego procesu technologicznego i wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że materiał z newsroomu Samsunga wskazuje właśnie na kontrakt z Qualcommem. A zatem – te Snapdragony zobaczymy zapewne w nadchodzących, najmocniejszych smartfonach z serii Galaxy.

Samsung zaprowadzi również do produkcji układów zupełnie nową technologią zwaną Fan-out Panel Level Package, co pozwoli na uczynienie czipów jeszcze cieńszymi przez wyeliminowanie konieczności użycia pod nimi typowej płytki drukowanej. Jako podstawowe argumenty za rozwiązaniem Samsunga wskazuje się oczywiście większą energooszczędność układu i lepszą wydajność. Znane są plany konkurentów Samsunga – TSMC zdążył się wysypać uprzednio, że na początku 2018 roku ujrzymy czipy wykonane już w bardzo niskim – 7 – nanometrowym procesie technologicznym. I oczywiście, Samsung powinien kroczyć taką samą drogą. Ale jak słusznie zauważyliście – cyferki zaczynają się nam kończyć. Co dalej?

samsung

No, właśnie. Kolejne, niższe procesy technologiczne będą coraz trudniejsze do osiągnięcia, aż zwyczajnie wyrżniemy głową w ścianę i nikt już nie będzie mieć ochoty się ścigać. Zresztą, nie będzie jak. Wygląda na to, że urządzenia mobilne zaczynają trawić dokładnie te same kłopoty, co pecety (a raczej ich procesory), gdzie kolejne skoki wydajnościowe są już coraz mniejsze i zapewne w dziedzinie ARM-ów ujrzymy weryfikację cyklu wydawniczego kolejnych układów. Zresztą – widać to po smartfonach, które zaczynają nam starczać na coraz dłużej, głównie pod względem wydajnościowym. To zaś będzie generować dalsze spowolnienia na tym rynku, który de facto wysycił się znacznie szybciej, niż ten pecetowy. A sukcesora pod względem boomu dalej nie widać. Smartwatche tego sukcesu nie powtórzą, VR niekoniecznie do tego się nadaje. Co jednak z cyklem wydawniczych samych smartfonów? Kwestią roku, dwóch może się okazać masowe przejście producentów na cykl wydawniczy 1+1 (co dwa lata zupełnie nowy sprzęt, co roku odświeżony) albo pójście śladami Apple’a, które zaoferowało konsumentom już trzyletni cykl (1+1+1), gdzie zmieniają się właściwie tylko podzespoły i pomniejsze funkcje, natomiast bez zmian zostaje design.