29

Ryanair dla Grażyn i Januszów? A może to “Amazon podróży”?

Lecieliście Ryanairem? Jeśli nie, to zapewne prędzej czy później to zrobicie, bo ekspansja irlandzkiego przewoźnika jest doprawdy imponująca. I do tego poparta twardą ekonomią, gdzie mamy zysk, a nie kolejne mamienie inwestorów przy wtórze PR-owego zadęcia. Statystycznie co czwarty Polak gościł w ubiegłym roku na pokładzie irlandzkiej linii. Ale są wśród nas i tacy, co skrzętnie skrywaja fakt podróżowania Ryanairem. Bo trochę nie wypada. Dlaczego?

Liderem polskiego nieba jest … Ryanair

Informacje z Urzędu Lotnictwa Cywilnego nie pozostawiają wątpliwości, kto króluje na polskich lotniskach, które w 2016 r. obsłużyły 34 miliony pasażerów, czyli statystycznie niewiele mniej niż mamy wszystkich Polaków. Ryanair ze swoim ponad 30-procentowym udziałem w przewozach regularnych wysuwa się wyraźnie na czoło, a na podium zobaczymy jeszcze LOT i Wizzaira. Za nimi daleko w tyle Lufthansa ze skromnymi 7-procentami i cała reszta ponad dwudziestu przewoźników, którzy nie przekraczają każdy z osobna progu 3%.

W liczbach bezwzględnych przekłada się to na 9,3 mln pasażerów, którzy wybrali Ryanaira na jednym z 13 lotnisk, z których ten przewoźnik operuje w Polsce.

Imponująca jest flota irlandzkiej linii lotniczej licząca sobie blisko 400 maszyn, których średni wiek to zaledwie 5,5 roku. Samoloty Ryanaira to nowoczesne Boeingi 737-800 Next Generation, z których każdy może zabrać do 189 pasażerów. Dla porównania, LOT dysponuje łącznie 53 maszynami, Lufthansa – 263, British Airways – 269, a Wizzair – 81.

Aby uzmysłowić sobie skalę operacji lotniczych Ryanaira, warto spojrzeć na poniższą mapę obrazującą, ile maszyn tego przewoźnika jest średnio w jednej chwili w powietrzu:

Zaraz, a może Ryanair to taki Uber?

Często możecie czytać o Uberze na łamach Antyweba, nierzadko w kontekście bardzo słabych wyników finansowych tego projektu. Odwrotnie proporcjonalnych do popularności tej usługi transportowej. Z jednej strony Uber to niewątpliwie “game changer”, firma która zmieniła oblicze przewozów taksówkarskich (chociaż z powodów prawnych sama na wszelkie sposoby odżegnuje się od tego określenia). Ale cóż z tego, skoro kolejne kwartały przynoszą krociowe … straty – ponad 0,7 mld dolarów na pierwsze trzy miesiące 2017 r., co skłania do zadumy nad przyszłością tego przedsięwzięcia. Tym bardziej, że ostatnio tyleż charyzmatyczny co kontrowersyjny CEO Ubera, Travis Kalanick, złożył rezygnację.

Czy zatem agresywna polityka cenowa Ryanaira nie wpędziła go przypadkiem także w obszary takiej “księżycowej ekonomii” jak w przypadku Ubera? Na szczęście nie, możemy odetchnąć z ulgą. Ogłoszone pod koniec maja bieżącego roku wyniki finansowe Ryanaira potwierdzają dobrą kondycję przedsiębiorstwa, które w ciągu ostatniego roku wypracowało ponad 1,3 mld euro zysku netto. Oznacza to 6-procentowy przyrost w stosunku do ubiegłego okresu. Ryanair gościł na swoim pokładzie o 13% więcej pasażerów, łącznie było ich 120 mln. I, co niemniej ważne, Ryanairowi udaje się zapełnić miejsca w swoich odrzutowcach średnio aż w 94%, czyli przysłowiowego powietrza Irlandczycy wożą bardzo niewiele.

Rozpolitykowany Ryanair

Większość dużych firm, przynajmniej deklaratywnie, trzyma się z daleka od polityki. Ale nie Ryanair.

Wkrótce czkawką może mu się odbić decyzja Brytyjczyków o opuszczeniu Unii Europejskiej. Gros lotów irlandzkiej linii z Polski kieruje się bowiem właśnie do brytyjskich portów, a finalne stanowisko brytyjskiego rządu wobec imigrantów nie posiadających obywatelstwa Zjednoczonego Królestwa pozostaje wciąż nieznane. Tymczasem Ryanair do ostatniej chwili promował głosowanie za “Remain”, stawiając swoją reklamą na wygraną euroentuzjastów.

Ryanair nie omieszkał także wykorzystać ostatniej amerykańskiej kampanii prezydenckiej, wzywając panią Clinton, aby nie dała się “wytrumpować” (pobić) przez kontrkandydata.

Ryanair free to play?

Nie od dzisiaj kupujecie u Ryanaira i innych linii low-cost bilety za przysłowiowe grosze – sam poleciałem kilka miesięcy temu za 18 zł w obydwie strony z Warszawy do Gdańska. Ot tak, dla samej frajdy latania, dla tego fantastycznego przeżycia, jakim jest oderwanie się od ziemi i oglądanie chmur z góry. “Nikt mi nie powie, że to normalne, żeby maszyna latała”. Kto to powiedział? Ano tak, bankier Kramer do pilota w kultowym filmie Vabank.

Nie miejmy złudzeń, że kilka – kilkadziesiąt złotych to cena biletu, która pokryje przewoźnikowi koszty, nie mówiąc o zarobku. Jeżeli macie w garści bilet po tej cenie, to jest to zabieg marketingowy z tysiąca powodów – a to tylko kilka miejsc w samolocie jest w tej cenie, a to przewoźnik promuje dopiero co uruchomiony kierunek, a to chce pokazać konkurencji, gdzie raki zimują i samemu przejąć dany kierunek, już po normalnych cenach. Serwis pasazer.com wyliczył bardzo skrupulatnie (wprawdzie w 2012 r.), że dla średniej europejskiej trasy nie może być to mniej niż 300 zł, i to w jedną stronę. Na krajowych trasach wymienia się kwotę ok. 200 zł.

I tutaj wkracza szef Ryanaira, Michael O’Leary, osobnik uważany w branży lotniczej przez wielu za bufona, aroganta, efekciarza, a w najlepszym razie fantastę. Słynie on z kontrowersyjnych wypowiedzi i ciętych ripost, które budzą jednak powszechną uwagę i sieją niezgorszy ferment. I ostatnio O’Leary, ten irlandzki gbur, kolejny raz kopnął w stół z kartami, mówiąc, że w przyszłości część pasażerów może w ogóle podróżować u niego za darmo. Warunek – “przychody dodatkowe” muszą rozwijać się dynamicznie, a taki booking.com – zejść mu z drogi.

Musimy pozbyć się zachłannych pośredników, takich jak Expedia czy Booking.com, bo oni z jednej strony zdzierają pieniądze z linii lotniczych czy właścicieli hoteli, a z drugiej – z klientów. Agenci podróży i globalne systemy sprzedaży to najbardziej bezużyteczne usługi znane ludzkości. Pasażerowie będą rezerwować hotele za darmo przez stronę Ryanaira i pozbędziemy się zbędnych pośredników.

A że “usługą dodaną” może być wszystko, Ryanair pokazał jakiś czas temu, wprowadzając bezwzględną losowość przy rezerwacji miejsc. Do niedawna kupując można było liczyć na łut szczęścia, nabywając np. dwa bilety – i nierzadko trafiało się obok siebie. Ale to już przeszłość, teraz musimy wykupić “preferowane” miejsca. Klienci nie byli zadowoleni, co zrozumiałe, ale też pewien oksfordzki naukowiec wykazał, że losowość Ryanaira nie jest tak całkiem losowa. A przewoźnik na swoim profilu facebookowym tłumaczy dość przewrotnie, że “nie próbuje zmuszać do płacenia za rezerwację miejsc”. Wierzycie, prawda?

Już teraz na stronie internetowej Ryanaira możecie zamówić bezpośrednio pobyt w hotelu czy wynajem samochodu. W przyszłości chce on dobrać się do handlu lotniskowego, bo porty lotnicze są “wielkimi, tłustymi, głupimi i bezużytecznymi monopolami”. Zamiast na lotnisku zakupy mamy robić u Ryanaira w internecie, a ten po przylocie dostarczy nam je do hotelu. Bo po co dźwigać je na pokład? Stąd już niedaleko do stwierdzenia, że jego linia będzie “Amazonem podróży”.

Gdybyście już zaczęli lubić O’Leary’ego, to lepiej to przemyśleć, bo nie zna on litości nie tylko dla konkurencji, ale i fanów technologii. Otóż, pokładowego WiFi nie będzie, bo “loty Ryanairem trwają krótko”, “Wifi zwiększa spalanie o 4%”, a klienci mogą sobie ściągnąć film do oglądania sami przed lotem. Kiedy parę lat temu mówił o stojących miejscach w samolocie, ludzie pospołu pukali się w czoło, jednakowoż miny musiały im zrzednąć, kiedy kilka lat później Airbus opatentował siedzenia składane do pozycji … półstojącej.

“Grażyny” i “Janusze” – welcome aboard

Wielu narzeka, że czartery, ale i linie niskokosztowe z Ryanairem na czele ściągnęły na pokład niewybrednych pasażerów o dyskusyjnej kulturze osobistej, którzy w memowej świadomości zakorzeniają się jako “Grażyny” i “Janusze”. Gdyby ich komórki działały w czasie lotu, to niczym w pociągu każdy byłby niezamierzonym świadkiem rozmów i rozterek współtowarzyszy podróży. A tak tylko nie stronią od sutego napitku i jadła, często przysłowiowych jajeczek i mandarynek wyciąganych z podręcznej reklamówki popularnego dyskontu.

Pamiętajmy jednak, że niekoniecznie chwalebne zachowania na pokładzie to nie tylko domena “gminu”, ale też wybranych przez nas samych przedstawicieli narodu – polityków. Kogóż to bili Niemcy, z powodu rzekomo jednego płaszcza, a któż to z kolei nie utrzymał nerwów na wodzy, odwołując się do bardzo drażliwych fragmentów relacji polsko-niemieckich?

Narzekacie w Ryanairze na miejsce na nogi? Że już gorzej być nie może? Nic podobnego – może. Irlandzki przewoźnik oferuje 75 cm odległości między siedzeniami, a to więcej niż np. EasyJet, który poskąpił kolejnych 2,5 cm.

Kiedyś było inaczej, to pewne. Ale kiedyś lot z Londynu do nowego Jorku kosztował prawie osiem tysięcy dolarów, a gros pasażerów rekrutowało się z wyższych sfer, przynajmniej jeśli chodzi o dochody. Dzisiaj zapłacicie za lot w tej relacji przeciętnie jedną dziesiątą tej kwoty.

Bo wszystkie Ryśki to porządne chłopy

Lubię fotografować Ryanaira nazywanego Ryśkiem – z kilku powodów. Po pierwsze, z uwagi na jego malowanie, które jest w mojej subiektywnej ocenie wyjątkowo udane. Spójne stylistyczne, jednorodne kolorystycznie i nowoczesne. A zarazem podkreślające piękno statku powietrznego poprzez falowaną linię wzdłuż kadłuba. Takie w typie wieloryba, który z mocą i gracją płynie przez przestworza. Po drugie, bo to Boeing, który budzi we mnie więcej emocji niż Airbus, ale rywalizacji obu koncernów poświęcę osobny wpis. I po trzecie dlatego, że jest tak pospolity, więc tym większe wyzwanie, aby wydobyć ze zdjęć coś nietrywialnego.

Na pewno usłyszymy o Ryanairze wkrótce niejedną interesującą wiadomość. Irlandczycy powołali w Polsce spółkę zależną Ryanair Sun, która będzie od przyszłego roku obsługiwać połączenia czarterowe. A we współpracy z hiszpańską linią Air Europa udamy się z Ryanairem do USA, Ameryki Południowej i na Karaiby. No i kto wie, może polecimy tam w zapowiadanym przez O’Leary’go modelu “freemium”?

Przeczytaj wpisy dotyczące Donalda Trumpa i Air Force One:
UFO czy AFO. Czym do Polski przyleci ekstrawagancki Trump? [cz. 1]
Trump w Polsce. Ale po co mu aż sześć Jumbo Jetów? [cz. 2]
Zobacz poprzednie wpisy poświęcone lotnictwu.

  • Bob

    Miałem źle doświadczenie z Ryanair,12 lat latałem tymi liniami teraz tylko LOT cena ta sama i nikt nie bije brawa przy lądowaniu ,ochydna tradycja

    • kofeina

      Czyli te okropne doświadczenia to te brawa?

    • Piotr Koźmin

      Z tymi brawami to mam mieszane odczucia, bo lądowanie to najtrudniejszy fragment lotu, i czasami daleko mu do rutyny. Statystyki mówią, że blisko 50% wypadków ma miejsce właśnie w końcowej fazie lotu: http://www.1001crash.com/index-page-statistique-lg-2-numpage-3.html

    • Marcin

      A na czym polegały te złe doświadczenia, bo może to kwestia pasażerów a nie linii lotniczych. Co do cen, to za 200 zł do Rzymu nie znalazłem w LOTcie, ewentualnie Wizzair może dorównać.

    • michalko

      LOT ma jeden poważny mankament, w kraju lata tylko do Warszawy, za granicę tylko z Warszawy. Po Polsce wygodniej mi pociągiem lub samochodem pojechać, a za granicę to wolę ze swojego lokalnego lotniska polecieć.

    • nostromo8

      Od siebie dodam, co w zasadzie trochę mnie pocieszyło, że bicie braw to nie tylko domena Polaków a raczej podróżujących Ryanairem. W zeszłym roku leciałem tymiż liniami z Malagi do Barcelony i nie zauważyłem aby oprócz mnie z żoną był na pokładzie jakiś Polak. Po wylądowaniu prawie cały samolot klaskał. Jakoś nie widziałem takiego zwyczaju w innych liniach na trasach poza Polską.

    • ja

      To samo w liniach Turkish airlines i Pegazus, gdzie 90% pasażerów to Turcy.

  • Tomasz Gapiński

    Taki latajacy PKS. I w sumie dobrze, bo po co luksusy na 2-3 godzinnym locie.
    W dodatku uczciwy bo faktycznie mozna poleciec za wyswietlona cene, bez zadnych ukrytych oplat. Inne linie bardziej kantuja dodajac opłaty rezerwacyjne czy nierealny limit bagazu (wizz)

    • Piotr Koźmin

      Niezle porównanie do PKS-u, ale może lepsze byliby do takiego Polskiego Busa, bo dopiero on pokazał, że podróże na dalszych dystansach w Polsce są możliwe w przyzwoitych warunkach, z klimatyzacją i WiFi, w dodatku za niewygorowana cenę biletu.

    • Tomasz Gapiński

      Też, w sumie to i to irlandzkie. No i PolskiBus akurat swoadomie wzorowal sie na Ryanair modelem biznesowym.

      Tak czy owak, jedyne do czego mozna sie przyczepic, ze na niektórych kierunkach transfer z zadupiastego lotniska do miasta bywa drozszy od biletu na lot, i trzeba to miec na uwadze a nie jarac sie „ooo, polece do Oslo za 40 złotych”.

    • sloxn

      właściciel PolskiegoBusa jest ze Szkocji

  • www

    Skończyło się już jedno opluwanie Polaków w III RP teraz czas na opluwanie siebie nawzajem. Czy jeden z drugim nie rozumie, że JANUSZ I GRAŻYNA TO TWOJA MATKA I OJCIEC? Już od przedszkola wmawiamy dzieciom, że nieładnie mówić, o kimś, że jest KALEKĄ czy GRUBASEM a tymczasem sami śmiejemy się ze swoich bliskich pokazując jakimi to własnie my jesteśmy burakami. Nie jadłeś nigdy jeden z drugim mandarynki w PKSie za gówniarza? Albo na parkingu, podczas dłuższej podróży samochodem z rodzicami, nie wp…… jajka na twardo, pomidora i kanapkę z masłem popijając kubkiem gorącej herbaty z termosa? Podanej przez kogo? Przez TWOJĄ MATKĘ!
    Każdego jednego kto wyśmiewa się z drugiego POLAKA, życzę tego samego – BY Z CIEBIE TEŻ SIĘ ŚMIALI i wytykali palcem, kiedy na starość nie zostanie nic innego tylko sprawdzanie rozpiski na drzwiach Twojego geriatry w międzyczasie puszczając soczystego bąka połączonego z niekontrolowanym wyciekiem śliny. Oj, będziesz wtedy bardzo wesoły.
    „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”

    • Rincewind

      Ci co najbardziej to wytykają potem oddają używane nocniki do sklepu aby przyoszczędzić. I czują z tego dumę.

    • Piotr Koźmin

      Pisząc „Grażyna” i „Janusz” nie mam na myśli nikogo z imienia i nazwiska, a jedynie zjawisko społeczne, o którym sporo ostatnio w internecie. Sam mam po czterdziestce i doskonale pamiętam czasy jedzenia wonnych potraw w środkach masowej komunikacji. I generalnie czasy beztroski z dzieciństwa. Sporo było w tym spontanu, o którym dzisiejsi profesjonaliści na spince marzą tylko. I generalnie wpis nie potępia w czambul „Januszów”, tylko wskazuje m.in. na konsekwencje umasowienia transport lotniczego.

    • www

      Pokrętne tłumaczenie. „konsekwencje umasowienia transportu lotniczego” – a czym niby do tej pory był transport lotniczy? W którym momencie był jeszcze „elitarny” a w którym już jest „umasowiony”?
      Żebyś się Pan nie zdziwił co te „ELYTY” robią jak wydaje im się, że nikt nie widzi albo uważają, że to cool (patrz. Jaśnie Pan Kuźniar) przy tym mandarynka zjedzona w samolocie przez Pana Matkę albo Ojca to mały pikuś.

    • Franciszek Zielony

      Janusz dziennikarstwa…

  • Anisz

    Jeżeli chodzi o zyski generowane przez Ryanaira, to czytałem kiedyś, że dużą część przychodów zapewnia sprzedaż używanych (dziesięcioletnich) samolotów innym liniom lotniczym, a zysk generowany jest poprzez atrakcyjne warunki finansowania i niską cenę, jaką Ryanair zapewnia sobie kupując tylko jeden model samolotu (Boeing 737) dużymi zamówieniami po kilkaset sztuk.

    Pozdrawiam
    Anisz

  • Franciszek Zielony

    Co za bzdury. Kto to pisał? Janusz dziennikarstwa… Masakra.

  • Piotr Potulski

    Większy ubaw niż z tych przysłowiowych Januszów i Grażyn mam z pretensjonalnego towarzystwa próbującego dyktować czy mogę przynieść zakupy w reklamówce z biedronki, zainstalować sobie LPG w samochodzie, kupić telefon na kartę, czy polecieć tanimi liniami. Janusz z Grażyną to prości ludzie, ale nie udają, że jest inaczej, a wszechobecni krytykujący ich samozwańczy eksperci od savoir vivre to w gruncie rzeczy tacy sami „Janusze”, tylko zdeterminowani do upchnięcia swoich kompleksów za nielogicznym systemem zasad społecznych powstałym po obejrzeniu Dynastii i Młodych Wilków.

    • foggy_lad

      Jakbym mógł to dałbym Ci dwa plusy.

    • Piotr Koźmin

      Dziękuję za ten głos w dyskusji, można powiedzieć, że nawet na niego czekałem. W moim odczuciu to żaden dyshonor latać tanimi liniami, z Ryanairem na czele. Mam wiele sympatii to tej linii, która walnie przyczyniła się do umasowienia latania. I ma solidny koncept biznesowy, który w jakiejś mierze realizuje ideę „Amazona podróży”, jeśli jeszcze nie teraz, to może w przyszłości. A że dęte elity potrafią same sobie wystawić marne świadectwo w samolocie – vide opisane w artykule przypadki pewnych dwóch panów posłów. Zakupy w dyskoncie I telefon na kartę to dzisiaj żadna ujma, o czym firmy pokroju Ryanaira dobrze wiedzą i potrafią to znakomicie komercjalizacowac.

    • Piotr Potulski

      Generalnie – żaden dyshonor mieć mało pieniędzy i pochodzić z domu, w którym się „włanczało telewizor”. Owszem w tanich liniach pasażerowie bywają bardziej żywiołowi. Ale wystarczy się przelecieć klasą business po Europie i szybko wyjdzie, że te ekstra 1500zł płaci się za miejsce 5 metrów bliżej wejścia, kanapkę zamiast w plastikowym pojemniku dostaje się na porcelanie a flaszka z alkoholem jest już w cenie biletu. A – jeszcze nie klaszczą. Latanie, podobnie jak kiedyś podróże morskie przestały być luksusową rozrywką dla elit. Jak komuś zależy na przebywaniu w eleganckim towarzystwie, to żadnego problemu nie stanowi dzisiaj zwrócenie się do jednej z wielu firm czarterujących prywatne samoloty. Dla wielbicieli klasyki czarter jachtów będzie odpowiedniejszy. Reszta musi się niestety pogodzić z podróżowaniem razem z Januszem i Grażyną.

  • foggy_lad

    Co do malowania samolotów; Ryan słynie z punktualności i rzeczywiście tak jest. Kiedyś czekałem na samolot w Dublinie i patrzę a tu na Ryanarze który podstawili na stateczniku wyjebane: Bye bye Latehansa 😀

    • Piotr Koźmin

      Dziękuję za przeczytanie tekstu i głos w dyskusji. Sam tekst zawiera aż nadto wyraźnie mój >>>sceptyczny<< stosunek do traktowania pasażerów tanich linii jako "Januszów". Ryanaira dażę sympatią i lubię nim latać, a już uwielbiam fotografować.

    • foggy_lad

      Ale sam fakt nawiązania do obciachu latania tymi liniami ujawnia Twoje intencje. Znam masę rodzin z Irlandii i Anglii bardziej i mniej zamożnych które te linie traktują wyłącznie że tak powiem użytkowo. Jest połączenie – lecą. A że dodatkowo tanio, to super!

  • emigrant

    „finalne stanowisko brytyjskiego rządu wobec imigrantów nie posiadających
    obywatelstwa Zjednoczonego Królestwa pozostaje wciąż nieznane.”
    Znane: http://www.bbc.com/news/uk-politics-40379663

  • yest

    samozwańczy zakompleksiony pismak Piotrek wegetujący w ciasnym warszawskim lokum wysmarował paszkwil, a teraz głupio się tłumaczy, Antyweb schodzi na psy, nie warto tu zaglądać

  • janusz von hohenzolern

    odjebta sie od januszuf i grarzyn burki ze wsi warszawa

  • Janusz

    Wejście na rynek czarterów to dość odważny krok, widzę Ryan wysoko mierzy. To, że mają większośc rynku jeśli chodzi o regularne loty nie znaczy, że tak samo super pójdzie im czarterowo, bo tutaj sytuacja jest poukładana a konkurencja całkiem mocna. Będą się musieli naprawdę postarać, aby konkirować z Enter Air chociażby, który póki co wiedzie prym.