Przed wyjazdem w wysokie Tatry na Słowację znajomi się ze mnie śmiali. Będziesz jeździł Rolls-Royce - przecież tego samochodu się samemu nie prowadzi, od tego jest szofer. Mieli trochę racji, ale muszę przyznać, że bycie szoferem w takim samochodzie to czysta przyjemność.

Nasza przygoda z Roll-Royce zaczęła się od wieczornego lotu do Koszyc, a następnie ponad godzinnej jazdy mini busem do hotelu u podnóża wysokich Tatr. Do pokoju hotelowego dotarłem po pierwszej w nocy, więc właściwie ten dzień po słowackiej stronie Tatr, był dla mnie bardzo krótki.

Idąc następnego dnia z rana na śniadanie zastanawiałem się, co ja będę mógł napisać po takim wyjeździe. Rolls Royce to marka, którą wszyscy znają, wszyscy znają też historię produkcji tych samochodów, ich renomę itp. Czy samo doświadczenie z jazdy RR będzie na tyle ciekawe aby można było o tym napisać ciekawy artykuł? Teraz już wiem, że był to jeden z najciekawszych wyjazdów motoryzacyjnych na jakich byłem. RR zachwyca pod każdym względem i naprawdę można zazdrościć szoferom, że mogą jeździć na co dzień takim samochodem.

Inny Świat Rolls-Royce

Rolls-Royce

Po śniadaniu mieliśmy krótkie spotkanie, na którym omówiliśmy plan aktywności na cały dzień, a następnie padło hasło – zapraszamy do samochodów, które czekają przed hotelem. Widok zaparkowanych 4 Royceów był naprawdę imponujący, szczególnie, że wśród nich było cabrio z odsłoniętym dachem. Nie podziwialiśmy jednak zbyt długo samochodów z zewnątrz, bo za chwilę każdy zasiadł za kierownicą i ruszyliśmy. Samochody za ponad 1,5 miliona złotych, każdy w obsłudze nie różniący się niczym od zwykłych aut, dlatego też instruktażu nikt nie potrzebował.

Co innego jednak, jeśli chodzi o wnętrze samochodów – z zewnątrz przypominają one wprawdzie bardzo ekskluzywną limuzynę, ale cała magia dzieje się w środku. Spasowanie i wykończenie elementów, drewno gustownie połączone ze skórą i do tego wielka kierownica, która, jak mówił kolega Piotrek z Rzeczpospolitej, przypominała ster w żaglówce. Miejsce dla szofera to jednak zupełnie inna sprawa, bo tak naprawdę wnętrze samochodu skupione jest na osobie siedzącej na tylnej kanapie. Tam mamy do dyspozycji tyle miejsca, że przy 185 cm wzrostu mogłem spokojnie wyciągnąć maksymalnie nogi i przy pochylonym fotelu mógłbym spokojnie spać. Mamy telewizory, telefony i wszystko czego może potrzebować pasażer przy dłuższych i krótkich trasach. Patrząc na luksus i komfort podróżowania RR, nie wyobrażam sobie aby można było się w tym samochodzie zmęczyć podróżą, a już na pewno nie odczuje tego pasażer.









Oczywiście RR to najwyższa półka limuzyn dla wybranych. Koszt samochodu to w granicach 1,5 miliona złotych i więcej. Firma sprzedaje rocznie ok 4 000 aut i jest to bardzo dobry wynik w tej kategorii. Na tyle dobry, że właściciel marki, czyli BMW absolutnie nie żałuje tej inwestycji (BMW zostało właścicielem marki w 2003 roku). W Polsce od niedawna mamy również dealera RR. Na pytanie ile sprzedaje, usłyszałem magiczną sentencję “nie ujawniamy konkretnych liczb”. Dowiedzieliśmy się jedynie, że jest to sprzedaż dwucyfrowa (zakładam, że bliżej jej do dolnej granicy) i co jest, jak się okazuje, bardzo dobrym wynikiem, jak na kraj o tej wielkości i naszych parametrach gospodarczych. Ile się czeka na zamówiony samochód? Odpowiedz jest jedna – to zależy. Od 4 miesięcy do dwóch lat, w zależności od tego jakich modyfikacji wnętrza klient sobie zażyczy a pomysłów klienci mają naprawdę sporo. Jedni chcą mieć własny unikalny kolor skór, inni przynoszą własne drewno którym chcą wykończyć samochód od środka.

No to jazda z Rolls-Royce

Podczas całego dnia mieliśmy okazję sprawdzić jak RR prowadzi się po mocno zaśnieżonych drogach, na autostradzie, podczas ekstremalnych testów ósemek na zaśnieżonej drodze, podczas przyspieszania i gwałtownego hamowania. Odwiedziliśmy więc też specjalnie do tego celu wynajęte lotnisko, gdzie mogliśmy chwilę poszaleć za kierownicą 2,5 tonowych olbrzymów.

RR kojarzył mi się do tej pory z limuzyną i luksusem. W żadnym wypadku nie kojarzył mi się natomiast z szybkością. Po jazdach testowych na lotnisku zmieniłem zdanie. Model Ghost dla przykładu, to 6,6 litrowa bestia z silnikiem V12 o mocy 570 koni mechanicznych i momencie obrotowym na poziomie 800 Nm. To jednak nie wszystko, wersja coupe Ghosta nazywa się Wraith, posiada silnik z 624 koniami mechanicznymi i przyspiesza do setki w 4,6 sekundy.

Rolls-Royce

Rolls-Royce

Już wcześniej podczas jazdy na autostradzie czuć było, że te 2,5 tonowe maszyny potrafią naprawdę “odlecieć”, jeśli chodzi o przyspieszenie. To, co jednak tak naprawdę potrafią, pokazały nam na pasie lotniska. Efekt przyspieszania RR do 250km/h nie jest dość niesamowity. Prędkość nie jest w tym przypadku najważniejsza, najważniejsza jest dynamika i styl w jakim to auto jedzie z taką prędkością. Mały samochód oczywiście będzie jechać podobnie szybko, ale 2,5 tonowy RR?

Tak przyspiesza Rolls-Royce:

Podczas rozpędzania się instruktor w pewnym momencie powiedział mi, że śmiało mógłbym puścić kierownicę i nie namyślając się długo tak też zrobiłem. Oczywiście na kilka sekund, bo nikt nie jest samobójcą. Samochód nie odczuł braku dotyku człowiek i dalej agresywnie przyspieszał, to samo było z hamowaniem. Przy ok 200 km/h usłyszałem aby puścić kierownicę i kontynuować hamowanie. RR zwalniał jak tramwaj na szynach, prosto po linii bez żadnych odczuwalny odchyleń czy lekkich zmianach kierunku jazdy.

Muszę przyznać, że przyspieszanie w 5-6 sekund do setki takim samochodem, to zupełnie inne doświadczenie, niż jazda lekkimi usportowionymi samochodami. Tutaj wszystko odbywa się w “Rolls-Royce style”

Szkoła jazdy Rolls-Royce “Gently”

Rolls-Royce

Instruktorzy, którzy z nami byli podczas całego dnia jazdy, jak mantrę powtarzali słowo “Gently”, bo tak mamy prowadzić Rolls-Royca na drodze. Ma być spokojnie i płynnie aby nasz pasażer nie odczuł nawet odrobina dyskomfortu. Inspektorzy uczący w szkole dla szoferów, pokazywali nam jak trudną sztuką jest takie opanowanie jazdy. Gently oznacza bowiem spokojną i płynną jazdę łączoną z dynamiką samochodu. Tak więc sama sztuka hamowania tak aby przy końcowej fazie samochód nie zrobił nawet minimalnego ruchu wstecz jest czymś naprawdę trudnym do opanowania, szczególnie kiedy mówimy o takiej masie pojazdu. Próbowałem kilka razy i zawsze w końcowej fazie był minimalny ruch do tyłu – za każdym razem słyszałem więc “you fail, try again”.






Nawet przy dynamicznym przyspieszaniu mamy jechać w stylu Rolls-Royce. Nie wywoływać gwałtownych reakcji samochodu i jednocześnie osiągać maksymalne przyspieszenie. Nie wciskamy więc pedału gazu w podłogę – rozpędzamy samochód “Gently”, a następnie po osiągnięciu komfortowego 60km/h, wciskamy pedał do oporu.

Bardzo spodobał mi się ten styl jazdy, nie jest bowiem sztuką przyspieszać w szybkim samochodzie tak aby wszyscy odczuli ciężar prędkości, a wszystko co było na półkach samochodu nagle fruwało po jego wnętrzu. RR nie jest samochodem sportowym i nie takich “doświadczeń” się po nim oczekuje – chociaż nie ukrywam, że potrafi tak jeździć, jeśli tylko mamy taki kaprys.

Podsumowując, przez cały dzień byłem szoferem. Wprawdzie wersja Wraith jest już raczej pojazdem do samodzielnego prowadzenia, to jednak w innych modelach za kółkiem zdecydowanie jest miejsce dla szofera, a nie właściciela. Byłem więc szoferem w jednym z najbardziej luksusowych samochodów na świecie i muszę przyznać, że było to niezapomniane doświadczenie.

  • Guy

    o muj borze – blogier od komputerow pisze o samochodach. :/

    • Bo bloger od komputerów nie jeździ samochodami :)

    • Marek

      może i jeździ ale jaki to autorytet w tej dziedzinie?

    • A gdzie ja tu piszę jako autorytet – opisuję przeżycia z bardzo fajnego wyjazdu.

    • Czesiek

      To może skup się na technologiach wykorzystanych w aucie. Póki co to wygląda na artykuł, który wypadało zamieścić.
      Wiem, mogę nie czytać, ale jeśli widzę że kierownik sam napisał artykuł to spodziewam się czegoś dobrego.

    • Jeśli tylko miałbym auto na dłużej na pewno bym się za to zabrał – natomiast nie taki cel miał ten pokaz.

    • Czesiek

      W porządku, może nie uchwyciłem celu pokazu. Wyjaśnij jeśli masz czas. Widzę, że skoro odpowiadasz na moje komentarze to jesteś zainteresowany tym jakie wrażenie odniosłem po przeczytaniu tego artykułu. Wykorzystam to i napiszę co myślę. Lubię czytać AW, ale oczekuję więcej konkretów, Za dużo jest bezwartościowych informacji na blogach, które nie szanują czasu czytelnika.

    • Jasne, sam chciałbym spędzić z tymi samochodami więcej czasu – ale wtedy musiałbym je dostać na kilka dni. Jeśli chodzi o samochody nie jestem oczywiście specjalistą natomiast moje teksty moto czytały się całkiem spoko.

      http://antyweb.pl/honda-crv-po-dwoch-latach/

      Oczywiście nawet nie udaje specjalisty – zawsze upieram się przy tym, że reprezentuję opinię zwykłego klienta.

    • Guy

      Bloger od komputerów pewnie też używa narzędzi domowych typu wiertarka to znaczy że możesz pisać o obróbce CNC? Pewnie mieszkasz też gdzieś, czy to daje Ci podstawy do wypowiadania się na temat konstrukcji, budowy i zasad stosowanych w domach pasywnych? Pewnie nawet piłeś kiedyś czerwone wino – rozumiem, że spokojnie możesz napisać na temat czerwonych win, bo przecież keeperem może być każdy….

      Niezwykle smute jest, że ludzie ktorzy umiarkowanie się znają na danej dziedzinie myślą z automatu, że mogą wypowiadać się na dowolny temat.

    • krzysiekj

      tak mogą się wypowiadać na dowolny temat – żyjemy w wolnym kraju :)

      to jak traktujesz ta wypowiedź (autorytet, nie autorytet, głupoty, itd) – Twoja sprawa, mi czytało się fajnie – tak wypowiedź laika o czymś zapewne pewnie niewielu doświadczy

      BTW jak wiertarkę, albo TV kupujesz to nie szukasz opinii jak owo urządzenie się sprawdza? patrzysz na opinie ekspertów czy średnią z szaraków?

    • Guy

      nic nie zrozumiałeś z mojego wpisu.

      czemu w takim razie na Antyweb nie ma o pompach górnosposutowych-dolnozaworowych? Przeciez każdy może wyrazić swoja opinię. Albo o niedrożności jelit i jak sobie z tym radzić? Przecież każdy może napisać swoją opinię.

    • MiL

      Nie podoba się to nie czytaj, nikt cię cebulo tu nie zapraszał. Typowy, kłótliwy polaczek.

    • stefan

      tak, jak Marczak napisze szczerze i przekonywująco o winie, że jest dobre, to na pewno kiedyś je spróbuję. Nie potrzebuję do tego znać opinii eksperta.

  • Czesiek

    I nie używa kibla. Może nie długo i o tym przeczytamy.

  • Marcin Juszkiewicz

    Byłeś kierowcą. Nie szoferem ;D

    • ja

      nie wsiadłbym do samochodu z tak ubranym szoferem:D
      jak fura wypożyczona na wiejskie wesele:)))

  • jajko

    Nie ma jak to w zimie,wyskoczyc na mróz i śnieg w letnich butach NB,nie wiem czy to lans,głupota, czy może reklama.

    • Głupotą byłoby zakładanie zimowego obuwia do jazdy samochodem – bo przecież po górach nie chodziłem. W ogóle fajny komentarz – zastanawiałem się czy go kasować czy jednak odpisywać bo dla mnie jeśli ktoś myśli, że można się na butach za 150 PLN lansować jest dość „śmieszny” :)

    • jajo

      Dla mnie śmieszne jest twierdzić,że zimową porą nie można jezdzić w zimowych butach samochodem,u mnie są po 139 zl:)

    • Kupiłbym jeszcze raz

    • pan Roman

      Nie wytłumaczysz, kolo ma poważnie opanowany cebul-level.

    • kawoN

      Nie ma to jak na wyjeździe gdzie ponad 90% czasu spędza się w pomieszczeniach/ogrzewanych środkach transportu grzać się w grubych zimowych butach…

    • stefan

      dla mnie mógłby wyskoczyć w sandałach, a ty przyjacielu ogrodnika, masz cebulę w połach marynarki.

    • jajko

      Wow. stefan, toż to imię typowo buraczane,a może cebulowe ,ja marynarek nie noszę, korpo-ciołku. EOT

    • pan Roman

      Ty, jajko, chyba byłeś w hibernacji przez ostatnie naście lat. Teraz chodzisz w czym chcesz, niezależnie od pory roku. Podejrzewam, że ty zapieprzasz przez cały rok w butach trekingowych…
      Bosze, jak w 2017 roku mogą przychodzić do głowy takie komentarze???? Kiedyś jak internety nie były dostępne dla plebsu było jednak lepiej bo człowiek chociaż oszukiwał się, że takiego debilstwa nie ma jednak wcale tak dużo.

  • Elmot

    Brałbym kabrio i cisnął ze złożonym dachem.

    • Ale właśnie tak paru wariatów jeździło przy mnie – mi było szkoda zdrowia

    • Elmot

      No właśnie podobno nie :) W sensie, że nawiewy i ogrzewanie działa tak, że teoretycznie zimą można złożyć dach i powinno być ok.

  • mirosław borubar

    Rolls-Roycem;d Beznadziejnie się czyta takie nieodmienione nazwy własne w tekście.

  • gosc

    Fajnie musi wyglądać praca sprzedawcy w salonie RR. Codziennie przychodzisz do pracy na 8 godzin i praktycznie jesteś pewien, że nie sprzedaż żadnego samochodu.

    • ale za to jak sprzedaż to jest premia – i wystarczy jeden samochód w miesiącu

  • Przemix

    Wpuszczają w dżinsach?

  • Name

    Z całym szacunkiem, nie piszcie o samochodach bo to żart, a tym bardziej jak piszecie o Mercedesach a teraz jeszcze RR. Nie chodzi o wasz / twój autorytet w kwestii aut, lecz o zwykły fakt, że na co dzień jeździcie autami wartymi mniej niż felgi do w/w. Wasze przeżycia są zupełnie nieobiektywne. Przesiadając się ze zwykłego auto do takich pojazdów nie możecie mieć innych odczuć niż boskie bo nie macie kompletnie żadnego odniesienia. Pojeździć kilka dni a na co dzień to kompletnie co innego, pomijam już 2h wycieczki RR…

    • krzysiek

      ależ dokładnie o to chodzi – idąc Twoim tokiem rozumowania nikt Roycem nie mógłby jeździć (szoferem mógłby zostać tylko bogacz którego wożono RR a jego pewnie taka fucha ni interesuje)

    • stefan

      zdejmij buty i sprawdź czy nie wyleci słoma albo ze dwa pęczki cebuli.

      Cały twój wpis to ból dupy. Taki profil małego polaczka, który jest zazdrosny o wszystko.

    • Flank Anker

      Jestem przekonany, że 99,9% czytelników Antyweb jeździ samochodami dokładnie takiej samej klasy jak redakcja tego serwisu. Relacja poziomu emocji jest zatem prawidłowa.
      Po drugie, gdyby nie były to boskie auta wywołujące skrajnie pozytywne emocje to milionerzy też by ich nie kupowali, bo po co?
      A po trzecie redaktorzy Antywebu nie są historykami ani policjantami więc mogą być jak najbardziej nieobiektywni kiedy tylko mają na to ochotę i piszą o własnych doznaniach, tak jak w tym przypadku.

      „Zazdrość. Straszna rzecz”

  • stefan

    Dobrze się czytało, dobry felieton.