55

Recenzja Woolet 2.0 – prawie idealny smart portfel z polskim rodowodem

Woolet powraca. Inteligentny portfel z polskimi korzeniami doczekał się drugiej odsłony, w której miały zostać wyeliminowane wszystkie niedociągnięcia i wady pierwszego modelu. W trakcie testów Wooleta nie zgubiłem, ani mi go nie skradziono, więc to już połowa sukcesu, prawda?

Telefon pilnuje mojego portfela gdziekolwiek się ruszę

Historia Wooleta jest dość burzliwa. Na jej stronach zapisały się niesnaski osób odpowiedzialnych za powstanie inicjatywy, wśród opinii użytkowników nie brakuje gorzkich słów, a mimo to, a może właśnie dlatego Woolet wraca w nowej odsłonie. Tym razem jednak projekt nie trafił na Kickstartera i nie ma nic wspólnego z crowdfundingiem. Odłóżmy więc na bok wszystkie nieistotne dla ostatecznego użytkownika aspekty i skupmy się na tym, jak działa duet nowej aplikacji oraz nowego Wooleta. I powiedzmy sobie szczerze.

To nie jest portfel dla każdego

I każdy kto będzie Wam próbował wmówić, że jest inaczej, będzie w błędzie. Podobnie jak wiele innych gadżetów (ekhem, smartwatche, ekhem), portfel wyposażony w jakąkolwiek elektronikę jeszcze przez jakiś czas nie stanie się produktem powszechnym. Na drodze ku temu stoi wiele kwestii, a najważniejszymi są brak zainteresowania, chęci i zrozumienia szeroko pojętego społeczeństwa. Portfel, którego nie da się zgubić, to bardzo kusząca propozycja, ale istnieje wciąż zbyt wiele barier, by dały się do niego przekonać miliony.

Ale to bardzo fajny portfel

Druga odsłona powstawała pod tytułem: „co powiedzieli użytkownicy”. Zespół Wooleta przyjmował każdą krytykę skierowaną ku pierwszemu modelowi portfela, dlatego tym razem powinno udać się uniknąć podstawowych błędów. Przede wszystkim zmieniono układ kieszonek wewnątrz portfela. Choć mnie ani razu nie zdarzyło się zgubić umieszczonej w jednej z nich karty, to kilkukrotnie byłem tego bardzo blisko. Po pewnym czasie kieszonki poluźniały się od częstego wyjmowania i wkładania kart, zaś ich poziomy układ nie zapewniał pełnego bezpieczeństwa – wtedy o wypadnięcie karty portfela nie było trudno. Tym razem kieszonki po obydwu stronach portfela są w układzie pionowym, co może zaledwie odrobinę utrudnić korzystanie z nich, ale w przypadku wysunięcia się karty z kieszonki możemy być pewni, że samoczynnie nie wypadnie.

Czarna to skóra włoskiej marki Artigiano del Cuoio (http://www.artigiano.it/), model tango. Jest to bydlęca skóra włoska, do jej garbowania i farbowania używano składników roślinnych. Cechuje ją duża delikatność w dotyku oraz bardzo naturalna „skórzana” faktura.

Brązowa to bydlęca skóra polska, która w procesie garbowania zostaje specjalnie natłuszczana dla dodania większej miękkości. Nie jest to skóra tradycyjnie stosowana w produkcji wyrobów skórzanych.

Ile przestrzeni oferuje Woolet 2? Dostępne są 4 sloty na karty oraz jedną pojemniejszą kieszonkę na kolejne karty lub inne zbliżone rozmiarem przedmioty. Oczywiście nie zabrakło typowej przegrody na banknoty, w której także bez problemu schowamy dowód rejestracyjny pojazdu lub inny tego typu dokument. Do wyboru jest także edycja Travel XL cechująca się dwoma dodatkowymi slotami na karty (czyli w sumie jest ich 6) oraz drugą powiększoną kieszonkę.



Oprócz układu połowy slotów, nowy model odróżnia się od starszego Wooleta obecnością tylko jednej ukrytej kieszonki. Znajduje się ona po stronie przeciwnej od umiejscowienia zestawu elektroniki – podejrzewam, że argumentem przemawiającym za taką zmianą był zbyt duży ścisk, gdy w kieszonce znalazło się cokolwiek więcej poza jedną monetą. Poza tym, w trakcie ładowania znacząco wzrasta temperatura całego układu wewnątrz portfela, więc obecne w blisko położonej kieszonce przedmioty mogły tylko pogarszać sytuację. Tym razem najprostszym z dostępnych rozwiązań pozbyto się potencjalnego problemu.

Warto dodać, że umieszczona wewnątrz portfela elektronika zajmuje teraz nieco mniej miejsca, co przecież jest cechą kluczową w przypadku „ultra smukłego” Wooleta. Po upchaniu wewnątrz wszystkich kart, dokumentów i odrobiny gotówki portfel jest teraz odrobinę smuklejszy. Oprócz baterii, w środku umieszczono moduł Bluetooth 4 Low Energy, głośniczek oraz akcelerometr. Ten ostatni dopiero czeka na swoje zastosowanie, ponieważ zespół odpowiedzialny za rozwój oprogramowania obsługującego elektronikę oraz aplikacji jeszcze nad tym pracuje. Wspomniany głośniczek dysponuje teraz sporo większą mocą od tego użytego w pierwszym Woolecie. Potrafi wygenerować dźwięk o mocy nawet do 90 db, co ma pozwolić na łatwiejsze namierzenie go w mieszkaniu, aucie czy tłumie.

Nowy portfel, nowe aplikacje

Premiera nowej wersji portfela to idealny moment na zaprezentowanie nowej, poprawionej aplikacji. Woolet zarzeka się, że jest to kompletnie nowe rozdanie i poprawiono większość, jeśli nie wszystkie bolączki wersji pierwszej. Choć o bezpieczeństwo pierwszego Wooleta nie musiałem się obawiać, o tyle natłok zbędnych i błędnych powiadomień potrafił doprowadzić mnie po pewnym czasie do szału. Czy teraz jest lepiej? Cieszy mnie fakt, że mogę szczerze napisać o poprawie sytuacji. Aplikacja rzadziej wysyła niepotrzebne powiadomienia o utracie połączenia, które jest wynikiem awarii aplikacji bądź połączenia. Co to znaczy rzadziej? Jeśli wcześniej takich sytuacji zdarzyło się 10, to aktualnie przydarzyła mi się tylko raz.

Sama aplikacja jest teraz nieco mądrzejsza. W sytuacji, gdy notyfikacja o utracie połączenia pojawia się kilka razy z rzędu, a użytkownik nie podejmuje żadnej akcji, to najbliższa okolica automatycznie zostaje określona mianem „quiet zone”, czyli „strefy ciszy”. W tym rejonie wszelkie problemy lub faktyczne rozłączenia będą ignorowane przez aplikację, a użytkownik nie będzie o nich powiadamiany. Na przestrzeni ponad dwóch tygodni nie przysporzyło mi to żadnych problemów, a przemieszczałem się wtedy pomiędzy kilkoma miastami (Barcelona, Lublin, Warszawa, Katowice). Wszystko działało jak należy.

Czy Woolet 2 okazał się faktycznie przydatny?

Tak. W dwóch sytuacjach. Po opuszczeniu hotelu nie byłem pewien, czy pozostawiłem portfel w swoim pokoju, czy może zdążyłem go zgubić w drodze na targi. Szybkie sprawdzenie ostatnio znanej lokalizacji uspokoiło mnie – okazało się, że portfel pozostał w hotelu. Ciągłe monitorowanie połączenia poprzez Bluetooth oraz lokalizacji dzięki GPS w smartfonie pozwala na bieżąco zapisywać pozycje, w których łączność pomiędzy portfelem a telefon wciąż istniała. Gdy zostanie zerwana na mapce zapisze się ostatnie znane położenie. W drugiej z sytuacji wykorzystałem efekty dźwiękowe wydawane przez wbudowany głośnik – dzięki temu namierzyłem portfel w pokoju, który zawieruszył mi się w trakcie pakowania.

Oczywiście ani Woolet, ani żaden inny, nawet bardziej zaawansowany smart portfel nie uchroni nas w 100% przed kradzieżą czy zgubieniem. Mimo to, myślę że warto jest mieć choć odrobinę pomocy, a tę oferują funkcje Wooleta. Dodatkowo, portfel wygląda naprawdę nieźle. Widoczny na wierzchu portfela pin z logiem Wooleta, pokryty 24 karatowym złotem, był powodem do obaw o problemy z wyjmowaniem i chowaniem go do kieszeni spodni czy kurtki. Ku zadowoleniu każdego zainteresowanego mogę napisać, że nic takiego nie ma miejsca.

Twórcy obiecują do 6 miesięcy pracy na jednym ładowaniu. Jestem skłonny uwierzyć w te zapewnienia, ponieważ po blisko 3 tygodniach stan naładowania akumulatora (wg. aplikacji) spadł ze 100% do 94%. Oczywiście są to szacunkowe dane (mierzone jest napięcie baterii), ale jak widać o czas pracy na baterii nie powinniśmy się obawiać.

Po najważniejszych słabościach pierwszego modelu Wooleta nie ma już śladu, lecz wciąż można uczynić go jeszcze lepszym. I tak właśnie będzie się działo w najbliższej przyszłości, ponieważ ekipa Wooleta nieustannie pracuje nad nowymi wersjami oprogramowania dla portfela oraz samej aplikacji na Androida oraz iOS-a. Korzystając z nowego Wooleta na co dzień można odczuć dokonany postęp – czy to w momencie parowania telefonu z portfelem (wystarczy położyć smartfona na Woolecie) czy otrzymania pierwszego powiadomienia o utracie połączenia.

Woolet 2 nie jest portfelem idealnym, ale niewiele mu brakuje.

Nowy Woolet kosztuje 119 dolarów, zaś Woolet Travel XL 149 dolarów. Obydwa dostępne są na oficjalnej stronie w kolorze czarnym lub brązowym.