Już od dawna patrzę na wielkie rynkowe premiery gier przez palce. Teoretycznie oczekuję od nich głównie dobrej zabawy, przyjemności i satysfakcji. Ale ileż można? Dlatego z ogromną ochotą sięgam po produkcje, które dostarczają czegoś więcej – wzruszają, onieśmielają i wprawiają w pewną konsternację. Taka właśnie jest Ori and the Blind Forest. Ori nad The Blind […]

Już od dawna patrzę na wielkie rynkowe premiery gier przez palce. Teoretycznie oczekuję od nich głównie dobrej zabawy, przyjemności i satysfakcji. Ale ileż można? Dlatego z ogromną ochotą sięgam po produkcje, które dostarczają czegoś więcej – wzruszają, onieśmielają i wprawiają w pewną konsternację. Taka właśnie jest Ori and the Blind Forest.

Ori nad The Blind Forest to przepiękna i chwytająca za serce baśń wpisująca się w typowy dla tego gatunku archetyp. Oto bowiem trafiamy do lasu, któremu zagrażają złe moce i który w rezultacie zaczyna wymierać. Tytułowy Ori, to duszek leśny, który za młodu zostaje odnaleziony i przygarnięty przez niedźwiedzicę (a przynajmniej przypominające ją stworzenie) Naru. Przez lata Ori i jego przyszywana matka żyją w spokoju. Nie mogło to jednak trwać długo. Las wymiera, a wraz z nim kończy się pożywienie. Matka Oriego ostatecznie umiera, a ten, niczym nie trzymany, wyrusza w podróż, w trakcie której odkryje swoje prawdziwe pochodzenie oraz stoczy bój o losy tego pięknego miejsca.

Klasyczny niebanalny gameplay

Gra jest typową platformówką. Ori z początku potrafi jedynie podskakiwać i w ten sposób radzi sobie z przeszkodami. Szybko jednak poznaje innego duszka – Seina, który staje się jego przewodnikiem oraz bronią (to ważne, chociażby ze strategicznego oraz logicznego punktu widzenia, bo wszelkie nasze ataki pochodzą od Seina, a nie głównego bohatera). Trafiamy do otwartego świata złożonego z niekończących się polan, jaskiń i leśnych ścieżek, gdzie w zależności od sposobu gry spędzimy ok. 10 godzin (na tyle twórcy przewidują całą historię). Możemy iść w dowolnym kierunku, a jedyne, co nas ogranicza to aktualnie posiadane umiejętności. Skaczemy zatem po platformach, wspinamy się po ścianach i eliminujemy przeciwników – gameplay jest w tej grze bardzo klasyczny (choć nie brakuje w nim smaczków i błyskotliwych, oryginalnych pomysłów, jak chociażby tymczasowe „wyłączanie” grawitacji) i stosunkowo prosty, ale w tym właśnie tkwi cała magia, bo prostota sterowania nie przekłada się na prostotę samej gry. Pierwsze przejście Ori and the Blind Forest zaowocowało łączną sumą blisko 400 zgonów. To wynik godny chociażby Dark Souls czy rodzimego Lords of the Fallen, gdzie niestety takich statystyk podejrzeć nie możemy.










Ori ciągle się rozwija. Znajdujemy power-upy, które zwiększają maksymalną liczbę punktów życia oraz energii. Jednocześnie na każdym kroku zbieramy złote promienie, dzięki którym nasz bohater zdobywa kolejne poziomy umiejętności. Te możemy wykorzystać na rozwój w trzech kategoriach i ulepszać duszka pod kątem walki, eksploracji lub przetrwania. Co jednak najciekawsze, punkty wydać możemy jedynie w miejscach, w których stworzymy Soul Links (Połączenia z duchem) to bardzo ważny element rozgrywki. Otóż gracz ma możliwość stworzenia takiego łącza w praktycznie dowolnym momencie (w określonych odstępach czasu i wydając na ten cel jeden punkt energii). Wówczas gra jest zapisywana, a my możemy uzyskać dostęp do drzewka z umiejętnościami. W miarę upływu czasu Soul Link będzie również odnawiał nasze życie i przynosił inne korzyści. Warto z niego korzystać, bo inne punkty zapisu są grze rozsiane bardzo rzadko, a, jak wspomniałem w tej grze umiera się bardzo często. Z drugiej strony, wydając energię na zapisywanie gry, pozbawiamy się możliwości wykonywania potężnych ataków (wyładowań), które często ratują naszą skórę. Warto to mieć na uwadze.

Uczta dla oczu i uszu

Wciągający gameplay, baśniowy klimat i mistrzowska narracja to nie jedyne atuty tej produkcji. Swoje robi również przepiękna, malownicza oprawa graficzna. Każde miejsce, w którym znajdzie się Ori prezentuje się onieśmielająco i przywodzi na myśl najpiękniejsze z filmowych animacji. Las, który przemierzamy naprawdę żyje – tu i ówdzie w tle wiatr targa drzewami, gdzieniegdzie na pierwszym planie pojawia się sylwetka jakiegoś stworzenia, a otaczające nas elementy krajobrazu wyglądają równie pięknie co złowieszczo. Lokacje są bardzo zróżnicowane – twórcy zmieniają barwy oraz konwencje, rzucając nas na opustoszałe polany, zajęte przez pająki groty czy okute lodem pustkowia. Co najważniejsze, Ori, jako świecący wyraźnie duszek nie zlewa się z tym obfitym tłem i jest stale dobrze widoczny. Estetyka gry jest wręcz mistrzowska i fenomenalnie buduje klimat. Warto zaznaczyć, że produkcja działa na konsoli w rozdzielczości Full HD z płynnością 60 kl/s, a całość bazuje na silniku Unity. W trakcie zabawy nie zobaczymy żadnych ekranów ładowania i wszystko odbywa się płynnie.

Nie można pominąć również kwestii udźwiękowienia. Do skomponowania muzyki została bowiem zaangażowania tutaj orkiestra symfoniczna. Już w pierwszych scenach jej obecność mocno daje się we znaki. Melodia stymuluje gracza do jeszcze mocniejszych wzruszeń. Chwila, gdy umiera przyszywana matka Oriego przyprawiła mnie o dreszcze na plecach, a to co wydarzyło się potem wywołało jeszcze mocniejsze wzruszenie. A zaznaczam, że to dopiero początek gry. To, co wyprawiała ze mną ta teoretycznie prosta platformówka nie byłoby możliwe bez tak fantastycznie budującej klimat muzyki.

Poruszające, baśniowe, doświadczenie

Ruch twórców gier niezależnych (indie) już dawno udowodnił, że nie potrzeba milionów dolarów, aby stworzyć produkcję ocierającą się o doskonałość. To chyba najlepsze, co spotkało rynek wirtualnej rozrywki w ostatnich latach – nie coraz piękniejsza i bardziej realistyczna grafika, nie wysokie rozdzielczości, ani nowe modele dystrybucji opierające się na DLC i mikropłatnościach (to akurat najgorsze, co się przytrafiło). Ori nad the Blind Forest, choć produkcją stricte indie nie jest (stoi za nią w końcu niemały budżet i wielki wydawca – Microsoft), to bazuje na zapoczątkowanych przez ten ruch ideach. Tym samym jest to ich kwintesencja i ostateczny dowód na to, że gra nie musi być blockbusterem, by dawać masę radości, satysfakcji i przyjemności. Trzeba jednocześnie zaznaczyć, że Ori nad the Blind Forest to nie tylko piękna platformówka. Traktowanie tej gry w ten sposób jest dla niej niesamowicie krzywdzące. Dla mnie to była wspaniała, poruszająca baśń i prawdziwa uczta dla oczu, uszu oraz duszy. Nie, wcale nie przesadzam.

Ori and the Blind Forest mocno przypomina pod pewnymi względami Child of Light, nad którą również się rozpływałem. Obie gry jednak sporo dzieli. Ori to produkcja znacznie bardziej wymagająca, bazująca na klasycznych rozwiązaniach, ale też bardziej barwna i kolorowa. Niemniej jestem przekonany, że jeżeli zachwyciło was Child of Light, tutaj będziecie bawić się równie dobrze, jeśli nie lepiej.

Konkurs!!!

Mamy dla Was trzy kody na grę Ori and the Blind Forest w wersji na konsolę Xbox One. Zadanie konkursowe jest bardzo proste:

Jaki artykuł o grach najchętniej przeczytałbyś na łamach Antyweba?

Możecie ograniczyć się jedynie do tytułu, albo uargumentować jakoś swoją odpowiedź. Najważniejsza jest kreatywność. Trzy najciekawsze odpowiedzi wygrywają. Kody roześlemy jutro – w dniu premiery.

Kody rozdane – w komentarzach wskazałem trzech zwycięzców. Dzięki za fajne pomysły i czytajcie AW – na pewno takich szybkich akcji z kodami u nas nie zabraknie.