25

Recenzja Justice League – Liga Sprawiedliwości. Czekam na solowy film Flasha

Justice League, czyli Batman, Wonder Woman, Flash, Aquaman i Cyborg razem na ekranie. Jak wypada ekranizacja Ligi Sprawiedliwości?

Justice League, czyli kulminacja wydarzeń ze wszystkich dotychczasowych wspólnych produkcji DC i Warnera w ramach DC Extended Universe. Proces powstawania filmu był bardzo burzliwy – Zack Snyder ze względu na rodzinną tragedię odsunął się od projektu, więc szlify przy ostatecznej wersji filmu należą do Jossa Whedona. Czy to widać? Czy Liga Sprawiedliwości utrzymuje niezły poziom Wonder Woman i pozwoli nam w pewnym stopniu zapomnieć o Batman V. Superman?

Na samym początku uprzedzę, że będę starał się zachować najważniejsze informacje odnośnie fabuły tylko dla siebie, ale skrawki tego, co zobaczycie w kinach przemycę delikatnie w poniższym tekście. 

Justice League – kulminacja starań DC i Warner Bros.

Justice League to jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie filmów roku. Nie dlatego, że byłem pewien całkowitego sukcesu produkcji, ale ze względu na losy wcześniejszych tytułów jak Suicide Squad czy Batman V Superman. Jeżeli nie widzieliście jeszcze tego drugiego, to przed seansem Ligi Sprawiedliwości poleciłbym nadrobić zaległości, gdyż część wątków jest po prostu kontynuowana i możecie nie w pełni zrozumieć niektóre zachowania bohaterów. Do grona moich ulubionych superbohaterów należą Flash i Batman, zaś Wonder Woman (Gal Gadot jako Diana Prince) przykuła moją uwagę po debiucie solowego filmu. Aquaman (Arthur Carry grany przez Jasona Momoa) była postacią zagadką, podobnie jak Cyborg  (Victor Stone grany przez Ray’a Fishera) – obawiałem się przedstawienia na ekranie ich obydwu. Samą Ligę Sprawiedliwości postrzegałem jako moment przełomowy w serii filmów DCEU, ale teraz moja opinia się zmieniła. Wciąż czekamy na tę produkcję, po której wszyscy zakrzykną: “Tak! To o to chodziło!”, co wcale nie oznacza, że Justice League nie ma jasnych punktów. Dosłownie i w przenośni.

Najjaśniejszy punkt filmu

Do nich należą bez wątpienia humor i postać Flasha, który to właśnie jest elementem równoważącym mroczne i ciężkie charaktery pozostałych superbohaterów. Barry Allen (Ezra Miller) to młody chłopak szukający… przyjaciół, a nieobycie na polu walki prowadzi do kilku zabawnych sytuacji. Jego origin został jedynie liźnięty w Justice League, podobnie jak i Aquamana czy Cyborga – sporo scen ze zwiastunów nie trafiło do końcowej wersji filmu, co chyba jednak wyszło mu na dobre. Nie pozwala to do końca wczuć się w rolę wspomnianych postaci, ponieważ taki ogólny zarys nie oddaje złożonych osobowości i mamy do czynienia ze stereotypami oraz uproszczeniami.

Film w głównej mierze opowiada o formowaniu Ligi Sprawiedliwości, co na ekranie wypada mało przekonująco, a wszystko z powodu skrótów, które pozwoliły uniknąć czasu trwania filmu wynoszącego ponad 3 godziny. Trudno jednoznacznie powiedzieć, jak wyglądałaby dłuższa wersja Justice League, ale śmiem twierdzić, że dodatkowe 30-40 minut zrobiłoby różnicę i umożliwiłoby rozbudować niektóre wątki na tyle, by wszystkie elementy układanki lepiej do siebie pasowały. Ku zjednoczeniu Ligi po prostu pędzimy. Niektórzy będą wyczekiwać wielkiego starcia, inni woleliby oglądać dłuższe starania Batmana w gromadzeniu superbohaterów przeciwko wspólnemu wrogowi, któremu będą musieli stawić czoła bez Supermana.

Liga Sprawiedliwości mierzy się ze Steppenwolfiem

Czarnym charakterem w filmie jest Steppenwolf wspierany hordami Parademonów, które mieliśmy okazję zobaczyć w Batman V Superman podczas walki we śnie Batmana. Steppenwolf dąży do podporządkowania sobie każdego z kolejnych światów, a będzie mu w tym potrzebne wszystkie trzy Mother Boxy skrywane przez mieszkańców Atlantydy, Amazonki oraz ludzi. Tajemniczy przedmiot umożliwia przemieszczanie się pomiędzy wymiarami i jest siłą samą w sobie. Konfrontacja z członkami Justice League jest nieunikniona.

Zdziwiło mnie, jak wiele scen było efektem pracy grafików komputerowych. To oczywiste, że przy tego typu produkcji musimy pogodzić się z częstym użyciem takich technik, ale wydawało mi się, że w przypadku Justice League nadużywano takiej możliwości. Spodobały mi się jednak bardzo liczne nawiązania nie tylko do komiksowych pierwowzorów postaci, ale i wcześniejszych produkcji. Motyw muzyczny z Batmana z 1989 roku wykorzystany podczas sceny spotkania z Jimem Gordonem, ujęcie sprawcy na dachu budynku czy wspomnienie łatwiejszych czasów w Gotham City, gdy na ulicach miasta próbował rządzić jeden ze stasrzych przeciwników Batmana świetnie wkomponowano w film, a to tylko przypadki dotyczące Człowieka Nietoperza.

Justice League to film nierówny

Justice League to film nierówny – pełen scen, do których z chęcią powrócę, ale też i takich, które powinny zostać potraktowane bardziej na poważnie, dzięki czemu zniknęłoby zagrożenie kinem zbyt infantylnym. Wyraźnie widać tu wpływ stylu Marvela, za którego sprawą wycofano się z niezwykle ciężkiego klimatu produkcji, na rzecz większej liczby scen wywołujących (u)śmiech u widza. To dobrze, gdyż Liga Sprawiedliwośći sporo na tym zyskała i dystansuje się od fabularnego poprzednika Batman V Superman.

P.S. Nie sądziłem, że na solowy film Flasha będę czekał z większą niecierpliwością, niż na produkcję dedykowaną Batmanowi.

Są dwie sceny po napisach, wiec nie wychodźcie za wcześnie z kina.

  • ᗪ ᒍ ᗩ K ᗪ E K I E ᒪ

    Kto tu gra flasha? Ten sam gosc co z serialu?

    • Piotr Kuźniarek

      Nie…W serialu jest Grant Gustin. A tu Ezra Miller.

    • Konrad Kozłowski

      DC oddzieliło od siebie uniwersum filmowe i telewizyjne, więc aktorzy są różni. Grant Gustin w TV i Ezra Miller w filmach kinowych.

    • ᗪ ᒍ ᗩ K ᗪ E K I E ᒪ

      Szkoda

    • DanTheLittle

      Serialowy flash zaczyna mnie denerować, jest zbyt ciapowaty taki, sam nie wiem – zbyt dziecinny i mnie denerwuje już jego akcent i ta Iris :)

  • Łuki Malin

    Spajdi też uratował ostatnich Avengersów, po czym solowy film (na który tak czekałem) okazał się wg mnie kinem dla gimbazy, na którym wynudziłem się okropnie :/ Także z tymi oczekiwaniami to trzeba jednak ostrożnie. A co do powyższego…nie wiem czy to tak fajnie, że idą w stronę Marvela i wrzucają śmieszki i heheszki. Zdecydowanie wole mrok w DC, a śmichy chichy niech zostaną u Marvela jak w ostatnim (bardzo dobrym właśnie z tego względu) Thorze.

    • Konrad Kozłowski

      Problem w tym, że poważna i mroczna wersja DC się nie udała – patrz BvS i wstępne wersje Suicide Squad.

    • YY

      Nie udała się, bo skopali postacie złoczyńców. Czy dużo wymagam, chcąc przeciwnika na poziomie Jokera?

    • Tech-Floyd :)

      Tak, za dużo:)
      Joker był postacią, dla której oglądało się Batmana:) W takim niczym rycerzy równie dobrze mógłby być spider man, iron man, czy nawet godzilla, bo i tak Heath Ledger (RIP) przyćmiłby wszystko.

    • YY

      Co racja to racja, choć interpretację Burtona/Nicholsona też bardzo lubiłem.

      Ogólnie Batmany Nolana mają fantastycznych złoczyńców… bo zarówno Dr Crane, jak i Bane trzymają poziom, co z resztą przekłada się na jakość filmów. Podobnie jak Spider-Many Raimiego ratowali Dafoe i Molina…

    • konrad papuga

      Nie udała bo z tym reżyserem i tymi scenarzystami nic dobrze wyjść nie może. Ich estetyka i wymagania co do historii irytują.

    • YY

      Jakby Snyder zajął się samą choreografią to by było okej:) marzy mi się film, który by zrobił wspólnie z Wachowskimi.

    • Frantz

      Konrad ale co złego było w BvS – fantastyczny film w mojej opinii. Nie ma głupich śmieszków i pewnie to większości nie pasuje – a jendak nie każdy film musi zadowolić 13to latka prawda?

    • Jack Morgan

      – Batman: Ludziom moze sie wydawac inaczej, ale Superman i jemu podobni sa niebezpieczni dla ludzkosci. Sa zagrozeniem na rowni z nieregulowanym dostepem do broni nuklearnej. Co jezeli nagle zdecyduje, ze chce rzadzic swiatem? Czy bedziemy w stanie go powstrzymac? Ktos musi to zrobic. Malo. Moze to niepopularna opinia, ale ktos musi go zlikwidowac. I tym kims jestem ja. Gotow jestem poswiecic sporo srodkow i czasu, by sie do tego przygotowac. Zeby zdobyc kosmiczny material, ktory da mi przewage w walce z nim jestem sklonny zabic mase ludzi. To radykalna postawa i w pewnym sensie poswiecam swoje czlowieczenstwo, zeby uratowac ludzkosc. Ale to konieczne!
      – Lois Lane: Jego mama ma tak samo na imie jak Twoja…
      – Batman: Best. Friends. Forever!

      Apropo sceny, w ktorej Batman probuje ukrasc Lexcorpowy kryptonit z przewozacej go ciezarowki. Jak wspomnialem wyzej, ogladamy jak morduje mase (z tego co nam wiadomo – bogu ducha winnych) ochroniarzy, tylko po to, zeby koniec koncow mu sie nie udalo bo powstrzymal go Superman. Wiec cala ta sekewencja byla mocno pozbawiona znaczenia. Ale Batman fabularnie i tak potrzebuje kryptonitu. Wiec co sie dzieje? Kilka scen pozniej Lex przyjezdza do swojego magazynu i widzi, ze kryptonit jest zajumany – Batman dokonal jakiegos heistu i nawet nam tego nie pokazali.

      Dlugo bym sie mogl rozwodzic nad innymi kretynizmami tego filmu. Pop-filozofia dla ubogich w wykonaniu Lexa Luthora. Disco potwor Doomsday. Lois i jej zonglerka kryptonitowa wlocznia. Etc, etc…

    • konrad papuga

      Co było złego? Efekty specjalne – żenująca jakość, widać komputer (choćby doomsday na końcu), nawet Steve Wonder to zauważył. Scenariusz (debilizm na debilizmie, zero logiki), aktorzy – lex luthor to chyba najbardziej denerwująca rola jaka miała miejsce w jakimkolwiek filmie o superbohaterach, teksty – ten o Marcie hmmm…. nie bez powodu wszyscy się z tego śmiali, łopatologiczny patos… . Można wymieniać bez końca. Cały film zrobiony jak jakiś niedoświetlony teledysk ale bez muzyki. Superman zachowuje się jakby w ogóle nie było jego w scenariuszu ale jednak przyjechał aktor to nakręćmy coś. Masz 13 lat, więc rzeczywiście mógł Ci się podobać.

    • Krzysztof Tukiendorf

      Cóż… film jest nie logiczny, gdyż jest za krótki, i przez to większość scen wygląda nielogicznie i niespójnie. Na dodatek, odwrotność (najpierw drużyna później solówka), którą serwuje DC nie leży większości, bo ciężko jest komuś kto nie czyta komiksów załapać kto jest kim i po co, a „short origine” wcale nie pomaga. Ja osobiście mam nadzieję, że produkcje DC nie dobiją do poziomu Marvela i film nie zmieni się w jeden wielki gag. Dobrze by jednak było gdyby za reżyserię wziął się ktoś, kto ma pojęcie o robieniu filmów. „Men of Steel” nie był może zbyt udany (też logika momentami zawodzi), ale miał przynajmniej jakąś linię prowadzenia, która się zazębiała.

    • Anty

      Przecież Thor to porażka. I to puszczanie oka, czy jak to niektórzy nazywają heheszki, wcale tego gniota nie ratują.

    • Snowsky

      A jednak jest drugim (zaraz po Iron-Manie) najlepiej ocenianym filmem Marvel CU.

    • YY

      bo te poważne Marvelowi nie wychodzą :)

  • YY

    Dlaczego teraz w każdym filmie o superbohaterach twórcy skupiają się tylko na pozytywnych postaciach nierzadko grupując je na potęgę, natomiast złoczyńców się zaniedbuje. Ostatni dobry był Loki w Avengers… Pamiętam jeszcze Zoda z Man of Steel… i to w zasadzie tyle. Jeszcze ci z nowych SpiderManów się do czegoś nadawali… ale od poziomu starego Magneto czy Jokera (w obu wydaniach) dzieli ich przepaść.

    Ja rozumiem, że komediowy Iron Man sprawdził się z byle-jakim przeciwnikiem, skupiając się na wyrazistym głównym bohaterze, ale nie można wszystkiego tłuc na jedno kopyto.

    • Jack Morgan

      Ego w „Straznikach Galaktyki 2” byl calkiem interesujacy

    • YY

      Pomysł na postać był bardzo ciekawy i oryginalny, ale moim zdaniem zaniedbali jego osobowość… aczkowiek muszę przyznać, że kupowałem go do momentu, gdy nie wyjawił swoich motywów i zamiarów.

  • programista15k

    Byłem wczoraj w kinie i postać flasha w filmie a postać z komiksu to dwie różne osobowości niewiem czemu zrobili to flashowi.

    • Konrad Kozłowski

      Fakt, rozjazd jest widoczny, ale „zwykły” Flash mógłby się nie udać – seriale były mu bliższe i różnie z tym bywa.

  • Tech-Floyd :)

    Hmn… Jakoś nie mam przekonania. O ile na filmy Marvela chodzę by po prostu się pośmiać i wypić piwko, tak po Wonder Woman… jakoś nie mam ochoty na więcej. Ok Ragnarok już zalatywał mocno wręcz takim idiotycznym humorem, że zaraz po początkowej scenie czułem, że to nie ejst chociażby Wojna Bohaterów, jednak oglądało się z uśmiechem na ustach.
    WW nie był ani zbyt smieszny, ani tym bardziej ambitny, pytanie czy… na lidze sprawiedliwości chociaż się pośmieję?:)