Gears of War to seria doskonale znana posiadaczom Xboksów. Święciła triumfy na poprzedniej generacji, a teraz z hukiem wpada na obecną. I mimo wtórności oraz oldskulowego gameplayu ciągle cieszy. Miejscami nawet bardziej niż kiedyś.

Gears of War 4 to pierwsza odsłona serii stworzona specjalnie na konsolę Xbox One. Wcześniej mogliśmy grać w zremasterowaną pierwszą część, która okazała się bardzo udana. Przy okazji w ramach wstecznej kompatybilności MS zaoferował wszystkim dostęp do dwójki, trójki oraz spin-offu Judgement. Ciągle brakowało jednak najważniejszego – produkcji wprowadzającej z hukiem Gearsy na współczesne konsole (i pecety). Czy czwórka spełnia się w tej roli? Zdecydowanie, choć nie jest całkowicie pozbawiona wad.

Nowi bohaterowie, nowy ekwipunek i ten sam gameplay

Akcja gry toczy się 25 lat po zakończeniu wojny z szarańczą, a więc po wydarzeniach z Gears of War 3. Świat się zmienił – zapanował względny pokój, a koalicja skupiła się na odbudowie zniszczeń, do czego wykorzystano m.in. roboty. Część ludzi mieszka właśnie na takich osiedlach. Inni odseparowali się od Koalicji, pozostając poza jej strefą wpływów. My wcielamy się w jednego z nich Jamesa Dominica Feniksa. Jest on synem bohatera poprzednich odsłon Gearsów – sławetnego Marcusa – i jak widać ma nieco odmienny światopogląd. Towarzyszy mu dwójka przyjaciół Del oraz Kait. Przygodę zaczynamy podczas najazdu na jedno z osiedli Koalicji. Sprawy w takich sytuacjach lubią się komplikować i nie inaczej jest tym razem. Koniec końców ruszamy zatem na niebezpieczną wyprawę, w trakcie której przyjdzie nam oczywiście uratować ludzkość oraz całą planetę.

Scenariusz nie jest jakoś szczególnie oryginalny. Bohaterowie też nie zostali wykreowani po mistrzowsku – JD nie dorasta swojemu ojcu do pięt, jest nijaki i bezbarwny. Prawdę mówiąc, oba te elementy stoją na dość przeciętnym poziomie. Jeżeli jednak dopełnimy je fenomenalnym klimatem, otrzymamy coś niesamowitego. Poprzednie Gearsy były znane z ciężkiej konwencji. Tutaj jest ona jeszcze bardziej ponura, mroczna i przytłaczająca. Szczególnie daje się to odczuć w drugiej połowie kampanii. Ta w sumie zajmuje nam ok. 11-12 godzin, co jest dobrym wynikiem, jak na dzisiejsze standardy. Niestety miejscami twórcy próbowali na siłę przedłużać pewne etapy, przez co zaczęła się tam wkradać monotonia i nuda. Nie powinno to jednak znacząco wpłynąć na ogólne wrażenie. Gears of War 4 zdecydowanie nie ma się czego wstydzić w porównaniu z poprzednimi odsłonami. Jest efektownie, intensywnie i wybuchowo.

Jeżeli nigdy nie przepadaliście za mechaniką rozgrywki w Gears of War, nie spodziewajcie się, że czwórka to zmieni. Twórcy poszli po linii najmniejszego oporu, wychodząc najwyraźniej z założenia, że nie ma sensu zmieniać czegoś, co było dobre. W rezultacie gameplay jest niemal identyczny, jak w pierwszej odsłonie serii. Co prawda dodano kilka elementów, jak wyciąganie przeciwników zza zasłon w celu szybkiej eliminacji. Pojawiło się też sporo nowych broni. Ogółem jednak mamy do czynienia ze starymi dobrymi Gearsami. I wiecie, co jest najfajniejsze? Ta mechanika wcale się nie zestarzała przez te wszystkie lata. Owszem, postaci momentami wyglądają nieco nienaturalnie, starcia są schematyczne i opierają się na tym samym, a zalewające nas hordy przeciwników nie stanowią żadnej niespodzianki. Rekompensuje to jednak soczysty model strzelania (i przeładowywania) połączony z dużą dynamiką starć przynoszących ogrom satysfakcji.

Podejrzewam, że gdyby Gears of War 4 wyszło rok po premierze trójki, takie podejście zostałoby mocno skrytykowane. Między obiema premierami minęło jednak tyle czasu, że wtórność zupełnie nie razi. Jest chyba nawet wręcz przeciwnie, bo twórcy wzięli po prostu wszystko to, co najlepsze w Gearsach i odpicowali to do granic możliwości.

Multiplayer ma moc

Rozgrywka wieloosobowa zawsze była mocną stroną Gears of War. Nie inaczej jest tym razem. W grze nie zabrakło trybu co-op, który rozgrywać możemy zarówno przez internet jak i na podzielonym ekranie. Szczególnie ta druga opcja jest dobrą wiadomością, bo obecnie w grach AAA split-screen jest dostępny coraz rzadziej. Natomiast w Gearsach zawsze sprawdzał się doskonale i nie inaczej jest tym razem. Nie spodziewajcie się jednak żadnych nowości w tym modelu.

Podobnie sprawa się ma z rozgrywką PvP. Pojawiło się tutaj co prawda kilka nowych trybów, broni i ruchów (wspomniane wyciąganie zza zasłon). Wszystko jednak sprowadza się do tego samego i w gruncie rzeczy rozgrywka nie odbiega znacząco od tego, co do zaoferowania miał nam chociażby wydany przed rokiem remaster oryginalnego Gears of War zatytułowany Ultimate Edition. Microsoft mocno wspierał ten tytuł, organizując m.in. turnieje. Możemy się spodziewać, że podobnie bezie tym razem. Gears of War 4 ma solidny potencjał e-sportowy, co zdecydowanie odczujemy w nadchodzących miesiącach.

Nowością jest odświeżony tryb hordy, w którym musimy się zmagać z kolejnymi falami przeciwników. Do dyspozycji mamy tutaj pięć klas, z których każda pełni inną rolę na polu bitwy. Pojawiły się też elementy tower-defense, bo za zdobyte punkty możemy budować fortyfikacje, bronie itp. W rezultacie tryb ten jest w stanie zapewnić solidną porcję zabawy, choć sam w sobie nie jest jakąś rewolucją.

W 4K, albo z HDR

Wizualnie Gears of War 4 oczarowuje. Gra jest przepiękna i dopracowana niemal na każdym polu. Modele postaci, mimika twarzy i animacje prezentują się bardzo przekonująco i naturalnie (jeżeli za taką przyjmiemy charakterystyczną dla Gearsów stylistykę). Mapy są mocno zróżnicowane i wypełnione atrakcjami. Z początku poruszamy się po sprawiających wrażenie sterylnych lokacjach, gdzie nie uświadczymy zbyt wiele chaosu czy zniszczeń. W momencie, gdy trafiamy do opuszczonych i kompletnie zdewastowanych lokacji, wrażenia stają się jeszcze lepsze. Jednocześnie gra sprawnie operuje filtrami i rozmyciem tła, okrywając drobne niedoskonałości w oprawie. Twórcom udało się wycisnąć prawdopodobnie maksimum z Xboksa One. W single’u rozgrywka ma płynność 30 kl/s. W multiplayerze mamy stałe 60 kl/s.

Gears of War 4 jest kolejnym tytułem na XOne wspierającym HDR. Jeżeli zatem będziecie grali na Xboksie One S i posiadali odpowiedni telewizor, możecie liczyć na jeszcze lepsze doznania. Szczególnie będzie to odczuwalne po zmroku, gdzie eksplozje i efekty wystrzałów prezentują się zdecydowanie lepiej. Ale HDR wpływa na jakość oprawy niemal przez cały czas, zwiększając szczegółowość najjaśniejszych punktów na ekranie. W rezultacie obraz wydaje się znacznie bardziej naturalny i bliższy realizmowi.

Gra jest dystrybuowana w modelu Xbox Play Anywhere, a więc możemy równocześnie grać na konsoli jak i na pececie z Windows 10 (wszystkie postępy i osiągnięcia są synchronizowane). Ten ostatni ma oczywistą przewagę w postaci myszy, która ułatwia celowanie. Pecetowcy nie mogą co prawda liczyć na HDR, ale mają za to do dyspozycji rozdzielczość 4K. Twórcy przygotowali tekstury w wysokiej rozdzielczości specjalnie na potrzeby grających na najmocniejszych sprzętach (z GeForce 1080 lub 1070 – zresztą nabywcy tych kart mogą otrzymać nowe Gearsy za darmo). Wszystko to dopełniają też efekty wykorzystujące moc obliczeniową kart Nvidii. Zresztą wystarczy spojrzeć na wideo z gameplayem, aby się o tym przekonać.

Najlepsza gra akcji na XOne?

Gears of War 4 to bez wątpienia udany tytuł i wspaniała strzelanka. Nie jest jednak żadnym powiewem świeżości. Jeżeli zatem nigdy nie przepadaliście za grami z tej serii, czwórka tego nie zmieni. Powiem więcej – uciekniecie z krzykiem. Wszyscy pozostali powinni bawić się znakomicie. Stary gameplay w nowym wcieleniu i fantastycznej, współczesnej oprawie graficznej cieszy równie dobrze (a może nawet i bardziej), co kiedyś.

Ocena: 8/10

  • ArT

    Beznadziejne takie gry co postać zasłania prawie pół ekranu. Nic nie widać co jest przed tobą bardzo to irytujące jak uncharted na ps3. Kupiłem bo myślałem że jest opcja zmiany widoku a tu lipa. Wole widok z pozycji osoby a nie osoby trzeciej czyli jak Destiny.

    • Paweł Winiarski

      Gears of War rządzi!

  • Paweł Winiarski

    8/10.
    Miło było się kolegować.