60

Recenzja filmu „Ghost in the Shell”. Chciałbym, żeby przynajmniej tak wyglądały adaptacje kultowych marek

„Ghost in the Shell” to marka, z którą dotąd filmowcy nie próbowali się zmierzyć w kinowym filmie fabularnym. Trudno się dziwić, bo seria nosi w wielu kręgach znamiona kultowej, a tymczasem filmowe adaptacje japońskich filmów animowanych często kończą się dramatem (pamiętacie „Dragon Ball”?). Tym razem miało być jednak inaczej. Czy się udało?

Zapowiedzi i trailery „Ghost in the Shell” napawały dużym optymizmem. Obsadzenie w głównej roli Scarlett Johansson początkowo było dość kontrowersyjne, ale szybko okazało się strzałem w dziesiątkę. Aktorka ma pewne doświadczenie w odgrywaniu tego typu ról – wystarczy sobie przypomnieć świetną kreację Black Widow z „Avengers”. W „Ghost in the Shell” udało się jej to zrobić jeszcze lepiej.

Jej bohaterka w przeszłości uległa wypadkowi, z którego udało się uratować wyłącznie mózg. Postęp technologiczny umożliwił wszczepienie jej mózgu do działa cyborga, do czego przyczyniła się doktor Ouelet (solidny występ Joliette Binoche). Teraz Major jest agentką kierowanej przez Daisukego Aramakiego (fenomenalny Takeshi Kitano) Sekcji 9 – rządowej organizacji do walki z terroryzmem – i łączy najlepsze cechy człowieka oraz robota. W  skład jednostki wchodzą też inni, jak udający twardziela Batou (Pilou Asbæk) – osiłek o wielkim sercu. Major jest jednak wyjątkowa, bo dotąd naukowcom nie udało się stworzyć drugiego takiego projektu. Sęk w tym, że nie wszystko jest takie, jak się jej wydawało na początku…

Tak się kształtuje początek historii opowiedzianej w filmowym „Ghost in the Shell”. Fani anime od razu zauważą pewne rozbieżności z oryginałem. Fabuła ma jednak sporo elementów wspólnych. Dodam też, że twórcy filmu wykorzystali pierwowzór z 1995 roku, ale sięgnęli też do elementów z sequela z 2004. Pojawiły się też pewne zapożyczenia ze „Stand Alone Complex”. Jestem przekonany, że będziecie usatysfakcjonowani.

Sam podchodziłem do „Ghost in the Shell” „na świeżo”. Poszedłem na pokaz recenzencki, nie znając ani jednego anime. Wróciłem do domu i przez resztę dnia nadrabiałem zaległości – obejrzałem oba filmy, serial „Arise” oraz „Stand Alone Complex”. Jeżeli zatem oceniać nową produkcję z punktu widzenia laika, można śmiało napisać, że jest to prawdziwa uczta dla duszy, wzroku oraz słuchu. Oto dlaczego.

„Ghost in the Shell” porusza ważny, szczególnie dziś, problem zależności między człowiekiem a robotem. Major jest tutaj pokazywana przez pryzmat wewnętrznego konfliktu. Z jednej strony widzimy istotę doskonałą, łączącą w sobie cechy obu. Z drugiej – jest ona pozbawiona jakichkolwiek zależności z innymi ludźmi, rodziny i przeszłości. Ta samotność i brak tożsamości sprawiają, że w głowie bohaterki rodzi się coraz więcej pytań. Niestety zabrakło tego najważniejszego – o duszę – które było istotnym elementem anime z 1995 roku.

Drugim problemem jest wizja świata przedstawiona w „Ghost in the Shell”. To ziemia przyszłości, w której ludzie udoskonalają siebie cybernetycznymi wszczepami. Sztuczna wątroba pozwala nadużywać alkoholu, mechaniczne oczy mają wbudowaną noktowizję, chip w mózgu pozwala na telepatię itd. Znamy to już m.in. ze świetnej serii gier Deus Ex, gdzie twórcy poszli o krok dalej i opowiedzieli o dyskryminacji ludzi ze wszczepami. Tutaj pytanie, gdzie kończy się człowiek a zaczyna maszyna pozostaje zawieszone ciągle w próżni. Na wierzch wypływają inne – na ile maszyna może zastąpić człowieka i co jest ważniejszym budulcem świata przyszłości. Te problemy nie są nowe, bo przez lata (pierwszy „Ghost in the Shell” zadebiutował w 1995 roku, a bazował przecież na mandze wydanej jeszcze wcześniej) poruszano je w wielu innych produkcjach. Mnie tutaj na myśl przychodzi m.in. bardzo niedoceniona gra Binary Domain (mocno polecam), gdzie uwypuklono sam konflikt ludzi i robotów. Widać zatem, że anime było inspiracją dla rzeszy twórców, którzy nie tylko powielali pewne zagadnienia, ale wręcz je rozwijali.

W japońskim pierwowzorze twórcy szli ze swoimi rozważaniami głębiej, co jednak w filmie adresowanym do masowego odbiorcy mogłoby się okazać zbyt ciężkostrawne. Twórcom udało się zatem znaleźć złoty środek pomiędzy jednym a drugim, a my w rezultacie otrzymaliśmy solidną produkcję.

Jej największym atutem są jednak efekty specjalne. I nie mówię tutaj wcale o eksplozjach czy scenach walki, bo te są po prostu dobre. Mam natomiast wrażenie, że dotąd widzowie jeszcze nie widzieli tak fenomenalnie pokazanej wizji przyszłości. Już pierwsza scena narodzin Major sprawia, że trudno oderwać wzrok od ekranu, a potem jest tylko lepiej. Zachowano przy tym względną spójność i okraszono całość mroczniejszym, cięższym klimatem – to zdecydowanie nie jest cukierkowy film dla nastolatków.

Bardzo dobre wrażenie robi też muzyka, za którą odpowiadają Clint Mansell oraz Lorne Balfe. Ten pierwszy komponował m.in. dla Mass Effect 3. W rezultacie powstały ciężkie, basowe elektroniczne brzmienia, które mocno podnoszą poziom immersji oraz skutecznie budują napięcie.

Filmowy „Ghost in the Shell” to solidna produkcja, która powinna usatysfakcjonować zarówno fanów anime, jak i kompletnych laików. Film w przystępny sposób opowiada świetną historię, unikając nadmiernych uproszczeń oraz spłaszczeń. Jest przy tym przepiękny, wręcz onieśmielający (warto zaznaczyć, że pokaz recenzencki odbył się w kinie IMAX, więc mogę koloryzować). Twórcy stawili czoła legendzie i wyszli z tego starcia zwycięsko. Życzyłbym sobie, aby wszystkie inne adaptacje kultowych marek (czy to anime, czy też gamingowych) były przynajmniej tak dobre jak kinowy „Ghost in the Shell”.

Materiał powstał we współpracy z dystrybutorem

  • IdontgiveaF

    Recenzja filmu (…)

    Materiał powstał we współpracy z dystrybutorem

    Może lepiej „Moje wrażenia po seansie filmu (…)”? Podejrzewam, że nie tylko mnie pierwszy i drugi cytat się wzajemnie wykluczają.

    Btw:

    (…) a tymczasem filmowe adaptacje japońskich filmów rysunkowych (..)

    jeśli już do jednego wora wrzucasz GitS’a i Dragon Balla, lepszym terminem będzie chyba szerokopojęty „film animowany”, zwłaszcza jeśli rozpatrujesz je w kontekście anime jako takiego, którego się już od minimum 20 lat nie rysuje/maluje.

    • Tak, recenzja jest komercyjna i została opłacona, co uczciwie zaznaczamy. Ze swojej strony dodam tylko, że klient nie miał wpływu oraz wglądu w treść artykułu przed publikacją.

    • IdontgiveaF

      Nie twierdzę, że tekst nie jest prawidłowo opisany.
      Stwierdzam tylko, że opłacona recenzja to oksymoron – recenzja to subiektywna ale uczciwa ocena produktu/usługi/dzieła. Jeśli z definicji tekst nie może zawierać treści negatywnych, nie jest to żadna recencja tylko reklama. Jakbyś tekst zaczał od „Byłem wczoraj w kinie na Ghost in the Shell. Wow!”, to bym się nie czepiał, reklama jak reklama. Gdyby jeszcze oznaczenie o współpracy znajdowało się na początku tekstu, już w ogóle byłbym w ekstazie ;)

      Ze swojej strony dodam tylko, że klient nie miał wpływu oraz wglądu w treść artykułu przed publikacją.

      Nie udawaj, że nie znasz pojęcia autocenzury. Klient wie, za co płaci, wy wiecie, czego mniej więcej oczekuje oraz co by mu się absolutnie nie spodobało, nie ma więc potrzeby bezpośredniego narzucania/aprobowania treści. Nie traktuj mnie proszę jak idioty.

    • Jasne – nie wyrzekam się tego, że mając świadomość pisania artykułu sponsorowanego pisałem go inaczej niż pisałbym go bez tej świadomości. Zawsze tak jest. Czasami jednak klient przychodzi i zaora Twój tekst w taki sposób, że sam się go wstydzisz. A innym razem nawet na niego nie patrzy. To też robi dużą różnicę.

      Masz rację, że recenzja sponsorowana to oksymoron. W branży panuje też określenie „recenzja zamawiana”. Tak jest już od lat – sęk w tym, że znaczna część mediów w ogóle nie oznacza takich recenzji. Pytanie co gorsze.

    • aaa i oznaczenie u góry też jest. Pokazuje się ono nawet na głównej https://uploads.disquscdn.com/images/1fa75a11c000bef48e486f8a195afe423341e487bf3fa1083fef597bfa988ff1.jpg

    • IdontgiveaF

      Te tagi średnio rzucają się w oczy, ale masz rację, sam je z premedytacją wyrzuciłem a potem wytykam ich brak :P
      https://uploads.disquscdn.com/images/1c0a58e2874d8bb82df8bf002eef774f9e8490cff5bbe666b85b10b491f14353.png

    • Gdzie jest mowa o sponsoringu w wersji mobilnej, bo nie zauważyłem?

  • Why?

    Ostatnio obejrzałem owe „kultowe” ghost in the shell. Anime. Szczerze? Dużo hałasu o nic, nastawiłem się na bóg wie jakie cuda a wyszły kluchy z olejem, osadzone w cyberpunkowej przestrzeni. Ile to się nie naczytałem przed seansem na temat tego „dzieła”, jak dobre to to nie jest,geniusz anime, itd bla bla. Pic na wode fotomontaż.nie było to nic niebywałego- średnio wciągające, fabularnie też miodu tam nie widzę. Znam lepsze anime.A choćby Spirited Away.

    • FeatherFive

      To jakby powiedzieć ,, nie podobał mi się Pulp Fiction, znam lepsze filmy jak choćby Pianista” ;)

    • Kali z Afryka

      Twoja brac pod uwage ze originalny GITS byc z 1995 rok. Jak na tamte czas to anime byc naprawde dobra i kultowa!

    • marekk

      Okres kiedy powstawały dane dzieła ma mimo wszystko duże znaczenie. O ich sile niech jednak zaświadczy ich wpływ na późniejszą twórczość innych, czy wykorzystanie w popkulturze.

  • Kali z Afryka

    Kali nie ufac nigdy taka recenzja, poniewaz typowa technologiczna bloger byc mentalnie duze dziecko.

    • Feniks06

      Nie śmieszne

    • Jestem mentalnie dużym dzieckiem i nie wstydzę się tego ;)

  • neutrico

    Joliette -> Juliette

  • Bartłomiej

    Z tym materiałem sponsorowanym to żenada. Za wrzucanie takiej informacji na końcu powinniście dostać po kieszeni. Nie wspomnę już o tym że kwestia wzięcia pieniędzy za napisanie tego tekstu została ujęto w bardzo delikatny sposób. Coś jakby załatwili Ci bilet na pokaz przedpremierowy.
    Tak jak wyżej, jaki cel ma pisanie sponsorowanej recenzji? Albo piszesz artykul sponsorowany, ktory powinien byc uznaczony u gory, lub na stronie glownej. Albo piszesz recenzje, ktora ma opisywac Twoje wrazenia.

  • Łukasz Kosmala

    „Materiał powstał we współpracy z dystrybutorem” Achhhhhhaaa :) Ten film to gówniana profanacja materiału źródłowego. Okroili historie, zbezcześcili filmy Oshiego nie wspominając o zachodnio amerykańskim wybielaniu Japończyków.

    • scarlet-johanson

      Profanacja, zbeszczescili… ja pierdziele, powalilo cie?
      Ochlon czlowieku, to tylko film.

    • Wdech, wydech, wdech, wydech… Spokooojnie

    • Łukasz Kosmala

      Ale ja jestem spokojny, własnie popijam kawkę dla pobudzenia. Z całym szacunkiem dla kunsztu autora (bo czytałem twoje wcześniejsze artykuły), ale ten artykuł to jedna wielka bzdura. Chwalenie kiepskiego kina i odcinania kuponów od klasyków kina.

    • Stan Solon

      Hej hej, bez przesady. Jako psychofan GiTSa szedłem do kina mając na względzie juz w trailerze użyte Inception Horns, przekoloryzowaną holiłudzkość i generalnie krytyczne podejscie do nowych produkcji. Obejrzałem sobie po seansie już dla przypomnienia oryginał z 95 bo moje patrzenie na GiTS zawsze było patrzeniem na całość z filmami, Arise i oboma serialami i powiem tak.

      Jest biedny fakt ze Motoko okazuje sie jakas nołnejmową dziewczynką z osiedla, jest dziwne że Batou w taki a nie inny sposób otrzymał swoje oczy, jest dziwnym że spłycono motywy Major do jakiejś durnej vendetty i sprowadzenie poszukiwania duszy do poszukiwania swojego prywatnego pochodzenia.

      ALE to jest ekranizacja która miała zarobić. Wsadzono scene z nurkowaniem, ciezarowke, walke w wodzie, scene wyrywania wlazu w czolgu, pare dokladnie skopiowanych ujec i snajperow w helikopterze, sliczne wizuale, i calkiem sprawnie przebiegajacą akcję, a do tego zakonczenie sugerujace nadejscie sequela.

      BTW. sami japonczycy przyznaja ze wybor Scarlett jest super a gdyby do roli Major zatrudnic Japonke to nie wyglądalaby jak w Anime, bo bohaterowie Anime generalnie rzadko wyglądają jak Japończycy.

      Fajne kino akcji, duzo ukłonów w stronę oryginału i spodziewana przez wszystkich wsadzona niekiedy sztampa z megaprodukcji. Ja wyszedłem pozytywnie zaskoczony choc musiałem się podczas niektórych scen sam powstrzymywac od komentowania na głos „TO NIE TAK!!!”

      polecam podejsc do tego a spokojnie.

    • Agnes

      Ja podeszłam do tego na spokojnie i nie jako psychofan, i popieram wkurzenie. Wszystko takie piękne wizualnie, muzyka taka wspaniała (te nawiązania do chórów z pierwszej części!), Scarlett taka dobra, a tu nagle okazuje się, że bohaterce jest przykro, bo nie pamięta przeszłości, a na koniec wraca do mamy. No do cholery.
      Tu nawet nie chodzi o to, że zmienili historię, bo ja bym się cieszyła, gdyby stworzyli coś nowego, z sensem, nie spłyconego. Ale wychodząc z kina byłam rozczarowana i miałam wrażenie, że ktoś mnie bierze za idiotę. Czy pytania, które padają w orginale z 1995 roku były naprawdę aż tak trudne do zrozumienia? Nie dało się jakoś tej szczypty filozofii przemycić?
      I dajcie sobie spokój z tłumaczeniem, że „no bo to film dla mas”. Seria GITS to nie są traktaty filozoficzne, to też jest wytwór kultury masowej. Ktoś tu po prostu poszedł na skróty, bo albo nie miał pomysłu, albo uznał, że widzowie to debile i nie są w stanie podjąć lekkiego wysiłku intelektualnego.

    • Kondzio

      Jedno pytanie. Oglądałeś?

    • Łukasz Kosmala

      Tak.

    • Ale to nie miał być przecież remake tylko adaptacja wiec mógł nawet sobie z tego zrobić romans. Profanacją bym tego nei nazwał bo film jest zajebisty i godnie ekranizuje świat z mangi czy anime. Po prostu inna historia jak w SAC czy innych wydaniach z tej serii. Film to film i ma prawo być inny. Motoko jest biała bo arty ciało tez nie było typowo azjatyckie. Trochę jednak innych nacji i kolorów skóry w filmie było wiec z tym wybielaniem to też lekka przesada. Nie bądźmy takimi ortodoksami.

  • lunoloru@gamgling.com

    „Recenzja” – odsyłam do choćby do sjp – „fachowe, krytyczne omówienie i ocena np. dzieła literackiego, spektaklu teatralnego, filmu itp.” (http://sjp.pl/recenzja). Ten sponsorowany artykuł nie ma recenzją nic wspólnego. Przez takie akcje skutecznie tracicie czytelników.
    Już pomijam fakt, jak wygląda wasza główna po dzisiejszej premierze s8 – 7 na 8 „kafelków” to jakieś wrzuty samsungu, jakby dzisiejsza premiera była wydarzeniem rangi co najmniej załogowego lotu na marsa…
    Ja wam już dziękuję.

    • Dzisiejsza premiera jest jednym z najważniejszych wydarzeń w branży tech w tym roku. Nie dziw się zatem nam, że kompleksowo ją opisujemy i komentujemy

  • Ryoko

    Film ten jest wersja mangi http://www.filmweb.pl/film/Ghost+in+the+Shell-1995-31866
    Warto obejrzeć , gdyż na podstawie tego filmu powstał matrix – wiec Wachowscy nie byli pierwsi .
    Chętnie obejrzę kinową wersję, ale przedtem obejrzę mangę.

    • O widzę następny specjalista. Wiesz jaka jest różnica pomiędzy anime a mangą?

    • puchatek2

      Jak będzie miał dostęp do mangi w oryginale to tylko obejrzy:)

    • Radek

      Tak z ciekawości – co konkretnie Wachowscy „zerżnęli” ? Oglądałem GITS (wszystkie filmy i seriale poza Arise), oglądałem Matriksa i szczerze mówiąc za wiele podobieństw nie widzę…

      Jeśli już doszukiwałbym się źródeł Matriksa to stawiałbym na książki Adama Wiśniewskiego-Snerga (motyw telefonu, który pozwala odłączyć się od „matrixa”) i film „Dark City”.
      Ale tak naprawdę, inspiracji trzeba szukać wcześniej – „Matrix” to poprostu wizja artysty na temat gnostycyzmu. Mamy Demiurga, mamy Archontów. Neo doświadczył „gnozy” (objawienia). Wszystko się zgadza!

  • Ta „recenzja” to śmiech na sali :D

  • GallAnonim

    „(…) do działa cyborga”. Niezłe z niej działo, ale chodziło o ciało.

  • zapadazmrok

    Na komórce to że jest to reklama widać dopiero na końcu tekstu. Poczułem się oszukany i straciłem 5 minut, które przy moim napchanym dniu są cenne.
    Przy sprzęcie podczas czytania reklamy przynajmniej można się dowiedzieć jakie są cechy produktu. Przy filmie co najwyżej kto gra i kto zrobił muzykę… :/

  • puchatek2

    Zastanawiam się na ile jest ten film warty obejrzenia.
    Oryginalny GITS wywarł na mnie, w ów czasie nastolatku, niezapomniane wrażenia.
    Czy „holywoodzki plagiat:)” nie zaburzy tych wspomnień. Na ile jest to wtórne opowiedzenie tej samej historii tylko inaczej zilustrowane?
    Czy będzie w stanie czymś zaskoczyć?
    W latach 90 ta opowieść wbijała w fotel zarówno fabularnie jak i technicznie (kreska).
    Czy dziś w równym stopniu poruszy do rozmów o temacie będącym przedmiotem opowieści czy skończy się tylko na wow ale fajne były efekty?

    • krogg

      co to jest za forma stylistyczna ” w ów czasie nastolatku” . Nie czepiam się. Pytam z czystej ciekawości , bo ostatnio często widzę nie odmienianą wersję – owo nieszczęsne „ów” i zastanawiam się skąd się to bierze. Może ktoś wie?

    • puchatek2

      Należałoby zainteresować tematem #profMiodek lub #profBralczyk.
      Na swoje usprawiedliwienia mam że jestem właśnie w trakcie lektury Lodu Dukaja co jak widać wpływa na używanie dziwnych form:)

    • Artur

      Faktycznie formy stylistyczne są najważniejsze podczas dyskusji nad Ghost in the Shell…. Wiem, że polska gramatyka jest dla Ciebie ważna, a co sądzisz o filmie?

    • indy

      Właśnie wróciłem z kina. Fajna sensacja, fajne efekty. Magii brak. Zastanawiam się, czy to przez realizację, czy po prostu temat przez lata ostygł.

  • Idealny Marcin

    „umożliwił wszczepienie jej mózgu do DZIAŁA (?) cyborga.”
    Popraw błąd

  • ja

    ‚Bardzo dobre wrażenie robi też muzyka, za którą odpowiadają Clint Mansell oraz Lorne Balfe. Ten pierwszy komponował m.in. dla Mass Effect 3.’
    zdębiałem. nie no. ja rozumiem, że docelowym odbiorcą recenzji jest głównie gimbaza, ale wspominać autora najbardziej chyba rozpoznawalnej muzyki używanej w trailerach maści wszelakiej (bo o samym filmie nie wspominam) w kontekście przeciętnej gry? to trochę przesada w kontekście recenzji FILMU.

    • zapadazmrok

      No faktycznie, ulubiony muzyk Aronofsky’ego a nawiązanie tylko do gry. Hmm…

    • szrot

      Dokładnie to samo pomyślałem, ech co za czasy…

    • Piotr G

      Dokładnie. A Andrzej Wajda jest głównie znany z tego, że wpisy o nim pojawiają się na Pudelku. Brawa dla autora za pełną ignorancję.

  • Artur Jutkowiak

    Po trailerach widzę, to nie film tylko teledysk dla posiadaczy konsoli PS4. I dlaczego do roli głównej wzięli S. J – 160 cm. gnoma?

  • Jaka to kutwa recenzja jak mistrzu kasę za to przytuliłeś ?. Co mnie obchodzi, że koledzy w redakcji czy w innych redakcjach też piszą „recenzje” za pieniądze …i się tego nie wstydzą ?- z Wikipedii (jeżeli już wiedza ze szkoły wyparowała) „…Autor recenzji jest
    zawsze indywidualny i wyraża własne opinie, choć język jego wypowiedzi
    może niekiedy nosić znamiona obiektywizmu…”. I do cholery jasnej właśnie powinniśmy przesadzać w tym temacie bo z takim podejściem to zawód recenzenta wygląda jak CH…DU…I KAMIENI KUPA.

  • Łukasz Polowczyk

    LOL, przecież to Women-Robocop. xD

  • Michał Brzozowski

    Byłem ostatnio na tym filmie w kinie 4dx – efekty specjalne tzn. trzęsienie fotelami, dym i podmuchy wiatru to była jedyna ciekawa część tego widowiska. Film był fatalny!

  • Polecam na ten film iść do 4DX. Efekty są fenomenalne i idealnie dobrane. Zupełnie nowe wrażenia z oglądania.

  • drozdoo

    Pogodzenie reklamodawcy z recenzja to trudna sprawa. Ale tekst jest bardzo slaby i powinniście to wcześniej wychwycić. Taka nauka na przyszłość aby więcej osób z redakcji recenzje z puli „Materiał powstał we współpracy z dystrybutorem” wcześniej 3 razy przeczytało. Pisze to z wielka sympatia do redakcji oraz życzę sukcesów autorowi.

  • natankraps

    Byłem. Widziałem. Rozczarowałem się. Może miałem zbyt wysokie oczekiwania, ale film nie bardzo mi się podobał. Warstwa wizualna jeszcze się może broni, ale reszta szwankuje. Film średni, 6,5/10.

  • Darek B.

    duży plus za wspomnienie o Binary Domain!!! :D
    Generalnie się zgadzam – brawa dla reżysera, że podjął się tak trudnego tematu i mu to w zasadzie wyszło.
    Postać Cuttera to tragedia aktorska jak z filmu ze Stevenem Seagalem.
    Ostatnia scena z człołgiem spierdzielona przez niedopracowane CGI szczególnie ruchu.

  • duoboy

    Kolejny film z cyklu; fenomenalne zapowiedzi, a efekt końcowy taki sobie…

  • iGrzybowski

    5/10 na Metacritic więc nie ma szału. Jeśli autor tej recenzji chce być rzetelny to niech sprawdzi najpierw tam ocenę i kilka wycinków recenzji pisanych przez profesjonalistów i potem stonuje swoją wypowiedź do standardów. To wszystko brzmi bardzo subiektywnie, nie ufam Panu po prostu, zwłaszcza jak widzę napis: materiał powstał we współpracy z dystrybutorem. W skrócie – poszedł hajs więc podkolorowałem recenzję.