201

Podobają się Wam „Przyjaciele”? Słabo – ten serial kipi od rasizmu, homofobii oraz mizoginii

Świat się kończy, trzeba stąd spadać. Wnioski brutalne, recepta niewykonalna, ale trudno inaczej skomentować sposób, w jaki niektórzy widzowie podchodzą dzisiaj do popularnego (przed laty bardzo popularnego) serialu Przyjaciele. Okazuje się bowiem, że ów tytuł to zlepek zachowań nagannych, festiwal zła i pokaz tego, jak nie powinno funkcjonować społeczeństwo. Joey jest zboczeńcem, żarty Chandlera zasługują na potępienie, Rachel molestowała pracownika, a Ross... W tym przypadku aż szkoda słów. Już teraz wiem, że w innych serialach ludzie odkryją równie bulwersujące rzeczy.

Przyjaciele w tarapatach – media anglojęzyczne (a za nimi pewnie inne) opisują od przynajmniej kilku dni, z jakim przyjęciem serial spotkał się wśród młodych odbiorców, ludzi, którzy zobaczyli go po raz pierwszy. Albo tych starszych, którzy spojrzeli na sprawę z nowej perspektywy. Wybuchła afera, bo okazało się, że tę produkcję trudno uznać za poprawnie polityczną. Już sama historia jest szemrana: sześć młodych osób i wszyscy… biali! A to dopiero początek listy zarzutów.

Dlaczego sprawa „wypłynęła” akurat teraz? Przecież ten tytuł ma ćwierć wieku, w kółko jest odtwarzany np. przez Comedy Central. Ma to związek z pojawieniem się serialu w serwisie Netflix. Pisaliśmy, że to bomba: Friends, gorący serial sprzed lat, w końcu w ofercie VoD, Kamil podzielił się swoimi propozycjami najlepszych odcinków i przypomniał mi kilka niezłych numerów. Ba, zachęcił do odświeżenia tytułu. Gdy jednak ta starsza część widowni (starsza, czyli 30+) przywitała informację z radością, młodsi podrapali się w głowę na znak niezrozumienia i postanowili sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi. Czy Netflix zrobił serialowi przysługę? Zdania będą podzielone.

Zrobiło się gorąco, ponieważ niektórzy widzowie nie zostawiają na tytule suchej nitki w mediach społecznościowych. Nie chodzi tylko o brak aktorów o innym kolorze skóry niż biały – to czubek góry lodowej. Joey skojarzył się niektórym z Harveyem Weinsteinem – człowiekiem, który przez lata molestował kobiety w Hollywood. Ross wzbudził niechęć m.in. tym, że nie był w stanie zaakceptować wrażliwego mężczyzny wykonującego zawód niani, miał też obiekcje, gdy jego syn bawił się lalką. Żarty z otyłej Moniki są nie na miejscu, bo śmiać się z grubych ludzi nie wypada. Żarty z Rossa, którego żona jest lesbijką albo z ojca Chandlera, który zmienił płeć? to dyskwalifikuje cały serial.

Przykłady można długo wymieniać, ale to chyba nie ma sensu – pewnie zrozumieliście, w czym rzecz. I doszliśmy do momentu, w którym serial uznawany kiedyś za bardzo postępowy, stał się synonimem zła. Nie pasuje do wartości, którymi powinno się kierować współczesne społeczeństwo. Jeśli kogoś bawią żarty z faktu, że Joey nie pamięta imion kobiet, z którymi się spotykał (głównie po to, by się z nimi przespać), to ma problem. Bo stąd już przecież niedaleka droga do napastowania koleżanek z pracy…

Czy Przyjaciele są jedynym serialem, który może wywołać taką dyskusję? Skąd – jest ich całą masa. Chociażby Różowe lata 70. On też zaczął powstawać w latach 90. XX wieku. W każdym (tak, każdym) odcinku jest scena/wątek/monolog, który może bawić (mnie bawi), ale, który jednocześnie komentuję słowami „dzisiaj to by nie przeszło”. Bo czy można się nieustannie śmiać z ucznia-obcokrajowca, który w dodatku nie jest biały? Jego imienia nikt nie pamięta, ludzie nie mają pojęcia, skąd pochodzi. Żarty z „dużej” koleżanki? Wracamy do Moniki z serialu Przyjaciele. Słownictwo, jakim określa się w tej produkcji kobiety u niektórych pewnie zmrożą krew w żyłach. Ojciec dokuczający głównemu bohaterowi, bo jest „słaby”? Panie, to nie są żarty, które można akceptować.

Mógłbym jeszcze wspomnieć The IT Crowd, gdzie zachowanie szefa jest skandaliczne (maniak seksualny), ale ludzi to nie oburza w dostatecznym stopniu. Albo o ’Allo ’Allo!, w którym bohaterowie nabijają się z rzekomego homoseksualizmu porucznika Grubera. Mało? Spójrzmy na Hotel Zacisze (Fawlty Towers), gdzie aż roi się od dowcipów na temat innych nacji. Bawiąca niegdyś widzów Hiacynta Bukiet z serialu Co ludzie powiedzą (Keeping Up Appearances) dzisiaj mogłaby wywołać falę oburzenia. I może do tego dojdzie.

Zastanawiam się, do czego nas to wszystko zaprowadzi? Przypomniał mi się fragment wywiadu, jakiego Zoe Adamowicz udzieliła pod koniec ubiegłego roku Wysokim Obcasom. Rozmowa dotyczyła głównie blockchain i bitcoina, ale poruszono też inne kwestie, także te bardzo ważne – pojawił się wątek dyskryminacji kobiet, molestowania. Zwróciłem uwagę na te słowa:

Myślę też, że od molestowania trzeba odróżnić rubaszne dowcipy i tak zwane awanse, bo za chwilę zabronimy ludowych przyśpiewek i romantycznej poezji. Zmienimy się w społeczeństwo pół robotów, pół dewotów.[źródło]

Obawiam się, że ten komentarz stanie się bardzo aktualny, gdy zaczniemy doszukiwać się niewłaściwych zachowań w serialach sprzed lat. Komuś może nawet przyjść do głowy, by je cenzurować. A to już bardzo niebezpieczne i zwyczajnie… głupie. Po co w ogóle oceniać te tytuły według dzisiejszych standardów? I czy ich krytycy właściwie rozumieją żarty, jakie się tam pojawiły? Bo dla mnie serial Przyjaciele nie był pomnikiem wystawionym trzem młodym, białym mężczyznom – to była nieustanna drwina z bohaterów. A przy tym wyśmiewanie stereotypów, ukazywanie problemów w sposób przerysowany. Jestem skłonny stwierdzić, że on pomógł np. środowiskom LGBT, oswoił ludzi z czymś, co było im obce.

Jeżeli ktoś tego nie rozumie lub nie chce zrozumieć, to albo ma złą wolę, albo… Cóż, nie chcę nikogo obrażać. Zastanawiam się jednak, jak będą wyglądały sitcomy czy komedie kręcone za 5-10 lat – z czego będzie można się śmiać, jeśli dzisiaj na celowniku znaleźli się Przyjaciele? I czy te poprawnie politycznie produkcje zostaną przyjęte brawami za 25-50 lat? Może kolejne pokolenia doszukają się w nich „brzydkich rzeczy” i będą krytykować dzisiejszych krytyków? Chociażby za brak poczucia humoru…

Źródło grafiki