18

Przeładowanie informacyjne to nie wymysł – wszyscy jesteśmy na nie narażeni

Internet dosyć ironicznie wypowiada się na temat tzw. "problemów pierwszego świata", gdzie ukazuje sytuacje, będące elementem naszej codzienności, które dla nas mogą się okazać przykre, ale dla ludzi żyjących w nieporównywalnie gorszych warunkach mogłyby się okazać wręcz błogosławieństwem. Mówi się, że mamy szczęście, iż żyjemy w takich właśnie czasach, w kraju skądinąd rozwiniętym, gdzie na głowę nam nie kapie, prawie każdy ma smartfona i dostęp do Internetu, mało kto głoduje. A przeładowanie informacyjne? Czy aby nie płacimy zbyt wysokiej ceny za dostęp do takich dóbr?

Przypomnijcie sobie, jak często odbieraliście jakiekolwiek powiadomienia na telefonie jeszcze 10 lat temu. W 2006 roku większość takowych powiadomień dotyczyła SMS-ów, połączeń, alarmów i przypomnień. Facebook nie wydzierał się wniebogłosy oznajmiając, że to i to trzeba sprawdzić, Twitter nie ćwierkał o retweetach, do maili siadaliśmy „raz, a porządnie” – było generalnie prościej. Dzisiaj – uwierzcie mi, nie ma godziny, żeby mój telefon nie oznajmił mi o nowym mailu, o powiadomieniu w Disqusie, o tym, że ktoś coś na Slacku napisał… a do tego niech dojdą jeszcze media społecznościowe. Jak naprawdę się coś dzieje, to smartfon robi za domowy generator kociego kwiku.

Z tym faktem muszę się godzić – to akurat przypadłość mojej profesji. Od poniedziałku do piątku nie rozstaję się ze smartfonem, by być absolutnie na bieżąco. Nie mogę sobie pozwolić, by ominęło mnie coś ważnego. Wykształciłem u siebie (i wielu z Was zapewne też) szczególny rodzaj obawy o to, że minie mnie coś ważnego, że stanie się coś, na co trzeba będzie zareagować natychmiast, a ja nie będę w stanie tego zrobić. Od godziny 9:00 do około 18:00 mój umysł jest w trybie „standby” jeśli chodzi o napływające informacje. Czy odczuwam z tego powodu jakieś niedogodności? Nie, przynajmniej jeszcze. Przeładowanie informacyjne może mieć jednak bardzo poważne implikacje, z których często sobie nie zdajemy sprawy.

O komentarz w sprawie przeładowania informacyjnego zapytaliśmy psychologa działającego w Internecie – Monikę Kotlarek, piszącą również bloga psychologicznego Psycholog Pisze:

Idzie to wszystko w dwóch kierunkach. W jeszcze większe przeładowanie i wypalenie zawodowe, które kończy się często np. u psychologa lub na nauczeniu się wypracowania sobie work-life balance i powiedzeniu w pewnym momencie STOP. Ktoś, kto to potrafi, umie wyłączyć telewizor, odłożyć smartfona i pójść na spacer do lasu czy nad morze bez poczucia napięcia i lęku, że coś go omija i że „tam coś się dzieje bez jego udziału”.

Wypalenie zawodowe to coś, czego boją się właściwie wszyscy, którzy spełniają się w pracy. W pewnym momencie brakuje nam pomysłu na to, jak dalej czerpać z tego przyjemność. Ilość informacji, które przyjmowane są przez nas każdego dnia może zwyczajnie męczyć. Telefon, komputer, tablet nie dają się skupić na jednej czynności, wymuszają wielozadaniowość, która jest trudna do opanowania.

Z moich obserwacji wynika natomiast, iż na przeładowanie informacyjne są narażeni szczególnie tzw. cyfrowi migranci. W naukach społecznych tak nazywa się pokolenie, które urodziło się przed rewolucją cyfrową, w czasach ich młodości nie było dostępu do tak rozwiniętej techniki, z jaką mamy do czynienia obecnie. Z powodu konieczności dostosowania się do nowych realiów (tego wymaga nie tylko społeczeństwo samo w sobie, ale i rynek pracy) muszą oni przyjąć wzorce zachowań przyrodzone cyfrowym tubylcom, czyli osobom, które z nowoczesnymi technologiami niemalże się urodziły. Moje pokolenie jeszcze można przyporządkować do grupy natywnych uczestników rewolucji cyfrowej, moi rodzice na przykład to już rzecz jasna typowi migranci cyfrowi. Często widzę różnice w tolerancji na bodźce informacyjne u mnie i chociażby u ojca. Oboje korzystamy ze smartfonów – dla mnie kilkanaście powiadomień w ciągu kilku godzin, sprawdzenie maili od razu po ich odebraniu to nic dziwnego. Dla taty już tak.

Najdroższa na świecie jest informacja

Jeszcze przed tym, jak wyewoluowaliśmy w społeczeństwo postindustrialne / informacyjne, Herbert Spencer na przełomie XIX i XX wieku dywagował nad kolejnym modelem. Przewidywania angielskiego socjologa okazały się być trafne. Po tym, jak byliśmy nastawieni głównie na wytwarzanie, przekształciliśmy się w społeczeństwo polegające głównie na przetwarzaniu informacji. Nie bez powodu mówi się dzisiaj o tym, że to nie pieniądze, nie władza są najdroższe, a informacja – szczególnie ta dobra. Metody szybkiego przesyłania danych, rosnąca moc obliczeniowa komputerów, powszechność Internetu spowodowały, że również i apetyt na informację znacząco wzrósł. Nie chodzi tutaj stricte o dostęp do newsów – żyjąc w globalnej wiosce chcemy wiedzieć wszystko o tym, co dzieje się na świecie, uczestniczyć w interakcjach z każdym, nawet na drugim końcu świata. Jesteśmy wręcz zmuszeni wykorzystywać nowe technologie w pracy – sprawy zawodowe załatwiamy za pomocą nowinek technicznych i siłą rzeczy musimy być „na bieżąco”. Wszędzie tam, gdzie w grę wchodzi informacja, tempo pracy jest bardzo szybkie, a człowiek musi dynamicznie reagować na to, co dzieje się w sferze elektronicznej informacji.

Spotykam się z tym i zawodowo i prywatnie zresztą także. Jako ludzie, generalnie jesteśmy przebodźcowani. Narażeni jesteśmy wszyscy, niemal jednakowo, ale zwłaszcza ci z nas, którzy na co dzień obcują właśnie z informacjami, telewizją, internetem, których praca jest z tym związana (dziennikarze, redaktorzy, blogerzy itp.), natomiast narażeni i podatni na przeładowanie jesteśmy wszyscy. – skomentowała Kotlarek

Przeładowanie informacyjne wpływa również na to jak konsumujemy treści w Internecie

W ciągu dnia musimy przeanalizować ogromne pokłady informacji, skonfrontować to z tym, co już wiemy i podjąć decyzje co do dalszego działania. Przyswojenie informacji to proces czasochłonny i również w tej sferze szukamy oszczędności czasu – na tyle, by móc zrozumieć przekaz. Bardzo powszechne jest tzw. skimirowanie (termin uknuty przez dr hab. prof. AGH Zbigniewa Szkutnika – polskiego matematyka), czyli selektywne czytanie tekstu przy jak największym zachowaniu zrozumienia przekazu oraz skanirowanie – wyszukiwanie interesujących nas fraz, zwrotów, elementów. Te dwie metody czytania opracowane m. in. przez Szkutnika są wykorzystywane przez osoby redagujące teksty – na potrzeby owych zachowań czytelniczych wytłuszcza się co ważniejsze elementy tekstu, wprowadza się śródtytuły – również w tym tekście.

Ale nie tylko czytania dotyczy nasza potrzeba oszczędności czasu w przetwarzaniu informacji. Jako, że wiele sfer naszego życia przenosimy również do mediów społecznościowych, dążymy do kondensacji informacji również w tej sferze. Nie powinna również dziwić z tego powodu popularność Snapchata, który spłyca przekaz do obrazka i symboli, ewentualnie krótkiego tekstu, nieangażujące kilkusekundowe materiały wideo, proste komunikaty w mikroblogach społecznościowych. Popularność YouTube i materiałów tam zawartych również związana jest z potrzebą kondensacji informacji – w słowie pisanym trudno jest przekazać odpowiednio dużą ilość bodźców, przez co można stwierdzić nawet, że obecnie zaczyna się upatrywać taką metodę przekazu jako „nieefektywną”. Materiał wideo działa na wiele bodźców, nie angażuje tak jak tekst.

Złoty środek w kontekście przeładowania informacyjnego – czy można się chronić przed tym zjawiskiem?

Wydaje się, iż w czasach, gdy jesteśmy wręcz przyspawani do smartfona, a Internet wyziera niemal z każdego kątka nie możemy uchronić się przed przeładowaniem informacyjnym. Warto wykształcić u siebie jednak zachowania, które pozwolą nam na postawienie naprawdę grubej kreski między natłokiem informacji, a zwyczajnym, spokojnym życiem.

O niemożności ułożenia jakiejkolwiek dobrej prognozy w kwestii przeładowania cyfrowego wypowiedziała się proszona przez redakcję Antyweb o komentarz Monika Kotlarek:

Najzdrowszy jest oczywiście złoty środek i chciałabym wierzyć, że w tym kierunku wszyscy będziemy dążyć, jednak nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie czy będzie lepiej czy gorzej.

Trudno ocenić, czy przeładowanie informacyjne jako zjawisko będzie się pogłębiać, czy też kolejne pokolenia będą lepiej przystosowane do przyjęcia cały czas rosnących ilości danych, które codziennie musimy przetworzyć. Z jednej strony postępujące spłycenie informacji i kondensacja danych pozwala nam wierzyć, iż z duchem czasu będziemy coraz lepiej radzić sobie z implikacjami tego zjawiska. Z drugiej strony – tych informacji jest coraz więcej. Cały czas rozwijające się technologie szybkiego przesyłania danych, galopujące trendy nie utwierdzają w przekonaniu o tym, że będzie lepiej. Przeładowanie informacyjne to cały czas bardzo młody problem dla badaczy i wymaga on dalszych badań oraz analiz.

Grafika: 1, 2, 3, 4

  • Kamila

    Czy nie jest to przypadkiem tzw. zjawisko FOMO? Z tego co wyczytałam „odwołuje się ono do ciągłej potrzeby bycia na bieżąco z wszystkimi aktualnymi wiadomościami i wyraża się obawą człowieka przed tym, że umkną mu istotne informacje dotyczące otaczającego świata czy jego samego. Jest to jedno ze zjawisk, o których mówi się, że są skutkiem rozwoju cywilizacji, a konkretnie – narastającego tempa życia oraz dynamicznego rozwoju technologii”.
    Zaciekawił mnie ostatnio ten temat, nawet słyszałam o publikacji „Calm” na ten temat, ale jeszcze nie miałam okazji się z nią zapoznać.

    • Owa obawa o której mówisz jest związana z presją społeczną – aby być akceptowanym w społeczeństwie, musimy być na bieżąco z tym, co się dzieje w mediach, w serwisach społecznościowych. Do tego dochodzi jeszcze praca, gdzie musimy szybko podejmować decyzje w oparciu o jak najświeższe dane.

  • Już mi się nie chce ogarniać wszystkiego. Nie mam czasu. Trudno, wypadam z obiegu. Skoro dowolny serwis informacyjny produkuje tonę treści na godzinę, to kiedy mam to przeczytać?

    • Ale coś jednak czytasz – z tego, co się pojawia w mediach wybierasz to, co jest dla Ciebie najciekawsze?

    • Blogi – nagłówek i lead, może wejdę.
      Informacje – Polityka krajowa, sytuacja międzynarodowa, gospodarka.
      Tech – co mnie zainteresuje.

  • henio

    nie czytalem artykulu ale to zalezy od czlowieka. Sam kiedys sie interesowalem polityka i tym co sie dzieje na swiecie takie zboczenie po stosunkach miedzynarodowych. Z czasem przestalem w to wnikac i stwierdzilem,ze interesowac to sie trzeba ale soba. Wazne dla mnie jest moje hobby,moje zainteresowania i to wszystko. Od dluzszego czasu nie obserwuje juz swiata nic nie wiem i dobrze mi tym. Uwazam,ze juz nigdy sie nie zainteresuje niczym innym niz soba i swoimi sprawami,nie widze powodow aby znow interesowac sie swiatem,polityka czy aferami. Oczywiscie pisze o wydarzeniach aktualnych pochodzenie,historie oraz fakty na dany temat nadal beda mnie interesowac ale od innej strony. Np suma opadow rocznych w danych kraju,gospodarka itp. Ale nigdy juz to co podaja tabloidy.

    • Reaver

      Dokładnie to samo mialem, teraz podchodze mniej restrykcyjnie do tematu ale mam żelazne zasady:
      – wszystko do pocketa i czytam po czasie, nie na gorąco i bez reklam
      – man zdefiniowane źródła informacji na dany temat, nie wychodze na serwisy typu onet, gazeta itd bo raz to smiec intelektualny dwa kolejne linki skłaniają do zeglowania po necie
      – dłuższe teksty wysylam na kindle i czytam bez dostępu do sieci
      – rezygnuje z krótkich newsow na rzecz poglebionych artykułów i podcastow
      – po 21 nie uzywam netu, po 22 komputera a tel w trybie samolotowym

  • Marx

    Młodzi sie przystosują ale dopiero ci co się urodzili. Ten podział na migrantów i tubylców jest sztuczny, bo wiele zależy od danej osoby. Zaliczam się już do pokolenia które wg niektórych nie powinno już żyć ;) ale nie mam problemu z nadmiarem informacji. To kwestia metod selekcji. Czyli wycinanie całego szumu infromacyjnego jaki sie da (push) na korzyśc informacji które w danej chwili potrzebuję (pull). Sprowadza się to np. do zaglądania tylko w RSS a nie bezpośrednio na portale, i selekcji po nagłówkach. Odrzucania portali śmieciowych, które tylko powtarzają informacje bez tworzenia czegoś wartościowego. Albo np w wycinaniu reklam wszędzie gdzie tylko jest to mozliwe (AdBlock czy nagrywanie programów)

    • Nie każdy może sobie pozwolić na wycięcie ze swojej aktywności w sieci powiadomień push – ja niestety do takiej grupy się zaliczam. Tym bardziej staram się sprawnie zarządzać czasem tak, aby i wystarczyło go na napisanie tego, co mam napisać, ogarnięcie swoich spraw, wykonanie porannej prasówki i przy okazji śledzenie tego, co pojawia się w Internecie, czy pod wpisami. Myślę, że również okoliczności sprzyjają przystosowaniu – kiedyś nie wyobrażałem sobie takiego tempa pracy. :)

    • Lawendowy Bohun

      Wg mnie powinniśmy tutaj rozróżniać życie zawodowe od reszty. W życiu zawodowym, zwłaszcza w takim gdzie liczy się szybkość podawania informacji nie uciekniesz od tego. Problem jest poza pracą kiedy mimo wszystko dalej staramy się być na bieżąco. Moim zdaniem to jest w dłuższej perspektywie męczące i tak naprawdę nic w naszym życiu nie zmienia.

    • Marx

      no cóż, sam wybrałęś sobie taki zawód. Mogłeś zostać górnikiem, szychta 6-14 i masz fajrant. Tam na pewno na nadmiar informacji byś nie narzekał… ;)

    • Na pewno bym płakał z powodu ich niedoboru, serio. ;)

    • Marx

      Czesm marzy mi się portal, który nie publikuje żadnych plotek tylko fakty. Tylko ważne fakty. Czyli mam 2-3 newsy dziennie, które faktycznie są interesujące. Np nie dostaje pierdyliarda newsów o tym co będzie w Samsungu S7, tylko jak wyjdzie – dostaje news, że wyszedł z rozpiską co ma fajnego a co nie wyszło. Zamiast 200 newsów – jeden.
      Będąc górnikiem mógłbyś sobie taki portal sledzić, dużo czasu by nie zajęło ;)

  • Trzeba nauczyć się filtrować treści. Jak nie zaciekawi mnie pierwszy paragraf artykułu, to scroll-uje do komentarzy, bo one często dużo więcej mówią i to w skrócie.

    • I czasami są takie kwiatki, że ktoś coś nie doczytał i powstają nieścisłości. Z wpisów na blogach potem robią się grupy dyskusyjne niekoniecznie dotykające głównej problematyki wpisu. :)

    • Jak wypowiadam się pod jakimś wpisem to czytam go do końca.

  • Nauczyłem się organizować swój czas, dzięki pracy właśnie. Firma była z branży IT, więc zawsze było coś na cito – ewentualnie na wczoraj :-) Przychodzi odpowiednia pora i co by nie było, wyłączam komputer i wracam do rzeczywistości. Nie ma innej możliwości.

    To nie problem, że smartfon co chwilę podsuwa powiadomienia. Problemem jest użytkownik, bo można się odciąć, można też ustalić nietykalną granicę, ale wymaga to dyscypliny (również mentalnej, aby nie drążyć tematu myślami). Pracuję zawodowo, bloguję i prowadzę kanał na YouTube, a przy okazji mam życie – gdybym nie ustalił granicy, to nie mógłbym się ruszyć sprzed klawiatury :-)

  • Emiel Rohelec

    Wywal ryjksiazke? Polecam. Standard zycia znaczaco sie poprawia.