14

Project Scorpio będzie moją następną konsolą… chyba, że wcześniej kupię Nintendo Switch

Microsoft ujawnił specyfikację Project Scorpio. Nowa konsola ma być dostatecznie mocna, aby uruchamiać gry w rozdzielczości 4K bez żadnych kompromisów. I najprawdopodobniej to wystarczy, żebym wyciągnął portfel z pieniędzmi. Chyba, że...

Wszystko wskazuje na to, że Project Scorpio będzie dokładnie taką konsolą, jakiej obraz przez te minione miesiące kreował w naszych głowach Microsoft. Przy czym nic nie wskazuje na to, żeby na rynku zadebiutował produkt premium będący poza zasięgiem zwykłych użytkowników. Wstępne, nieoficjalne doniesienia mówią o cenie na poziomie 499 dolarów, a więc takiej samej, z jaką startował oryginalny Xbox One. To oczywiście więcej, niż musimy dziś zapłacić za konsole, ale trudno nazwać tę kwotę zaporową. Można być natomiast pewnym, że w Polsce przekroczy ona 2 tys. złotych (pytanie brzmi, jak bardzo).

Jeżeli ktoś spodziewał się rewolucji, będzie pewnie rozczarowany, bo nowy Xbox nie zanosi się na takową. Wydajność na poziomie 6 TFLOPS nie robi wrażenia, jeśli porównamy ją z 4,2 TFLOPS oferowanym przez PS4 Pro. Same parametry też nie odbiegają jakoś znacząco. Ok, mamy zdecydowanie wyższą przepustowość pamięci (co stanowiło jeden z głównych problemów Xboksa One, jeśli chodzi o wydajność). Mamy też aż 12 GB pamięci RAM (z czego jednak tylko 8 GB otrzymają gry, bo resztę zajmie system) i stosunkowo wysoko taktowany GPU (z rewolucyjną, hardware’ową integracją DirectX 12). To wszystko jednak nie robi dziś takiego wrażenia, bo komputery PC do gier są przecież i tak już dużo mocniejsze.

Co chcę przez to napisać? Że prezentacja samego hardware’u nie miała aż tak wielkiego znaczenia. Pewnie Project Scorpio zamieszałby na rynku, gdyby został pokazany kilka lat temu zamiast zwykłego Xboksa One. Dziś, pod względem parametrów, wypada jednak zwyczajnie – ot mocna maszynka do grania, której podzespoły odpowiadają średniemu komputerowi klasy PC. Trudno zatem tak naprawdę powiedzieć, na kim wrażenie zrobią dzisiejsze doniesienia. Na posiadaczach Xboksów One i PS4? Chyba najprędzej – pod warunkiem, że mówimy o świadomych technologicznie użytkownikach. Wszyscy pozostali, z pecetowcami na czele, machną ręką. Ale może to dobrze, bo pecetowcy nie są targetem Microsoftu – dostaną wszystkie exclusive’y z Xboksa tak czy inaczej.

Mam wrażenie, że Microsoft obdziera właśnie swój produkt z magicznej otoczki. Sucha prezentacja parametrów czyni z niego kolejne zwykłe urządzenie. A tymczasem nie ma tutaj właściwie żadnej marketingowej powłoki, która budowałaby wizerunek Project Scorpio. Czy to dobre rozwiązanie? Z jednej strony firma gra z nami w otwarte karty i jeszcze przed oficjalną prezentacją swojego produktu (którego przecież tak naprawdę nie znamy nawet nazwy) wykłada wszystko na stół. Z drugiej rezygnuje z elementu zaskoczenia, który w marketingu odgrywa niebagatelną rolę.

Czy kupię Project Scorpio?

Już teraz jestem przekonany, że tak. Gram od kilku lat na Xboksie One (który jest moją pierwszą konsolą od czasów Segi Mega Drive – przez cały ten czas byłem gorliwym pecetowcem, przegrywającym życie w Football Managerze i strategiach), więc mam dużą kolekcję gier (również tych z X360, które są rozdawane w Games with Gold). Z całą pewnością nie chcę ich wynosić w kartonie do garażu, a więc postawię na produkt pozwalający mi dalej je uruchamiać. Mam wrażenie, że z podobnego założenia wyjdzie wielu obecnych posiadaczy Xboksów. Kompatybilność wsteczna może nie jest idealna z biznesowego punktu widzenia, ale dla użytkownika końcowego stanowi niebywały atut.

I to właściwie wystarczy. Nie wiem, jakie będą gry startowe. Nie wiem, jak konsola będzie wyglądała, ani co jeszcze zaoferuje. Tak naprawdę nie zależy mi nawet szczególnie na tym magicznym 4K, bo grafika od dobrych kilku lat nie robi na mnie tak wielkiego wrażenia. Niemniej muszę przyznać, że jestem oczarowany doświadczeniami oferowanymi przez nowoczesne telewizory i to właściwie mi wystarcza. W moim mieszkaniu stoi LG OLED B6, a to przekłada się na fenomenalny kontrast, świetne skalowanie obrazu i bardzo niskie opóźnienia. Naprawdę nie czuję, żebym potrzebował czegoś więcej, na chwilę obecną.

Tutaj nasuwa mi się dygresja (tak naprawdę dopisuję ten akapit tylko po to, żeby wytłumaczyć obecność Nintendo Switch w tytule). Kupując Xboka One, szukałem konsoli, która będzie narzędziem rozrywki dla więcej niż jednej osoby. Kupiłem pełny zestaw z Kinectem i dodatkowym padem, bo liczyłem na mnóstwo gier w co-opie (w końcu niemal tylko tak grało się kiedyś na mojej Mega Drive). Kinect miał natomiast sprawdzać się doskonale podczas większych spotkań ze znajomymi. Dziś nie zostało z niego właściwie nic, a samych gier z „kanapowym co-opem” jest zaledwie garstka. W związku z tym, coraz częściej rozglądam się na boki. I tutaj pojawia się Nintendo, które doskonale potrafi roztoczyć magiczną aurę wokół swoich produktów, a przy tym potrafi budować szerokie portfolio gier nastawionych na wspólną zabawę przed jednym ekranem. I tego mi najbardziej brakuje we współczesnych konsolach – nie teraflopów ani rozdzielczości 4K.