47

Producenci mają problem, bo zbyt rzadko wymieniacie tablety

Tablety to relatywnie młoda gama produktów. Można się oczywiście doszukiwać ich korzeni jeszcze w XX wieku, ale to wprowadzenie do sprzedaży iPada stworzyło rynek. Mowa zatem o kilku latach, po tak krótkim czasie po segmencie moglibyśmy się jeszcze spodziewać wzrostów. Ale o to jest coraz trudniej, biznes poważnie się kurczy. Traci lider, czyli Apple, tracą też firmy z niższych lig. Powodów wymienić można kilka, ale najważniejszy jest taki, że ludzie […]

Tablety to relatywnie młoda gama produktów. Można się oczywiście doszukiwać ich korzeni jeszcze w XX wieku, ale to wprowadzenie do sprzedaży iPada stworzyło rynek. Mowa zatem o kilku latach, po tak krótkim czasie po segmencie moglibyśmy się jeszcze spodziewać wzrostów. Ale o to jest coraz trudniej, biznes poważnie się kurczy. Traci lider, czyli Apple, tracą też firmy z niższych lig. Powodów wymienić można kilka, ale najważniejszy jest taki, że ludzie coraz rzadziej kupują tablet.

Kilka godzin temu pisałem o rynku smartfonów, który zbadała firma IDC. Tym razem przyszedł czas na dane tej firmy dotyczące segmentu tabletów. Wynika z nich, że w poprzednim kwartale producentom udało się dostarczyć na rynek 48,7 mln urządzeń tego typu. W analogicznym okresie poprzedniego roku było to 55,7 mln sztuk. Widać wyraźny zjazd, sięga on kilkunastu procent. I trudno w tym wypadku mówić o jednorazowej wpadce, bo od kilku kwartałów obserwujemy zadyszkę w biznesie. Krztusi się Apple, ale inni jakoś na tym nie korzystają – sami notują spadki.

tablety IDC 3q

Największym problemem branży jest fakt, iż ludzie nie wymieniają często tabletów na nowe. Z danych wynika, że ten produkt służy użytkownikowi przez cztery lata. Czy smartfony też wymieniacie z taką częstotliwością? Raczej nie – tu odświeżenie następuje pewnie co dwa lata, może częściej. Paradoksalnie problemem tabletów jest to, że wolniej się starzeją. Kilka lat temu powstały dobre produkty i nie ma sensu wymieniać ich na nowe tylko dlatego, że młodsze wersje są trochę cieńsze, lżejsze, mają mocniejszy procesor. Nie nastąpił skok technologiczny, który skłaniałby do wyciągania portfela. W efekcie firmy mają twardy orzech do zgryzienia.

iPad Pro nie pomoże. Zrobią to firmy i instytucje?

Od lat powtarza się, że iPad miał być kolejnym mocnym filarem Apple, silnikiem wspierającym iPhone’a. Smartfon notuje coraz lepsze wyniki, w poprzednim kwartale sprzedano go w liczbie 48 mln sztuk. To dla firmy świetna wiadomość. Gorzej, że w tym samym czasie kurczy się sprzedaż iPada, w poprzednim kwartale dostarczono na rynek mniej niż 10 mln sztuk. Jeżeli korporacja nadal będzie notować spadki sprzedaży tego produktu (poważne), a Mac będzie się cieszył zainteresowaniem, to za kilka kwartałów ich sprzedaż może się zrównać. Parę lat temu taki scenariusz wydawał się wręcz nieprawdopodobny, teraz nie byłby szokiem.

Pojawia się pytanie, czy sytuację jest w stanie poprawić zaprezentowany niedawno iPad Pro? Moim zdaniem, nie. Trudno uwierzyć w to, że sprzęt będzie się cieszył wielkim powodzeniem, a nawet jeśli o tego dojdzie, to zaliczony zostanie produktowy kanibalizm w ofercie Apple – kupując wersję Pro użytkownik zrezygnuje z innego modelu. Kupując dużego iPhone’a rezygnował przecież z mniejszego iPada. Gdzie zatem dopatrywać się powrotu na ścieżkę wzrostów? W biznesie i zamówieniach publicznych.

Jakiś czas temu firmy Apple i IBM poinformowały o rozpoczęciu współpracy, której efektem ma być tworzenie narzędzi dla biznesu, iPad mógłby na tym zyskać. Pisałem też o projekcie dostarczania tabletów starszym Japończykom, dla których ma to być elektroniczny asystent. Gdyby ten pomysł wypalił, Apple mogłoby liczyć na większe zamówienia i to nie od klienta indywidualnego. Potencjał jest, zobaczymy jak zostanie wykorzystany.

Samsung nie goni, sam ma problem

Gdyby Samsung notował wzrosty sprzedaży, to mógłby już przeskoczyć poważnie tracące Apple. Ale tak się nie dzieje, bo Koreańczycy sami mają problem ze sprzedażą swojego sprzętu. W poprzednim kwartale byli już niedaleko głównego rywala, lecz wdrapanie się na szczyt wymaga poprawienia sprzedaży o kilka milionów sztuk – gdzie tego szukać? Firma poważnie rozbudowała już ofertę, duże tablety zaprezentowała znacznie wcześniej niż Apple. Mimo to procentowy zjazd jest wyraźny. Skoro jednak udało się zaliczyć odbicie w segmencie smartfonów, to może i tu podkręcą wyniki? Na razie są w miarę bezpieczni – nie naciska na nich mocno gracz z dalszych pozycji, jak ma to miejsce w smartfonowym biznesie.

Mniejsi nie są agresywni

Lenovo nie poprawia wyników, jest zastój. Asus mocno traci, procentowo ma większy problem niż Apple czy Samsung. Rośnie Huawei, ale warto spojrzeć na podstawę, do której to porównujemy – w trzecim kwartale 2014 roku sprzedali zaledwie kilkaset tysięcy tabletów, więc dorzucając milion mogli wykręcić procentowo świetny rezultat. Eksperci zwracają jednak uwagę na ważną rzecz: Huawei potrafiło znaleźć niszę, a są nią tablety z funkcją dzwonienia. Mogłoby się wydawać, że to większego sensu nie ma, że patrzymy już na przerost formy mad treścią. Tymczasem Chińczycy pokazują, że potrafili wykorzystać ten element.

Właśnie na tym będzie polegał rynek tabletów w przyszłości: na szukaniu nisz i nowych form. Producenci dzisiaj eksperymentują z hybrydami, szukają złotego środka łączącego w sobie elementy tabletu i PC, może nawet smartfona. Propozycje są ciekawe, przybywa nowych pomysłów, wprowadzane są zmiany i ulepszenia. Można liczyć na to, że powstawać będzie coraz więcej produktów, które przypadną ludziom do gustu. Ale czy to oznacza, że klienci będą po nie sięgać co dwa lata? Mało prawdopodobne…