94

Praca zdalna z małej wyspy na Filipinach – rozmawiamy z Polakiem, który zrezygnował z pracy w Polsce i wyjechał na drugi koniec świata

Praca zdalna to chyba jedna z bardziej popularnych form zatrudnienia w branży IT. Wielu specjalistów w różnych dziedzinach wybiera drogę freelancera i realizuje zlecenia różnych podmiotów z własnych czterech kątów. Mamy też oczywiście opcję zatrudnienia w korporacji, która jednak z czasem potrafi wypalić i zmusić do życiowych zmian.

Tak było z bohaterem dzisiejszej naszej rozmowy. Zapraszamy do wywiadu z Rafałem Baranem, który zrezygnował z pracy w Polsce i wyjechał na Filipiny, gdzie oddaje się teraz swoim pasjom, jednocześnie realizując się nadal zawodowo.

Antyweb: Na początek opowiedz proszę coś o sobie. O sobie sprzed wyjazdu, co robiłeś w Polsce, czym się zajmowałeś, gdzie pracowałeś i co się nagle stało, że postanowiłeś zmienić całe swoje życie i rozpocząć nowe na drugim końcu świata?

Rafał Baran: Przed wyjazdem pracowałem w jednej z krakowskich korporacji. Ponad 8 lat spędziłem przed biurkiem robiąc to, co większość z nas. Oczywiście na boku robiłem też własne projekty, a w każdej wolnej chwili podróżowałem po różnych krajach i wtedy też zacząłem prowadzić bloga http://szukajacprzygody.pl. Po zakończeniu pracy w dużej firmie przyszedł czas na freelancing, pracowałem z domu i to zapewniało mi pieniądze. Wtedy też zrozumiałem, że nie muszę siedzieć w Polsce żeby robić to samo. Więc dlaczego nie koniec świata, którym dla mnie okazały się Filipiny.

AW: Dlaczego Filipiny? To nie był chyba przypadkowy wybór?

RB: Chciałem wyjechać do Azji, to był mój cel. Kiedy robiłem rozeznanie w temacie najlepiej wypadały Filipiny, nie tylko ze względu na ceny, ale również na to, że język angielski jest drugim oficjalnym językiem urzędowym. Teraz już wiem, że z tym angielskim to jest różnie, a na Filipinach obowiązuje ok. 120 różnych dialektów…

AW: Nie było problemów z pozwolenie na pobyt? Jak to w ogóle wygląda na Filipinach od strony spełnienia urzędowych obowiązków przez obcokrajowców?

RB: Jeżeli chodzi o długoterminowy pobyt, Filipiny to jeden z bardziej przyjaznych krajów pod tym względem. Wystarczy raz na dwa miesiące pokazać się w urzędzie imigracyjnym i zapłacić ok. 250 zł (na kolejne dwa miesiące). Tak można robić przez 3 lata, po czym trzeba opuścić kraj na 24h i wrócić, wtedy zaczynamy od początku :)

AW: Gdzie dokładnie teraz mieszkasz? Czym się zajmujesz?

RB: Za swój obecny “dom” obrałem małą wyspę w środkowej części Filipin, Siquijor. Jest to wyspa, którą można objechać na motorze w niecałe dwie godziny. Posiada wystarczającą infrastrukturę i nie jest jeszcze dzięki bogu komercyjnym miejscem, jak te z prospektów, o których wie większość Polaków. Obecnie dalej pracuję zdalnie dla kilku firm z Polski oraz, co ciekawe znalazłem lokalną pracę dla jednego z obcokrajowców, który inwestuje w Resorty oraz restauracje na wyspie. Robię dla niego całe social media oraz administruję stronami. Cały czas też prowadzę bloga o podróżach i Filipinach szukajacprzygody.pl, który jest dodatkowym źródłem utrzymania.

AW: Opowiedz proszę dokładniej, czym się zajmujesz w tej zdalnej pracy dla polskich firm?

RB: Przeważnie jest to administracja i tworzenie nowych stron pod konkretnych klientów. Czasami też prowadzę działania marketingowe w internecie. Ogólnie jestem otwarty na propozycje i nie boję się nowych wyzwań.

AW: Jak wygląda Twój zwykły dzień w tygodniu od rana do wieczora?

RB: Moja praca to nie codzienne siedzenie przy biurku, dlatego mogę pracować w godzinach jakie mi odpowiadają. Pracuję też tylko wtedy kiedy mam na to ochotę. Dostęp do internetu najlepszy jest w godzinach porannych czyli od 6 rano do 10 i wtedy też odpisuję na e-maile albo robię zlecenia. Resztę dnia przeznaczam na różnego rodzaju rozrywki i odpoczynek, robienie zdjęć. Raz na miesiąc opuszczam wyspę, żeby zobaczyć inną część Filipin i opisać ją na blogu.

AW: Właśnie, Internet. Jak wygląda dostęp do Sieci na Filipinach, korzystasz z jakiegoś mobilnego, jaka jest prędkość transferu?

RB: Jak to bywa na Filipinach czas wolno płynie, internet też… Ogólnie można tutaj zapomnieć o szybkim i stabilnym łączu internetowym. To jest jeden z większych problemów. Jeżeli uda się osiągnąć kilka mb/s to jest to prędkość światła :) Nie tyczy się to tylko wyspy, na której mieszkam, ale większej części Filipin. Dwie wiodące firmy z bezprzewodowym internetem to Globe i Smart i w zależności od regionu trzeba wybrać tą, która ma lepszy zasięg i działa stabilniej.

AW: Jakie są Twoje zarobki z tej pracy zdalnej, z lokalnej pracy, a jakie z prowadzenia własnej strony?

RB: Praca zdalna to takie same stawki jak w Polsce, wszystkie szczegóły odnośnie pracy załatwiam przez e-mail. Lokalne stawki to grosze, przykładowo kelnerka w restauracji zarabia ok. 300 peso za dzień (25 zł). Ja miałem szczęście i pracuję dla “białych”, którzy rozumieją, co robię i że to jest więcej warte.

AW: Siłą rzeczy zapytam też o koszty utrzymania:)

RB: To jest plus, bo prywatny mały domek na plaży to ok. 1000 zł za miesiąc. Jedzenie też nie jest drogie, obecnie porównał bym je do cen w Polsce.

AW: A gdybyś nie miał tych zleceń od polskich firm, byłbyś w stanie się utrzymać z lokalnych zarobków? W ogóle, czy zdecydowałbyś się na ten wyjazd, jeśli nie mógłbyś “zabrać” ze sobą tych zleceń?

RB: To zależy na jakim poziomie chcesz żyć. Mam tutaj kilka lokalnych projektów, które przynoszą na ten moment małe pieniądze, ale w przyszłym roku jeżeli nic się nie zmieni, będę w stanie się z nich utrzymać. Dla kogoś kto przyjedzie prosto na Filipiny i chcę zacząć od początku bez pieniędzy, to raczej nie wróżę długiego pobytu.

AW: Jak wygląda dostęp do nowoczesnych technologii na Filipinach?

RB: Z tym to jest zabawna historia, bo przez pierwsze kilka miesięcy nie chciałem mieć z nią styczności, zależało mi na tym żeby odpocząć od świata IT i nie myśleć o nowościach. Wyjechałem na kilka dni w góry, gdzie biwakowałem w hamaku, sam gotowałem jedzenie, a pierwszą rzeczą jaką musiałem zrobić po powrocie, to w restauracji, w której pracuję podpiąć najnowszy AppleTV i go skonfigurować. Oczywiście to był wyjątek, bo dostęp do nowoczesnej technologi jest ograniczony. Teraz np. wraz z grupą znajomych staramy się kupić projektor HD i wychodzi na to, że będzie trzeba go sprowadzić z zagranicy. Ceny produktów też są wyższe, średnio o 30% w stosunku do polskich.

AW: Filipiny to też inna kultura, inni ludzie, inne zwyczaje, jak sobie z tym radzisz? Czy jest coś, co Ci przeszkadza w tym wszystkim?

RB: Kocham podróże i poznawanie nowych kultur, dlatego ja nie mam z tym problemów. Jedyne z czym większość nas białych osób sobie tutaj nie radzi, to “Filipino time” Jest to określenie, z którego nawet Filipińczycy się śmieją, bo nikt z lokalsów nie jest punktualny. Jeżeli umówisz się z Filipińczykiem na 3 PM to możesz być pewien, że będzie najwcześniej o 4 albo nawet później.

AW: A jak z bezpieczeństwem w tych rejonach, w których przebywasz?

RB: Filipiny w 80 % są bardzo bezpiecznie, jedynie region Mindanao, czyli południowa cześć jest zajęta przez bojówki, które co jakiś czas porywają białych dla okupu. Miałem okazję nie raz podróżować po różnych wyspach i nigdy nic złego mnie tutaj nie spotkało.

AW: Teraz może zapytam, bardziej od mentalnej strony. Jak ten wyjazd wpłynął na relacje z bliskimi? Rozumiem, że wyjechałeś sam?

RB: Przez pierwsze kilka miesięcy rodzina codziennie wypytywała kiedy kupię bilet powrotny, ale teraz już chyba zrozumieli, że jest mi tutaj dobrze. Staram się codziennie coś wrzucać na fanpage, przez co wiedzą, co aktualnie robię i gdzie jestem. Przy takich wyjazdach idealnie sprawdza się WhatsApp i wiadomości głosowe. Moi rodzicie i przyjaciele tak zostawiają wiadomości, a ja jak tylko mam wolną chwilę odpisuję albo też coś nagrywam.

AW: Myślisz, w ogóle o tym aby kiedyś wrócić do kraju?

RB: Oczywiście :) chcę wrócić na wakacje… Kilka miesięcy w Polsce, co roku powinno mi wystarczyć. Filipiny to wspaniałe miejsce i przyzwyczaiłem się do tego, że tutaj czas płynie wolniej i bezstresowo. Nie ma tutaj takiej pogoni za pracą i pieniędzmi jak w Europie.

AW: Na koniec, powiedz proszę, co byś powiedział, jak zachęcił kogoś kto się właśnie waha, przed podjęciem takiej decyzji, jaką Ty podjąłeś, wyjeżdżając z kraju w nieznane?

RB: Kiedyś przeczytałem, że „Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę”. I coś w tym jest… Dla wielu wydaje się to wielkim krokiem, ale tak naprawdę to mały krok w tym, żeby być szczęśliwym i pracować na własnych warunkach.

AW: Dziękuję za rozmowę.