95

Praca zdalna z małej wyspy na Filipinach – rozmawiamy z Polakiem, który zrezygnował z pracy w Polsce i wyjechał na drugi koniec świata

Praca zdalna to chyba jedna z bardziej popularnych form zatrudnienia w branży IT. Wielu specjalistów w różnych dziedzinach wybiera drogę freelancera i realizuje zlecenia różnych podmiotów z własnych czterech kątów. Mamy też oczywiście opcję zatrudnienia w korporacji, która jednak z czasem potrafi wypalić i zmusić do życiowych zmian.

Tak było z bohaterem dzisiejszej naszej rozmowy. Zapraszamy do wywiadu z Rafałem Baranem, który zrezygnował z pracy w Polsce i wyjechał na Filipiny, gdzie oddaje się teraz swoim pasjom, jednocześnie realizując się nadal zawodowo.

Antyweb: Na początek opowiedz proszę coś o sobie. O sobie sprzed wyjazdu, co robiłeś w Polsce, czym się zajmowałeś, gdzie pracowałeś i co się nagle stało, że postanowiłeś zmienić całe swoje życie i rozpocząć nowe na drugim końcu świata?

Rafał Baran: Przed wyjazdem pracowałem w jednej z krakowskich korporacji. Ponad 8 lat spędziłem przed biurkiem robiąc to, co większość z nas. Oczywiście na boku robiłem też własne projekty, a w każdej wolnej chwili podróżowałem po różnych krajach i wtedy też zacząłem prowadzić bloga http://szukajacprzygody.pl. Po zakończeniu pracy w dużej firmie przyszedł czas na freelancing, pracowałem z domu i to zapewniało mi pieniądze. Wtedy też zrozumiałem, że nie muszę siedzieć w Polsce żeby robić to samo. Więc dlaczego nie koniec świata, którym dla mnie okazały się Filipiny.

AW: Dlaczego Filipiny? To nie był chyba przypadkowy wybór?

RB: Chciałem wyjechać do Azji, to był mój cel. Kiedy robiłem rozeznanie w temacie najlepiej wypadały Filipiny, nie tylko ze względu na ceny, ale również na to, że język angielski jest drugim oficjalnym językiem urzędowym. Teraz już wiem, że z tym angielskim to jest różnie, a na Filipinach obowiązuje ok. 120 różnych dialektów…

AW: Nie było problemów z pozwolenie na pobyt? Jak to w ogóle wygląda na Filipinach od strony spełnienia urzędowych obowiązków przez obcokrajowców?

RB: Jeżeli chodzi o długoterminowy pobyt, Filipiny to jeden z bardziej przyjaznych krajów pod tym względem. Wystarczy raz na dwa miesiące pokazać się w urzędzie imigracyjnym i zapłacić ok. 250 zł (na kolejne dwa miesiące). Tak można robić przez 3 lata, po czym trzeba opuścić kraj na 24h i wrócić, wtedy zaczynamy od początku :)

AW: Gdzie dokładnie teraz mieszkasz? Czym się zajmujesz?

RB: Za swój obecny “dom” obrałem małą wyspę w środkowej części Filipin, Siquijor. Jest to wyspa, którą można objechać na motorze w niecałe dwie godziny. Posiada wystarczającą infrastrukturę i nie jest jeszcze dzięki bogu komercyjnym miejscem, jak te z prospektów, o których wie większość Polaków. Obecnie dalej pracuję zdalnie dla kilku firm z Polski oraz, co ciekawe znalazłem lokalną pracę dla jednego z obcokrajowców, który inwestuje w Resorty oraz restauracje na wyspie. Robię dla niego całe social media oraz administruję stronami. Cały czas też prowadzę bloga o podróżach i Filipinach szukajacprzygody.pl, który jest dodatkowym źródłem utrzymania.

AW: Opowiedz proszę dokładniej, czym się zajmujesz w tej zdalnej pracy dla polskich firm?

RB: Przeważnie jest to administracja i tworzenie nowych stron pod konkretnych klientów. Czasami też prowadzę działania marketingowe w internecie. Ogólnie jestem otwarty na propozycje i nie boję się nowych wyzwań.

AW: Jak wygląda Twój zwykły dzień w tygodniu od rana do wieczora?

RB: Moja praca to nie codzienne siedzenie przy biurku, dlatego mogę pracować w godzinach jakie mi odpowiadają. Pracuję też tylko wtedy kiedy mam na to ochotę. Dostęp do internetu najlepszy jest w godzinach porannych czyli od 6 rano do 10 i wtedy też odpisuję na e-maile albo robię zlecenia. Resztę dnia przeznaczam na różnego rodzaju rozrywki i odpoczynek, robienie zdjęć. Raz na miesiąc opuszczam wyspę, żeby zobaczyć inną część Filipin i opisać ją na blogu.

AW: Właśnie, Internet. Jak wygląda dostęp do Sieci na Filipinach, korzystasz z jakiegoś mobilnego, jaka jest prędkość transferu?

RB: Jak to bywa na Filipinach czas wolno płynie, internet też… Ogólnie można tutaj zapomnieć o szybkim i stabilnym łączu internetowym. To jest jeden z większych problemów. Jeżeli uda się osiągnąć kilka mb/s to jest to prędkość światła :) Nie tyczy się to tylko wyspy, na której mieszkam, ale większej części Filipin. Dwie wiodące firmy z bezprzewodowym internetem to Globe i Smart i w zależności od regionu trzeba wybrać tą, która ma lepszy zasięg i działa stabilniej.

AW: Jakie są Twoje zarobki z tej pracy zdalnej, z lokalnej pracy, a jakie z prowadzenia własnej strony?

RB: Praca zdalna to takie same stawki jak w Polsce, wszystkie szczegóły odnośnie pracy załatwiam przez e-mail. Lokalne stawki to grosze, przykładowo kelnerka w restauracji zarabia ok. 300 peso za dzień (25 zł). Ja miałem szczęście i pracuję dla “białych”, którzy rozumieją, co robię i że to jest więcej warte.

AW: Siłą rzeczy zapytam też o koszty utrzymania:)

RB: To jest plus, bo prywatny mały domek na plaży to ok. 1000 zł za miesiąc. Jedzenie też nie jest drogie, obecnie porównał bym je do cen w Polsce.

AW: A gdybyś nie miał tych zleceń od polskich firm, byłbyś w stanie się utrzymać z lokalnych zarobków? W ogóle, czy zdecydowałbyś się na ten wyjazd, jeśli nie mógłbyś “zabrać” ze sobą tych zleceń?

RB: To zależy na jakim poziomie chcesz żyć. Mam tutaj kilka lokalnych projektów, które przynoszą na ten moment małe pieniądze, ale w przyszłym roku jeżeli nic się nie zmieni, będę w stanie się z nich utrzymać. Dla kogoś kto przyjedzie prosto na Filipiny i chcę zacząć od początku bez pieniędzy, to raczej nie wróżę długiego pobytu.

AW: Jak wygląda dostęp do nowoczesnych technologii na Filipinach?

RB: Z tym to jest zabawna historia, bo przez pierwsze kilka miesięcy nie chciałem mieć z nią styczności, zależało mi na tym żeby odpocząć od świata IT i nie myśleć o nowościach. Wyjechałem na kilka dni w góry, gdzie biwakowałem w hamaku, sam gotowałem jedzenie, a pierwszą rzeczą jaką musiałem zrobić po powrocie, to w restauracji, w której pracuję podpiąć najnowszy AppleTV i go skonfigurować. Oczywiście to był wyjątek, bo dostęp do nowoczesnej technologi jest ograniczony. Teraz np. wraz z grupą znajomych staramy się kupić projektor HD i wychodzi na to, że będzie trzeba go sprowadzić z zagranicy. Ceny produktów też są wyższe, średnio o 30% w stosunku do polskich.

AW: Filipiny to też inna kultura, inni ludzie, inne zwyczaje, jak sobie z tym radzisz? Czy jest coś, co Ci przeszkadza w tym wszystkim?

RB: Kocham podróże i poznawanie nowych kultur, dlatego ja nie mam z tym problemów. Jedyne z czym większość nas białych osób sobie tutaj nie radzi, to “Filipino time” Jest to określenie, z którego nawet Filipińczycy się śmieją, bo nikt z lokalsów nie jest punktualny. Jeżeli umówisz się z Filipińczykiem na 3 PM to możesz być pewien, że będzie najwcześniej o 4 albo nawet później.

AW: A jak z bezpieczeństwem w tych rejonach, w których przebywasz?

RB: Filipiny w 80 % są bardzo bezpiecznie, jedynie region Mindanao, czyli południowa cześć jest zajęta przez bojówki, które co jakiś czas porywają białych dla okupu. Miałem okazję nie raz podróżować po różnych wyspach i nigdy nic złego mnie tutaj nie spotkało.

AW: Teraz może zapytam, bardziej od mentalnej strony. Jak ten wyjazd wpłynął na relacje z bliskimi? Rozumiem, że wyjechałeś sam?

RB: Przez pierwsze kilka miesięcy rodzina codziennie wypytywała kiedy kupię bilet powrotny, ale teraz już chyba zrozumieli, że jest mi tutaj dobrze. Staram się codziennie coś wrzucać na fanpage, przez co wiedzą, co aktualnie robię i gdzie jestem. Przy takich wyjazdach idealnie sprawdza się WhatsApp i wiadomości głosowe. Moi rodzicie i przyjaciele tak zostawiają wiadomości, a ja jak tylko mam wolną chwilę odpisuję albo też coś nagrywam.

AW: Myślisz, w ogóle o tym aby kiedyś wrócić do kraju?

RB: Oczywiście :) chcę wrócić na wakacje… Kilka miesięcy w Polsce, co roku powinno mi wystarczyć. Filipiny to wspaniałe miejsce i przyzwyczaiłem się do tego, że tutaj czas płynie wolniej i bezstresowo. Nie ma tutaj takiej pogoni za pracą i pieniędzmi jak w Europie.

AW: Na koniec, powiedz proszę, co byś powiedział, jak zachęcił kogoś kto się właśnie waha, przed podjęciem takiej decyzji, jaką Ty podjąłeś, wyjeżdżając z kraju w nieznane?

RB: Kiedyś przeczytałem, że „Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę”. I coś w tym jest… Dla wielu wydaje się to wielkim krokiem, ale tak naprawdę to mały krok w tym, żeby być szczęśliwym i pracować na własnych warunkach.

AW: Dziękuję za rozmowę.

  • Mateusz

    Dobry pomysł tylko trzeba mieć dłuższy plan i siłę woli albo wyjechać z dziewczyną bo potem można mieć problem z powrotem do Polski.

  • „Nie ma tutaj takiej pogoni za pracą i pieniędzmi jak w Europie.”

    Powiedziałbym „jak w dużych metropoliach”. W Polsce (poza tempretaturą) osiągniemy to samo wyjeżdzając na prawdziwą wieś czy w Bieszczady. Tym bardziej, jeśli autor pisze, że ceny żywności są porównywalne.

    • Kocham Bieszczady ale nigdy bym ich nie porównał do małej wyspy na Filipinach …. :)

    • Wszystko zależy kto co lubi :-)
      Na początku artykułu sądziłem, że zrobiłeś to trochę w stylu jak rodziny z USA przenoszące się do centralnej części kontynentu (tańsze życie, gromadzenie oszczędności).
      Ale wynika, że jak Polak chce odpocząć od otaczającego świata to może przenieść się na Roztocze. Odpocznie, a do tego jeszcze sporo zaoszczędzi :-)
      Chyba, że jest żądny wrażeń, zmiany klimatu, przygody, oceanu… Trudny wybór :-)

    • chodziło o zmianę klimatu :) Lubię podróżować. Nie wykluczam że za jakiś czas zmienię miejsce albo kraj.

    • Marcin

      Mega pozytywnie to sie czyta. Pewnie nie jest aż tak różowo, ale na pewno fajnie i przyjemnie… i ważne, że to czujesz.

    • Marcin : ja jestem mało wybredny dla mnie jest super :) ale wiem z doświadczenia że nie każdy się tutaj odnajdzie.

    • Marcin

      No jasne. Wszystkiego dobrego.

    • NobbyNobbs

      Oczywiście, że jest. Po prostu jak jedziesz sobie na wieś wypoczywać to możesz odnieść takie wrażenie. Ale jedź na wieś do pracy to zrozumiesz czym jest pogoń za pracą.

    • Autor również pracuje ;-) Płaci 1k zł za mieszkanie/dom, i podobne koszty za żywność jak w PL…
      Czyli można wnioskować, że wydając tyle samo w PL, miałby tyle samo pracy, i tyle samo czasu na zwiedzanie okolicy/życie na łonie natury.

      PS: A na pewno Internet byłby szybszy ;-)

    • NobbyNobbs

      Ha…. Ale pracuj tak jak ludzie w danym miejscu a nie zdalnie a zrozumiesz, że ta sielanka to tylko iluzja.

    • cvvkla

      Powiedziałbym, że katastrofa.
      Skoro kelnerka zarabia 25 zł dziennie, a ceny jak w Polsce – to ona ledwo zarabia na jakąś żywność.

    • Maks Cavallera

      Mówisz tylko o pieniądzach. Zważ, że na Filipinach na pewno jest inny klimat i mentalność ludzi.

    • galpodróżnik

      1K to może i płaci ale za bambusowy domek , + dodatkowe koszty o których nie pisze , byłem 30 dni na wakacjach na tych Filipinach , koszty życia są wyższe niż w Polsce tak samo artykuły w sklepach ,i w cale aż tak super nie jest ,tylko tyle że jest cały czas bardzo gorąco i mocno świeci słońce jak ktoś to lubi to OK , także zdecydowanie wolę Polskę ,na dłuższą metę Filipiny to upierdliwy kraj i nie chciałbym tam żyć zdecydowanie wolę Europę , no i Filipińczycy bardzo pazerni na pieniądze o naciąganiu na kasę i oszustwach już nie wypominam a fantazje odnośnie cen to naprawdę mają nie samowitą :) jeżeli chodzi o miasta to jedne z brzydszych jakie widziałem nie dbają o nic , jedynie prowincje i małe wysepki są w miarę ok

    • My to nazywamy „Skin tax” czyli płacisz więcej za to że jesteś biały i przyjechałeś na wakacje. Czyli tak samo dostaniesz większą kwotę na Filipinach jak i w Krakowie czy Warszawie. Dlatego mieszkam tu na tyle długo żeby wiedzieć co ile kosztuje i za nic nie przepłacam. Uwierz mi że jeżeli naciągali ciebie na kasę to tylko świadczy o tym że byłeś w samych komercyjnych miejscach :) Gdzie tak samo jak w każdej części świata takie miejsca mają swoje własne „reguły” turystyczne :) Co do miast to się zgadzam jak najbardziej :) Dlatego omijam je szerokim łukiem :) Pozdrawiam

    • galpodróżnik

      tak jest tylko w krajach 3 świata a Filipiny to typowy kraj 3 świata , myśląc Twoim rozumowaniem wszyscy Azjaci co przyjeżdżają do Europy powinny mieć też specjalne ceny „Skin Tax „a mają takie same ceny jak wszyscy w Europie ,Filipińczycy tylko mi się kojarzą z piciem badziewnego taniego rumu , lenistwem , i kombinowaniem jak by tu obskubać turystę , myślę że większość turystów po pierwszej wizycie ten kraj ponownie już nie odwiedzi , …

    • blablablablaniewazneitakdisqus

      Dokładnie, nie trzeba nie wiadomo gdzie jechać, wystarczy zrezygnować z korpo-gówna…

  • Chris Christofferson

    Mam znajomego, który ze swoją dziewczyną od roku jest w podróży. Najpierw Azja (Birma, Tajlandia, Laos, Malezja) i obecnie Australia. W Azji poruszali się rowerami i transportem „okazjowym”, teraz w Australii kupili jakieś stare auto terenowe do przemieszczania się po bezdrożach. Cały czas prowadzą bloga i profil na fejsie, na bieżąco informują zainteresowanych co się u nich dzieję. Dodatkowo pracują cały czas zdalnie zarabiając kasę na bieżące wydatki :) Da się pracować i jednocześnie korzystać z życia. Trzeba się tylko odważyć i lubić coś takiego.

    • Karczu

      Daj jakiegoś linka do nich :)

    • Damian
    • Marx

      da sie do czasu aż antykoncepcja zawiedzie ;) lub zegar biologiczny kobiety zmusi ją do tego co nieuniknione…

    • Kamil

      „lub zegar biologiczny kobiety zmusi ją do tego co nieuniknione” – czyli czego? Nie każdy chce/musi mieć dzieci.

    • Marx

      oczywiście że nie. Z punktu widzenia darwinizmu brak dzieci to porażka, dlatego często u kobiet instynkty z czasem się budzą, co dość radykalnie zmienia ich wcześniej singielski światopogląd. Nie oceniam, to po prostu fakt.

    • Jego Mać

      To, prawda w większości przypadków… Tak je natura od tysiącleci ukształtowała i kilka wieków „cywilizacji” tego nie jest w stanie zmienić.

  • Mac Lisowski

    @rafa_baran:disqus pozdro z Pangasinan ;) Na Siquijor w sumie juz bylem dwa razy ale moze jeszcze kiedys sie wybiore, tez pracuje sobie zdalnie, aktualnie ponad 2 lata juz na Filipinach ;) wszystkiego dobrego!

    • Hej, zapraszam na Siquijor :) czyli pewne pracujesz w Manili ?

    • Mac Lisowski

      Wczesniej mieszkalem w Manili przez 1,5 roku , teraz troche bardziej na prowincji, a pod koniec roku planuje przeprowadzic sie do Baguio. Pracowac pracuje zdalnie, dla Polskiej firmy

  • Nonkonformista

    Jeden szczegół – najpierw przez 8 lat był korposzczurem. Przy takich pieniądzach to można sobie pozdróżować i do Nowej Zelandii. Co mają zrobić ci, którzy nie chcą być korponiewolnikami i zarabiają 3 tys. zł? Co najwyżej mogą pojechać na Ukrainę.

    • Juanjo

      Dobra… już nie przesadzaj.

    • Za 3 tys zł miesięcznie na Filipinach żyjesz na naprawdę dobrym poziomie :)

    • Adam

      Ale tu chyba chodzi o kasę potrzebną na wylot, a zarabiając 3 tys. zł i jeszcze się utrzymując w Polsce bardzo ciężko jest zaoszczędzić na tak daleki wyjazd.

    • To chyba zależy od konkretnej Osoby. Ja starałem się dodatkowo pracować w weekendy żeby mieć więcej pieniędzy na podróże.

    • U nas tez każdy sobie poradzi. W takim razie życie tam jest drogie, bo Polska jednak należy do państw o wiele bardziej rozwiniętych

    • Maciek

      Ile zarabia szeregowy pracownik w korporacji ?
      mi się wydaje ze na polskie warunki 3k (rozumiem netto) nie jest zła pensją a ty piszesz jak by była to jakaś płaca poniżej godności człowieka

    • Adam

      Mediana zarobków w korpo IT w Krakowie w 2015 wynosiła 6100 zł brutto. To wcale niezła kasa, z której można zaoszczędzić na wyjazd na drugi koniec świata. Jak zarabiasz 3000 zł, odejmiesz jedzenie, ubranie i mieszkanie, to już nie bardzo.

    • Maciek

      piszesz o medianie całej branży a nie szeregowych pracowników. 6100brutto to cos ok 4k netto i tak samo musisz jesc mieszkac ubierac sie jak ktos zarabiajacy te 3k. Wiec jest to tylko/az 1k wiecej. Biorąc pod uwage ze te 4k sa mediana dla calej branzy a nie szeregowych pracownikow, mozna zaryzykowac stwierdzenie ze nie ma duzej roznicy w zarobkach „korposzczora” a „normalnego pracownika”

    • blablablablaniewazneitakdisqus

      4k na łapę to na styk, by żyć w Polszy…

    • davidns

      lol, chyba u rodziców

    • blablablablaniewazneitakdisqus

      hehe dobre : )

  • Peter Maciejko

    Zamierzam to samo, ale moim celem jest Kreta.

    • Powodzenia :) Daj znać jak poszło :)

    • Piotr Janisz

      Też myślę o Krecie:) Byłem tam w kilku miejscach i muszę przyznać, że ta wyspa ma coś takiego, iż chce się wracać.

  • Andrzej Zimny

    Jestem na Filipinach już 2 lata, w przyszłym miesiącu wracam do PL.
    O dziwo jest to jeden z niewielu tekstów w internetach na temat Filipin, który nie nakłamał :) Większość z którymi do tej pory się spotkałem jest przesadzona, bo ludzie przyjechali na 2-4 tygodnie i zachłysnęli się tropikami (a plaże są napraaaaawdę piękne) do tego stopnia, że nie dostrzegają minusów, które przy dłuższym pobycie są bardzo uciążliwe, na przykład internet/infrastruktura telekomunikacyjna.
    Przy pracy zdalnej można zapomnieć o stabilnym połączeniu. To znaczy że z pięknej plaży praca z repozytoriami SVN/Git jest praktycznie niemożliwa, a przynajmniej baaaardzo uciążliwa. Praca zdalna ma sens jeśli możemy polegać na komunikacji asynchronicznej i przyjmiemy do wiadomości, że internet jest albo go nie ma i będzie nie wiadomo kiedy.

    Trochę lepiej jest w Manili, ale nawet tutaj zwykła rozmowa przez telefon komórkowy jest wyzwaniem: połączenie się zrywa, głos digitalizuje i zanika, przy rozmowie z zagranicą jest 3-5 sekund opóźnienia.
    Internety w Manili wyciągają nawet kilka mbs, więc jest znośnie…
    ALE Manila to metropolia. Mieszka tu 20 milionów ludzi. Ruch jest taki, że jeśli ktoś z PL narzeka na korki, to nie wie o czym mówi (6km w godzinę jest nagminne, kilka razy w ciągu tych 2 lat pokonanie dystansu 20km zajęło mi 4 godziny). Duży smog.

    Ceny żywności są mega wysokie:
    – 6pln za karton mleka,
    – mały jogurt, jak nasza jogobella to 3pln,
    – dostać białego sera praktycznie się nie da,
    – szynka ok 75pln/kg
    – 1 kawałek kiełbasy, coś jak nasza zwyczajna – 22pln
    – 12pln za bochenek chleba (oczywiście można za 2pln dostać gąbkę na którą ktoś nakleił naklejkę „chleb”, ale za normalny, „zjadliwy” chleb na zakwasie płaci się od 10pln w górę).
    Pomyślicie, że to przecież są lokalne produkty i na przykład owoce powinny być tanie. Otóż nie:
    – mango (Filipiny są największym eksporterem mango na świecie) – od 6.5pln/kg w sezonie, poza sezonem 13pln/kg
    – banany – 6-10pln/kg
    – arbuz – 6.5pln/kg
    Można zjeść obiad za jakieś 5-7pln, ale trzeba by było codziennie jeść kurczaka z ryżem.

    Za leczenie kanałowe zęba zapłaciłem 4000pln. Za wizytę u lekarza płaci się 80-120pln (tylko żeby przyjął).

    Z Manili na najbliższą plażę jedzie się 3h+, więc w ciągu tygodnia jest się skazanym na miasto.

    Żeby nie było że tylko narzekam :) z plusów mamy tak:
    – ryby i inne owoce morza w olbrzymiej różnorodności, świeże i bardzo dobre
    – Filipińczycy są bardzo przyjaźni i radośni. Każdy się śmieje i prawie każdy śpiewa coś pod nosem (karaoke to sport narodowy). Dużo z nich mówi po angielsku, często nawet bardzo dobrze.
    – plaże… ah te plaże… piasek na Boracay jest jak puder dla niemowląt. Rafa koralowa, kolorowe rybki, które jedzą z ręki… rozmarzyłem się :)

    – najniższa temperatura jaką odnotowałem w ciągu tych 2 lat to 21 stopni
    – w Manili jest mnóstwo najróżniejszych usług (oczywiście dość drogich, ale jest ich b. dużo), więc można znaleźć najróżniejsze ciekawe zajęcia
    – na prowincji (poza Manilą) da się wynegocjować dobre ceny – np. wynajęcie 8-10os. łódki z kapitanem na cały dzień snurkowania z obiadem na plaży to jakieś 250pln (czyli jakieś 30pln na cały mega-przyjemny dzień na osobę)

    • Hej,

      Podajesz pewnie ceny z Manili bo dla mnie to kosmos :) Na małej jeszcze „niekomercyjnej” wyspie ceny są niższe. Za usługi, jedzenie itp. Manila dla mnie to porażka, dostałem tam kilka ofert pracy ale nie wiem co by mnie musiało zmusić żeby tam pracować :/

    • Andrzej Zimny

      Tak, to ceny z Manili. Podejrzewam, że sporej ilości produktów z powyższej listy (poza owocami oczywiście) na Siquijor nie dostaniesz ;)
      U ciebie ceny na pewno są niższe, obstawiam że za wypasiony obiad, a w zasadzie ucztę na której naje się do syta z 3-4 osoby, z super rybą z grilla, ryżem i owocami zapłacisz max. 10-15pln. A jak masz sztamę z localsami, to pewnie mniej.

      Ale do lekarza u Ciebie bym się raczej nie wybrał. I internety/komórki na 100% działają dużo gorzej niż w Manili, więc jeśli ktoś jest programistą i pracuje ze zdalnym repo, to raczej nie popracuje, albo się naklnie w żywy kamień i doświadczy z tego tytułu więcej stresu niż ta plaża jest warta.

    • Na Siquijor czy w Doumagete wszystko dostanę :)
      Jestem tam systematycznie :) ale małej wyspy na Manilę bym nie zamienił :)

      Praktycznie codziennie mam styczność z Osobami które pracują w Manili i jak się o tym dowiaduję to mówię im „współczuję” a oni ze smutną miną odpowiadają „dzięki” coś w tym jest ….

    • Andrzej Zimny

      Z ciekawości – w Tajlandii byłeś? Bo jedzenie dużo lepsze, ceny niższe i tylko nie wiem jak z internetem.

    • Nie miałem jeszcze okazji ale z tego co rozmawiałem z Osobami związanymi z IT to w grę wchodzą tylko duże miasta a ja staram się je omijać. Dlatego padło na Filipiny.

    • pzo

      Tajlandia jest swietna jesli chodzi o prace zdalna – jedno z lepszych krajow SEA. Najpopularniejsze jest Chiang Mai – bardzo duzo cyfrowych nomadow i fajna spolecznosc, jedzenie typu street food IMHO najlepsze w SEA i za praktycznie dolara. Internet bardzo dobry, duzo hotspotow wifi, kawiarenek i miejsc coworkingowych. W azji jestem prawie dwa lata ale co chwila tam chetnie wracam. Wada jest brak dostepu do morza, ale okolicze i tak sa ciekawe, wiec jest co zwiedzac.

    • neutrico

      Praca zdalna na repo SVN to zupełnie inna bajka niż z GIT. Git wymaga połączenia tylko od czasu do czasu więc raczej nie bardzo widzę uzasadnienia dla wymieniania tych dwóch narzędzi w jednym zdaniu i kontekście…

    • Andrzej Zimny

      ściągnąć i upchnąć w górę źródła trzeba i w jednym i w drugim przypadku, a przy infrastrukturze „zapewniającej” z przerwami kilka-kilkadziesiąt Kbps jest to frustrujące

    • davidns

      Nie wiem o co ci chodzi, bo ja w SVN łacze sie z repo 2x dziennie, rano (update) i wieczorem (commit).

    • neutrico

      To znaczy, że nie jesteś zbyt aktywny w tworzeniu branchy, tagów i nie współpracujesz z dużą ilością developerów. I tyle.

  • Rudy 101

    A jakie są Filipinki? ;)

    • NobbyNobbs

      Mocno się postarzały.

    • Andrzej Zimny

      kieszonkowe – większość plasuje się między 150, a 160cm wzrostu. Poza tym mają chopla na punkcie białej skóry – trzeba się postarać żeby znaleźć krem do opalania, który nie wybiela. Z ciekawostek koleżanka (Polka) ostatnio się pochwaliła, że szukała płynu do higieny intymnej i też był wybielający :D

    • Bardzo piękne :), kochające i bardzo zazdrosne :) To z własnego doświadczenia mogę powiedzieć :)

    • aaa2

      łatwe? otwarte w łóżku? :)

  • NobbyNobbs

    A co z wirusem? Podobno na Filipinach można paskudną chorobę złapać, podobną objawami do bycia ostro przepitym.

    • Andrzej Zimny

      pewnie masz na myśli Denge, przenoszoną przez komary. Za pierwszym razem jest bardzo dobra przeżywalność, ale z każdym kolejnym zarażeniem ryzyko komplikacji rośnie wykładniczo i ryzyko śmierci się podnosi.
      Z dobrych wiadomości w zeszłym roku wynaleźli na to szczepionkę i od kilku miesięcy Filipiny są pierwszym krajem na świecie gdzie można się zaszczepić (inne prowadzą jeszcze testy kliniczne przed dopuszczeniem leku do obrotu).

    • NobbyNobbs

      Mam na myśli to, na co był chory Kwaśniewski :P

    • Andrzej Zimny

      litr rumu za 8pln ;) rum 12-letni za 20pln/litr (właśnie mam w kubku obok kompa :D)

  • Sebastian

    Polecam blog http://www.nooryes.pl/, gdzie para młodych osób pracujących w branży IT zamieszkała na Karaibach.

  • Ensies

    Chętnie czytuję blogi osób związanych z branżą IT mieszkających za granicą. Może ktoś coś więcej polecić? Z góry dzięki. :)

    • Jest sporo polaków mieszkających za granicą ale chyba mało z nich jest związanych z IT :/

    • Ensies

      Niestety, ale może coś więcej się znajdzie. Tobie Rafale życzę powodzenia i dalszego spełniania marzeń! :)

    • JamesVoo

      Nie stricte IT, a montaż filmów i dawne czasy opowiadania o grach, to Krzysztof Gonciarz. Na YT zrobił bardzo fajną serię o Japonii, teraz też nagrywa codziennie vlogi

    • Ensies

      Gonciarz jest jednym z nielicznych polskich „jutjuberów” których oglądam. Podoba mi się materiał jaki tworzy szczególnie, że ostatnimi czasy podniósł (w mojej ocenie) znacznie poziom. Nie mówię tutaj o „Zapytaj Beczkę” które jakoś do mnie po prostu nie trafia.

  • Spędziłem parę miesięcy w Indiach i innych egzotykach ale kiedy wylądowałem na Heathrow i zobaczyłem pierwszego białego człowieka chciałem go ucałować… z tych krajów w których byłem/mieszkałem Polsce jest najlepsza mieszanka dzikości i cywilizacji. Polska rulezzz!

    • Robert Lewandowski

      Też tak miałem ale tylko jak wracałem z egzotycznych krajów. Z Europy jakbym jechał do dzikich za karę. Brud, smród, chamstwo i nieprzestrzeganie prawa. Polska jest chyba jedynym krajem w UE gdzie sąsiad może w czasie ciszy nocnej bezkarnie tłuc żonę, psy szczekają w miastach, brudasy w komunikacji miejskiej a tubylcy palą oponami w piecach.

    • Ja akurat umiejscowiłem się na cywilizowanej wsi więc nie stykam się z tym o czym piszesz. Przemieszkałem/przepracowałem też parę lat w UK w czasie studiów i wolę PL- lepsze jedzenie, lepsza pogoda, ciekawsi ludzie… nawet z tymi wszystkimi patologiami w moim odczuciu PL wypada lepiej dla kogoś kto ceni sobie wolność i za bardzo się nie wychyla :)

  • kaszub

    Trzeba mieć predyspozycje osobowościowe do podjęcia takiej decyzji. Czy one są zdrowe czy nie ? To już kwestia dyskusyjna. Ważne jest to czy jest się szczęśliwym czy nie. A na to odpowiedzieć każdy musi sobie sam. Czas wszędzie płynie tak samo, i dla osoby która wyjedzie i dla tej która pozostanie. Różny będzie tylko finalny bagaż doświadczeń i zrealizowane cele. Myślałem kiedyś podobnie – wyjechać, podróżować, żyć pełnią życia, w sumie beztrosko. Teraz założyłem rodzinę, codzinnie przeglądam tą samą kartkę książki „życia” i jestem bardzo zadowolony. Mam codzinny fizyczny kontakt z rodziną, kolegami, znajomymi, porozumiewam się w języku ojczystym, zwiedzam Polskę. I w sumie to dziwię się takim decyzjom o wyjeździe za granicę(Azja) na całe życie. Traktuję to jako egzotykę, coś takiego o czym trzeba wiedzieć, ale niekoniecznie doświadczyć. Mówi się, że ludzie często wracają na starość do miejsc im znanych(chyba, żeby zrobić bilans swojego życia). Ciekawi mnie wyraz twojej twarzy, gdy wrócisz po 60-70 latach i nie będziesz miał z kim porozmawiać, a jak już znajdziesz takie osoby, to będziecie mieli tak różne doświadczenia, że w sumie kontakt będzie dość płytki. I wtedy pojawi się rozczarowanie zastaną rzeczywistością i przeświadczenie, że podjąłeś właściwą decyzję – podczas, gdy w istocie przeżywałeś życie w innej rzeczywistości – np. nie uczestniczyłeś w najważniejszych wydarzeniach życiowych tych osób. Przypuszczam, że z tej Twojej wyspy Filipińczycy jednak w przeważającej większości nie emigrują. Nie zastanawiałeś się nad tym ?

    • Hmm zastanawiam się co tobie odpisać bo po części masz prawdę. Świat jest na tyle duży że chcę go zobaczyć a nie chcę siedzieć w jednym miejscu …. Taką drogę wybrałem i na 100 % ona nie jest dla każdego. Pozdrawiam

    • Ewa Cieślak

      Wiesz, kaszub, myślę, że może się okazać, że za te 60-70 lat Rafał będzie miał więcej takich bliskich sobie osób na Filipinach niż w Polsce… Nigdzie też nie jest powiedziane, że ludzie, którzy podejmują takie decyzje nie zakładają rodzin w nowych miejscach i nie doświadczają tego co Ty, tyle, że gdzie indziej…. Ja Rafała rozumiem, chociaż sama o wyjeździe nie myślę, bo zwyczajnie jestem niepoprawną patriotką mimo wszystkich „uroków” naszego kraju ale też za wciąż dużą porcję wolności, jaką Ty dysponujemy.

    • kaszub

      Będzie miał więcej takich osób obok siebie to dość oczywiste – zresztą w komentarzach wydaj mi się, że pisał coś o Filipinkach ;). Relacje ukształtują się w nowym środowisku. I to jest zupełnie normalne. To na co staram się zwrócić uwagę, to to że finalnie poziom zadowolenia zależy od podejmowanych decyzji, a te zalezą od konstytucji osobowościowej. Jedna osoba podejmie taki krok, inna nie – po rozważeniu za i przeciw.
      „ale też za wciąż dużą porcję wolności, jaką Ty dysponujemy.” – mogłabyś to rozwinąć, bo szczerze – nie rozumiem …

    • Ewa Cieślak

      Co do tej duży dozy wolności, to ograniczę się do tego, co nazywamy „Światem Zachodu”, bo co do reszty to chyba wszyscy czujemy i rozumiemy, że nie ma porównania.
      Co się jednak tyczy UE, USA i innych… Kiedy tak patrzę, czytam, słyszę relacje ludzi, którzy tam mieszkają / mieszkali to mam bardzo silne wrażenie, że poprawność polityczna i to, co nazywa się
      „potrzebą bezpieczeństwa” tłamsi ludzką wolność na takim bardzo podstawowym, moim zdaniem, poziomie.
      Weźmy Unię – na porządku dziennym jest, że nie wolno Ci głośno wypowiadać niepochlebnych opinii na temat zalewu Europy falą islamskiej imigracji. Jeśli to zrobisz, zostaniesz nazwany islamofobem, możesz za to zostać wyrzucony z pracy, a w sądzie przegrasz. Real story :/ Kobieta, która zgłosiła na policję próbę gwałtu na niej w Kolonii w sylwestrową noc została jako pierwsza zaciągnięta przed sąd. Tak, ofiara, nie żaden ze sprawców. Za islamofobię. Wszelkie próby publicznej krytyki są traktowane jako różnego rodzaje fobie i dyskryminacje. Prasa ma zakaz pisania o tym, co nie pasuje do politycznie poprawnego obrazka europejskich władz. Wyłamiesz się – masz poważny problem. Wolność słowa umiera i to na naszych oczach. Polecam flm „Silent Conquest” – to akurat o USA, ale bardzo ładnie wpisuje się w to, o czym tu piszę.

      To nie dotyczy tylko tego konkretnego tematu, ale całej masy innych. Tutaj jest to po prostu najbardziej wyraźne.

      To nie wszystko – jeśli w Finlandii, Estonii, Austrii, Szwajcarii przekroczysz ograniczenie prędkości o 10 km/h dostajesz konkretny mandat o wysokości kilkuset Euro. Nie ma tłumaczeń, ze prędkościomierz słabo skalibrowany, że się chwilowo zamyśliłeś. W Finlandii to już niemal terror. Tam się nikt nie odważy. Szwajcarskie drogi są dokładnie oplecione siecią kamer – nikt się nie wywinie. Trochę mi żal Szwajcarów – stać ich na doskonałe, świetne maszyny. Tylko po co im one, skoro na autostradzie mogą rozwinąć do 140 km/h. W takim Ferrari to kierowca pewnie nawet czwórki nie zdąży wrzucić. Z takim prędkościami to skodą można jeździć.

      Dalej – w takiej Szwajcarii nie uruchomiasz prania po 22:00. Jeden odgłos i masz na karku policję. W jednym z kantonów obywatele uchwalili, że wszyscy mieszkańcy muszą obowiązkowo mieć w łazience jasne kafelki. Jeśli chcesz mieć psa, musisz mieć dla niego osobny pokój. Aha, osobny też do sortowania śmieci. I tak dalej.

      Ustawa „inwigilacyjna” która w Polsce wejdzie od 1 lipca na Zachodzie działa od lat. Oburzamy się na możliwe ingerencje w strony internetowe, podsłuchy, rejestrację prepaida. W Unii to standard od dawna, a ilość zapytań na jednego mieszkańca o prywatne treści użytkowników ze smartfonów i kont email/społecznościowych jest dużo wyższa w UK i USA niż w Polsce.

      Itp itd…. jest tego więcej, oczywiście..
      W Polsce wciąż mamy więcej wolności i bardzo się z tego cieszę.

    • kaszub

      Ja to akurat wiem, ale Kowalski, albo inny korposzczurek nie mają bladego pojęcia. A szkoda..

    • Marx

      jestem korposzczurkiem. Mam pojęcie. Nie wiem tylko, czemu obrażasz osoby pracujące w korporacjach. To tacy sami ludzie jak reszta.

    • Ewa Cieślak

      Ja też pracuję w korpo :) I wiesz, jak się rozglądam po współpracownikach to notuję, że to są ludzie, którzy mają naprawdę szerokie horyzonty o pojęcie o Świecie.

    • kaszub

      To przykre. A znasz takie powiedzenie : „Realizuje swoje marzenia, bo jak nie to ktoś zatrudni Cię do realizacji swoich”

    • Ewa Cieślak

      Znam :) A wiesz, że można realizować swoje marzenia, nawet pracując w korpo? :)

    • kaszub

      Osoba o cechach : permisywna, anankastyczna, masochostyczna, z nutką hedonizmu. Z wykształceniem ekonomopodobnym, z implikcją braku autokrytycyzmu – idealny kandydat na korposzczurka np. dla banku – na różnych szczeglach zarządzania. Czy o takim zestawie cech mówimy ? Nie mam pojęcia., świat korporacyjny jest bogaty, i wiele osobowości w nim się zatrudnia z przeróżnych pobudek. Jeśli tak to prawdopodobnieństwo realizacji własnych marzeń, przez taką wyimaginowaną osobę, w korpolandzie oceniłbym na bliskie zeru. Pewnie są osoby zadowolone : 1. widzą w pracy sens życia – tragiczna sprawa, 2. odkładają pieniądze na realizacje celu życiowego – prolongują marzenia – ma sens – jak długo nadwyżki nie lokują w kredytach hipotecznych, drogich niepotrzebych samochodach, lub niekoniecznie tak fascynujących wyjazdach zagranicznych.
      Zdaję sobie sprawę z tego, że w ściśle określonych warunkach można realizować swoje marzenia pracujac dla korpo – przez pewien czas, tak długi jak długo marzenia zarządu są zbieżne z własnymi.

    • Ewa Cieślak

      Z permisywnością, wyksztalceniem i nutką hedonizmu trafiłeś, reszta sie nie zgadza, przynajmniej w moim przypadku :)
      No i pominąłeś taki aspekt, kiedy pasje nie mają potencjału, żeby je monetyzować i na nich zarabiać. Wtedy robi się to, do czego ma się talent / umiejętności, zarabia się, a realizuje po godzinach i też jest ok :)

    • kaszub

      Powodzenia.

    • Robert Lewandowski

      Ja bym też chciał zobaczyć ten wyraz twarzy po 60 latach jak się wróci z katolickich Filipin do europejskiego kalifatu, wyludnionych wsi i miasteczek, kobiet w burkach, staruszków grzebiących po śmietnikach, imamów wyjących przez megafon itp.

  • Robert Lewandowski

    Można uprawiać kitesurfing? Co się na co dzień je i za ile? Są smażalnie ryb? Co w razie wypadku lub poważnej choroby? Jest się gdzie leczyć i mozna wykupić ubezpiecxzenie?

  • To prawda ale po kilku miesiącach już jest lepiej :)

  • Właśnie spędzam swój ostatni dzień na filipinach. Napiszę więcej na blogu, ale przez 10 dni, które tutaj spędziłem, a przyjechałem służbowo, to zobaczyłem wielką różnicę między miastem, a prowincją. Miasto przeraziło mnie od samego początku (Makati), mnóstwo wieżowców, straszne korki, pełno ludzi, którzy tabunami wszędzie pędzą. Na przejściach dla pieszych biegałem, bo sygnalizacja świetlna tutaj to tylko pro forma i każdej chwili ktoś może cię przejechać (i trąbią ciągle, z każdego powodu!). Ludzie się tłoczą w windach, sklepach, na ulicach i stoją w bliskich odległościach co dla europejczyka jest raczej krępujące. Gdy wracałem wieczorem do hotelu czułem ulgę, że mogę wreszcie spędzić czas sam na sam ze swoimi myślami bez tłoku i gwaru. Z drugiej strony w weekend udało mi się poznać prowincjonalne filipiny (batangas), oczywiście nie było łatwo bo żeby tam dotrzeć trzeba skorzystać z komunikacji miejskiej, która jest fatalna i trzeba się przepychać łokciami bo zawsze jest mniej miejsc niż chętnych. Na prowincji czas zwalnia, owszem nadal dużo ludzi, nadal korki i piraci na drogach, ale więcej natury i luzu. Udało mi się również dotrzeć do puerta galera, jednej z ponoć piękniejszych plaż tutaj, oddalonej około godziny drogi łodzią od batangas. Piasek piękny, ciepły, tak samo jak woda, w której można się kąpać nawet w późnych godzinach nocnych. Dodatkowo wyspa porośnięta roślinnością, ze wzniesieniami co robiło spore wrażenie. Miejscowość turystyczna, więc mnóstwo żebraków i naganiaczy, ale to nawet u nas w kraju mamy. Podsumowując, nie chciałbym tutaj pracować ani na stałe, ani zdalnie, bo ilość ludzi, gwaru, temperatura to coś, do czego ciężko mi się przystosować, ale dzięki pewnym dzikim miejscom, plażom, naturze rozumiem, że to miejsce znajdzie swoich amatorów. Zwłaszcza, że ludzie są bardzo życzliwi, mówią po angielsku i są bardzo gościnni.

    • Dlatego jestem na małej wyspie Siquijor na której są tylko te przyjemne doznania Filipin :)
      Duże miast na Filipinach to porażka i każdy się z tym zgodzi :/

  • Dorota Bartosz

    A co z Twoją rodziną ? sorki ale fanpage czy whatsup ? Mam nadzieję, że mój syn będzie jednak przy mnie nie tylko przez internet i że da mi szansę uczestniczenia w jego życiu. Internet – porażka. Jestem blisko zżyta z rodzicami. Odczuwam konieczność odpłacenia za wszystko co mi dali. Nie byłabym dziś informatykiem, gdyby nie ich wsparcie. Gdy mój tata chorował na raka wykonywałam przy nim zabiegi pielęgnacyjne ja, nie pielęgniarka. Byłam przy nim do ostatka – i mogę Cię zapewnić że nie zrobisz tego przez internet. Fajnie że masz taką pasję – ale nie chcesz mieć dzieci, rodziny ? Wszystko co chcesz dać światu to kilka wpisów na blogu, o których za 10 lat nikt nie będzie pamiętał ? Na rok, dwa ok. Ale czas płynie. Chyba po prostu słaby ten wywiad. bo nie wierzę że osoba o tak ciekawym pomyśle na życie to tylko tyle.

    • To że ty masz nieodpartą potrzebę spędzenia całego życia przy rodzicach nie oznacza że każdy tak musi być. Kocham i szanuję moich rodziców ale to nie oznacza że muszę z nimi się spotykać codziennie. Jeżeli zajdzie taka potrzeba to przylecę do Polski. Rodzinę można też założyć na Filipinach :) Chyba nie ma przymusu robienia tego w Polsce ale może się mylę ;)

  • 🇩🇲🇦🇹🇮

    patrząc na to zdjęcie wysepki z domkiem to aż chce się tam jechać jeszcze dzisiaj :)

    @rafa_baran:disqus to czym ty się właściwie zajmujesz? W tekście jest, że pracujesz w restauracji i prowadzisz jakąś stronę. I niby wychodzi, że zdalnie dla x firmy. Wszystkie te 3 opcje?

  • Jego Mać

    Fajnie się czyta, ale przyznam że jeszcze ciekawiej byłoby gdyby to AW: grubym dużym tekstem było małe i cienkie, a najlepiej – zupełnie go nie było.