4

Dzieje się na polskim rynku: Positionly i UsabilityTools łączą siły

Stare prawdy ludowe głoszą, że w jedności siła, a co dwie głowy, to nie jedna. Wzięli to sobie do serca decydenci startupów Positionly i UsabilityTools, którzy postanowili połączyć siły i pod marką Positionly podbijać rynek. A właściwie rynki, bo nie zamierzają skupiać się wyłącznie na krajowych klientach - już teraz przychody z innych państw są znacznie wyższe, niż wpływy z Polski. Do ugrania jest jednak więcej i to w bardzo perspektywicznym biznesie.

Positionly pojawiało się już na AW, kilkukrotnie pisał o nim Grzegorz, informował m.in. o kolejnych pieniądzach, jakie firma pozyskała na rozwój (łącznie to już 5 mln złotych). Podobnie było z UsabilityTools, więc z działalnością obu firm można się zapoznać poprzez lekturę naszych wpisów. A jak to wygląda w skrócie?

UsabilityTools to platforma oferująca narzędzia analityczne do optymalizacji konwersji oraz poprawy UX stron, z której korzystają tacy klienci jak Play, T-Mobile czy Franklin Templeton Investments. UsabilityTools pomaga zrozumieć, jak użytkownicy poruszają się po stronie, które elementy sprawiają im problemy oraz jak wyglądają ścieżki zakupowe konsumenta. Klienci platformy otrzymują cenną wiedzę na temat tego, jak wprowadzać usprawnienia i w konsekwencji zwiększać zyski w internecie. Zeszłoroczne przychody firmy osiągnęły kwotę 1 miliona złotych.

Positionly to firma, która oferuje specjalistyczne narzędzie do monitorowania pozycji serwisu w wyszukiwarce na wybrane frazy, dzięki czemu klienci mogą zdobywać więcej wartościowego ruchu na stronie, osiągać wyższe pozycje w rankingach oraz uzyskiwać przewagę nad konkurencją. Interfejs narzędzia jest na tyle przejrzysty, że z jego obsługą poradzą sobie zarówno osoby nieposiadające doświadczenia w SEO, jak i dla bardzo wymagający eksperci. W ciągu zaledwie dwóch lat Positionly zaczęło generować milionowe obroty, a rokrocznie zalicza stuprocentowy wzrost zarówno w liczbie pozyskanych klientów, jak i w wysokości przychodów. Obecnie z usług firmy korzysta ponad 2000 klientów, z czego ok. 80% pochodzi spoza Polski.

Twórcy drugiego biznesu dodają, że dynamicznie rosną, chociaż oferują najdroższe produkty w swoim segmencie w Polsce. Ubiegłoroczne przychody wyniosły kilka milionów złotych, a 1/3 pracowników pochodzi spoza naszego kraju (pracują jednak nad Wisłą i Odrą – firma ma biura w Warszawie i Wrocławiu). Prezesem przedsiębiorstwa jest jeden z jego współzałożycieli, Grzegorz Kazulak. Biznes rośnie, ale wzrost można przyspieszyć i rozszerzyć, a pomóc może w tym właśnie mariaż z UsabilityTools, którym obecnie steruje Bartosz Mozyrko (w nowo powstałej strukturze obejmie stanowisko Head of Product).

Firmy współpracowały już wcześniej, lecz teraz połączą siły, by oferować klientom kompleksowe rozwiązania w zakresie SXO (Search Experience Optimization, czyli optymalizacja doświadczenia użytkownika). Ten biznes z pewnością można uznać za perspektywiczny: w dobie zdominowania naszej rzeczywistości przez Internet, narzędzia do analizy danych, SEO oraz poprawy „widoczności” ludzi czy firm w cyfrowej przestrzeni będą zyskiwać na znaczeniu. Jeszcze ciekawsze jest to, że nowy podmiot nie zamierza się skupiać na polskim rynku, ambicje są znacznie większe – często powtarza się, że nasz kraj jest za mały, by zbudować tu dużą firmę IT. Można oczywiście wskazać wyjątki, ale… no właśnie, to będą wyjątki. Tworzyć trzeba ponoć globalnie. W tym kontekście ciekawie brzmią doniesienia z wczoraj – pisałem o łączeniu dwóch innych biznesów, Cloud Technologies oraz Imagine The Future – także i w tym przypadku celem jest ekspansja. Dzieje się coś ciekawego, to dobry prognostyk na kolejny rok.

  • Poprawa „widoczności” firm i treści to na pewno podstawa wszystkich działań marketingowych.
    Gdyby takie startupy schodziły „pod strzechy”, wielu klientom ułatwiłoby to życie.

  • kofeina

    „SXO (Search Experience Optimization, czyli optymalizacja doświadczenia użytkownika)”
    To raczej dość nietrafione tłumaczenie.

    Swoją droga – czy serio potrzeba było dorabiać kolejne określenie, kolejne 3 literki?
    Mam wrażenie, że to tylko żeby zasiać zamęt w głowie potencjalnego klienta: „gdzie indziej mają SEO, my oferujemy SXO”.
    I nikt z klientów nie zapyta czym to się różni?

    • Co do tłumaczenia… nie ja je wymyśliłem ;) Specem nie jestem, więc nie będę tworzyła własnych wersji.

      Co do liter – możliwe, że masz trochę racji i tworzenie nowych nazw mija się z celem. Ale czy chodzi o sianie zamętu? Może o dookreślenie, wskazanie, że nie chodzi tylko o SEO, że ta usługa jest mocno wzbogacona. Przecież takie zabiegi widzimy też w innych branżach.

    • kofeina

      W każdym razie w tłumaczeniu brakuje ważnego słowa, które wchodzi w skład akronimu i jednocześnie zakreśla obszar działania. Czyli w uproszczeniu:
      SEO – użytkownik znajduje nas na wysokiej pozycji w wynikach wyszukiwania po danej frazie;
      SXO – użytkownik wybiera „nasz” wynik wyszukiwania i po przejściu na naszą stronę nie czuje się zawiedziony.

      No i tu już mamy problem kompetencji, czyli „kto odpowiada za co?”:
      SEO to również dobór odpowiednich fraz, po których nasza strona jest wyszukiwana. Dobrze dobrana fraza to taka, która odpowiada na zapytanie postawione wyszukiwarce przez użytkownika. Szeroko pojętymi doświadczeniami użytkownika na stronie zajmuje się UX, ale przecież też do spółki z copywriterem i grafikiem (nie wspominając o programistach, bez których te wszystkie działania są pozbawione sensu).

      I gdzie tutaj miejsce na SXO? Może się chyba tylko popisać w tym, że zadba by wyświetlany w wynikach wyszukiwania jednocześnie zachęcając do kliknięcia był adekwatny z tym, co znajduje się na wyszukanej stronie. Dwie linijki tekstu – to jest całe to „mocne ubogacenie” SXO względem SEO.

      Przy czym, jeśli do tej pory ktoś, kto zajmował się SEO nie zwracał na to uwagi co się tam wyświetla, to w mojej opinii jest słabym SEO.