2

Polska „misja na Marsa” zakończona!

Polacy zakończyli swoją misję na Marsa! Fajnie było to napisać, a teraz pora wyjaśnić, że chodzi o polską analogową misję w bazie Lunares, która znajduje się w… Pile w województwie wielkopolskim. Według twórców to jedyne takie miejsce w Europie.

Jak możemy przeczytać w artykule na stronie Polskiej Agencji Prasowej, Habitat Lunares to symulowana baza kosmiczna i laboratorium badawcze. Jest to unikatowy model bazy, w którym warunki mają symulować prawdziwy habitat znajdujący się na Marsie czy Księżycu. Można dzięki temu badać zachowanie ludzi znajdujących się w takim odizolowanym miejscu.

Jak poinformował w niedzielę PAP w imieniu organizatorów projektu Radek Grabarek, astronauci zakończyli misję w dobrej kondycji. W trakcie dwutygodniowej misji prowadzone były m.in. badania nad percepcją czasu i zegarem biologicznym. Przeprowadzono też symulację ekstremalnej wersji misji kosmicznej, podczas której doszło do wypadku, wskutek którego w bazie pojawia się osoba niepełnosprawna. Źródło.

Większość ludzi jest sobie w stanie wyobrazić, że zdobywanie pozaziemskich światów musi się wiązać z ogromną liczbą problemów do pokonania. Kiedyś pisałem np. o tym, że na pewno nie wybrałbym Marsa na urlop wypoczynkowy, ze względu na szczątkową atmosferę, niemal całkowity brak pola magnetycznego, średnie temperatury wynoszące minus 60 stopni Celsjusza (a zimą przy biegunach bliżej minus 125 stopni Celsjusza) i inne rzeczy. Krótko mówiąc, moje życie byłoby całkowicie uzależnione od sprzętu, ponieważ byłbym otoczony jałową pustynią śmierci… odizolowany od rodzinnej planety wraz z innymi marsjańskimi wyrzutkami.

Jakby się nad tym zastanowić, to faktycznie dbanie o psychikę może okazać się równie ważne co funkcjonowanie systemów podtrzymywania życia. Właśnie dlatego takie misje analogowe, które tylko symulują pobyt na Marsie, są tak wartościowe – nie odda się w pełni tego doświadczenia, ale i tak pozwalają na lepsze przygotowanie i zrozumienie jak zachowają się ludzie.

Co zrobić po wypadku na Marsie?

Ostatnia w tym roku misja, która zakończyła się w niedzielę, sprawdziła również jak poradzi sobie osoba niepełnosprawna (ktoś mógłby np. ulec wypadkowi w trakcie misji). Pracownik naukowy Politechniki Rzeszowskiej, Marcin Kaczmarzyk jest niewidomy, nie ma jednej dłoni, natomiast przy drugiej ma dwa palce. Można było np. sprawdzić jak radzi sobie z czynnościami manualnymi w skafandrze. Jak powiedział w swojej wypowiedzi dla PAP:

Mieliśmy świetną załogę, bardzo dobrze nam się współpracowało. Misję zakończyłem z dobrym samopoczuciem. Były na nas prowadzone eksperymenty związane z percepcją czasu; dało się zauważyć, że nasza doba była skracana i wydłużana. (…) Normalnie, gdy wykonuję jakieś precyzyjne rzeczy, pomagam sobie ustami – w hełmie i skafandrze to nie jest możliwe. Trzeba było ruszyć głową i wymyślić jakieś rozwiązania. I tak na przykład do zbierania i umieszczania w odpowiednich miejscach śrubek miałem magnes przyklejony na hełmie mocną, dwustronną taśmą klejącą. Źródło.

Prawie jak na Marsie

Analogowi astronauci żyli w izolacji od „prawdziwego świata”, a jedyna komunikacja z mieszkańcami Ziemi na jaką mogli sobie pozwolić, była opóźniona o 20 minut. Co ciekawe, była również okazja do przetestowania scenariusza, w którym jeden z analogowych astronautów stracił życie – jedna osoba ze względów osobistych, przedwcześnie zakończyła misję i opuściła bazę. W związku z tym inni musieli przejąć obowiązki „zmarłego” oraz zając się pochówkiem. Więcej szczegółów znajduje się na stronie Polskiej Agencji Prasowej, zachęcam do lektury (link poniżej jako źródło).

Źródło

  • Marecki

    Coś wyniknie z tej zabawy? Jakieś wnioski zostaną opublikowane?

  • Rafał Małek

    Ja chyba tam próbowałem się zgłosić, ale mnie zignorowali :(
    Mam spore doświadczenie w podobnych warunkach. A raczej bardziej w warunkach epidemii zombi, i to wcale nie trwającej zaledwie 2 tygodnie. Bo z ludźmi na zewnątrz nie da rady porozmawiać, są totalnie ciemni i szybko się obrażają za używanie nieznanych sobie słów, oraz mówienie zbyt skomplikowanych rzeczy. Więc pod względem wiedzy i techniki muszę być niemal całkowicie samowystarczalny, sam muszę ze wszystkim sobie radzić.

    O poziomie intelektualnym może świadczyć przykład, jak próbowałem się zatrudnić w drukarni ulotek. I nawet nie chcieli ze mną rozmawiać, bo nie byli w stanie zrozumieć, że będę potrafił otworzyć plik graficzny w komputerze i go wydrukować. Wmawiali mi, że to zbyt skomplikowane i nie będę umiał, bo z papierów ze szkoły sprzed ponad kilkunastu lat wynikało, że tego nie miałem w programie nauczania.