38

Państwo wypowiada wojnę plastikowi. Będzie drożej. I dobrze…

Trudno wyobrazić sobie współczesny świat bez tworzyw sztucznych. Ludzkość się od nich uzależniła, produkuje i wprowadza do obiegu m.in. miliony ton plastiku, z którego powstają wyroby kierowane do praktycznie każdej branży. Wystarczy rozejrzeć się po mieszkaniu, biurze czy budynku szkoły, ba zdać sobie z tego sprawę. Życie stało się dzięki temu łatwiejsze. Niestety, ten postęp ma swoją cenę - ilość śmieci rośnie w zastraszającym tempie, na Pacyfiku obserwować można plamę odpadów wielkości Francji. Jak to rozwiązać? Tajwan chce to zrobić radykalnie: zamierza zakazać stosowania niektórych produktów.

Plastik, jego nadmiar, stał się globalnym problemem. Wspomniana we wstępie Wielka Pacyficzna Plama Śmieci jest faktem, z którym trudno dyskutować. To miliony ton dryfujących tworzyw sztucznych, które co prawda rozkładają się, lecz trudno uznać to za pozytywne zjawisko – powstaje zawiesina utrzymująca się na różnych głębokościach. Śmieci zabijają ptaki, ryby, ssaki. Plastik trafia do łańcucha pokarmowego, w którym uczestniczymy i my – nie będzie przesadą stwierdzenie, że karmimy się śmieciami pochłanianymi przez zwierzęta. Szkodzimy środowisku, szkodzimy i sobie.

Jeśli nie znajdziemy sensownego rozwiązania problemu, utoniemy w tych odpadach. Dlatego naukowcy i firmy szukają sposobu na ograniczenie gór (i plam) śmieci. Pojawiły się m.in. pomysły, by wykorzystać bakterie do rozkładu tych materiałów, by karmić tym konkretne gatunki owadów. Niedawno pisałem też o jadalnych opakowaniach na wodę, biodegradowalnych butelkach – po jej wypiciu pojemnik może trafić do żołądka. Te projekty można uznać za skrajne lub odległe w czasie. Co zrobić dzisiaj? Przykładem sensownego działania jest chociażby oplata recyklingowa za torby foliowe wprowadzona w Polsce. Klient uderzony po kieszeni może się zdecydować na torbę wielokrotnego użytku. Tajwan zamierza pójść znacznie dalej.

Okazuje się, że azjatyckie państwo chce stopniowo ograniczać zużycie tworzyw sztucznych przez społeczeństwo. Zrobi to zarówno wzrostem cen, jak i wprowadzaniem zakazów (to na późniejszym etapie). Idea jest taka, by pozbyć się z obiegu toreb foliowych, kubków czy talerzy w tworzyw sztucznych, plastikowych rurek. Może się nam wydawać, że taka rurka niewiele zmienia, jest wąska, a po sprasowaniu cienka niczym kartka papieru, ale to wciąż szkodliwy odpad. Gdy pomyślimy o skali, na jaką jest używany, okaże się, że każdego roku z takich rurek budujemy olbrzymie kopce. A czy jest to towar, bez którego trudno wyobrazić sobie życie? Jeśli już ktoś musi z tego korzystać, może lepiej wprowadzić rurki wielokrotnego użytku? Ze stali czy szkła.

Jeśli dłużej się nad tym zastanowimy, może się okazać, że takich zamian moglibyśmy wprowadzić sporo. Jasne, to wiąże się chociażby ze wzrostem kosztów i utrudnieniami np. dla sieci fast foodów. Nie można mieć jednak wszystkiego, a z dwojga złego lepiej zapłacić więcej za fakt podania napoju w szklance niż dowiadywać się, że zbierane są podpisy pod petycją skierowaną do ONZ, by wspomnianą plamę na Pacyfiku uznać za państwo. Czy potrzebne nam na mapie Trash Isles (to nie żart)? I czy człowiek znowu pójdzie po rozum do głowy dopiero wtedy, gdy w oceanach zniknie życie, bo jego wody zamienią się w zawiesinę, w której nie mogą funkcjonować nawet najbardziej wytrzymałe organizmy? Może lepiej wziąć przykłąd z Tajwanu i spróbować żyć mniej plastikowo…