125

Pierwszy w sieci wywiad z twórcą Kwejk.pl – prawdopodobnie najpopularniejszego serwisu ze śmiesznymi obrazkami w Polsce

Dziś mam przyjemność zaprezentować wywiad z twórcą Kwejk.pl, w tej chwili prawdopodobnie najpopularniejszej strony zawierającej śmieszne obrazki w Polsce. Nie łatwo było się z Dymitrem skontaktować chociaż, jak sam twierdzi, jest pełno dziwnych plotek na jego temat w sieci. Tak naprawdę mało kto miał możliwość z nim porozmawiać twarzą w twarz. Okazało się, że jest […]

Dziś mam przyjemność zaprezentować wywiad z twórcą Kwejk.pl, w tej chwili prawdopodobnie najpopularniejszej strony zawierającej śmieszne obrazki w Polsce. Nie łatwo było się z Dymitrem skontaktować chociaż, jak sam twierdzi, jest pełno dziwnych plotek na jego temat w sieci. Tak naprawdę mało kto miał możliwość z nim porozmawiać twarzą w twarz. Okazało się, że jest to bardzo sympatyczny człowiek, mniej więcej w moim wieku, który odnajduje poczucie spełnienia w tym co robi. Zapraszam na wywiad z Dymitrem.

Jan Rybczyński: Jak to się wszystko zaczęło? Skąd pomysł na Kwejk.pl? Czy wzorowałeś się na już istniejącym serwisie?

Dymitr: To był grudzień tamtego roku, pewien znajomy pokazał mi serwis soup.io To jest taki portal blogerski, gdzie ludzie między sobą ripostują obrazki. Był na nim content, którego tak naprawdę w Polsce nigdzie nie było. Wiesz, były Demotywatory, ale zupełnie mi to nigdy nie podchodziło. Takie smutne pojęcie rzeczywistości, ale była zupa (soup.io), a na niej memy, komiksy, z całego świata. Ja wtedy pracowałem w firmie, nadzorowałem projekty i codziennie zaglądałem na zupę (soup.io). W Polsce to jest mało popularny serwis, a jest genialny. I było tak, że oglądając tę stronę co chwila wrzucałem obrazki na Facebooka. Pomyślałem, że mógłbym stworzyć swój blog, dodać przyciski Facebook share. Miałem kolegę, który był mi winien 500-600zł, no i poprosiłem go żeby mi za ten dług zakodował stronę. Ja stworzyłem mockupa (szkic strony), w programie który nazywa się Balsamiq, w ogóle genialne narzędzie, na takiej zasadzie, że tu pasek z napisem, tu obrazek, tu Facebook share, paginacja 10 obrazków no i podstrony – voila szkic gotowy. No mówię do tego znajomego, weź mi to zakoduj, ja sam zrobię grafikę.
Grafikę zrobiłem w Photoshopie chociaż mogłem i teoretycznie w Paincie, czarny kwadrat na cała stronę, na górze pasek z napisem Kwejk.pl, dowolną czcionką, random zupełnie.

Nazwa powstała przypadkowo, to była pierwsza domena, którą zarejestrowałem. Pochodzi stąd, że kiedyś dawno temu za czasów licealnych grałem w Quake’a i mój kumpel miał na komputerze hasło kwejk, właśnie przez „k”, stąd pomysł. Kiedy kolega w ramach zwrotu należności stworzył dla mnie stronę, ja uzupełniłem ją contentem.

JR: Czyli Ty umieściłeś pierwsze obrazki?

D: Tak, pierwsze obrazki były przeze mnie powrzucane. Pokazałem Kwejka swojemu znajomemu, który akurat miał dużo znajomych na Facebooku. Jemu się spodobało, on udostępnił jeden obrazek. Pierwszy dzień było 20 wejść, później 40, 80, 100, content się nie zmieniał, był stały, po prostu chciałem sprawdzić jak działa cały system. Ilość wejść się wahała, 200 potem 100, 800 znowu 100. Któregoś dnia trafiłem na jakiegoś bloga, albo na wykop, nie wiem dokładnie, no i nagle zaczęło rosnąć 500, 1000, 2000, 4000, 8000. Ilość wejść rosła każdego dnia. Do czerwca/lipca ilość wejść każdego dnia była większa niż dnia poprzedniego. Nie było żadnej reklamy, nie spamowałem na Facebooku, ani na forach, nic. Samo rosło.

JR: Po prostu wirusowo się to rozeszło? Nie miałeś serwisów z którymi współpracowałeś?

D: Nic, żadnej reklamy, nawet znajomych nie prosiłem, żeby wrzucali obrazki.

JR: To interesujące, bo według Gemiusa Kwejk jest zaraz za Demotywatorami, prawda?

D: To są dane z września. W tej chwili myślę, że mamy większy ruch niż oni.

JR: No właśnie, ciekawe co wpłynęło na tak dużą popularność?

D: Nie był żadnego zaplecza, nie było nic. Wszystko było oparte o Facebooka. Demotywatory miały przycisk Facebook Share przed Kwejkiem, tylko, że one miały listę pluginów, Wykop, Twitter, Blip, Facebook i tak dalej. Ja akurat interesowałem się internetowymi biznesami, bardzo interesował mnie Groupon. Grupon który obecnie znamy, to jest trzecia albo czwarta wersja projektu – pierwsze wersje były niewypałami. Okazało się, że ludziom nie wolno dawać za dużego wyboru. Człowiek się gubi i nic nie wybiera. Grupon działa tak: odlicza czas, kupujesz albo nie i tyle. Dlatego dałem tylko przycisk Facebook Share. Jest tylko jeden wybór, udostępnij albo nie.

Dodatkowo na Kwejku nigdy nie było i nie będzie komentarzy. W polskim internecie jest za dużo hejterów. Wspólnicy próbowali mnie namówić, więc włączyłem komentarze na pół godziny, zobaczyliśmy efekt i od razu wyłączyliśmy. Ale za to jak ludzie wrzucają obrazek na Facebooka, to mogą o nim dyskutować ze swoimi znajomymi, nie muszą robić tego na Kwejku. Rozmawiają w swoim gronie. O to chodziło.

JR: Więc tylko Facebook był siła napędową?

D: Tak, tylko i wyłącznie Facebook. Gdzieś kiedyś wyczytałem na Wykopie, że to Wykop wypromował Kwejka w Polsce, a to wyglądało tak, że z Wykopu buło wejść powiedzmy 1-10 tysięcy, a z Facebooka było 150-200-400-500-800 tysięcy. Nieporównywalna skala zupełnie.

Kiedyś byłem na spotkaniu ze znajomymi, to było w lutym i kolega mnie przedstawi znajomym i mówi, to jest gość, który zrobił Kwejka, wtedy Kwejk miał 80 tysięcy wejść dziennie. Ludzie na spotkaniu mówili, że oglądają, że bardzo fajnie jest i tak dalej. Pomyślałem sobie: „Wow, dwa miesiące minęły od założenia strony for fun, idziesz na piwo i ludzie zaczynają powoli kojarzyć”.

JR: Ze mną też tak było, że zobaczyłem jak znajomi wrzucają obrazki na Facebooka, któryś mnie zainteresował i tak trafiłem na Kwejka. No i mnie wciągnęło, zacząłem zaglądać regularnie.

D: Takich serwisów z obrazkami było multum. Były Demoty, Jeja, Funiaste, wymieniać i wymieniać tak naprawdę, ale one wszystkie bazowały na humorze, który nigdy do mnie nie trafiał. Kwejk bazował na początku na bardzo ciężkim, czarnym humorze, często w języku angielskim, z zagranicy, z 4Chana z soup.io. To była inna bajka.

JR: No dobrze, ale co zadecydowało, że humor na Kwejku poszedł w tę właśnie stronę? Ten pierwszy kontent, który wrzuciłeś samodzielnie?

D: Tak, na pewno. W tej chwili strona bardzo urosła, Kwejk jest jednym z największych serwisów w Polsce, ma ponad półtora miliona unikalnych wejść dziennie, wczoraj było milion sześćset. Dużo jest trzynastolatków, piętnastolatków, dwudziestolatków, dwudziestopięciolatków. W tej chwili jest to bardzo pomieszane, no i staramy się dotrzeć do wszystkich. Kwejk nie jest tym, czym był na początku, jest trochę inny, bardziej masowy. Trochę niestety, ale trochę tak to musi wyglądać. To już nie jest mój mały blog, który sobie stworzyłem, tylko wielki serwis. Wielka machina na której opierają się partnerzy, klienci, inne produkty, team itp.

JR: To w takim razie powiedz, jak content trafia na Kwejka. Czy jest jakaś moderacja?

D: Mam głównego moderatora, szefa, który stworzył mi team wolontariuszy, jakieś 30 albo 40 osób. Zespół dobrze się zna, korzysta z narzędzi do komunikacji i przeczesują oczekujące. Kwejk ma obecnie około 500 000 zarejestrowanych kont i codziennie trafia od 3 do 5 tysięcy obrazków na Kwejka, zupełnych randomów. Z tego wolontariusze wybierają listę od 400 do 800 najlepszych i podsyłają mi albo głównemu moderatorowi i my ostatecznie wybieramy co trafi na stronę główną.

Wolontariusze sami na główną nie wrzucają. Często też sam wyszukuję i dodaje obrazki. Dawno, dawno temu, jeszcze jak Kwejk był mały, zagadałem do Penpena, AndrzejRysuje, Zucha i innych Polskich blogerów i artystów. Mówię „Cześć chłopaki, mam taki serwis, pewnie znacie, czy mogę ja, jako admin, wrzucać wasze obrazki, wasze treści?”. I oni powiedzieli: „Pewnie, wrzucaj”. Mam pozwolenia od wielu polskich blogerów, twórców komiksów, mogę wrzucać ich content na Kwejka jako admin.

JR: To w takim razie, powiedz jak sobie dajesz rade z ruchem, który tak szybko rośnie? Czy utrzymanie go jest kosztowne? Jak to wygląda od strony technicznej.

D: Najpierw Kwejk był napisany w Pythonie, tak zupełnie nieprofesjonalnie i aplikacja bardzo szybko się wysypywała. Ja reklam nie umieszczałem przez bardzo długi czas, byłem temu przeciwny, ale koszty zaczęły bardzo mocno rosnąć. Najgorszy jest transfer, który jest strasznie drogi w Polsce. Powstały reklamy, żeby to wszystko utrzymywać. Trzeba było zatrudnić programistów, administratorów, stworzyć team. Przepisywaliśmy aplikację dwukrotnie, optymalizując pod ten ruch. Serwerów mamy 20, może 30, głównie na transfer. Szczerze, nie orientuje się w tym, mam od tego administratorów, którzy się tym zajmują.
Dodatkowo oczekujące na Kwejku przegląda bardzo dużo ludzi i oni też udostępniają na Facebooka. Ja mam skrypt, który segreguje np. w ciągu 24 godzin od najbardziej udostępnianych, do najmniej udostępnianych. Jak widzę, że w oczekujących ktoś miał 1000 lajków, to na głównej to będzie miało 5 tysięcy, może 100 tysięcy lajków.

JR: A możesz zdradzić ile kosztuje utrzymanie Kwejka? Szacunkowo?

D: Nie wiem. Mam wspólników, którzy zajmują się sprawami technicznymi. Sam się takimi rzeczami nie zajmuję.

JR: Jak zebrałeś ekipę która się tym wszystkim zajmuje? Dałeś ogłoszenie o pracę, czy to są Twoi znajomi?

D: Wszyscy są znajomymi, których znam już wiele, wiele lat. Programistę poznałem w dawnej pracy, administratora znam od 3 klasy podstawówki. Wszystko działa dobrze, więc jest ok.

JR: Jak wygląda sprawa praw autorskich? Jak jest tak dużo obrazków, nie da się ich wszystkich sprawdzić. Często zdarzają się pretensje? Dużo obrazków jest usuwanych?

D: Bywają pretensje i takie obrazki usuwamy. Chodzi o to, że użytkownicy zamieszczają obrazki pozbawione podpisu autora. Na przykład obrazki Penpena mają watermark, jest adres strony penpen.jogger.pl, a użytkownicy obcinają to zostawiając sam kontent i wrzucają to na Kwejka. Ja nie śledzę na bieżąco wszystkich tych blogów, nie wiem jak wygląda oryginał. Zdarza się, że taki obrazek może trafić na główną. Wielu z polskich twórców mam w znajomych na Facebooku i oni do mnie piszą, abym usuwał takie grafiki i ja je od razu usuwam. Ale nie zdarza się to zbyt często, max kilka maili dziennie. Musimy pamiętać, że Kwejk bazuje na user generated content. To nie jest content, który należy do mnie. Nie da się tego w pełni kontrolować. Ostatnio znalazłem wyjście, które pomoże mi częściowo rozwiązać problem.

Założę konta premium, dla blogerów, oczywiście bezpłatnie. Dla nich będzie osobny dział „Oczekujące” i oddzielna strona główna. W ten sposób blogerzy będą mogli siebie promować, każdy obrazek będzie podlinkowany pod ich stronę. Zwykły content będzie osobno. Moderatorzy dostaną instrukcję, żeby nie sugerowali obrazków z tych blogów, które i tak będą miały konta premium.

Trzy dni temu dałem ogłoszenie na temat kont premium. Dostałem kilka tysięcy maili. Na kilkaset odpisałem, mam kilka tysięcy maili w kolejce. Muszę zrobić selekcję bo napisało dużo osób, którzy tak naprawdę nie będą pasować na Kwejka, malarze, graficy. Jest mnóstwo chętnych.

Wiesz, jest pełno polskich blogerów, których content jest genialny, ale na ich blog wchodzi dwa lub trzy tysiące osób dziennie, a na Kwejka wchodzi półtora miliona dziennie. Wydaje mi się, że blogerom chodzi o to, żeby dotrzeć do swojej niszy i będzie to możliwe dzięki Kwejkowi. To jest fajne, do tego chce dojść.

JR: Jakim kanałem ogłaszasz wprowadzenie takich zmian?

D: Przez obrazek umieszczony na Kwejku. Poprosiłem mojego grafika, żeby stworzył grafikę promującą akcję „Rób zajebiste rzeczy i dziel się”.

JR:  Możesz zdradzić jakie są plany dotyczące Kwejka na przyszłość? Pojawiła się przecież aplikacja na Androida.

D: Jest aplikacja na Androida, jest aplikacja na iPhone’a. Akurat się z tym trochę zagapiliśmy, ale wreszcie są.
Chcę, żeby Kwejk wrócił trochę do swojego starego stylu, bardziej czarnego humoru, bo to jest humor, który mi się podoba. W tej chwili powstały dwa serwisy jebzdzidy.pl  i  hoty.pl, za pomocą których chce rozdzielić użytkowników. Hoty.pl  są bardziej dla młodzieży. Jebzdzidy.pl  jest zupełnie czarnym humorem, serwisem, na którym nie będzie żadnych reklam, bo i tak ich nikt nie wykupi, tam są treści hardcorowe. Może powstanie jeszcze jeden, albo dwa klony Kwejka, które rozpropagują ruch, a na Kwejku zostaną Ci, którzy zaczęli go oglądać. Tam był najfajniejszy content. Żeby nie było już tych haseł: „jeśli zbiorę 1000 komentarzy to coś zrobię”. Mimo, że jestem przeciwny tego rodzaju treściom, okazuje się, że dają strasznego boosta w statystykach. Kwejk jest machiną i musi rosnąć. Czasami, niechętnie, ale muszę dawać tego typu treści, żeby było dużo Facebook Shareów, ale chcę to oddzielić, żeby tego już na głównej stronie Kwejka nie było.

JR: Inne serwisy o których mówiłeś: Jebzdzidy i Hoty, czy one będą powiązane marką z Kwejkiem?

D: W tej chwili promuje je przez Kwejka reklamą, a w końcu mam nadzieję, że będą całkowicie autonomiczne.

JR: Czyli to będą oddzielne serwisy, nie będą miały wspólnej marki? Ludzie nie będą wiedzieli, wchodząc na Hoty, że to ma coś wspólnego z Kwejkiem?

D: W przypadku akurat klonów Kwejka nie jest to ważne. Ale tak, o to chodzi Zobacz na gadu-gadu. Ja ostatnio odwiedziłem stronę gadu-gadu.pl, odpalam i co widzę? Jakiś wielki portal, jak onet.pl, newsy, informacje ze świata. Im tak naprawdę nie za wiele się przyjęło. Radio się nie przyjęło, strona się nie przyjęła itd. A oni bazowali na silnej marce GG. To jest według mnie zły kierunek – bazowanie na marce podstawowej. Trzeba robić oddzielne serwisy, oddzielne brandy i przekierować ruch. Po co mam tworzyć Kwejk-shop, Kwejk-randki? To bez sensu, Kwejk jest od śmiesznych obrazków. Trzeba iść dalej, tworzyć kolejne produkty.

Jestem też współwłaścicielem serwisu Sadistic.pl. Kupiliśmy obecnie Sadistica, dogadaliśmy się z Łukaszem, dobra decyzja, fajny zakup, bardzo mocno promujemy ten serwis. Rozwijamy się w tę stronę, przejmujemy, kupujemy, tworzymy i tak dalej. Myślę, że mój plan obejmuje 100 programistów w ciągu kilku lat, bo tyle rzeczy jest jeszcze do zrobienia. Teraz będziemy tworzyć zupełnie inne serwisy, bardzo szerokie spektrum. Te, które w tej chwili istnieją są zasięgowe. Jak gazeta.pl, jak onet.pl, dużo ludzi, wrzucasz reklamę produktu, przekierowujesz ruch. Ale będziemy tworzyć różne serwisy, gry, serwisy randkowe, ogłoszenia. Próbować walczyć w tym polskim internecie.

JR: Kwejk zarabia i utrzymuje się tylko z reklam?

D: Tylko i wyłącznie z reklam.

JR: I jak wyglądają te reklamy? Po bokach i czasami jako Kwejki?

D: Mamy AdSense’a i partnera spolecznosci.pl – firma Rafała Agnieszczaka, czyli założyciela Fotki.pl. Społeczności.pl jest biurem sprzedaży powierzchni reklamowej na serwisach społecznościowych Kwejk, Ściąga, Fotka i tak dalej. Oni chodzą po domach mediowych i mówią: „kupcie reklamę na Kwejku”. Wtedy mam te wielkie reklamy na cała stronę. A poza tym jest AdSense, który jest naszym stałym partnerem, wstawiasz kod javascriptowy i on wybiera reklamy partnerów, dostajesz kasę za kliknięcie.

JR: Kwejk cały czas rośnie? Nie ma spadków?

D: Rośnie, nie ma spadków. Były zastoje w wakacje, ale to chyba normalne, bo ludzie wyjeżdżają na wakacje, w tej chwili jest wzrost i to bardzo duży wzrost.

JR: Jak sobie z tym radzisz? Robisz sobie czasem wolne? Czy jak wyjeżdżasz, to cały czas pracujesz zdalnie?

D: Byłem na wakacjach pierwszy raz od kilku lat, na Węgrzech z moja dziewczyną i codziennie kilka godzin poświęcałem Kwejkowi. Nie ma dnia, wolnego, czy jest poniedziałek, czy jest niedziela, czy święto. Każdy dzień jest takim sam – dużo pracy. Nie chodzi o obrazki, to jest obecnie wielka machina, to są pracownicy, partnerzy, reklamodawcy, uwagi do serwisu, maile.

JR: Kwejk jest Twoim głównym projektem, temu poświęcasz czas, z tego się utrzymujesz?

D: Tak, ale celem jest rozwój. Znajomy mi kiedyś powiedział: „Masz w tej chwili trzęsienie ziemi, a jak jest trzęsienie, trzeba grabić, zapieprzać i jak najwięcej zgarniać dla siebie”. Muszę tworzyć kolejne rzeczy, kolejne serwisy, kolejne produkty, na bazie Kwejkowego zasięgu. Tak jak O2, oni bazowali na jednym projekcie, mieli pocztę, z tego wyszedł portal o2, Pudelek i tak dalej. Trzeba się rozwijać.

JR: Co doradził byś osobom, które chcą otworzyć własny serwis w internecie?

D: Na pewno nie klonować. Zastanowić się jak ma projekt wyglądać, kto ma być grupą docelową, spróbować sobie wyobrazić moment odpalenia projektu. Jak ma się rozwijać itp. itd. Wszystko na spokojnie. Codziennie powstaje setka startupów które nie mają prawa bytu. Po co nam kolejny portal na którym mogę oddać jakąś szmatę za darmo? Albo kolejne zakupy grupowe. Można pomysły ulepszać, ale i tak warto się zastanowić jak to potem wypromujemy. Ja tego share’a pod obrazkiem wyjąłem z filozofii groupona, nie był to przypadek. Co prawda nie spodziewałem się aż takich wyników. W Polsce Kwejk jest pierwszym serwisem, który urósł tak szybko przez wirusowy marketing Facebooka. W tej chwili każdy serwis ma przycisk „Lubię to!”. Osiem miesięcy temu tego jeszcze nie było. Na Onecie, na Gazeta.pl, na Pudelku, nie było lajków. W tej chwili są wszędzie. Facebook jest genialnym narzędziem.

JR: Miałem problem, żeby do Ciebie dotrzeć.

D: Dobrze :)

JR:Czy chcesz być rozpoznawalny, kojarzony z Kwejkiem?

D: Nie, zupełnie nie. Popularność mnie nie interesuje, tylko rozwój i statystyki (śmiech). To jest najfajniejszy moment, kiedy wchodzisz w Analyticsa i widzisz wzrosty statów. Najfajniejsze uczucie.

JR: Dziękuję za rozmowę.