20

Patrząc na to, co teraz się dzieje, kolejne opóźnienia Wiedźmina mnie wcale nie martwią

Producenci łatają gry na potęgę. Nigdy nie było to jakimś szczególnie problematycznym zjawiskiem. Nawet w czasach, gdy jeszcze internetu nie było pod polskimi strzechami, na płytkach dołączanych do magazynów pojawiały się „łatki” do popularnych tytułów. Konieczność wyeliminowania błędów, które nie zostały wyłowione na etapie betatestów pojawiała się bardzo często. Jednak to, co dzieje się obecnie jest jakimś kuriozum. Branża gier ma poważny problem. Ostatnie […]

Producenci łatają gry na potęgę. Nigdy nie było to jakimś szczególnie problematycznym zjawiskiem. Nawet w czasach, gdy jeszcze internetu nie było pod polskimi strzechami, na płytkach dołączanych do magazynów pojawiały się „łatki” do popularnych tytułów. Konieczność wyeliminowania błędów, które nie zostały wyłowione na etapie betatestów pojawiała się bardzo często. Jednak to, co dzieje się obecnie jest jakimś kuriozum. Branża gier ma poważny problem.

Ostatnie miesiące to prawdziwa eskalacja tego problemu. Najpierw na półki sklepowe trafił Assassin’s Creed: Unity, który wręcz przytłaczał liczbą niedoróbek i błędów. Gra sprawiała wrażenie, jakby nikt nawet nie wysilił się na jej przetestowanie. Trudno uwierzyć by tyle rażących problemów umknęło twórcom. W rezultacie firma boryka się ciągle z wydawaniem patchy. I tutaj perełka. Najnowszy ma teoretycznie 6,7 GB rozmiaru, ale ze względu na problemy techniczne na Xboksie One konieczne może okazać się pobranie aż… 40 GB, a więc całej gry od nowa. Biorąc pod uwagę, że konsola ma dysk 500 GB, dla wielu użytkowników będzie to równoznaczne z potrzebą zrobienia niemałej czystki.

Ubisoft to skrajny przykład. Źle dzieje się też u innych. Dragon Age: Inkwizycja był już łatany kilkukrotnie. Poprawiano sztuczną inteligencję towarzyszy, eliminowano błędy graficzne i wiele innych problemów. Szczególnie istotna była aktualizacja pecetowej wersji gry, której wręcz nie przystosowano do obsługi myszą i klawiaturą. Parodia.

lords_of_the_fallen_4

Mógłbym tak wymieniać dalej. Problemy były z Halo: Master Chief Collection, a także z komputerowym Wasteland 2. Nie ustrzegł się ich nawet zaprawiony w bojach Blizzard, który wprowadzając na półki sklepowe dodatek do WoWa Warlords of Draenor, uniemożliwił części graczy zabawę. Nawet polskie CI Games wyłożyło się na Lords of the Fallen, które było w pośpiechu łatane ze względu na błędy uniemożliwiające wręcz komfortową rozgrywkę. Pół biedy, gdy aktualizacja eliminuje pomniejsze problemy i po prostu dopieszcza produkt. Skandalem jest jednak sytuacja, gdzie gracz nie może w pełni skorzystać z produktu, bo uniemożliwiają mu to błędy. Tutaj pojawia się zasadnicze pytanie – czy ktoś w to grał przed premierą?

Otóż grał. Wypuszczanie na rynek niekompletnych i nieukończonych gier staje się wręcz powszechne. Powody są różne – czasem twórcy chcą w ten sposób zachęcić do przedpremierowego zamawiania gier (od lat praktykują to twórcy Foobtall Managera), a czasem wersje te trafiają kilka dni przed premierą do mediów (tak było z Loirds of the Fallen). W tym czasie deweloperzy natomiast ciągle pracują, testują i piszą kod gry, wypuszczając w dniu premiery aktualizację. Znaleziono już nawet dla niej nazwę „Day One Patch”. Czyli wszystko jest ok? Nie, nie jest.

Gry są obecnie bardziej złożone niż kiedyś? Bzdura. Wszechobecne uproszczenia w większości przypadków aż biją po oczach. Jasne, rozwinęła się SI i poprawił poziom grafiki, ale podstawowe mechanizmy rozgrywki nie są rozbudowywane, a wręcz przeciwnie. Porównajcie mechanikę starych gier RPG opartych na Advanced Dungeons & Dragons z najnowszymi hitami, a będziecie wiedzieć, o co mi chodzi. Wyjątkiem są tutaj hardkorowe produkcje, jak strategie Paradox Interactive czy gry z serii Total War, ale ich o dziwo problem nie dotyczy.

Assassin's_Creed_Unity_ArnoAndElise_166312

Ratunkiem mogłaby być tutaj sprawnie działająca siatka crowdsourcingu. To, co mamy obecnie, a więc Steam Early Access i pochodne się do niej na pewno nie kwalifikują. Zamiast tego potrzebne jest narzędzie, w ramach którego gracze, którzy z jakiś względów uzyskają dostęp przed premierą, będą mogli zgłaszać twórcom znalezione błędy. Pomijam już tutaj konieczność inwestowania znacznych kwot w betatesty – coraz częściej odnoszę wrażenie, że tych po prostu nie ma.

A może przyczyn należy szukać gdzie indziej? Kiedyś na sequel ulubionej produkcji musieliśmy czekać relatywnie długo. Dziś kolejne Call of Duty, Assassin’s Creed, Need for Speed wychodzą niemalże co roku (jak widać temu ostatniemu odbiło się to już czkawką). Inne serie też przyśpieszyły – jeszcze w pamięci siedzi mi zakończenie Far Cry 3, a tu już gorącą czwórkę przynosi kurier w kopercie. Ledwo co wyszedł AC: Unity, a już wycieka zapowiedź kolejnej części o podtytule Victory. Sezon ogórkowy? Jeszcze kilka lat temu mogliśmy o takowym mówić, a obecnie gry wychodzą niemal całym rokiem – premiera za premierą, sequele, prequele, spin-offy. Istne szaleństwo. Tymczasem okazuje się, że od przybytku głowa jednak boli.

Może zatem powinniśmy dostrzegać dobre strony opóźnienia Wiedźmina III? Może dzięki temu nie dostaniemy niedopracowanego, najeżonego błędami produktu. Chcę wierzyć, że ekipa CD Projekt RED nie robi tego tylko po to, aby bardziej wygładzić kobiece postaci i dodać kilka efektownych zaklęć czy eksplozji. To, co się obecnie dzieje na rynku gier, przekracza wszelkie granice.

  • AdamK

    Oj, gier startegicznych Paradoxu problem dotyczy, zazwyczaj do pierwszego patcha nie ma sensu grać. Nie pomaga nawet to że gra jest bardzo szeroko testowana (załapałem się na testeowanie EUIV) – po prostu są to gry baaaardzo złożone.

  • velpl

    dopóki gracze będą nadal w ciemno kupować kota w worku znanego preorder nic się nie zmieni, gdyż u wydawcy „hajs się zgadza”. głosowanie portfelem to najlepszy oręż jaki my gracze mamy i powinniśmy w końcu z niego skorzystać

  • Edwin

    Osobiście mogę się jedynie domyślać jak skomplikowanymi programami są gry. Te najnowsze triple A wykorzystują wszystko co masz w komputerze/konsoli, nie dziwota, że się sypią. Oczywiście nie usprawiedliwia to tego, że wypuszczają popsuty produkt, ale nie wierzę, że da się przy jakimkolwiek logicznym deadlinie stworzyć bug-free produkt. Jak ktoś lubi grać w te kupy od ubisoftu to musi się z tym pogodzić. :v

  • Michał

    Warto dodać do tego wszechobecne DLC. DLC są wszędzie, nierzadko wszystkie razem przewyższają wartość „podstawki” dwukrotnie, trzykrotnie, etc. Szczególnie odbija się to w grach sieciowych, bo tam z reguły nigdy nie wyjdziemy z serwera mając statystyki na plus bez jakiegokolwiek usprawnienia w postaci DLC. Wspomnieliście, że seria Total War nie upraszcza mechaniki – cóż z tego, jeśli gra – mimo kilkunastu łatek – dalej chodzi mozolnie (15-20 FPS, „zamrażanie” w czasie bitew) na dwukrotnie mocniejszym PC niż przewidują rekomendowane wymagania? Malo tego, zamiast wyeliminować problem optymalizacji twórcy postanowili pójść w nic innego jak w DLC. Moim skromnym zdaniem ostatnie studia broniące się przed tymi zarzutami to Bethesda i Rockstar – dopracowane gry, grywalne nawet bez łatek, DLC zawsze wnoszą coś sensownego. Przykładowo do Skyrima wydano 2 fabularne DLC po 60 zł jedno: obydwa dodają około 40 godzin gry, pełno nowych usprawnień i ulepszeń. Pozdrawiam tych, którzy dotarli do końca ;)

    • Igor Wiśniewski

      Bethesda i dopracowana gra to oksymoron :)

    • Pan Mięsożerny Władysław

      Tak, F3 i F:NV oraz Skyrim były dość mocno zbugowane i ciągle są.

    • Paweł „Tester”

      Niekoniecznie, są mody, które naprawiają błędy i co najważniejsze ulepszają gameplay. Uważam, że do w/w gier i innych gier Bethesdy konieczne jest dogranie kilku, a nawet kilkunastu modów. Moderzy potrafią zdziałać cuda.

      Ogólnie to spokojnie do większości gier, które wspierają modyfikacje warto je instalować, do starszych tytułów np. pierwsze Fallouty, Baldury są niemal konieczne. Porównanie mam przechodząc kilkanaście razy Fallouta 2 bez modów kilka lat temu i z modami (Restoration Project z high resolution path) – wtedy mogłem powiedzieć, że grałem w „ukończony” produkt. :)

    • Pan Mięsożerny Władysław

      Tak, pełna zgoda. Tylko, że mody naprawiające błędy nie powinny istnieć ;)

  • Bartek

    Ostatni Total War to wrecz wzorcowy przyklad jak nie wypuszczac gry. Wlasciwie gra byla strawna dopiero po KILKUNASTU łatkach (a tuz po premierze to wrecz sprawiala wrazenie wersji alfa), wiec niestety porownanie malo trafione :)

  • hola hola a czemu to ma user być beta testerem.. Czy wykonywanie za kogoś pracy ma być za FREE bo ktoś w zamian udostępnił mu grę… Nie nie ja się na to nie zgadzam, co mi z tego że dostanę grę za darmo jak przejście jej będzie katorgą ze względu na buqi. Całą przyjemność z grania wówczas znika. Czemu są patche bo proces wypuszczania gier się skrócił dwukrotnie. Kiedyś średnio min na nowy tytuł czekało się 2-3 lata (który wnosił przeważnie nową grafikę i inne fixy) Ale na takim modelu ciężko się zarabia kasę, więc go skrócono kosztem graczy. Nowe odsłony w zasadzie lekko poprawiają grafikę, nowa historia i nowe questy. Kiedyś gry pisało się od podstaw teraz mamy frameworki, które skracają czas tworzenia gry.
    Fabularnie gry są bardzo proste.. ze względu że większość nie lubi zbyt trudnych gier.. i jak coś wymaga głębszej analizy do rozwiązania questa to porzucają grę. Więc dla 90% gry muszą być proste, a dla tych pozostałych 10% nie opłaca się produkować gier. Chyba że je sobie za sponsorujemy jak to było w przypadku np Pillars of Eternity (chodź i tak mam tutaj pewne obawy co do fabuły.)

    • jscst

      (…)Kiedyś gry pisało się od podstaw teraz mamy frameworki, które skracają czas tworzenia gry.(…)

      I co w tym złego… Przykładowo malware stuxnet-podobne były też na platformie (nazywa się ona tilded), a trzeba pamiętać, że te sukinsyny były tak skomplikowane, że głowa mała (np. niektóre „podsłuchiwały” wszystko co się da)…

  • Marek Smoliński

    Kto grał w Fallout (1) przed jego załataniem, ten nie pisze takich artykułów.

    Kiedyś nie było Internetu. Producenci więc przykładali większą wagę, aby uniknąć błędów, bo raz wydana gra już nie mogła być (tak łatwo) spatchowana. Od kiedy mamy Internet, zmieniły się standardy – gracze chcą móc zagrać jak najszybciej – a że pojawi się bug? To nie problem, zaraz wyjdzie patch, który po cichu zaaplikuje się sam (Steam).

    Kiedyś patche zajmowały znacznie mniej niż dzisiaj. Wiąże się to z tym, że
    – gry ważyły znacznie mniej
    – Internet był wolniejszy

    Dzisiaj Internet jest tak szybki, że twórcom nie opłaca się bawić w optymalizację rozmiarów łatek – po prostu zamieniają całe pliki, a swoje zasoby ludzkie przeznaczają na bardziej istotne dla gracza kwestie (jak naprawa kolejnych bugów albo dodawanie DLC).

    Kiedyś różnorodność sprzętu była mniejsza. Dzisiaj wykorzystuje się specjalne funkcje procesorów i kart graficznych oraz systemów operacyjnych. To nie są sprzyjające warunki do tworzenia działającej gry; inna sprawa, to debugowanie kodu, które jest znacznie łatwiejsze dla gry 2D niż dla gry 3D z symulacją fizyki, często działającą na zewnętrznym silniku graficznym, którego twórca gry nie rozumie w 100%.

    Ja z twórcą artykułu zgodzić się nie mogę. Może mam szczęście do nowych gier lub po prostu z tytułu moich preferencji i niechęci do masowo produkowanego szajsu, nie nadziewam się na zbugowane produkcje. Grałem w Cień Mordoru i nie przypominam sobie żadnych bugów.

    Natomiast w przeszłości wielokrotnie nadziewałem się na krytyczny błąd, który uniemożliwiał mi ukończenie gry, np. Spellcross: Ostatnia Bitwa, czy wzmiankowany już Fallout

    • Paweł „Tester”

      Do pierwszych Falloutów polecam dodatkowo dograć mody, do dwójki szczególnie Restoration Project w najnowszej wersji – śmiało można powiedzieć, że zagramy w finalny produkt, taki jaki miał być wydany, ale twórcy z różnych przyczyn takiego nie zrobili. Grywalność jest jeszcze większa. :) Do części pierwszej też coś się znajdzie, choćby Fix it.

  • Szymon

    Jeśli zakładamy, że następna część wychodzi za rok, ile realnie mamy czasu?

    Ile potrzeba czasu od zakończenia prac, do umieszczenia gry na półce? Trzeba to wypalić na płytach, umieścić w pudełkach, rozesłać po świecie. Miesiąc? Dwa?

    Jeśli przygotowanie złożonej aplikacji internetowej razem z testami i poprawkami zajmuje czasem nawet 2 miesiące (mowa o dużych aplikacjach) to ile powinno trwać samo choćby testowanie czegoś takiego jak Unity?

    I tu jest odpowiedź. Parcie na kasę. Tylko i wyłącznie o to tu chodzi. CD Projekt się z tego nurtu wyłamuje, choć nie do końca, bo też wypuścili preordery zawodząc tych, którzy wcześniej dokonali wpłaty.

  • Arkadiusz Maciejewski

    Polacy nic sie nie stało

    • N7

      Powiedz to kasie którą straciłem na akcjach CDR ;_;

  • Ja4

    „Gry są obecnie bardziej złożone niż kiedyś? Bzdura”
    Koniec tekstu jak dla mnie i dobre podsumowanie poziomu. Pa!

  • michaś

    Ze niby Rome 2 total war był w dniu premiery grywalnych?

  • Pingback: Windows 10 wydaje się być sukcesem, zanim jeszcze w ogóle oficjalnie zadebiutował - AntyWeb()

  • Pingback: Patrzę na działanie Batmana: Arkham Knight na PC i cieszę się, że gram na konsoli - AntyWeb()