109

Ofiara zbrodni lubińskiej w reklamie wódki, czyli skrajny debilizm w social mediach

Dawno się tak w sieci nie zagotowało. Oto bowiem na oficjalnym profilu bielskiego Polmosu, Extra Żytnia, pojawiła się najsłynniejsza fotografia ze stanu wojennego. Uczestnicy lubińskiej demonstracji 1982 roku pod ostrzałem ZOMO niosą śmiertelnie rannego Michała Adamowicza. Czyżby przygotowania do uczczenia rocznicy tzw. zbrodni lubińskiej? Nic bardziej mylnego. Pomysłowy Dobromir z Polmosu postanowił przerobić fotografię na […]

Dawno się tak w sieci nie zagotowało. Oto bowiem na oficjalnym profilu bielskiego Polmosu, Extra Żytnia, pojawiła się najsłynniejsza fotografia ze stanu wojennego. Uczestnicy lubińskiej demonstracji 1982 roku pod ostrzałem ZOMO niosą śmiertelnie rannego Michała Adamowicza. Czyżby przygotowania do uczczenia rocznicy tzw. zbrodni lubińskiej? Nic bardziej mylnego. Pomysłowy Dobromir z Polmosu postanowił przerobić fotografię na mem o pijaczkach, sugerując, że postrzelony i umierający Adamowicz za dobrze się bawił przy wódeczce…

Czy mogło być gorzej? Jasne! Polmos mógł na przykład opublikować fotografie pedofilskie i napisać, że wódka łączy ludzi. I wcale bym się nie zdziwił, gdyby coś takiego faktycznie się zdarzyło, bowiem stoimy oto wobec poważnego problemu – tak potężnym narzędziem, jak media społecznościowe, zajmują się dziś w firmach niedouczeni debile.

O zbrodni lubińskiej słów kilka

Oddaję głos Krzysztofowi Raczkowiakowi, mojemu Koledze i jednocześnie autorowi zdjęcia, które znane jest dziś w całym świecie:

31 sierpnia 1982 r. władza komunistyczna dopuściła się w Lubinie zbrodni, która na zawsze pozostanie w sercach i umysłach zarówno mieszkańców tego miasta, jak i wszystkich Polaków. W wyniku działań milicji i ZOMO od kul zginęły 3 osoby, a kilkadziesiąt zostało rannych. Pamięć o ofiarach stanu wojennego jest ważna dla przyszłych pokoleń. Nie można dopuścić, by zapomniano o Michale Adamowiczu, Andrzeju Trajkowskim i Mieczysławie Poźniaku, którzy zginęli z rąk „władzy ludowej”. Nie można też pozwolić, by zapomniano o tych, którzy swymi decyzjami przyczynili się do śmierci niewinnych ludzi. (…) Dopiero następnego dnia, gdy wywołałem filmy i zrobiłem powiększenia, zobaczyłem scenę, przy której naprawdę zabiło mi serce. Zrozumiałem, czego byłem świadkiem – na moich oczach zamordowano człowieka. To nie był jakiś anonimowy żołnierz czy ofiara wypadku z wiadomości telewizyjnych. To był ktoś, kto być może kilka minut wcześniej biegł razem ze mną przez łąkę i chował się za pniem wierzby słysząc świst kul i widząc, jak z drzewa sypią się ścięte przez nie liście. (źródło)

Do dziś tzw. zbrodnię lubińską stawia się w jednym rzędzie z masakrą górników w kopalni Wujek. To nie kolejne nudne daty z historii. To dwa wydarzenia, które wstrząsnęły Polską i światem. Władze ludowe rękami służb mundurowych zamordowały obywateli na oczach tłumów.

Wydarzenia z kopalni Wujek znam z lektury, sytuację lubińską z kolei jako dziecko obserwowałem z okna mieszkania kolegi na piątym piętrze. Pamiętam, że nie mogłem wrócić do domu, bo zomowcy wrzucali do klatek schodowych pojemniki z gazem łzawiącym. Wspomnienie to bolesne, bo członek mojej rodziny działał wówczas właśnie po stronie reżimu…

31 sierpnia 1982 roku zginęło trzech uczestników pokojowej manifestacji, a jedenastu zostało rannych. Milicja oddała w sumie przeszło 900 strzałów…

Wódko, pozwól żyć…

Wczoraj na oficjalnym profilu Extra Żytnia pojawia się słynne zdjęcia Krzysztofa Raczkowiaka opatrzone znakiem firmowym wódki i dwoma tekstami następującej treści:

„Kac Vegas? Scenariusz pisany przez Żytnią.”
„Gdy wieczór kawalerski wymknie się spod kontroli. Wina Żytniej?”

Zdjęcie podsyła mi mój przyjaciel, również lubinianin, Mateusz Stan. Natychmiast publikuję je na swoim profilu (nie tylko ja zresztą, bowiem w sieci ruszyła lawina), opatrując stosownym opisem (wybaczcie, że nie zacytuję) i w zasadzie do północy odpowiadam na liczne maile ze strony mediów. Dlatego też opisuję Wam to wszystko dopiero dziś. Pytań pada wiele, bowiem znam nie tylko autora fotografii, ale i rodzinę tragicznie zmarłego Michała Adamowicza.

„Odebrało mi mowę i czucie w członkach… nie mogę w to uwierzyć – żeby zareagować muszę się uspokoić, ale na pewno tego tak nie zostawię” – tak autor najsłynniejszego zdjęcia obrazującego Zbrodnię Lubińską Krzysztof Raczkowiak zareagował w rozmowie z Radiem Wrocław na pomysł zareklamowania jednej z marek wódki. (źródło)

Tymczasem Extra Żytnia reaguje nad podziw szybko. Zdjęcie usunięte zostaje z sieci, ale Internet nie zapomina…

Trzy strzały w stopę jednego dnia

Bielski Polmos nie oddał co prawda 900 strzałów, a jedynie trzy – za to wszystkie we własną stopę.

Pierwszym strzałem (i to z dwururki) była oczywiście publikacja zdjęcia. Nie tylko upokorzono rodzinę zmarłego i zbezczeszczono godność ofiar, ale i złamano prawa autorskie, używając cudzego zdjęcia do reklamy alkoholu. Przypomnę, że fotografia ta jest dostępna w sieci, ale nie oznacza to, że można z niej korzystać bez ograniczeń. To nie jest zdjęcie stockowe. Poza tym wszędzie występuje ono w kontekście jednoznacznym, jako ilustracja tragicznych wydarzeń 1982 roku. Czy można było tego nie zauważyć? Owszem, zdjęcie mógł pobrać debil lub analfabeta. Innej możliwości nie widzę.

Drugim strzałem były wystosowane natychmiast przeprosiny:

W imieniu zespołu Extra Żytniej najmocniej przepraszamy wszystkich, których uraziliśmy naszą publikacją. Pragniemy podkreślić, że publikacja takiej fotografii nie była wynikiem braku szacunku, a naszej nieświadomości. Popełniliśmy błąd i teraz za niego przepraszamy. Dopełnimy wszelkich starań, aby taka sytuacja się nie powtórzyła. Zespół Extra Żytniej (źródło)

Gdzie tu strzał w stopę? To proste. W obliczu tak poważnego błędu ktoś próbuje się wykpić wątpliwej wartości wpisem. Mało tego, zespół Extra Żytniej przeprasza tylko tych, którzy poczuli się urażeni. O rodzinie zamordowanego czy ofiarach stanu wojennego już nie pamięta. A może dalej nie ma świadomości? Osobiście interpretuję ten wpis następująco: „No dobra, czepiacie się, to przepraszamy. Stało się, co się stało. Na wuj drążyć temat?”…

Tymczasem w obliczu takiego kryzysu głos winien zabrać zarząd spółki. Przeprosiny powinny być oficjalne, podpisane nazwiskiem (lub nazwiskami), firma winna posypać głowę popiołem, ściąć kilka głów i najlepiej wpłacić jakąś okrągłą sumkę na konto stosownej fundacji. Zamiast tego wybrano tryb oszczędnościowy w postaci dalszego strugania idioty. Pała z social mediów, pała z PR, pała z myślenia…

Trzecim strzałem był kolejny post, opublikowany sześć godzin po przeprosinach. Nie wiem, gdzie trzyma głowy zespół Extra Żytniej, ale na pewno jest tam ciemno i śmierdzi. Na zasadzie „nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało” opublikowano sielski wizerunek wódeczki w zbożu z opisem następującej treści: „Żeby jesienią było co na stół postawić.”

Dobry, bo tani

Cała ta historia jest częścią większego problemu. Oto bowiem mamy w Polsce od lat następujący łańcuszek nieszczęść:

  1. mało zdolne dziecko idzie do szkoły,
  2. w szkole system dwoi się i troi, by z mało zdolnego zrobić kompletnego debila,
  3. po maturze na poziomie debilnym (sic!) mentalny gimbus idzie na studia,
  4. na studiach system próbuje z debila zrobić jeszcze większego debila,
  5. debil z dyplomem magisterskim szuka pracy,
  6. korpo, które nie odróżnia konia od koniaku, zatrudnia debila, bo jest tani, a tani znaczy dobry,
  7. następuje szczęśliwa faza wzajemnego macania się po tyłkach.

Po co płacić dużo profesjonalistom, skoro można płacić mało idiotom? Tylko że to się potem mści straszliwe. Przekonał się o tym Polmos, przekonały się też boleśnie inne firmy, które musiały potem tłumaczyć się przed UOKiK lub w sądzie, a potem płacić potężne kary. Przypomnijcie sobie chociażby sprawę nc+. 11 milionów kary to kwota nie w kij dmuchał.

Czekam na rozwój wypadków, bowiem sprawa winna zakończyć się w sądzie i stać świętym studium przypadku dla każdego PR-owca. Tymczasem składam szczere wyrazy współczucie członkom rodziny zamordowanego. Nawet nie próbuję sobie wyobrażać, co muszą teraz czuć i przez co przechodzić…

_______________________________

UPDATE:

– Nie ma akceptacji dla profanacji oraz nieetycznego i niemoralnego bezczeszczenia pamięci Michała Adamowicza oraz pozostałych zastrzelonych i rannych tego tragicznego w skutkach dnia Zbrodni Lubińskiej – podkreśla Bogdan Orłowski, szef Solidarności Zagłębia Miedziowego. Związkowcy zapowiadają też skierowanie sprawy do prokuratury. (Czytaj więcej tutaj)