57

Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji, czyli o ZPAV słów kilka

Związek Producentów Audio Video jest wielkim wygranym. Dlaczego? Choć wszyscy twierdzą, że strzelił sobie w stopę, kula trafiła w nas. ZPAV przypomniał nam bowiem starą komunistyczną zasadę: co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie. Twórcy dowiedzieli się, że instytucja ta sama nadała sobie prawo do zarządzania losem ich dzieł. Ba, wielu z z nich po raz pierwszy w ogóle usłyszało o ZPAV. A konkluzja jest taka, że związek […]

Związek Producentów Audio Video jest wielkim wygranym. Dlaczego? Choć wszyscy twierdzą, że strzelił sobie w stopę, kula trafiła w nas. ZPAV przypomniał nam bowiem starą komunistyczną zasadę: co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie. Twórcy dowiedzieli się, że instytucja ta sama nadała sobie prawo do zarządzania losem ich dzieł. Ba, wielu z z nich po raz pierwszy w ogóle usłyszało o ZPAV. A konkluzja jest taka, że związek może wszystko, bo związek wie lepiej. Liga rządzi, liga radzi, liga nigdy nas nie zdradzi.

Nadgorliwość jest gorsza niż faszyzm, jak mawia stare przysłowie. Do 1989 roku żyliśmy w systemie, który lepiej niż my wiedział, czego nam do szczęścia potrzeba. I uszczęśliwiał nas na siłę. Systemu się pozbyliśmy, owszem, ale zasady pozostały, bo można na nich zarobić. Taki bolszewicki kapitalizm, jeśli mogę pozwolić sobie na żarcik.

Sprawę znacie, ale zawsze znajdzie się czytelnik, któremu temat umknął w gąszczu informacji, więc przypomnę w telegraficznym skrócie. Oto mamy muzyka o pseudonimie Kelthuz. Jedni znają, inni nie, nieważne. Istotne jest to, że twórca ten nagrał kilka rzeczy pro publico bono, więc z chęcią udostępnia swoje utwory za darmo w sieci. Część tych uwolnionych w ten sposób piosenek trafiła na jedno z chomiczych kont. I tu uwaga – nie rozważam teraz etycznego tła dla istnienia serwisu chomikuj.pl. Omawiam konkretny przypadek. Do rzeczy więc.

Kelthuz dał muzykę, pobrał ją użytkownik X, który powiesił piki na swoim koncie ku zadowoleniu autora. I wszystko byłoby dobrze, gdyby między wódkę a zakąskę nie wtrącił się zgniły pomidor. Oto bowiem pojawił się ZPAV, który wystąpił jako stronnik Kelthuza, autorytatywnie stwierdził naruszenie praw autorskich i zażądał zablokowania konta, na którym pojawiły się utwory.

Rzecznik prasowy chomikuj.pl:

Zgłoszenie dokonane przez Związek Producentów Audio Video zostało uznane za wiarygodne. ZPAV w zgłoszeniu, jako podstawę swojego działania, wskazał zezwolenie Ministra Kultury wydane na podstawie art. 104 pkt 3 w zw. z 105 pkt 1 i art. 122 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Zgłaszający wskazał, że z powodu uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa w postaci nieautoryzowanego utrwalenia w celu rozpowszechniania oraz rozpowszechniania nielegalnie zwielokrotnionych plików muzycznych i plików wideo, dostęp do plików powinien zostać uniemożliwiony. ZPAV wskazał także, że właścicielami zgłoszonych plików są podmioty reprezentowane przez Związek Producentów Audio Video.

Tyle przepisy. Sęk w tym, że chyba zapomniano w ZPAV o samym autorze, którego podobno reprezentowano. A co na to autor? Na łamach facebookowego profilu pojawiło się następujące oświadczenie:

Dostaliśmy informację, że tzw. Związek Producentów Audio Video (faszystowska organizacja uzurpująca sobie monopolistyczne „prawo” reprezentowania producentów audio video w tym dziwnym kraju) zgłasza konta użytkowników portalu chomikuj.pl, którzy przechowują na nim utwory Kelthuza z jego wielu projektów. Interesujące, że te faszystowskie glizdy sądzą, że mogą ot tak grozić prywatnemu portalowi, i wymieniać dokładnie utwory Kelthuza – utwory nie objęte żadną ochroną „własności intelektualnej” świadomie przez ich twórcę i autora – jako naruszające prawo autorskie. Oficjalne oświadczenie Kelthuza: Każdy może przechowywać i kopiować moje utwory, rozpowszechniać i publicznie odtwarzać, a faszystów ze ZPAV należy wy**chać słoniami. (źródło)

Reasumując… Kelthuz ze ZPAV żadnej umowy nie podpisywał. Nie był też w żaden sposób informowany, że związek roztoczył nad artystą opiekę, by niczym PZPR zapewnić mu szczęście i dobrobyt. I kiedy Kelthuz podzielił się swoimi utworami w sieci, ZPAV wystąpił nagle jako ojciec artysty, no, powiedzmy ojczym, broniąc swojego maluszka i jego praw. Co więcej, okazuje się, że ZPAV na skutek umowy z ministerstwem ma prawo adoptować w ten sposób każdego artystę bez jego wiedzy i zgody. Jak to możliwe?

Oto odpowiedź, jaką otrzymał w tej sprawie Dziennik Internautów:

Zgodnie z Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych Związek Producentów Audio Video chroniący prawa producentów działa na zasadzie domniemania prawnego. To znaczy, że o ile nie posada informacji o tym, że właściciel praw do danego nagrania muzycznego zrzeka się ich, przypuszcza, że takie nagranie podlega pełnej ochronie. Aby dane fonogramy nie występowały w postępowaniach ZPAV trzeba przesłać do Związku oświadczenie, że posiada się pełnię praw autorskich i pokrewnych do danych utworów i udostępnia je wg swojej woli – czyli na przykład każdemu za darmo. Oświadczenie takie można przesłać na adres mailowy: g.a.@zpav.pl. Po weryfikacji deklaracji, odpowiednie serwisy otrzymają odpowiednią informację. Powyższa procedura jest standardowa i zgodna z ustawą. Zdajemy sobie jednak sprawę, że działania takie mogą utrudnić funkcjonowanie zespołu w sieci, zapewniamy więc iż dołożymy wszelkich starań by jak najszybciej rozwiązać zaistniałą sytuację. (źródło)

Przetłumaczyć? Proszę bardzo. Otóż prawo polskie + ZPAV = konieczność udowadniania, że nie jest się wielbłądem. Znamy to już dobrze z wielu innych instytucji o skrótach typu US, ZUS, ZAiKS… Mimo to bawi mnie przeokrutnie ta odpowiedź, nota bene przygotowana przez prawnika. Co mnie w niej śmieszy? Następujące zdanie:

To znaczy, że o ile nie posada informacji o tym, że właściciel praw do danego nagrania muzycznego zrzeka się ich, przypuszcza, że takie nagranie podlega pełnej ochronie.

Pan prawnik może młody jest albo spał na zajęciach, skoro nie wie, iż nie istnieje w polskim prawie możliwość zrzeczenia się praw autorskich. Te bowiem są niezbywalne. Zrzec można się co najwyżej autorskich praw majątkowych. W dobie, gdy wielu twórców działa pro publico bono (spójrzcie, ile jest oprogramowania freeware, ile jest drmowych filmów, książek, teledysków, utworów muzycznych!), domniemanie, że każda kopia stanowi naruszenie autorskich praw majątkowych, jest deb… hmmm… powiedzmy, żenujące. A żądanie, by artysta musiał się spowiadać obcej instytucji z tego, że udostępnia coś za darmo, to już idiotyzm godny „Paragrafu 22” Hellera. Na podobnej zasadzie policja mogłaby zacząć aresztować na ulicy każdego, kto nie złoży pisemnego oświadczenia, że nie jest przestępcą.

Oczywiście, można tu cytować całą dalszą prawniczą paplaninę, ale po co? Owszem, ZPAV ma prawo adoptować twórców na siłę, bo sobie takie prawo załatwił, ale oznacza to tylko tyle, że mamy do czynienia z jakimś okrutnym bareizmem, które jednocześnie jest anachronizmem w czasach, gdy każdy z marszu może swoje utwory publikować w sieci.

Anna Rymsza (dobreprogramy.pl):

Powyższa sytuacja pokazuje kolejną kwestię, w której świadomość Organizacji Zbiorowego Zarządzania nie dorosła jeszcze do internetowej rzeczywistości. Prawidłowa procedura według ZPAV przewiduje, że autor sam powiadomi podmioty, w tym prywatne, że chce aby jego własne utwory były dostępne za darmo w Sieci. W czasach, gdy można coś nagrać i udostępnić w Internecie w kilka minut, taka procedura jest całkowicie pozbawiona sensu. Liczne osoby, które same wydają swoje utwory w Internecie, nie podpisują umów z żadnymi firmami czy organizacjami i prawdopodobnie w ogóle nie są świadome tego, że ZPAV rości sobie prawo do usunięcia dowolnego utworu. Jako podstawę do takiego zachowania uważa Art. 105 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Należałoby jednak zastanowić się nad wprowadzeniem do Ustawy zapisu o konsekwencjach takich działań ze strony OZZ. Zapisy takie istnieją w niektórych krajach i dzięki temu twórcy mogą skutecznie walczyć o swoje jeśli ich utwory, w zamyśle dostępne dla wszystkich, zostaną niesłusznie usunięte. (źródło)

Mała dygresja. W kontekście sprawy Kelthuza dziwi mnie bardzo, że ZPAV nigdy nie zablokował mnie, skoro publikowałem pod pseudonimem własne utwory muzyczne i teledyski np. poprzez torrenty czy Youtube. Jako użytkownik Bzyk powinienem już dawno być zablokowany za naruszenie praw autorskich pana Marcin M. Drewsa. Tymczasem przez kilka lat mojej działalności muzycznej, ZPAV jakoś nigdy się mą twórczością nie zaopiekował – nawet mimo pozytywnej recenzji w czasopiśmie „Teraz Rock”.

Czas zakończyć artykuł klamrą. Powracam więc do tezy postawionej na wstępie. Związek Producentów Audio Video jest wielkim wygranym. Dlaczego? Bo ma prawo rozporządzać cudzymi prawami, a rozsądek mieć na końcu jelita grubego.

  • Marcin Laskowski

    Witamy w układach :P

  • Marcin Krzanicki

    dokładnie identycznie działa ZAiKS, chyba jedną z mądrzejszych instytucji jest ZAPA, który np. na swoich stronach podważa umocowanie prawne publikowania filmów przez KADR i TOR na YouTube, ale jednocześnie nie wtrąca się między wódkę a zakąskę, gdy dostanie się od producenta/autora zgodę na streaming filmu (stwierdzając, że nie ma do tego podstaw prawnych) – sprawdzone empirycznie.

    Praktycznie identyczną do opisanej przygodę mieli z ZAiKSem znajomi muzycy – napisali tekst i muzykę do pastorałki, nagrali ją, żaden z nich nie był członkiem ZAiKSu – po czym ZAiKS dopierniczył się do rozgłośni i do samych muzyków, że nie odprowadzili incaso – na pytanie o co chodzi padła odpowiedź, ze przecież muszą, bo ZAiKS ich musi chronić (w domyśle nawet przed nimi samymi). W sieci można też odnaleźć wpisy twórcy, stararjącego się (mającego?) o status niezrzeszonego – śmieszno-straszna historia…

  • Andrzej

    Proponuję aby autorzy publikujący wolne treści skrzyknęli się i zaspamowali tę żałosną instytucję. Najlepiej niech piszą osobne oświadczenie dla każdego swojego utworu. Jak przez rok ta „faszystowska organizacja” nie wygrzebie się z oświadczeń to im się odechce.

    • Tomasz Budzyński

      Ciekawe jest to, że tak na prawdę każdy może stworzyć utwór muzyczny lub audio. Co z tego że będzie to chłam nie do słuchania, ale pismo już można słać :)

    • neutrico

      Działanie od d… strony. To jest towarzystwo starych pierdzieli. Sprawdziłem przed chwilą. Prezes ma 67 lat. Sądzisz, że go ruszy nadmiar korespondencji? Come on :)

      Prawidłowa procedura to lobbowanie na zmianę ustawy. I tyle.

    • Andrzej

      Lobbować może ten, kto ma wystarczającą siłę głosu ;) Myślę, że akcja masowego wysyłania oświadczeń może i nie zmieniłaby starego pierdziela, ale zwróciłaby uwagę społeczeństwa i mediów (nie tylko powiązanych z IT) na problem uzurpowania sobie praw do decydowania o czyjejś twórczości.

    • neutrico

      No nawet to też nie daje żadnej gwarancji – vide sprawa zmielonych głosów za różnymi referendami.

      Ale zwrócenie uwagi – de facto NIC nie zmienia. Społeczeństwo będzie „uświadomione” ale pierdziele dalej będą zatruwać powietrze. Bo nadal będą mogli to robić. Albo nawet lepiej będą mówić, że „przecież musimy bo do tego nas obligują przepisy” (to jest moje ulubione wytłumaczenie na różne urzędnicze gnojstwa).

    • Marek Smoliński

      W Polsce ludzie są dla prawa, a nie prawo dla ludzi niestety.

    • tiger

      A nie lepiej oskarżyć ich o działanie na szkodę zespołu poprzez niszczenie reklam? ;)

    • Marek Smoliński

      A potem dowiemy się z TVNu, że ZPAV jest organizacją bardzo potrzebną, bo tylko w tym roku dostali 100 000 zgłoszeń.

      No i zatrudnią 50 osób w ZPAV, żeby ogarniać nową korespondencję.

    • Andrzej

      Cholera, o tym nie pomyślałem ;)

    • neutrico

      Bo do tego trzeba posługiwać się „logiką urzędnika” – czyli taką od d… strony :)

  • Wyobraźmy sobie sytuację odmienną – artysta nie udostępnia swoich utworów za darmo, a te mimo wszystko są dystrybuowane przez chomika. Wbrew woli artysty, pomimo żądań, utwory nie są usuwane z serwisu, nie są blokowane konta piratów.

    W imieniu twórcy występuje wtedy, na mocy ustawy… kto?
    Ano jedna z organizacji zbiorowego zarządzania prawami.

    • Marcin M. Drews

      Jakoś moimi prawami się ZPAV nie zajął, a nie wiedział, że zezwoliłem na darmową dystrybucję, wszak pisma u nich nie złożyłem. Z tym działaniem więc nie przesadzałbym.

    • Aaaa… więc Twoim zdaniem jednostkowe przypadki usprawiedliwiają manipulacje w tekście i przedstawianie podmiotu umocowanego w ustawie jako złego wilka, który gryzie niewinne dziewczynki?

      Wybacz, wchodzę na AW w poszukiwaniu RZETELNYCH treści, chyba jednak pomyliłem adresy.

    • tho

      Rozszyfruj mi proszę akronim ZPAV?
      Nie uważasz, że jeżeli istnieje podmiot, który nazywa się tak jak się nazywa to dobrze by było, aby osoby, które chroni jednak o tym wiedziały i co najważniejsze – jak logika nakazuje najpierw do takowego ZPAV się zapisały, zamiast powiadamiać ich o tym, że sobie takiej ochrony nie życzymy?

    • Twórca co do zasady podlega ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
      Nie uważasz, że powinien ją znać…? A co za tym idzie, wiedzieć, iż ustawodawca dał specjalne uprawnienia organizacjom zbiorowego zarządzania.

    • Marek Smoliński

      Jeżeli wychodzisz z założenia, że twórca powinien znać ustawę, to niech zapisze się do ZPAV dobrowolnie, jak każdy wolny człowiek w normalnym kraju.

    • Tymczasem gdzieś w innej części internetu, ktoś właśnie prostestuje przeciw temu, że twórcy mają 50% kosztów uzyskania.

    • neutrico

      A w jeszcze innym przeciwko temu, że w PL trzeba płacić podatki po zarobieniu śmiesznych 3 tyś. I co to wnosi do dyskusji?

    • Dokładnie to samo, co postulat, by ozzety pozbawić prawa do występowania w imieniu twórców.

      Zawsze jest tak, że ktoś czuje się poszkodowany przez prawo lub wskazuje, że ktoś inny czerpie z prawa nieuprawnione profity.

      Dyskusja zmierza ku pospolitemu populizmowi, więc jaki jest sens dalej ją toczyć?

    • neutrico

      Chwila chwila!
      Diabeł tkwi w szczegółach.
      Tu nikt nie robi problemu z tego, że istnieje ZPAV, ani z tego, że zabiega o ochronę praw artystów.

      Ale o to, że robi to na rzecz artystów, którzy:
      1. Nie należą do ZPAV
      2. Nie życzą sobie tego
      3. Robi to na podstawie wydumanej interpretacji prawnej
      4. Pośrednio zamiast pomagać – szkodzi bo blokując udostępnianie utworów ogranicza zasięg i „świadomość marki” artysty

    • Mam wrażenie, że nie znasz PA.

      Art. 105. 1. Domniemywa się, że organizacja zbiorowego
      zarządzania jest uprawniona do zarządzania i ochrony w odniesieniu do pól eksploatacji objętych zbiorowym zarządzaniem oraz że ma legitymację procesową w tym zakresie. Na domniemanie to nie można się powołać, gdy do tego samego utworu lub artystycznego wykonania rości sobie tytuł
      więcej niż jedna organizacja zbiorowego zarządzania.
      2. W zakresie swojej działalności organizacja zbiorowego zarządzania może się domagać udzielenia informacji oraz udostępnienia dokumentów niezbędnych do określenia
      wysokości dochodzonych przez nią wynagrodzeń i opłat.

      Co oznacza, że:
      a) OZZ nie może działać, jeśli nie ma jasności w czyjej gestii jest ochrona.
      b) przedstawienie ozetzetowi dokumentu potwierdzającego, iż dysponujemy utworem zgodnie z wolą jego autora (umowa licencyjna) kończy temat opłat.

      Miałeś więc rację – diabeł tkwi w szczegółach, które autor tekstu celowo pominął, bo wtedy nie byłoby o czym pisać.

    • tho

      Dał im uprawnienia, niech będzie, tylko czy jest to logiczne, że organizacja taka „chroni” twórców, którzy do niej nie należą? Jakby nie patrzeć to jest prywatne stowarzyszenie, które spełniło jakieś wytyczne danego ministerstwa i dostało się na listę OZZtów, a nie organ administracji.
      Przyznam, że nie znam na tyle prawa autorskiego by mieć 100% pewności, ale jeżeli ustawodawca dał OZZtom prawo do domniemania, że wszyscy autorzy są pod ich opieką to już dawno takie serwisy jak Chomikuj nie miałyby niczego, bo wszystko co jest w sieci ma jakiegoś autora, którego może „chronić” jakaś OZZtka…

      Mi głównie chodzi o to, że skoro jest prawo, które chroni twórców to niech to robi. Twórca jeżeli potrzebuje dodatkowej pomocy w zakresie ochrony własnej twórczości, porady prawnej czy po prostu chce mieć pewność bycia „chronionym” niech dobrowolnie zapisze się do takiej OZZ.

      Ciekawym jest, że jeszcze nie doszło do konfliktów pomiędzy samymi OZZtami wszak ZAiKS, STOART, SAWP, ZPAF mogą domniemywać, że „chronią” tych samych artystów…

    • tiger

      Ustawa nie mówi NIC o automatycznym podleganiu ZAPV czy ZAiKS po publikacji utworu, a to ma miejsce przecież. Organizacje te UZURPUJĄ sobie prawa do utworów. Tobie ta forma kradzieży intelektualnej nie przeszkadza? Kradzież praw jest OK jeśli robi to organizacja?

    • tiger

      Ale dlaczego taka organizacja „ma prawo” występować bez wiedzy i zgody twórcy w „jego” imieniu? Bo to jest tu problemem. Mogę sobie wziąć Twoje nazwisko i w twoim imieniu brać kredyty? Oczywiście, że nie! Więc dlaczego „antypiraci” mogą takie rzeczy robić?

    • OsA_77

      Małe/Młode/Mało znane zespoły/muzycy zapewne będą szczęśliwi, jak ich twórczość będzie rozpowszechniana (nie jestem tego na 100% pewien, to są tylko moje przypuszczenia), w końcu muzycy dostają dużo więcej kasy za koncerty niż wpływy z sprzedaży płyt czy gadżetów. Ci więksi mają podpisane umowy z wydawcami- którzy spokojnie poradzą sobie z blokowaniem kont piratów- nawet bez pomocy jakiejkolwiek organizacji. Zresztą, wątpię, żeby ci najwięksi wydawcy nie byli skupieni wokół ZAKiS, ZPAV, czy innych (znowu- to są moje domysły, oparte na logice. Tak należę do nurtu „nie znam się, ale się wypowiem” z jedną poprawką- logika działania ponad wszystko)

  • mirosław borubar

    Witamy po dłuższej przerwie na AW

    • Marcin M. Drews

      Dzięki! :)

  • V0yager

    Na końcu jelita ZPAV-u już czekają słonie.

  • tho

    Teraz zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy.
    Po co są takie organizacje?

    Mamy przecież w Polsce prawo, które już chroni odpowiednio autorów wszelakich od autorów tekstów, kompozytorów po samych artystów. Artysta widzi, że jego utwory są udostępniane w sposób nieuprawniony, a tego nie chce jednocześnie nie dając sobie w pojedynkę rady z udostępniającymi? To niech wstąpi samodzielnie w szeregi ZAiKS, ZPAV itp. w celu lepszej ochrony prawnej i aby reprezentowali go w takich kwestiach.
    Niech to rzeczywiście będzie ZWIĄZEK, a nie quazi policyjna organizacja. Niech to będzie fakultatywne, a nie z góry założono, że „my wiemy lepiej”.

    Wychodzenie z założenia, że oni chronią wszystkich przypomina mi lekko organizacje, które w Polsce nie do końca są legalne…

  • razorree

    ktoś tu się chyba za bardzo uniósł….
    widać ZPAV działa według jakichś przepisów/ustawy.

    a że domyślnie zakłada że utwór jest chroniony prawami autorskimi i stara się go chronić, to chyba dobrze.

    • tho

      Ale każdy utwór jest takowymi chroniony na podstawie prawa autorskiego.

      Problem w tym, że ZPAV jest stowarzyszeniem i generalnie nie powinien wyściubiać nosa po za swoją klikę. Nie jesteś członkiem stowarzyszenia? To nic nam do tego… Nadgorliwość gorsza od faszyzmu.

    • neutrico

      Nie. Nie dobrze.
      Każde „domniemanie” nie jest dobre.
      A przepisy obowiązujące w polskim kołchozie są hybrydą bezpośredniej spuścizny po komuniźmie oraz najgorszych naleciałości zapożyczonych z kapitalizmu.

      W efekcie masz jw. działanie ZPAV na zasadzie „domniemania prawnego” a także masz „fikcję prawną” doręczenia pocztowego, przeprowadzanie spraw w sądzie bez udziału stron, podejmowanie decyzji przez sądy jednoosobowo na posiedzeniach zamkniętych i wiele innych które powodują, że bez swojej wiedzy możesz znaleźć się nagle w ciemnej d…..
      I to zgodnie z „prawem”.

    • Z drugiej zaś strony, gdyby pewne, od lat przyjęte, instrumenty prawne wykluczyć, doszłoby do obstrukcji systemu. Sprawy ciągnęłyby się latami, oskarżeni o poważne przestępstwa chodziliby wolni po ulicach, dłużnicy śmialiby się wierzycielom w twarz, skutecznie nieodbierając korespondencji, uniemożliwiając zakończenie postępowań.

      Albo jeszcze gorzej – nie byłoby domniemania niewinności… nie sposób opisać skrótowo konsekwencji.

    • Marek Smoliński

      Należy uzdrowić system sądowniczy, zamiast tworzyć patologiczne prawo, bo sprawy ciągną się latami. W ten sposób decydujesz tylko, kto ma w wyniku kulawego prawa cierpieć – albo autor sądzi się wiele lat, aż nie usuną jego filmu, albo wstawiający sądzi się wiele lat po usunięciu filmu – kiedy już wygra swoje prawa (śmiesznie to brzmi, ale tak w Polsce często jest), film będzie dawno nieaktualny i niepopularny.

      Oczywiście opisywana sytuacja jest mało znacząca dla życia ludzi, ale poprzez analogię dochodzi do większych okrucieństw, np. zamrożenie zwrotu VAT. Wiele dużych (>100 osób) firm w Polsce bankrutuje w ten lub podobny sposób.

    • neutrico

      Obstrukcja już dawno nastąpiła. Stąd milionowa emigracja, niskie pozycje Polski we wszelkich rankingach dot. standardu życia i prowadzenia działalności gospodarczej.

      A zmiany systemowe można wprowadzać bez konieczności doprowadzania do szoku. Tyle, że aby to zrobić to trzeba MYŚLEĆ i mieć na uwadze systemowe ułatwienie życia obywateli bez szkód dla systemu. A to już jest ponad siły naszych władców.

      Bajeczki natomiast o tym, że pewne zmiany w prawie powodowały by przeciąganie spraw sądowych i dochodzenie roszczeń traktuję jak pierniczenie i ściemę na równi z odwoływaniem się do terroryzmu jako powodu dla ubezwłasnowolniania obywateli.

    • cvvv

      Ale przecież taki ZAIKS tylko twierdzi że chroni twórców. Ile miesięcy temu była mikra aferka, gdy się okazało, że ZAIKS przekazał artystom ledwie parę % swoich dochodów, resztę zatrzymał dla siebie.
      Tego typu ‚stowarzyszenia’ to zwyczajne firmy które działają tylko dla swojego zysku. Ta ‚ochrona’ to pic na wodę.

    • tiger

      Sytuacja: Pojechałeś na wakacje, wiem, że zostawiłeś biżuterię babci w domu. Włamuję się i biorę ją do siebie do sejfu bo przecież „domyślnie obejmę cię ochroną za którą później mi zapłacisz”. To chyba dobrze, prawda?

      Tyle, że nie, to nie dobrze. Bo okradłem cię i żądam jeszcze haraczu za to.

    • Aspagio

      Biżuteria jest dobrem materialnym, a prawa do utworu są własnością niematerialną. Stąd też różnica w prawie.

      Analogicznie – mogę Cię obrazić i mogę Cię pobić.

      Oba czyny mają charakter napaści, ale niosą za sobą różne konsekwencje prawne.

    • tiger

      Ależ w przykładzie nikt nie przywłaszcza sobie praw do twojej własności. Tylko ją „bierze pod swoje skrzydła na czas twojej nieobecności”! To nie kradzież ;)

    • Reklamiarze

      A mało to w Polsce różnych twórców – amatorów ? Wyobraźmy sobie, że ktoś nagra piosenkę, wstawi na youtuba i poprosi znajomych o pomoc w promowaniu np. przez umieszczenie utworu na chomikuj. Przyjdzie ZPAV i zablokuje. W czyim to będzie interesie ? Twórcy ?

  • ZłyCzłowiekZLasu

    ZPAV, Polska Izba Książki, Zaiks od lat walczą o ograniczenie dozwolonego użytku, a nawet zapewnionego przez konstytucję prawa do dostępu do dóbr kultury. My tu gadu gadu o Chomiku, a organizacje wyżej wymienione właśnie forsują zmiany w prawie, które prowadzi następny pseudo-haracz od każdego zakupu urządzenia z nośnikiem danych i zmusi samorządy do odpłatności dla wydawnictw za prawo do wypożyczenia książek z bibliotek publicznych. Już nie rozpisując się o zmianach w kwestii „cytatu” i dzieł osieroconych (polecam artykuł na dzienniku internautów albo tekst zmian w ustawie – nóż sam się otwiera)

    • tho

      Opłaty CL już są w Polsce od lat (czyste nośniki cd, dvd, bd, kasety magnetyczne, dyski twarde, pen drive’y, karty pamięci ale także ryzy papieru, ksera, skanery, drukarki, odtwarzacze muzyczne w tym popularne „mp3ki”, nagrywarki w tym urządzenia pvr i bodaj aparaty foto), teraz zostaną one tylko „rozszerzone” na nowe urządzenia w tym jak się okazuje również komputery (pomijając już tablety i smartfony) choć ostatnia nagonka medialna sugerowała, że być może się z tego wycofali (o rozszerzeniu tych opłat czytałem już rok temu).

      Swoją drogą ciekawe zagadnienie. Przedstawiciel ZAiKSu ostatnio tutaj pisał, że oni jako OZZty wnioskowali, by ta opłata wynosiła 1,5% ceny urządzenia. I zachodzę w głowę dlaczego opłata ta jest procentowa…
      Na 10″ tablecie dajmy na to marki Colorovo z dodatkową kartą pamięci 16GB (a więc zestaw podwójnie objęty opłatą CL) za ca. 500zł/zestaw kopiuje się chronione media inaczej niż na iPadzie 16GB za 2000zł? MacBook Pro za 10 tys. zł daje do skopiowanej nań muzyki jakieś dodatkowe „ficzery” aniżeli laptop Packard Bell za 1200zł?

    • Marek Smoliński

      Pozwolę sobie powiedzieć rzecz oczywistą, a mianowicie ktoś, kto kupuje droższy sprzęt jest w stanie zapłacić większy podatek, a państwo stara się nasz doić maksymalnie.

    • tho

      Państwo państwem, swoje 23% od takiego sprzętu już zgarnia (+ ew. cło, opłaty środowiskowe itp.), opłaty CL nie idą do państwa tylko do samych organizacji zbiorowego zarządzania (a przynajmniej powinny). Co się z tymi pieniędzmi dalej dzieje? Część jest ponoć wypłacana twórcom (bo i powinna) ale w takim ZAiKSie spora część jest wydawana na utrzymanie organizacji. Zbyt duża moim zdaniem, aż dziwne, że członkowie ZAiKS się na to zgadzają…

    • Marek Smoliński

      Masz rację, ale to są wciąż swoi ludzie, część establishmentu.

  • bogjan

    Myślę że to wszystko stoi na głowie.
    Od kiedy to jedni są lepsi od drugich .Dlaczego twórcy mają być lepsi od na przykład wynalazców ?
    Dlaczego są chronieni z mocy prawa a wynalazcy nie ?
    Czym się różni – ktoś okradnie mnie z całego życiowego dorobku i wtedy nie ma organizacji

    która mnie chroni sam muszę walczyć

    a tym że ktoś skorzysta z utworu i to nawet na nim nie zarabiając a organizacja go ściga ?
    Następna kwestia ktoś coś tam sobie napisał i chce za to kasę przez całe życie i jeszcze po śmierci , dawniej artysta dostawał za pracę – koncerty ,występy itd a teraz raz mu się coś fuksnie patrz ” ona tańczy dla mnie ” i chce kasę do końca życia.
    A już osobny temat to zarządzanie kasą którą ściągają , mafia to przy nich pikuś .
    Biorą kasa od każdego kto puszcza muzykę nie wiedząc czyje utwory sa tak naprawdę puszczane czyli okradają jednych kosztem drugich wedle oczywiście swojego uznania a ile biorą dla siebie na tzw. koszty to diabli wiedzą.
    Prawo ma być równe dla wszystkich a nie „wybranych” albo każdego chroni jakaś tam organizacja albo nikogo

    • r

      Jak to nie ma ? A patent ? Z wynalazcami to nie może być za prosto, bo to wtedy 30 osób stwierdzi, że wynalazło rower. Płać wszystkim za korzystanie z patentu. Dawniej artysta też dostawał procent od płyt. To jest równe, ale większy może więcej. Organizacje to są prywatna, kto chcę może zostać członkiem i pewno trzeba płacić składki.

  • chilliq

    Nagłaśniać, dyskutować, tłumaczyć. Naprawdę jest o co walczyć. Więcej takich artykułów.

  • Chomik Reklamiarze

    Czemu mnie to nie dziwi. Na chomikuj jest wolna amerykanka pod względem
    blokowania.
    Portal ma pomyłki gdzieś i każe bezpośrednio zwracać do blokujących.
    Nie da odzyskać wywalonych plików. Na widzimisię „cenzora” wylatują –
    książki z domeny publicznej, notatki studenckie, opensource. Kogo obchodzi, że prawa
    wygasły albo, że to własnoręcznie stworzone przez użytkownika prywatne
    pliki. I jak mi donoszą, ledwo umrze jakiś twórca, to zaczynają blokować. A co do sprawy, czy artysta postarał się licencje z Creative Commons ?
    Jakieś oznaczenie ? Możeby trochę pomogło w walce z ZPAV.

  • Michał Lamparczyk

    „Na podobnej zasadzie policja mogłaby zacząć aresztować na ulicy każdego, kto nie złoży pisemnego oświadczenia, że nie jest przestępcą.” – dokładnie takie samo porównanie mi się nasunęło :D Tak bardzo prawdziwe…

  • Zorganizowałbym serię koncertów pod ZAiKSem i ZPAVem, na których grana byłaby tylko muzyka stworzona pro publico bono. Ot, taka forma pstryczka w nos i może lobbowania :)

  • Ja4

    Mnie tylko zastanawia, czemu nikt ich nie pozywa za naruszenie konstytucji. JAKIM prawem oni występują w moim imieniu w ochronie moich własności intelektualnych bez pełnomocnictwa?

  • wujek kat

    A to Polska właśnie.

  • nieWiem

    Hola hola. Od razu mówię, że nie znam artysty i nie wiem co nawywijał. ale mam dygresję. Nikt z komentujących artykuł nie wpadł na pomysł, że zpav – owi nie podoba się muzyka kelthuza? Zpav może wiedział, że nie chroni kelthuza, ale nie podobała mu się jego muzyka, to postanowił ją usunąć z sieci. Związek pomyślał, co nam on może zrobić, pewnie nawet się nie dowie, jak w jego imieniu zgłosimy ‚naruszenie’

  • superzonka

    Jest możliwość wygrania z tą organizacją??