30

Niemcy w końcu trafili na mocnego przeciwnika. Ten chce ich po prostu… wykupić

Potęga gospodarcza Chin rośnie - nawet, jeśli wzrost PKB osłabnie, to Państwo Środka będzie prowadziło ekspansję poza swoimi granicami. Dotyczy to zarówno sąsiadów, bliższej zagranicy, jak i państw oddalonych o tysiące kilometrów, w tym krajów europejskich. Na liście potencjalnych celów coraz większą rolę odgrywa ponoć Polska, ale to "nagroda pocieszenia". Łakomym kąskiem są przede wszystkim Niemcy. Największa europejska gospodarka przez kilka lat sama zachęcała Chińczyków do współpracy, teraz zaczyna weryfikować swoje działania.

Niemcy mają problem – taki był wydźwięk doniesień medialnych, na jakie trafiłem pod koniec ubiegłego tygodnia. Okazuje się, że nasi zachodni sąsiedzi chcą, by Europa razem przeciwstawiła się chińskiej ekspansji i chroniła przemysł na Starym kontynencie przed inwestorami z Azji. Wielu osobom może się to wydać dziwne, bo przez lata to właśnie Niemcy pozostawali największymi przyjaciółmi Chińczyków w tej części świata. Robili z nim interesy warte dziesiątki miliardów dolarów, nakręcali wymianę handlową. A teraz chcą, żeby UE ukróciła chińskie inwestycje. Należy przy tym zaznaczyć, że chcą to zrobić właśnie rękami Brukseli – przeklinani będą politycy i urzędnicy unijni, a nie ci z Berlina.

Aby zrozumieć istotę problemu, warto zapoznać się z tekstem Kapitał ma narodowość: obawy w Niemczech wobec chińskich inwestycji, przygotowanym przez OSW. Przedstawia problem, który już opisywaliśmy na AW: apetyt Chińczyków rośnie. Nie chcą być tylko dostawcami komponentów i wielką fabryką, kończą z etapem rozwoju opartym o tanią siłę roboczą. Zaczynają stawiać na rozwój technologii u siebie, ściągają kadry, inwestują w centa R&D, przejmują firmy w innych państwach. Kilka miesięcy temu w polskich mediach mogliśmy trafić na takie doniesienia:

Od początku roku do połowy października Chińczycy zapowiedzieli już przejęcie 41 firm z Niemiec. A wartość planowanych transakcji wynosi 11,29 mld dol., więcej niż łączne chińskie inwestycje w Niemczech od 1995 r. – wynika z danych firmy analitycznej Dealogic cytowanych przez dziennik „Nikkei”.[źródło]

Trzeba też podkreślić, że Chińczycy nie decydowali się na wielkie, medialne przejęcia. Kupowali mniejsze i średnie firmy. Tanio:

inwestorzy z Chin zaczęli podejmować próby przejmowania udziałów w firmach będących w ścisłej czołówce liderów technologicznych Niemiec. W 2014 roku Chińczycy kupili akcje producenta wyrobów lotniczych Avic za 467 mln euro, a w 2016 roku – wytwórcy tworzyw z plastyku i gumy Krauss-Maffei za 925 mln euro oraz firmę opracowującą technologie produkcji energii odnawialnej EEW Energy za 1,4 mld euro. Niemieccy politycy dostrzegli w tych transakcjach schemat, według którego Chińczycy próbują przejmować technologie niemieckich firm, korzystając na ich niskiej wycenie rynkowej.[źródło]

Na ten element zwracałem uwagę po przejęciu firmy Kuka – chiński inwestor zapłacił za nią kilka miliardów dolarów, ale cena i tak nie była wygórowana. Spójrzmy na wycenę korporacji Snap stojącej za Snapchatem: kilkadziesiąt miliardów dolarów za aplikację, która ma relatywnie nieduże przychody i nie przynosi zysków. A za kilka miliardów dolarów można było zostać właścicielem potężnego producenta robotów, który ma duży wpływ na rozwój przemysłu. Ten zakup podobno otrzeźwił Niemców, zdali sobie sprawę z tego, że nie docenili partnera. Wielkiego partnera:

Nie Stany Zjednoczone, nie Francja i nie Wielka Brytania. W ubiegłym roku głównym partnerem handlowym Niemiec były Chiny. Jak informuje Reuters w oparciu o dane niemieckiego urzędu statystycznego, wartość importu i eksportu między oboma krajami sięgnęła 170 miliardów euro. [źródło]

To pokazuje, jak bardzo Niemcy są dzisiaj uzależnione od dobrych relacji z Chinami. Ale czy to jest najważniejsze? Na Zachodzie decyzje podejmowane są z myślą o bliższej przyszłości, to perspektywa kilku-kilkunastu lat. I w tej bliższej perspektywie wywoływanie wojny gospodarczej z Chinami byłoby szkodliwe. W Państwie Środka patrzą na to inaczej, liczą się efekty działań, które staną się widoczne za 30, 50 czy nawet 100 lat. I rozumieją, że obecna polityka prowadzi ich do prymatu w globalnej gospodarce za kilkadziesiat lat. Przejmują technologie, które pozwolą im wybić się na pierwszy plan. Oni po prostu chcą zająć miejsce Niemiec w przemyśle.

Zastanawia to, że do samych Niemców ten komunikat dotarł tak późno. Nie do wszystkich, przemysł ponoć nie chce iść pod rękę z politykami, nie zamierza wojować z Chińczykami, bo dostrzega swoje straty (powtórzę: krótkofalowo). Szykują się zatem poważne tarcia. Także między poszczególnymi krajami europejskimi – wydaje się mało prawdopodobne, by wszystkie miały lub dostrzegały wspólny interes w blokowaniu chińskich inwestycji. Intryguje np., jak zachowa się Polska, która też znalazła się w kręgu zainteresowań Państwa Środka:

Prawie 600 mln dolarów wyniosła w ubiegłym roku w Polsce wartość chińskich inwestycji. To więcej niż w ciągu poprzednich 16 lat.[źródło]

Jeżeli Niemcy postanowią siłować się z Chińczykami, ci ostatni mogą być zainteresowani jeszcze bardziej zakotwiczeniem się na polskim rynku – to dla nich brama do Europy, ważny element w rozwoju Jedwabnego szlaku, ale też zaplecze z tanią siłą roboczą oraz… gospodarka mocno powiązana z niemiecką. Nie możesz dotrzeć bezpośrednio do niemieckiej firmy? Przejmij jej dostawców. Przy takich perspektywach Bruksela faktycznie może mieć pełne ręce roboty. A działania może podjąć szybko, bo naciskać będzie nasz zachodni sąsiad. Ten sam, który z żądzy zysku sprowokował całe zamieszanie. W końcu Niemcy trafili na zawodnika w swojej kategorii wagowej. Możliwe, że sprytniejszego…

  • Chińczycy „oszukują” wykupując dolary, dzięki czemu ich waluta jest tania i wszyscy kupują ich produkty. Problemem staje się jednak fakt, że nie mogą tego robić bez końca. To może być jeden z powodów przyszłego kryzysu. Gdyby Chińczycy nagle sprzedali te zgromadzone dolary, USA chybaby upadło. Na razie inwestują te pieniądze np. w nieruchomości. Wykupują całe przestrzenie mieszkalne w USA, UK i reszcie starego kontynentu.
    http://ksiazki.audio/blog/chiny-kontra-usa-1

    • Przypominam sobie też, że wydzierżawili na dekady kawał ziemi na Ukrainie

    • Oni mają ogromne rezerwy obcych walut, głównie dolarów.

    • Krzysztof Tukiendorf

      Mają ogromne rezerwy papieru. Ich trzymanie w sejfie się po prostu nie opłaca. Zawojowali swój rynek, na którym już dawno osiągnęli przesyt i jedyną drogą na dalszy rozwój są inwestycje zagraniczne. Trzeba też dodać, że USA sprytnie dodrukowuje zielone, więc Chińczycy się ich pozbywają.

    • prawda, że USA to trochę na rękę, bo im się kurs utrzymuje mimo dodrukowywania, ale to nie może się skończyć dobrze… pachnie to światowym kryzysem na milę…

    • Krzysztof Tukiendorf

      Oj. chciałbym się z Tobą nie zgodzić, ale niestety jak walnie bańka w Chinach, to dostanie nam się jeszcze gorzej niż po bańce w USA.

    • te bańki są połączone, niezależnie kto pierwszy wpadnie w kłopoty, przejdą one na drugiego, a nam się też niestety dostanie

  • Tom Smo

    Jeśli dobrze poszukać to okaże się, że większość portów i lotnisk w Grecji, Rumunii i krajach bałkańskich już od kilku lat należy do Chin.

    • Fakt – mniej więcej rok temu było głośno o przejmowaniu portu w Pireusie

    • Ale bredzicie – co znaczy „należy do Chin”? Przestały być greckie, rumuńskie i bałkańskie a przeszły pod jurysdykcję Chin?

    • regoat

      tak przestaly być. pamietaj ze chiny mimo otwartosci nadal sa panstwem komunistycznym

    • rob

      Chłe, chłe, chłe…. A co to znaczy komunistyczny?
      Że rządzi Komunistyczna Partia Chin? To tylko etykieta.
      Dokładnie tak samo Zachód jest „demokratyczny”. Z demokracją wiele wspólnego to nie ma :/

    • regoat

      A jest niby nie demokratycznego w krajach zachodnich? Wiesz na czym w ogóle to polega?

    • Alot

      Nie nie przestały.
      Posiadanie kawałka ziemi nie zmienia podległości państwowej, i ile nie jest to teren placówki dyplomatycznej.
      Nadal więc port w Pireusie jest portem greckim, zarządzanym przez chińskiego administratora.

    • jabol240

      Dokładnie. Przykładowo taki Hutchison Holdings jest bodajże z Hong Kongu – ale to nie oznacza że należący doń terminal NALEŻY do Chin – ale do chińskich inwestorów. Niekoniecznie firm państwowych.

  • pawbuk6

    Zachodnia cywilizacja nie ma szans w starciu z Chinami – Partia Komunistyczna planuje na kilkadziesiąt lat do przodu, a całe jej przywództwo to ludzie znakomicie wykształceni, wytrawni dyplomaci, specjaliści od ekonomii. Działają subtelnie, metodycznie, nie afiszują się z bogactwem i zakupami. Są rozważni, nie machają szabelką jak robi to Putin czy Trump. Starają się nie robić sobie wrogów, pokojowo starają się zdobywać przewagę.

    Największym zagrożeniem dla Chin są rozgrywki i problemy wewnętrzne.

    • Krzysztof Tukiendorf

      Chyba sobie jaja robisz. Tam jest taka sama korupcja i pogoń za pieniądzem jak na zachodzie. W tej materii nie różnią się od nas za bardzo.

    • Webmajster

      Ale u nich za ciężkie przestępstwa i korupcję jest strzał w tył głowy albo szubienica. U nas w najlepszym wypadku zmiana stanowiska ma nieeksponowane przez kilka lat. Że tak powiem, brak selekcji naturalnej.

    • tam pewnie jest podobnie, ale raz na jakiś czas muszą kogoś ukarać na pokaz…

    • Krzysztof Tukiendorf

      Pokazówka zawsze się zdarzy. I raczej nie dlatego, że ktoś był zamieszany w proceder korupcyjny. Po prostu do egzekucji dorabia się przewinienie… coś jak w Korei Północnej.

    • rr

      Ot jak miło specjalisty od Chin poczytać :>

    • Krzysztof Tukiendorf

      Taki ze mnie specjalista od Chin, jak z mojej syna kosmonauta ;)

    • regoat

      korupcja jest wszedzie ale tylko wtdy gdy nieprzeszkadza to w wizji i celach postawionych przez partie

    • I numery lotto też przewidują?
      Nikt nie jest w stanie przewidzieć naj naj bliższej przyszłości i każdy doświadczonym życiem wie co można zrobić gdy się widzi plany – wybuchnąć gromkim śmiechem.

  • Kamil Ro. Dzióbek

    Musimy im wysłać do Niemiec Balcerowicza on im wyjaśni, że
    Kapitał niema narodowości.
    https://twitter.com/kolodziejski_/status/699700165758861313?lang=en

  • Krzysztof D

    Znaczy się unijny protekcjonizm?
    No to pani Merkel powinna się bać, tak szeroko otworzyli własne rynki, że bardzo trudno będzie zdyscyplinować zarządy największych i najważniejszych spółek, czy to legislacją, czy odwołaniami do patriotyzmu :)
    A jak spróbują to Chiny i tak przejmą, na słupa.

  • Alot

    Kupiłem sobie rower. Z nazwy polski, ale kapitał jest, przyjmijmy, francuski. Firma rodzinna, nie notowana publicznie.
    I tenże właściciel postanowił swoje pieniądze, pozyskane ze sprzedaży rowerów, zainwestować w kooperacji z Chińczykami.

    Zagadka.
    Czy mam wpływ na to jak wyda pieniądze na mnie zarobione polski, czeski, słowacki czy niemiecki ‚fabrykant’?
    Jak więc miałbym się bronić przed chińską ekspansją?

    • Krzysztof Tukiendorf

      Musiał byś przestawać kupować wszystko co ma etykietę „Made in China”, czyli w kilku słowach: chodziłbyś goły i mieszkał w lepiance.

    • Alot

      Nie czytasz uważnie.
      Kupiłem francuski rower. Ale Francuz zarobione na mnie pieniądze wywiózł do Chin.

      Konsument nie ma wpływu na to co robi z kapitałem fabrykant. Ergo, nie może wpływać na ekspansje konkretnych państw, bo sama odmowa zakupu to za mało.

    • Krzysztof Tukiendorf

      „(…)kapitał jest, przyjmijmy, francuski(…)” – nigdzie nie pisze, że rower jest francuski. Maks co można wywnioskować z tego kawałka zdania, to że pieniądze potrzebne do wyprodukowania rowera pochodziły z Francji. Rower mógł być wyprodukowany nawet w Polsce albo w Chinach.