21

Nie zazdroszczę wydawcom

Jest to kolejny gościnny wpis Jacka Artymiaka Nie zazdroszczę wydawcom. Te „małe gnojki” opisywane w działach technologii i pokazywane w newsowych segmentach poświęconych najnowszym gadżetom zaczęły rozdawać karty i wzięły stare wygi świata mediów na postronek. Co więc można w tej sytuacji zrobić? Trzeba zwołać spotkanie „rodziny”. Tak też zrobili w czwartek najwięksi wydawcy na (o ironio!) zamkniętym dla prasy spotkaniu organizowanym przez International Newsmedia […]

Jest to kolejny gościnny wpis Jacka Artymiaka

Nie zazdroszczę wydawcom. Te „małe gnojki” opisywane w działach technologii i pokazywane w newsowych segmentach poświęconych najnowszym gadżetom zaczęły rozdawać karty i wzięły stare wygi świata mediów na postronek. Co więc można w tej sytuacji zrobić? Trzeba zwołać spotkanie „rodziny”.

Tak też zrobili w czwartek najwięksi wydawcy na (o ironio!) zamkniętym dla prasy spotkaniu organizowanym przez International Newsmedia Marketing Association (INMA).


Przedstawiciele Dow Jones, Bonnier, Axel Springer, Schibsted, Telegraph Media Group i Le Monde spotkali się w hotelu Park Inn na londyńskim lotnisku Heathrow żeby porozmawiać o nowym modelu subskrypcyjnym wprowadzonym przez Apple, ale też po to by rozważyć ofertę Google, no i pewnie pobiadolić na temat Kindle.

Wydawcy mają problem, ponieważ firmy technologiczne stworzyły własne kanały dostępu do odbiorcy i każą sobie słono płacić za dostęp. Apple oczekuje 30%, Google ze swoim OnePass jest bardziej elastyczny, ale tak naprawdę to żaden wybór, bo to nie wydawcy kontrolują te kanały dystrybucyjne. Nawet Amazon, który spełnił część oczekiwań wydawców dając im dostęp do danych o subskrybentach nie chce pozwolić wydawcom na większą swobodę.

„Rodzina” ustaliła, że złym chłopcem jest w tej chwili Apple. Zedfiniowała też cztery najważniejsze problemy, które chciałaby rozwiązać.

Na pierwszym miejscu znalazła się cenzura. Za przykład podano odrzucenie przez Apple aplikacji duńskiej gazety, w której można zobaczyć odsłonięte piersi młodej modelki oraz magazynu o Androidzie. Problem z golizną i pornografią to problem amerykański wogóle. Jest to kraj, w którym kobiety karmiące piersią muszą walczyć o swoje prawa a jednocześnie jest to jeden z największych producentów pornografii na świecie. Dopóki Ameryka i reszta świata nie przestaną emocjonować się ludzkim ciałem i seksualnością problemu tego nie rozwiążemy. Ale może jest to okazja by Unia Europejska zabawiła się w proktologa i z równym zapałem przyjżała się Apple co kiedyś Micrsofotowi? Może osłabi to megalomańskie zapędy panów z Cupertino co wszystkim wyszłoby na zdrowie? Producenci papieru nie dyktują wydawcom jakie treści mają pojawiać się na przemielonych sosnach. Dlaczego Apple uważa, że musi występować w obronie dzieci oraz osób przewrażliwionych na punkcie widoku ludzkich genitaliów? Przecież dopuszcza aplikacje National Geographic, którego redaktorzy nie mają problemów z pokazywaniem w swoich kanałach telewizyjnych kopulujących na afrykańskiej sawannie lwów przez co oglądanie filmów przyrodnicznych stało się dla wielu rodziców udręką.

Brak jasnych zasad publikacji w App Store. Tu ponownie nie sposób nie zgodzić się z wydawcami. Apple przestawia bramki według własnego widzimisię i wywraca do góry nogami plany biznesowe nie tylko pojedynczych programistów czy startupów, ale też dużych firm i funuszy venture capital. Nikt nie jest w stanie nadążyć za firmą, która zmienia zasady współpracy kilka razy do roku i potrafi modyfikowac je tylko po to, by zniszczyć potencjalnego przeciwnika. Za to należy się Apple lanie, podobnie zresztą jak Google, który nie potrafi uruchomić usługi Checkout dla wszystkich członków Unii Europejskiej. Potrafił to zrobić PayPal, dlaczego więc Google nie może? Jest to przy okazji niezgodnie z unijnymi przepisami o równym traktowaniu podmiotów gospodarczych.

Brak możliwości ustalenia bezpośrednich relacji z klientami. Tu jestem rozdarty. Z jednej strony rozumiem, że publikacja gazet to mało dochodowy biznes, który wymaga poszukiwania dodatkowych źródeł przychodu. To dlatego w gazetach widzimy reklamy i dlatego dzwonią do nas przedstawiciele handlowi oraz wszlekiej maści sprzedawcy „produktów” bankowych. Nasze dane dostają między innymi od działów subskrypcji gazet lub czasopism. Z drugiej strony, jako odbiorca treści produkowanych przez redakcje gazet chciałbym mieć czas na przeczytanie ich. Jeżeli będę bez końca zasypywany reklamami i próbami sprzedania mi mnóstwa niepotrzebnych produktów i usług to nie będę miał na to czasu i wogóle nie będę kupował, czytał i oglądał takich mediów. To dlatego m.in. od dziesięciu lat nie kupuję i nie czytam prasy, nie oglądam wiadomości telewizyjnych i przestałem słuchać radia. Szybki skan nagłówków w czytniku RSS wystarcza do wyłowienia najważniejszych informacji w czasie, kiedy dzieje się coś ważnego, np. mamy problem z powodziami.

Uczciwe zasady biznesowe. Wydawcy nie chcą płacić Apple 30% (prawie 50% z VAT) za przywilej publikacji na iPadzie. To o wiele za dużo. I mają rację, bo to jest zdzierstwo.

Tyle wydawcy uradzili, ale co z tym zrobią? Na pewno pójdą poskarżyć się politykom i pewnie znajdą ambitnych komisarzy unijnych szukających zadań większych niż regulowanie zawartości cukru w cukrze. Mogą też zasugerować swoim redakcjom przyciszenie megafonu Apple i bardziej krytyczne spojrzenie na sytuację firmy. Jest też parę tematów, które można nagłośnić–samobójstwa w fabryce Foxconn-a, wybuchające iPhony, niepewna przyszłość firmy po odejściu Jobsa, itd. Można też spojrzeć bardziej łaskawym okiem na Microsoft. Sposobów wywarcia presji na Apple jest wiele.

To czego nie zrobią wydawcy to rzecz oczywista czyli promowanie własnej platformy sprzętowej. Skoro mogą finansować własną organizację marketingową jaką jest INMA i robią to na zasadach non-profit, to przecież na tych samych zasadach, zrzucając się wspólnie na klon Kindle, mogliby opracować i wypromować własny czytnik. Zestaw deweloperski do e-ink kosztuje grosze i nie brakuje na rynku programistów gotowych napisać odpowiednie oprogramowanie. Na co więc czekają? Świat wchłania setki marnych urządzeń produkowanych przez chińczyków, na pewno znajdzie się miejsce na dobrze zaprojektowany czytnik a może nawet tablet? Skoro robią to księgarze (Amazon Kindle i Barnes and Noble Nook/Color Nook) to dlaczego nie sami wydawcy? Przecież to są ci sami ludzie, którzy z Fleet Street wyrzucili zecerów.

Zresztą, tablety to nie koniec problemów wydawców. Prezes ds. technologii Facebooka, Bret Taylor, przebąkuje o tym, że Facebook jest gotów zrewolucjonizować media i publikację newsów. Wydaje się więc całkiem prawdopodobne, że „rodzina” spotka się niedługo ponownie.

Czytelnicy AW mogą zastanawiać się po co o tym wszystkim piszę? Robię to by pokazać słabe punkty tradycyjnych wydawców i zasugerować możliwości zaistnienia na rynku. Jeżeli 30% to za dużo dla tradycyjnych wydawców to może młodzi, ambitni wydawcy nie będą mieli tego problemu? Apple już raz wywołało rewolucję na rynku za sprawą Macintosha i narzędzi do DTP. iPad to Macintosh nowych mediów, więc korzystajmy zanim „rodzina” dogada się z Jobsem. Skoro ludzie szukają nowych treści a stare media nie są im w stanie tego zaoferować, możemy zrobić własne media i albo na nich zarobić, albo z zyskiem sprzedać się „starym”. Tam gdzie są problemy, są też możliwości.

  1. Kamil Mizera napisał(a):

    Wbrew pozorom One Pass może okazać się krokiem na przód (pisałem o tym tutaj:http://blog.versita.pl/2011/02/17/one-pass-od-google/ ). Google woła sobie tylko 10% marży, co powinno dość szybko wywołać wojnę w tym segmencie branży. Jeżeli wydawcy nie przeoczą tego, to będą mogli wybić się na większą niezależność. Nowa usługa Google wywoła zamieszanie i bez wątpienia uderzy w Apple, zwłaszcza, że już wkrótce rynek zaleją kolejne tablety z nowym Androidem.

    1. Arnold Buzdygan napisał(a):

      Tylko?
      10% to zdzierstwo.

  2. Marek Miller napisał(a):

    Nie jest to do końca prawdziwy artykuł – byłem na tym spotkaniu i mam pewien insight.

    iPad nie jest jedyną platformą, a jednocześnie jest bardzo kosztowną dla wydawców. Trudno więc im się dziwić, że spotykają się, za zamkniętymi drzwiami, by omówić co mogą wspólnie zrobić, by zminimalizować koszty.

  3. Ce napisał(a):

    To klient płaci vat, a wydawca go jedynie odprowadza.

    1. Marek napisał(a):

      Wydawca płaci VAT od swojej wartości dodanej.

  4. Olgierd napisał(a):

    Bardzo ciekawy tekst, ale z jednym się na pewno nie mogę zgodzić: nie ma możliwości rozeznać się w tym, w czym warto się rozeznać tylko na podstawie RSS. Tj. jest to możliwe wyłącznie w przypadku człowieka, którego interesują wyłącznie komunikaty, ale wnosząc po treści tekstu Autor do takich osób nie należy.

    Ja od prasy jestem po prostu uzależniony. I mnie te ruchy wydawców cieszą z jednego powodu: coraz bliżej jesteśmy momentu, kiedy powszechnie zaakceptuje się to, że za dobre treści trzeba płacić. A cieszę się nie dlatego, że zamierzam na tym zarabiać, lecz dlatego, że zamierzam w ten sposób zacząć wydawać moje pieniądze ;-)

  5. Paweł Krefta napisał(a):

    Ja ze stawkami Apple sie nie zgadzam. Z drugiej strony Apple to firma prywatna i jesli wydawcom nie odpowiada ich platforma to niech ida gdzie indziej.

  6. Robert Janiszewski napisał(a):

    Teraz wiem Jacek, że chociaż pisujesz z różnych zakątków świata to Polak jesteś całą gębą. :)
    Tylko my skrobiemy szablą farbę z tygrysów. O dziwo czasem nam sie udaje.
    „Uczciwe zasady biznesowe” co to kurna niby jest?
    Od 10 lat wszyscy operatorzy w Polsce jak jeden mąż biorą 50% z każdego SMS’a premium. W Japoni 30% w Kenii 60% Która z zasad jest uczciwa?

    1. Jacek Artymiak napisał(a):

      To zależy od punktu siedzenia ;-)

    2. Arnold Buzdygan napisał(a):

      Ja Ci powiem – 1%

  7. tomek napisał(a):

    Szczerze mowiac to nie rozumiem o co chodzi wydawcom pracy, wydawcy gier placa te 30% zarowno Apple jak i Google i jakos nikt z tym nie ma wielkiego problemu. Chetnie dowiedzialbym sie jak wyglada rozklad kosztow dystrybucji papierowej, czyli ile % z $1 taki wydawca dostaje. Jak rozumiem dystrybucja wersji fizycznej rowniez kosztuje, druk, transport, dzialka pani Jadzi w kiosku itp.

  8. Alex Pasek napisał(a):

    Fajny artykuł, ale nie dziwię się że „dziadki” próbują znaleźć sposób na obniżenie kosztów. Tak to jest jak się zaśpi.

  9. Tomek C napisał(a):

    Nie ma obowiązku płacenia Apple’owi 30% haraczu. Jest to dosyć sporo, zatem można się skrzyknąć, opracować system operacyjny dla urządzeń przenośnych, następnie skonstruować urządzenie (wkładając do środka procesor własnej konstrukcji), wypromować tak by się sprzedawało w milionach sztuk. Acha – jeszcze niech lepiej wcześniej zrobią na próbę coś mniejszego, np. telefon, żeby platforma okrzepła.

    A tak na serio, to biadolenie to dziecinada. Równie dobrze ja mogę narzekać, że paliwo do samochodu jest drogie, a ci nafciarze przeginają z pazernością. Mogę sobie sam zbudować rafinerię, albo pozwolić robić to innym, a w zamian za to zapłacić haracz.

    1. Marek Miller napisał(a):

      Dlatego twierdzę, że artykuł nie do końca jest prawdziwy i w złym świetle stawia wydawców. Wydawcy wczoraj nie biadolili – wielu z nich stać na te 30%, ale nie zmienia to faktu, że jest to za wysoka cena.

      Wydawcy wypracowali wspólne stanowisko i piłka jest po stronie Apple. Sądzę, że rozmowa jeszcze się nie skończyła.

      Wydawcy oczekują możliwości ogarnięcia jedną aplikacją wielu platform. Są świadomi możliwości niedoskonałego jeszcze HTML-5. Całe szczęście pojawiają się już narzędzie je wykorzystujące i efekty są już teraz całkiem satysfakcjonujące.

      Gra dopiero się zaczyna.

  10. Coward Anonim napisał(a):

    Do konca 2010 Amazon skrobal z wydawcow 50-70%, tak, do 70%. Niestety dla Amazona musieli sie opuscic do 30% wobec konkurencji ze strony Apple.

    Bledem Apple bylo, ze nie ekzekwowalo 30% od razu (zapewne bylo to jednak zaplanowane). Wydawcy nauczyli sie, ze maja za darmo to za co placili wczesniej 70%. No i teraz biadola.

  11. nafciarz napisał(a):

    Tomek C: Równie dobrze ja mogę narzekać, że paliwo do samochodu jest drogie, a ci nafciarze przeginają z pazernością. Mogę sobie sam zbudować rafinerię, albo pozwolić robić to innym, a w zamian za to zapłacić haracz.

    jacy nafciarze! To państwo zdziera 70% ceny benzyny za, którą płacimy

  12. Jacek Artymiak napisał(a):

    Marek Miller: Dlatego twierdzę, że artykuł nie do końca jest prawdziwy i w złym świetle stawia wydawców. Wydawcy wczoraj nie biadolili – wielu z nich stać na te 30%, ale nie zmienia to faktu, że jest to za wysoka cena.Wydawcy wypracowali wspólne stanowisko i piłka jest po stronie Apple. Sądzę, że rozmowa jeszcze się nie skończyła.Wydawcy oczekują możliwości ogarnięcia jedną aplikacją wielu platform. Są świadomi możliwości niedoskonałego jeszcze HTML-5. Całe szczęście pojawiają się już narzędzie je wykorzystujące i efekty są już teraz całkiem satysfakcjonujące.Gra dopiero się zaczyna.

    Jeżeli wydawcy oczekują jednej implementacji HTML5 to znaczy, że mają kiepskich doradców ds. technologii. Od kiedy pojawiła się druga implementacja przeglądarki HTML po tej napisanej przez Tima Berners-Lee, każdy ma swoją implementacje HTML. Oczekiwanie na standardyzację HTML na wszystkich przeglądarkach jest pluciem pod wiatr. Aplikacje kompilowane są bardziej niezawodne i odporne (jeśli dobrze napisane) na brak dostępu do sieci niż kod HTML. Zdaję sobie sprawę z tego, że wizja nirwany HTML5 jest dla wydawców atrakcyjna, ale to kosztowna ułuda. Historia wojen platform (systemów operacyjnych) pokazuje, że największe sukcesy odnoszą producenci oprogramowania, którzy wybierają jedną platformę. Wydawcy muszą teraz wybrać. Nowym czynnikiem, którego wcześniej nie było to opłata pobierana przez twórcę platformy. Gdyby tylko to było problemem, nie byłoby problemu, ale jak sami wydawcy przyznali nie chodzi tylko o pieniądze, ale też o władzę. Dlatego najlepiej dla nich byłoby opracować własną platformę sprzętową zarządzaną przez finansowane wspólnie konsorcjum. Piłka jest ciągle w bramce wydawców, bo jeśli Apple się nie ugnie, na platformę wejdą nowi wydawcy.

  13. alek napisał(a):

    Arnold Buzdygan: Ja Ci powiem – 1%

    No niestety prowizje operatorow sa ogromne. Dodam, ze przy platnosci karta w sklepie bank ma standardowo 2% co w sumie tez jest duza prowizja.

    1. Arnold Buzdygan napisał(a):

      To ogromna prowizja. W wielu krajach nie przekracza 0,5% :)
      No, ale w Polsce ludzie żyją tylko po to by być strzyżonym, więc… strzygą.

      Operatorów trochę rozumiem. Jak się jest geniuszem po Harvardzie czy innym Oxfordzie i sprzedaje startery za 1/2 ceny to nie dziwne, że biorą takie prowizje za SMSy.

      Arek

  14. Piotrek napisał(a):

    ehh wszyscy się czepiają tego Apple :P