onedrive i windows 10
33

Migawki plików w Windows 10 – kręciłoby mnie to 2 lata temu

Dwa kroki w przód i jeden do tyłu. Niezmiennie aktualna strategia Microsoftu dotknęła także firmowego dysku w chmurze. Domyślną przestrzeń dyskową online, jaką był SkyDrive w 8 edycji Windowsa, spotkała bezprecedensowa na rynku seria cięć i kastracji, w efekcie której z najlepszej i rewolucyjnej chmury do trzymania plików, w Windows 10 ostała się żenująca namiastka. 

OneDrive (tak po przegranym procesie z brytyjskim nadawcą telewizyjnym BSkyB o prawa do nazwy Skydrive, przemianowana została usługa Microsoftu) stał się najbardziej niechcianym dzieckiem w rodzinie Microsoftu, a ciosy znienacka padały z zadziwiającą regularnością.

Najpierw ofiarą nowej wersji Windowsa padły migawki plików. W czasach gdy największym osiągnięciem u konkurencji była możliwość selektywnej synchronizacji konkretnych katalogów, chmura Microsoftu pozwalała na swobodną pracę na zdalnych plikach niezależnie od ich rozmiaru i rodzaju. Cała zawartość naszego dysku w chmurze była widoczna w systemie plików, bez względu na to, czy pliki te były fizycznie na dysku, czy tylko w chmurze. Dzięki temu wystarczał dobry dostęp do sieci, żeby swobodnie na plikach pracować, przy czym użytkownik miał pełną kontrolę nad tym co ma się znaleźć fizycznie na dysku, a co pozostać w chmurze.

Sytuacja posiadaczy ultrabooków i tabletów z niewielkimi dyskami SSD, okazała się nie do pozazdroszczenia. Ściągnięcie lokalnie kilkudziesięciu gigabajtów było niemożliwe, a pozwalająca na w miarę normalną pracę aplikacja metro/modern została z systemu usunięta. Jakkolwiek wydaje się to nieprawdopodobne, jedyna możliwa praca na plikach w OneDrive polegała na zalogowaniu się do dysku przez przeglądarkę, ściągnięciu pliku i ręcznym wrzuceniu go z powrotem po edycji. Alternatywa w postaci każdorazowej synchronizacji konkretnego katalogu wcale nie polepszała ergonomii.

Absurdalne? Nie tak bardzo jak to, w jaki sposób Microsoft rozwiązał problem. Zajął się tym ktoś wybitnie kreatywny. Zamiast ułatwić dostęp do dużej przestrzeni dyskowej, geniusze z Microsoftu postanowili tą przestrzeń zmniejszyć!

Nie mieści Ci się 40GB? Przytniemy Ci ją do 5GB! To nie jest żart. Nie tylko zmniejszono darmową, domyślną pojemność OneDrive z 15 GB do 5GB dla nowych użytkowników. Wszystkim starym także tą pojemność przycięto. Co z tego, że w promocjach nazbierałem 40GB, a dzięki dużym fotkom i filmom w 4K z mojej Lumii, zmagałem się z wiecznym niedoborem przestrzeni. Grunt, że na brak migawki plików nie będę mógł narzekać – 5 GB zmieści się przecież wszędzie…

Finalnie Microsoft pozwolił na warunkowe i wymagające niezłej gimnastyki, zachowanie już zdobytej pojemności OneDrive – nie zatarło to ogromnego niesmaku jaki pozostał.

Ostatnim gwoździem do trumny było nawiązanie ścisłej współpracy z Dropboxem, Boxem i innymi chmurami. Koncepcja otwarcia się na konkurencję i przenikania się usług bardzo mi się podoba, niemniej świetny Office Online, który był wyróżnikiem chmury Microsoftu, takim wyróżnikiem być przestał.

Wybaczcie ten przydługawy wstęp, ale to co firma z Redmont odwaliła z OneDrive, do teraz mnie zadziwia. To nie był strzał w kolano. Po takim strzale można by się jeszcze czołgać. To była pełna amputacja wszystkich kończyn jednocześnie. Coś, co tylko Czarny Rycerz z Monty Pythona mógłby nazwać raną powierzchowną…

Idzie nowe, wraca stare

Niemniej idzie nowe i coś, co wydawało się oczywiste, w końcu wraca. Migawki plików pojawiają się w Windowsie. Nie jest to już żadna nowość, podobną funkcjonalność oferuje Dropbox (Smart Sync  dla użytkowników biznesowych), pCloud, Google Drive (Drive File Stream) itp. Niemniej dostępna dla testowych użytkowników Windowsa (insiders) implementacja wygląda bardzo solidnie.

ikony windows 10

Krótko po włączeniu jednej opcji w ustawieniach, w naszym systemowym katalogu OneDrive pokazują się wszystkie pliki i katalogi, cała zawartość naszego dysku w chmurze. Każdy element opatrzony jest odpowiednią ikonką, informującą nas czy plik jest dostępny lokalnie, czy tylko online. W obu przypadkach, kliknięcie na plik sprawi, że ten otworzy się w domyślnym programie do edycji/podglądu.

Warto docenić okienko dialogowe pojawiające się kiedy system ściąga większy plik. Widzimy nie tylko pasek postępu, ale także z jakiego programu system otrzymał żądanie ściągnięcia tego pliku. Możliwość ustawienia praw dostępu do zawartości online, dla każdego programu osobno jest czymś, czego nigdy wcześniej w OneDrive nie było.

onedrive pobieranie

Oczywiście mamy także możliwość ręcznego określenia, które pliki są dostępne lokalnie i offline, a które wyłącznie w chmurze. Decydujemy o tym po wybraniu odpowiedniej opcji po prawokliku na pliku lub katalogu. Dodatkowo widać tutaj działanie jakichś domyślnych zasad i algorytmów Microsoftu. Pliki dostępne offline dzięki wskazaniu katalogu w ustawieniach (opcja synchronizacji konkretnych katalogów) zostały u mnie ściągnięte wszystkie, z wyjątkiem jednego dużego archiwum (mającego ponad 200 MB, z którego od lat nie korzystałem).

Wybaczcie kulawą polszczyznę. Insiderzy dostają czasami materiały tłumaczone translatorem :)

typy plików

Inną ciekawą opcją jest możliwość ukrycia konkretnych katalogów. Jeśli nie chcemy mieć prywatnej zawartości widocznej na komputerze firmowym, wystarczy wejść do ustawień. Zabawne jest to, że widoczność katalogów ustawiamy w tym samym miejscu, w którym wcześniej wybieraliśmy katalogi do selektywnej synchronizacji.

Podsumowanie

Ponieważ cały mechanizm nawet teraz, we wczesnej fazie beta, działa przewidywalnie i zadowalająco, a swoje żale i pretensje do Microsoftu wylałem powyżej, pozostaje zakończyć krótko.

To, że do Windowsa powraca fajna funkcjonalność, coś do czego użytkownicy przyzwyczajali się latami i z czego naprawdę fajnie się korzystało, to dobra wiadomość. Dlaczego jednak „placeholders” pojawiają się dopiero po dwóch latach i jak to możliwe, że Microsoft na tak długo okaleczył swoją usługę, pozostaje poza moimi możliwościami pojmowania. Dużo trudniej cieszyć się z fajnej funkcjonalności, ze świadomością, że mieliśmy ją już lata temu i dzisiaj zaledwie nadrabiamy zaległości…

Źródła: https://blogs.windows.com/, https://mspoweruser.com, https://support.office.com/ oraz własne.
  • Konrad Uroda-Darłak

    „wymagające niezłej gimnastyki” Autor w ogóle wie o czym pisze, czy tylko o tym przeczytał gdzieś? Kliknięcie w link rozsyłany za pomocą maila to niby ogromna gimnastyka?

    • Darek

      Co nie zmienia faktu że wykastrowanie Windows 10 z migawek był jednym z powodów który zmusił mnie do niezanstalowania tego systemu

    • shounen

      ci idioci chyba nie czytają komentarzy na necie skoro robią takie kretynzimy [ej bez kitu microshit ciągle wywala wszystko co dobre, w ich mobilnym systemie huby do socjal media w połączeniu z domyślną aplikacją do wiadomości to był geniusz a debile to usunęły] edit; ja tam nie wiem, ale czy oni wydają w ogóle jakieś oświadczenia że feature x wróci jak go dopracują?

    • Wydają. W przypadku migawek twierdzili, że nie wróci, bo userzy są za głupi i nie kumają idei. Najwidoczniej zmienili zdanie. Z przycięciem pojemności też zmienili zdanie po 2 miesiącach. Wsteczna kompatybilność Xbox One też miała być technicznie niemożliwa. Nikt już nie wierzy za bardzo w twierdzenia Microsoftu.

    • Konrad Uroda-Darłak

      Wszystko fajnie, ale jak to się ma do mojego komentarza? :P

    • TakaPrawda

      Dokładnie. Po fali oburzenia MS uznał, że każdy chętny może zachować swoje bonusy jeśli tylko kliknie w link, który był chyba ważny z pół roku. Wysyłali maile z linkami.

      Ja to się zastanawiam, jak ci ludzie piszący te artykuły o super narzędziach, 40 różnych toolsach do delegacji zadań i organizacji czasu, narzekający, że do tej pory musieli tyle rzeczy robić ręcznie (super ciężka praca, tak z tekstu wynika, wychodzili z roboty zmęczeni niczym pracownicy platformy wiertniczej) za „niezłą gimnastykę” uważają kliknięcie w linka, a następnie guzik.
      Co jeszcze? Appka do podcierania się, bo manualne podcieranie wymaga wręcz atletycznych zdolności?

    • mtbik

      Trzeba było jeszcze dostać ten magiczny link…

    • Ja nie miałem problemu. Ale normalny użytkownik to zupełnie inna para kaloszy. Przeciętny użytkownik po prostu korzysta z komputera. On nie czyta maili z Microsoftu bo niby po co? Zapłacił za system i oczekuje, że ten będzie działał – nie przyjdzie mu do głowy, że coś za co zapłacił zostanie mu zabrane. Taki użytkownik nie dowie się nawet, że mu zabierają przestrzeń. A nawet jak się dowie to po prostu przeniesie pliki gdzieś indziej, a otrzymanego miesiąc później maila po prostu oleje. Gdyby MS chciał to zrobić normalnie to zrobiłby to po swojej stronie, wysyłanie maila i czekanie aż user przeklika się przez jakieś strony internetowe to prosty komunikat: jak Ci bardzo zależy to w ostateczności możesz wykonać następującą serię kroków, mamy nadzieję jednak, że to olejesz i będziemy mogli Ci przestrzeń wykastrować…

    • mtbik

      Jaki link?! Jedyne, co dostałem, to info o zabraniu, a właściwie kradzieży przestrzeni w chmurze.

    • Konrad Uroda-Darłak

      Być może nie przeczytałeś dokładnie tamtej wiadomości :)

  • shounen

    czyli nowego windowsa warto będzie zainstalować dopiero w połowie przyszłego roku [nowości i dopracowania] mój boże to już z windowsem 8.1 było mniej problemów, oni ten system powinni mieć gotowy już dawno…

  • rake
  • Krzysztof Górski

    ah to to jest ta aktualizacja, która tworzy proces, zajmuje procesor, ale nic nowego nie wprowadza

  • michalko

    Ciekawe czy to jest ta aktualizacja, która od tygodni próbuje się zainstalować i próba kończy się błędem na wszystkich moich trzech kompach

    • Mam to samo, wiele prób itp, ale to nic nie daje… jednak migawki plików już teraz mi działają.

  • Następny skrzywdzony przez Microsoft…
    nie można napisać normalnego artykułu ze wracają placeholdery tylko przez 2/3 trzeba narzekać ze MS zabrał ludziom gigabajty?

    • A znasz jakąś inną firmę, które tak traktuje swoich klientów? Ja nie.

  • an95dy

    Rozumiem żal autora do Microsoftu dotyczący tymczasowej kastracji z funkcji nowego Windowsa. Odkładając to jednak na chwilę na bok, dostrzegam tu małą różnicę między ofertą konkurencji w tym zakresie, a rozwiązaniem MS. Zarówno Dropbox ze swoim Smart Sync dla użytkowników biznesowych, jak i Google Drive funkcję „migawki plików” oferuje tylko dla użytkowników biznesowych/płacących, natomiast w przypadku rozwiązania MS mówimy tu o funkcjonalności dostępnej za darmo z której będzie mógł skorzystać każdy właściciel Windowsa 10. Dlatego wydaje mi się że mimo znacznego opóźnienia jest masa ludzi którzy na tę funkcję czekają i będą jej używać.

    • Masz rację. Dwa lata temu było multum ludzi, którzy tej funkcji używali. Za pół roku znów będą mogli :)

  • Morski Morświn

    Na linux mam to wszystko od dawna i to za darmo! Wolność wyboru to jest czego lemingi nigdy nie pojmą

    • Grubas

      To nie jest miejsce dla poweruserów ani linuxuserów. Może warto przenieść się w inne miejsce, tylko gdzie?

    • Adi

      dobreprogramy? osnews?

    • @@@

      Tak? Od kiedy na Linux jest dostępna chmura OneDrive z migawkami plików?

    • Grubas

      Nie, OneDrive z migawkami z W10 nie ma Linuxie. Morświn miał zapewne na myśli funkcjonalność a nie konkretną implementację.

      „Migawki” w rozumieniu „linków” do zdalnego zasobu są od dawna, bo zależy to tylko od implementacji fs-a. Możesz podmontować dowolny zasób sieciowy (ssh, ftp, itp) a pliki są dostępne tak, jakby były na twoim lokalnym dysku. System transparentnie pobiera plik po sieci (+ cache), ale nie masz też za specjalnie nad tym kontroli na poziomie poszczególnych plików (to stara idea „everything is a file”).

      Jeśli chodzi o dostawców usług typu GDrive, Dropbox, OneDrive, to musisz mieć klienta do tych usług. Google Drive działa, innych nie próbowałem. Tu jednak „migawki” (szczególnie z kontrolą per file) nie są wspierane lub nic mi o nich nie wiadomo. Po więcej informacji odsyłam do GVfs i FUSE na Wiki (nie linkuję, bo mnie znowu Pan Redaktor wytnie za „promowanie” opensource).

      Z kolei zespół ownCloud pracuje lub ma zacząć prace nad „migawkami” właśnie w tej usłudze, zatem nie można wykluczyć że w przyszłości GVfs (w dużym uogólnieniu – Linux) będzie takie lub tego typu migawki wspierał, i to także dla innych usługodawców.

      Jeśli chcesz coś, co działa identycznie jak W10 z OneDrive, albo chcesz to mieć „na już”, to kup W10, zrób update i załóż konto na OneDrive. Na prawdę nie warto się strzępić. Każdy system ma swoje rozwiązania i podobne rzeczy realizuje na swój sposób, innych nie realizuje wcale, a jeszcze inne uczynił unikalnymi. Dopóki masz możliwość wyboru wybieraj to, co ci najbardziej odpowiada.

    • Czyli, krótko mówiąc: na Linuxa nie ma migawek plików dla żadnego dysku sieciowego. Niech żyje wolność wyboru, której lemingi nie pojmą. Strasznie głupie te lemingi :)

    • Morski Morświn

      Mówię o rozwiązaniu a nie konkretnej implementacji. MS to zamknięte pudło.

    • Xytras

      Wszystko fajnie, tyle ze desktop na linux to jak kopanie sie z koniem…

    • Grubas

      Zgadza się.

    • Morski Morświn

      To zależy do czego potrzebujesz. Gnome shell + pixel saver + dock + zestaw ikon i masz ładny a co najważniejsze funkcjonalny i responsywny system. Ok nie pograsz w nowe gry.

    • Grubas

      To jest wizja ideału. Wraz z pracą mogą pojawić się „wyzwania” o charakterze „kopania się z koniem”. To zależy co się robi.

      Oczywiście jest lepiej niż kiedyś. Sporo działa OOTB. Gnome3 ma jeszcze swoje bolączki, ale z drugiej strony jest dosyć kompletnym i spójnym DE.

    • Morski Morświn

      Człowiek nie świnia – przyzwyczai się do wszystkiego. 3/4 biur mogłoby używać linuxa tylko nie chcą.

  • Xytras

    Do twoich malych mozliwosci pojmowania: hajs…

  • akki

    wiekszosc devow MS siedzi w Indiach, tu jest odpowiedz na wiekszosc waszych pytan, Indie zyja w swoim alternatywnym swiecie wyznaczonym przez niskie IQ calej ich populacji…