214

Michał Szafrański : Większość osób sprzedających nielegalnie moją książkę nie ma świadomości łamania prawa

Od samego początku obserwuję walkę jaką toczy Michał Szafrański ze sprzedawcami pirackich kopii jego książki. Nie jest to walka zawzięta i agresywna. Jest prowadzona systematycznie i jak się wydaje skutecznie. Jeśli nie znacie Michała i jego książki to przypomnę tylko, że jest to fenomen self-publishingu w Polsce. Michał wydał sam swoją książkę pt. “Finansowy Ninja” i jak do tej pory osiągnął ponad 2,35 miliona złotych przychodu ze sprzedaży 27 tysięcy książek.

Można by powiedzieć, że zarobił już dość, prawda? To kuriozalne ale takie argumenty czasem stawiają obrońcy piractwa. W końcu autor XXX sprzedał już tyle książek, że kilka mniej lub więcej nie ma dla niego znaczenia. Zawsze w takich sytuacjach zastanawiam się czy ci ludzie też chcieliby pracować za darmo – w końcu pracodawca też może stwierdzić, że zarobili już w życiu na tyle dużo, że teraz mogą popracować trochę bez wypłaty.

Abstrahując jednak od takich kuriozalnych argumentów rozmawiałem ostatnio z Michałem na temat jego walki z piractwem. O tym po co to robi, dlaczego i jakimi metodami. Wnioski z naszej rozmowy są bardziej niż smutne.

Na początku Michał jasno zastrzega “Nie uważam, że jestem okradany, ponieważ ludzie którzy piracą moją książkę i tak by jej raczej nie kupili”. Poza tym książkę można też wypożyczyć w bibliotece (Michał zadbał o dostępność), czy po przeczytaniu sprzedać (nawet ebooka – trzeba tylko w momencie sprzedaży skasować go ze swojego urządzenia).

To po co to wszystko robi i bawi się w szukanie pirackich kopii? Chce aby ludzie byli świadomi, że sprzedawanie pirackich produktów jest po prostu złe.

Trudno mi jest zrozumieć, że są ludzie, którzy kupują produkt za 1/5 ceny i wierzą w jego legalność. Wszystkie osoby, które złapałem na piraceniu, tłumaczyły się, że nie wiedziały że robią coś złego.

Książka Michała pojawiła się nie tylko u “nieświadomych sprzedawców” na Allegro ale również na forach pirackich. To jest według Michała większy problem.

W pierwszym przypadku skala strat jest niewielka, gorzej jest jednak kiedy książka jest w drugim obiegu. Ja wierzę jednak, że jakaś uczciwość w narodzie jest i część osób, które ściągnęły książkę, docenią ostatecznie jej jakość i zdecydują się kupić legalny egzemplarz. Widzę czasem też dobre strony piractwa – np. popularyzację tytułu – ale oczywiście go nie pochwalam. Niestety piractwo jest dziś nieodłączną częścią pracy twórczej – szczególnie przy dystrybucji cyfrowej.

Jak Michał walczy z piratami i kogo już złapał?

Z pomocą przychodzą mu narzędzia Brand24 oraz Google Alerts, którymi monitoruje wzmianki dotyczące jego książki – także na aukcjach internetowych. Do tego wszystkiego pomagają jeszcze czytelnicy lub klienci, którzy kupili książkę ale nie są pewni czy to była na pewno legalna transakcja.

Przypominam nasz wcześniejszy materiał o wydawaniu książki:

Kto piraci książki Michała Szafrańskiego?

W małej skali mówimy głównie o ludziach nieświadomych, chcących dorobić. Wiem, że mówienie o sprzedaży pirackiej kopii książki i nieświadomości może się wydać dziwne, ale jak pokazują przykłady jakie przytoczył Michał niestety tak się dzieje.

Przykład 1. Młody człowiek dopiero co po studniówce sprzedaje książki Michała po 10 zł a potem po 20 zł na Allegro. Nie dość, że sprzedaje piracką wersję książki, to jeszcze używa opisów skopiowanych ze strony “Finansowy Ninja” łącznie ze wszystkimi znakami towarowymi. Młodzieniec tłumaczył się tym, że chciał sobie dorobić i nie miał świadomości, że będzie z tym problem. Oczywiście Michał sumiennie wyjaśnił mu, że jednak problem istnieje.

Przykład 2. Pracownica banku – sprzedawała w serwisie aukcyjnym masowo ebooka. Tłumaczyła, że nie sądziła że robi coś złego – twierdziła też, że została wprowadzona w błąd, bo w taki sam sposób otrzymała książkę. Kiedy Michał uświadomił jej czym grożą takie czyny (z wyrokiem mogłoby być trudno o pracę w bankowości) nastąpiła pełna skrucha, aczkolwiek nadal bez zrozumienia czym tak naprawdę zawiniła.

Jeden z przyłapanych sprzedawców pirackiej wersji Finansowy Ninja twierdził nawet i udowadniał, że ma prawo sprzedawać ebooka Michała. Zapomniał jedynie, że chodzi o książki które legalnie by kupił a nie o pirackie wersje.

Mamy więc komediodramat, w którym piractwo wynika z teoretycznej nieświadomości lub faktycznego braku wiedzy o potencjalnych konsekwencjach swoich działań.

Michał, jak twierdził w rozmowie ze mną, nie kontaktuje się z tymi osobami z intencją zaciągania ich przed wymiar sprawiedliwości. Chce jedynie powstrzymać sam proceder a w ramach zadośćuczynienia domaga się wpłat na Pajacyka (równowartość sprzedanych książek).

Co w takim razie z pirackimi serwisami? Tutaj jest największy problem. Tylko jedna z 4 stron, z którymi się kontaktował, podjęła jakieś działania. Co do reszty zapewne skończy się stosownymi zgłoszeniami popełnienia przestępstwa na Policję.

Jak było z Chomikuj i Finansowy Ninja?

Jeszcze przed wydaniem książki podpisałem z nimi umowę o współpracy. Jeśli ktoś wpisuje w wyszukiwarce hasło “finansowy ninja”, to Chomikuj wyświetla mu jedynie oficjalną ofertę zakupu książki. W ten sposób serwis stał się dla mnie kolejnym kanałem sprzedaży. Dzielimy się przychodami ze sprzedaży w modelu afiliacyjnym. Inna opcją jest udostępniona przez Chomikuj Platforma Wydawców pomagająca chronić prawa autorskie w serwisie.

Okazuje się więc, że główny “wróg” wielu wydawców może stać się ich sprzymierzeńcem, jeśli tylko podejmiemy rozmowy.

Konkluzja z naszej rozmowy jest dość smutna. Piractwo jest częścią cyfrowego życia produktu czy tego chcemy czy nie. Problemem jest jednak brak świadomości u ludzi i podejście do własności. Zgadzam się jednak z Michałem, że lepiej edukować niż karać. Oczywiście mówimy tutaj o przypadkach sprzedawców amatorów a nie zawodowych złodziejach.

Zapraszamy do innych naszych materiałów na temat Finansowy Ninja – a szczególnie do wywiadu na temat zarabiania na blogu i książki

  • JacekWezgraj

    Wpis sponsorowany, wpis sponsorowany.

    • LOL ale przez kogo ?

    • Gizmo42

      Przez Szafrańskiego, z tych 2,5 mln.

    • A no tak – to oczywiste :)

    • Hahaha… :) Nie mam co robić tylko sponsorować wpisy informujące o tym, że moja książka jest piracona i dostępna na warezach. #fucklogic

    • Marcin Zydek

      @szaffi:disqus na czym polega ta umowa z chomikuj? bo wpisując finansowy ninja w wyszukiwarkę nie pojawia się żadna sugestia zakupu książki, jest za to link gdzie można sobie pobrać kompletną książkę w PDF bez uiszczania jakiejkolwiek opłaty (czyli coś chyba nie działa jak należy?)

    • ale musiałeś zepsuć prawda? musiałeś?

    • Worm Nimda

      No weź… nie wypieraj się, bo i tak nikt nie uwierzy. Pewnie z 10% tego co zarobiłeś poszło do Grześka. Reklama nie ma nic wspólnego z logiką, tylko z emocjami! Im więcej będziesz się wypierał, tym bardziej będziesz potwierdzał, że zapłaciłeś. :P

    • puchatek2

      a kto bogatemu zabroni:P

    • Tomek Pycia

      Żal dupę ściska, czy w tym kraju jak ktoś dojdzie do czegoś ciężką pracą, samozaparciem to od razu musi być traktowany jak złodziej?
      Najlepsze jest, że jak zarobił już tyle to można ukraść.

    • Tomek – nie generalizujmy. Ja wierzę, że większość ludzi jest uczciwa. Niestety w oczy rzucają się przede wszystkim te marginalne zachowania. Pozdro!

    • Gabber84

      Eee, pewnie sam sprzedawałeś własne egzemplarze w pirackich serwisach żeby tylko AW napisał artykuł o tym jak walczysz z piractwem ;-)

    • Eee, pewnie piszesz takie prowokacyjne komentarze, bo nie masz nic ciekawszego do napisania i liczysz na to, że Ci odpowiem. Proszę bardzo. ;-)

    • Marcin

      Michał, dwie sprawy. Pierwsza, trochę śmieszy to chwalenie się przychodem, zamiast dochodem. Przychodu jest 2mln, okej. Ale to jest tylko przychód, dochodu może nie być wcale. Albo można być stratnym. Można mieć 2mln dochodu mając 5mln wydatków i być 3mln w plecy. I nie twierdzę, że ty jesteś stratny, bo nie jesteś. Widząc jak wiele pojawia się materiałów sponsorowanych (ten u Gonciarza prawie uwierzyłem, że nie był sponsorowany. Ten u Jacka – chyba nikt nie ma wątpliwości) – na sam marketing musisz sporo wydawać. I fakt, dalej ładnie na książce zarobisz… Ale nie podawaj długości sam wiesz czego… z kręgosłupem.

      Druga kwestia – naucz się w końcu marketingu. Bo materiały sponsorowane trzeba robić tak, by nie było widać, że są sponsorowane, jak to było u Gonciarza. Albo grać w otwarte karty. Ale to się sprawdza w przypadku współpracy influencera z marką, a nie dwóch influencerów. Więc zostaje Ci krok pierwszy.

      I ostatnia kwestia. Wypożyczyłem książkę z biblioteki. Przeczytałem od deski do deski, pełny nadziei, że od podstaw przejdziemy do czegoś konkretniejszego. Że się czegoś nauczę. Nic się nie nauczyłem. Książka fakt, jest napisana łatwym, przystępnym językiem. Ale nie pokazuje nic odkrywczego. Czytelnik czyta to, co sam wie. Więc albo targetem są dzieciaki w pierwszej gimnazjum, którzy faktycznie mogą się z niej czegoś nauczyć (Ci mniej bystrzy), albo… biorąc pod uwagę, że zlikwidowano gimnazja, targetem są ludzie, którzy lubią czytać oczywistości. Ja nie lubię oczywistości. I dlatego dwóm osobom myślącym nad jej zakupem odradziłem – poleciłem wypożyczyć w bibliotece, lub wcale nie kupować. Jeżeli ponownie rozmowy zejdą na temat tej książki – znów odradzę. Amen.

    • Marcin – nie napiszesz, że „podejrzewasz, że materiały są sponsorowane”. Piszesz jakbyś wiedział, co tylko udowadnia mi, że a) zielonego pojęcia nie masz, ale się wymądrzasz bo coś Ci się wydaje i b) że jednak chyba całkiem dobrze znam się na marketingu, skoro udaje mi się mieć te wszystkie publikacje bez jakiegokolwiek opłacania.

      Jeśli nie potrafisz tego przyjąć do wiadomości, to zastanów się czyje ograniczenia to pokazuje. Moje czy Twoje?

      Naprawdę warto przyjąć do wiadomości, że można zbudować sobie takie relacje z twórcami internetowymi, że będą sami podawać informacje dalej. To są proste sprawy: jestem pomocny, podpowiadam to i owo przez lata, niektórzy w krytycznym dla mnie momencie po prostu chcą się zrewanżować albo widzą w tym jakiś swój interes – czasem wystarczy sama możliwość publicznego porozmawiania po to by mieć fajnego newsa czy inny materiał. A czasem trafi mi się jak ślepej kurze ziarno i ktoś się do mnie odezwie sam z siebie.

      Doszukujesz się jakiegoś skomplikowania czy komercjalizacji tam, gdzie ich po prostu nie ma. Proste relacje. Nic więcej ani nic mniej.

      Co do konkretnych wyniki to są u mnie na blogu: przychód, wszystkie koszty (w rozbiciu na detale i miesiące), dochód przed opodatkowaniem, podatki, darowizny, dochód netto. http://jakoszczedzacpieniadze.pl/self-publishing-finansowy-ninja-case-study-czesc-1

      Chcesz aktualne na koniec lutego? Proszę bardzo:

      – 2,35 mln zł = przychody do końca lutego
      – 610 tys. zł = koszty (brutto)
      – 317 tys. zł = podatek dochodowy
      – 108 tys. zł = darowizny na #Pajacyk
      – 1,24 mln zł = czysty zysk
      – Całość przy sprzedaży 27 170 egzemplarzy książki.

      Co do treści książki: masz prawo myśleć co chcesz. Nie podpasowała Ci? Rozumiem. Tylko po co generalizować?

      Co do tego, że nie lubisz oczywistości, to doskonale widzę. Doszukujesz się drugiego dnia. Wolna droga jeśli z tym Ci lepiej. Tylko pamiętaj, że to, że coś Ci się wydaje wcale nie zamienia się automagicznie w rzeczywistość. I chyba dobrze. :D

    • tracz

      Pamiętaj, że pycha idzie dumnie przed upadkiem. Twoja aktywność w Internecie od paru miesięcy zupełnie zaprzecza wizerunkowi, jaki kreowałeś – fajnego, miłego i wyluzowanego faceta. Marketing to jednak nie wszystko, nawet jak się na nim znasz.

      Twoim ograniczeniem natomiast jest to, że zależysz całkowicie od gustów swoich czytelników. Jak to się skończy? Kto wie. Co więcej sprzedałeś swoją prywatność, chwalisz się ile masz pieniędzy a Twój adres zamieszkania i przebywania można znaleźć w 3 minuty (tyle mi to zajęło). Zidentyfikowanie Twojej żony i dzieci to kwestia 23 minut. Myślisz, że życie w ciągłym zagrożeniu albo pod okiem ochrony jest przyjemne? Być może po prostu nie zdajesz sobie jeszcze sprawy z tego.

    • Tracz – mam wrażenie, że mylisz pychę z pewnością siebie. Ja jestem wyluzowanym gościem i mam wrażenie, że ze sporym dystansem nawet do insynuacji, które przewalają się tutaj w komentarzach. Czy może oczekujesz, że wszystkie te szkalowania będę przyjmował bez słowa komentarza?

      Marcin wygaduje kompletne bzdety i ignoruje fakty. Woli domysły. Jak byś potraktował gościa, który w stosunku do Ciebie wygadywałby takie banialuki?

      Pozdro

    • Marcin

      Dzięki za odpowiedź, kolejne trzy grosze – to jest oczywiste, że nie widziałem faktury, więc pewności nie mam. Ale biorąc pod uwagę, ile jest materiałów u innych influencerów i jak one wyglądają, nie uwierzę, że jest to wynik tylko i wyłącznie ich chęci do promowania twojej osoby. Myślę, że część to wpraszanie się do osób, które zgodzą się stworzyć dla Ciebie treść, a pozostała, zdecydowanie większa część, to po prostu materiały sponsorowane. I nie mogę mieć pewności, który taki jest, a który nie, ale przekonany jestem. I mnóstwo innych ludzi, co widać, również. A to jest kwestia twojego wizerunku i jeżeli kłamstwo powtórzy się odpowiednią ilość razy, staje się prawdą. I dla mnie, dla wielu innych, prawdą jest, że… prowadzisz bardzo rozległy marketing, musisz na to wydawać sporo kasy. Oczywiście mogę się mylić, ale jestem przekonany, że się nie mylę.

      Spójrzmy sobie w oczy. Zobaczmy ponownie twój materiał u Jacka Gadovskiego. Najzabawniejszy jest moment, gdy Jacek niby sam wpada na to, żeby zapytać o to, że zarobiłeś na tej książce więcej, niż reszta youtuberów. Dalej mnie to bawi, naprawdę.

      Gdybyś poopowiadał o tym wszystkim, o czym opowiadałeś, podczas „wjzadu na twoją chatę”, był bym w stanie uwierzyć, że to nie jest materiał sponsorowany. Ale obejrzyj ten film. Chyba go oglądałeś? A resztę z kanału Jacka? Myślisz, że Jacek by taką formę nakręcił sam z siebie? Ja wierzę, że sam z siebie mógł by zrobić coś, w czym byś ty się pojawił, tak po prostu, bez twojej roli inicjującej wideo, jako klient. Ale ten film… no naprawdę jest zrobiony tak, że sztuką było by się nie połapać.

      Tak samo nie uwierzę, że u takiego Paciorka byłeś, ponieważ chciał Cię zaprosić. Szczególnie biorąc pod uwagę, jak wyglądała rozmowa. W Gonciarza również nie uwierzę. Paradoksalnie, jedyna rzecz, w którą wierzę, to treść, pod którą właśnie rozmawiamy. Tutaj jestem w stanie uwierzyć, ale biorąc pod uwagę, jak czynnie bierzesz udział w dyskusji w komentarzach… również nie sądzę. Oczywiście, jak zauważyłeś, to tylko moje zdanie. I wielu innych czytelników. Możemy się mylić. Mimo wszystko chyba powinieneś jednak się o to, co myślimy, martwić. Bo chyba chcesz wydawać w przyszłości kolejne książki?

      Dodatkowo wierzę w większość kwot, które podajesz, poza jedną. Czysty zysk. Powód? Wyżej opisany. Pisze „promocja książki – samodzielnie”. Uważam, że brakuje tam pozycji, w której podliczasz koszty materiałów, za które płaciłeś. Jak wspomniany film u Jacka Gadovskiego. Więc i tak kilkaset tysięcy złotych na tym zarobiłeś, szacun. Co prawda to nie jest zarobek za wydanie książki, tylko lata ciężkiej pracy w budowaniu marki osobistej, tworzenie sieci dystrybucji, pisania książki, tak dalej… więc jeżeli podzielimy tą kwotę na cały okres, który gdy musiałeś pracować, by dojść do tej kwoty na koncie, nagle nie jest tak kolorowo, chociaż dalej lepiej, niż pracując w fabryce. Ale przedstawiasz to, jak byś w miesiąc napisał książkę i miał za to na koncie 2 miliony zysku (w końcu świecisz zawsze przychodem, nie czystym zyskiem), podczas, gdy po rozbiciu na poświęcony czas.

      Cała droga zajęła Ci 6 lat. Prosta matematyka, 17tyś miesięcznie. Na przeciętnego Kowalskiego niewyobrażalna kwota. Ale w perspektywie ludzi bogatych – zwykła wypłata, idealna żeby wybudować piękny dom na kredyt, co kilka lat zmienić sobie i żonie samochód na nowy w klasie premium i pojechać kilka razy w roku na przyzwoite wakacje. Czyli osiągnąłeś sukces, fakt. Ale nie tak ogromny, jak starasz się to promować.

      I nie mów mi, że nie biorę pod uwagę, ile przez te 6 lat na blogu zarobiłeś. Jestem przekonany, że mniej, niż wyniosła Cię promocja o której pisałem wyżej, a obliczenia zawierają rzekomy czysty zysk, który podałeś. Bez uszczuplenia go o koszty działań marketingowych.

      I ostatnia rzecz. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś, kto chwali się tym, że ma ponad 2 miliony przychodu, prosił innego twórcę, by ten poświęcał swój czas, wizerunek, tworząc dla Ciebie treści sponsorowane wyłącznie na prośbę, bez zapłaty za to. W końcu, jak sam mówisz, masz 2 miliony dochodu. Prosisz kogoś o film na temat twojej książki, tak jak wydawca/producent jakiegokolwiek innego produktu. Jacek chyba nie jest twoim kumplem z siłowni? Na wspólnego fryzjera również mi to nie wygląda. Chociaż uwierzę, jeżeli powiesz, że obaj lubicie pić piwo. Ale nie uwierzę, że pijecie je razem. Częściej, nie na którym znajdziecie się razem przypadkowo i można pogadać, bo się nawzajem szanujecie.

      Panie Michale, generalnie jest Pan w kiepskiej sytuacji. Jeżeli Pan przyzna prawdę, że płaci za treści – jak to będzie wyglądać? A jeżeli dalej będzie się Pan zapierał – ma ponad 2 miliony dochodu, prosi ludzi o promowanie jego produktu i za to nie płaci? Kiepsko, Panie Michale, tak i tak kiepsko…

    • Marcin – rozumiem, że w głowie Ci się nie mieści, że można mieć obecność wszędzie za free. Powtórzę to co napisałem: kompletnie się mylisz.

      Naprawdę sądzisz, że miałbym jakikolwiek problem żeby ujawnić, że płacę za marketing gdyby to naprawdę miało miejsce? Sęk w tym, że nie płacę. Idź – popytaj osób, które wymieniasz. Nieważne co usłyszysz. I tak będziesz wymyślał swoje teorie. Nie wiem – może oceniasz na podstawie własnych doświadczeń. Być może nie wyobrażasz sobie, że Twoi znajomi zrobiliby coś za darmo i chcieliby kasę za wsparcie? Na szczęście to nie jest mój problem.

      Tak jak Ci napisałem – możesz wierzyć w co chcesz. Pełną wolność wyznaniową mamy na razie. Może wierzyć w płatną promocję #FinNinja a nawet w zamachy i w specjalne brzozy koszące samoloty.

      Co do mojej sytuacji – bardzo cieszę się z tej, w jakiej jestem i absolutnie nie mam wrażenia żeby była kiepska.

      Zdrowia! :D

    • Andzia

      Ludzie mnie osłabiają :D Słuchaj Michał, żeby im wszystkim żal dupy nie ściskał weź wszystko rzuć w cholerę, idź na bezrobocie, na zasiłek, zacznij trochę bardziej narzekać na swój los ;) Niesamowite, że ktoś śmie oczekiwać od blogera, żeby się nie promował, nie zarabiał i nie był osobą publiczną ;) szok i niedowierzanie!

    • Marcin

      I ostatnia kwestia. Mówisz, ile zarobiłeś jako autor, podając wspaniałą jak na autora kwotę. Ale jest jeden problem. Mijasz się z prawdą. Tą kwotę zarobiłeś jako autor, wydawca i dystrybutor. Nie wiem, kto jaki kawałek tortu bierze w tym rynku, więc nie wyliczę Ci, ile zarobiłeś jako autor, ile jako wydawca, ile jako dystrybutor, ale… Gdy zaczniemy tak na to patrzyć, że nie jesteś autorem, tylko autorem, wydawcą i dystrybutorem, ta kwota przestaje być tak spektakularna.

    • No teraz to już mam wrażenie, że Ty u jakiegoś wydawcy pracujesz i dlatego Cię tak ciśnie.

      Wiesz… jak dla mnie gdyby ta kwota wynosiła 1/2 albo 1/4 tej, która już została wypracowana, to i tak uważałbym to za sukces. Oczekiwania miałem znacznie mniejsze i nadal jestem pozytywnie zaskoczony rezultatami.

    • W całym łańcuszku „wydawca, dystrybutor, autor” jak widać jedynym niezastąpionym ogniwem jest ten ostatni. Umniejszanie jego sukcesu tylko dlatego, że wziął sprawy w swoje ręce jest filozoficzną i ekonomiczną aberracją.

    • Marcin

      Ale ja nie umniejszam sprawy, zwracam tylko uwagę na fakt, że omawiany dochód i zysk nie odnoszą się do wynagrodzenia autora, tylko autora, wydawcy i dystrybutora.

      Michał, nie, ja sobie siedzę w branży filmowej. I u nas też robi się czasami ciekawe, niekomercyjne projekty, za darmo, dla zajawki, ze znajomymi. Albo za ćwierć normalnej stawki, jakieś etiudy ze szkół filmowych. Ale nikt nie pójdzie robić pełnometrażowej fabuły, ani tym bardziej reklamy, za darmo. I teraz weźmy dwa przykłady. Krzysiek mówi we Vlogu, że idzie się z tobą spotkać, ty mu dajesz w prezencie swoją książkę, a on po wszystkim ją pokazuje we vlogu. W coś takiego jestem w stanie uwierzyć. Sam, gdybym prowadził vloga, dostał od Ciebie prezent i Cię lubił, albo przynajmniej szanował – pokazał bym ten prezent we vlogu.

      Ale spójrzmy na wideo i Jacka Gadovskiego. Przez cały film stoisz i gadasz do kamery reklamując swoją książkę, pojawiają się jakieś materiały spoza które należą do Ciebie, całe wideo kompletnie do Jacka nie pasuje. Możesz się zapierać, droga wolna, ale mnie i tak nie przekonasz. A to, czy mam rację, jest mało istotne – nie wpływa na twoją relację nadawca-odbiorca. Widocznie źle to robisz, złe sygnały odbieram, w każdym bądź razie twoja wina.

      A co do tego, że twoja sytuacja finansowa wg. Ciebie nie jest kiepska – zgadzam się, wyliczyłem Ci na podstawie twojej pracy i deklarowanego dochodu 17tyś miesięcznie, to dobre pieniądze. U nas, w filmie, reklamie, podobnie się zarabia i też ludzie z kasy się cieszą – gorzej z czasem wolnym, a raczej jego brakiem.

      I taka ciekawostka. Wiesz, że w filmie techniczni potrafią zarobić więcej od głównych twórców? Bo techniczni mają mniejsze gaże, dalej duże, ale mniejsze – i tutaj zależy od stanowiska, bo rekwizytor w fabule będzie miał np. 400zł, a ostrzyciel 600, 800, nawet 1200 dniówki poniektórzy przy reklamach wyciągają. I to jest o wiele mniej, niż reżyser, operator, ale Ci rzadziej pracują, czyli w bilansie rocznym taki ostrzyciel, potrafi zarobić więcej od reżysera.

      Po co o tym piszę? Dwa powody. Pierwszy, główny – żebyś uwierzył (chociaż możesz nie, tak samo, jak ja Ci nie wierzę, że nie istnieją materiały sponsorowane na temat twojej książki), że nie pracuję w branży wydawniczej. A druga kwestia – mówiłeś, że nie narzekasz, brzmiąc, jak byś odebrał moją wypowiedź jako „phi, tylko milion w sześć lat”. Nie, bardziej chodziło mi o to, że to normalne pieniądze wśród dobrze zarabiających ludzi.

    • Marcin – pozwól, że kompletnie pominę Twoje dalsze domysły odnośnie rzekomego sponsorowania filmów. Ostatni raz: żadna z publikacji, która ukazała się w sieci odnośnie mnie czy książki „Finansowy ninja” nie była publikacją sponsorowaną czy opłaconą czy jak tam uważasz.

      Co do trailera promocyjnego filmu – zrealizował go w całości Igor Wojtkowiak – Czytelnik mojego bloga, który napisał do mnie jeszcze rok przed premierą książki, że chce się jakoś zrewanżować za wpisy na blogu, które mu pomogły. Początkowo myśleliśmy o sesji foto, ale jak zobaczyłem jakie materiały kręci dla hiphopowców, to stanęło na materiale promującym książkę. Chciałem zapłacić – uznał, że lepiej będzie zrobić za free, być polecanym przeze mnie i jeszcze mieć do mnie dobry dostęp – i ma do dzisiaj. Zresztą kolejny materiał z drukarni też kręciliśmy razem i był rozliczony według stawki, którą powiedział i której nawet nie negocjowałem. Oddzielnie zapłaciłem tylko za muzykę do pierwszego filmu – robiona na zamówienie w studio w Poznaniu. Jest to wyszczególnione w kosztach na blogu.

      Co do Twoich wyliczeń moich zarobków: no znowu się mylisz w kilku miejscach. Tylko wypunktuję:

      1) Nie 6 lat a niecałe 5 (blog wystartował w lipcu 2013).
      2) Rok prowadziłem bloga pracując jeszcze na etacie w IT z niezłą pensją.
      3) Przez 3 lata „życia z bloga” zarabiałem i to niemało – na innych projektach niż książka.
      4) Jeśli bardzo chcesz dzielić przez liczbę miesięcy od startu bloga – dziel. Niemniej jednak liczba, którą otrzymujesz jest po prostu nieprawidłowa.

      Nigdy i nigdzie nie twierdziłem, że moje zarobki to coś mega spektakularnego w porównaniu chociażby z osobami, które goszczę w moim podcaście. Staram się być daleko od takiego porównywania się z innymi. Przy książce deklarowałem transparentność wyników i zamiar przedstawienia całego procesu (case study) na długo przed rozpoczęciem przedsprzedaży. Nie wiedziałem czy będzie sukces czy klapa. Było to pewne ryzyko, którego się podjąłem. Wyszło lepiej niż się spodziewałem.

    • Ja pier.. człowieku weź idź pożyj własnym życiem

    • NG

      Pomyślmy, w kraju rządzą populiści…. jeśli te oczywistości są oczywiste to jak to możliwe aby partia populistyczna zdobyła niemal niepodzielną władzę? hmmm….

    • Grzegorz Dziala

      Sorosa oczywiście!

  • luki pt

    70zł za ebooka to nie dziwne, że ludzie woleli na allegro po 20zł sprzedawać. Swoją drogą teraz nie opłaca się sprzedawać książek, lepiej prowadzić bloga wypromować go i mieć stałych reklamodawców. Bloga każdy poczyta sobie czy to na komputerze czy w telefonie. A właśnie zamiast kupować książki to będzie kombinował jak zaoszczędzić. A po za tym jeśli ludzie maja choć trochę sumienia, to powinni po przeczytaniu książki i jeśli faktycznie im pomogła wspomóc autora kupnem papierowego egzemplarza choćby bo to żeby mieć na pamiątkę na półce.

    • No słaba jest ta logika „ziemniaki za drogie to ukradnę”. Mnie jednak dziwi z jaką łatwością mówisz „to nie dziwne”. Pewnie – nie dziwne, że kradną. Usprawiedliwiajmy tak dalej…

      Co do „lepiej prowadzić bloga, wypromować go i mieć stałych reklamodawców” – z mojej perspektywy ten model zarabiania wcale nie jest taki fajny. Trzeba mieć niezły kręgosłup moralny żeby współprace komercyjne nie rzutowały na jakość bloga. Poza tym łatwo zarzucić wtedy „aaa… pisze o tym, bo ma partnera, który mu za to płaci”. Z mojej perspektywy jako osoby, która żyje z tworzenia treści, model typu „tu są bezpłatne treści, a tu książka, która ma swoją cenę” (czy inne infoprodukty własne) – jest najczystszy. No ale to tylko moje zdanie i nie trzeba się zgadzać. ;-)

      Co do „jeśli ludzie mają choć trochę sumienia” – to ja głęboko wierzę, że mają i część z nich powróci po płatny produkt. Świat nie jest czarno-biały. Jest wiele odcieni szarości i stanów pośrednich. Nie ma co ludzi szufladkować za bardzo. Są w różnej sytuacji i realnie nie wszystkich stać na książkę. Jest jednak różnica między „pożyczeniem sobie” a sprzedażą nielegalnych kopii i zarabianiem na cudzej pracy.

      Pozdro!

    • IdontgiveaF

      Z perspektywy czasu decyzję o równoległym wypuszczeniu wersji drukowanej i ebooka uznajesz za słuszną?

    • Już o tym pisałem w case study na blogu. Można to przeanalizować na liczbach.

      Rozdzieliłbym tu dwie kwestie:

      1) E-book jako element pakietu „książka papierowa + ebook” – to było dostępne od początku przedsprzedaży i uważam to za dobrą decyzję.
      2) E-book jako niezależna książka – wypuszczanie ebooka w tym konkretnym przypadku nie miało większego sensu biznesowego. Niemniej jednak – Czytelnicy wymogli i ja sam jako czytelnik innych książek też wolę ebooki więc doskonale to rozumiem. I to był jedyny powód udostępnienia samego ebooka.

      Jedynym błędem było zaoferowanie ebook w niższej cenie niż książka papierowa (dla jasności: piszę z subiektywnego, biznesowego punktu widzenia) – to w pewnym sensie kanibalizowało sprzedaż książki. Gdy zrównałem cenę ebooka z książką papierową – decyduje preferencja a nie różnica w cenie.

      Reasumując: sama decyzja o wypuszczeniu ebooka była słuszna. Można to jednak było od początku zrobić inaczej.

    • Worm Nimda

      1. Jak uważasz, jaka różnica w cenie pomiędzy ebookiem a papierem nie sprawiłaby, żeby sprzedaż książki by nie spadała?
      2. Czy w ogóle jest taka różnica w cenie, która by sprawiła, że sprzedaż papieru by nie spadała, czy takiej różnicy być nie powinno?
      3. Wiadomo, że w przypadku papieru trzeba książek trochę wydrukować i mieć „na stanie” więc czy sama różnica w cenie druku nie byłaby wystarczającą różnicą?

    • Nie potrafię odpowiedzieć. Przetestowałem tylko jeden scenariusz więc tylko o nim mogę mówić. Poza tym nie ma moim zdaniem generalnych zasad, które zawsze się sprawdzają. Na zdrowy chłopski rozum ebook za 69,90 zł w ogóle nie powinien się sprzedawać (poziom cenowy wyższy niż w przypadku zdecydowanej większości ebooków).

      W szczytowym momencie ebook stanowił 19% całej sprzedaży (przy cenie 49,90 zł). Po podwyżce ceny do 59,90 zł udział spadł do 13%, a po kolejnej podwyżce do 69,90 zł – udział w sprzedaży wynosi ok. 5%. I to jest blisko tego organicznego udziału ebooków w rynku książki, który chyba oscyluje w okolicach 2% (dawno nie sprawdzałem, ale kojarzę taki odsetek).

      Ad. 3. Kluczowa jest różnica w wysokości VAT między książką papierową 5% a ebookiem 23%. Tylko z tej różnicy przy mojej cenie książki można sfinansować z powodzeniem i druk i nawet wysyłkę. Pisałem o tym szczegółowo w case study na blogu (zalinkuję jednak bo są tam odpowiedzi na pytania, które się tu pojawiają):

      http://jakoszczedzacpieniadze.pl/self-publishing-finansowy-ninja-case-study-czesc-1

    • natankraps

      Moim zdaniem dobrym rozwiązaniem jest wydanie ebooka później niż książki papierowej. Oczywiście po niższej cenie. Trafia wtedy do tych, którzy książki by nie kupili z uwagi na cenę, ale ebooka są w stanie zakupić.

    • Tak – to jedna ze strategii sprzedażowych. Przy czym ja mam inną. Zadeklarowałem, że u mnie ceny nie będą spadać. Taki kaprys. I tego się trzymam.

      To świadoma długofalowa strategia. Chcę żeby Ci, którzy kupują nową książkę jako pierwsi, mieli przekonanie, że kupują ją w najlepszej możliwej cenie. Dobre ceny już były w przedsprzedaży i nie wrócą.

      Owszem – być może ogranicza mi to sprzedaż (nie narzekam na jej wysokość), ale jednocześnie daje przekonanie graniczące z pewnością, że przyzwyczaję moich Klientów do jak najwcześniejszego kupowania nowych produktów. Bo potem już będzie tylko drożej.

      Wymaga konsekwencji, ale wierzę w ten model – wbrew wszystkim, którzy działają inaczej i traktują klientów kupujących nowości jak frajerów płacących najwyższą cenę. Ja uważam, że pierwszych klientów – pomagających sfinansować produkt – warto premiować.

    • puchatek2

      Czyli jesteś za ustawą o stałej cenie książki?

    • Jestem przeciwny ustawie o jednolitej cenie książki. To zło, które cementuje obecny układ i umacnia pozycję przede wszystkim dużych dystrybutorów i dużych wydawców. Ustawa w żaden sposób nie jest korzystna dla czytelników ani dla małych wydawnictw.

      Dla jasności: nie mam w pisaniu powyższego żadnego interesu. Jako self-publisher już teraz mam „cenę jednolitą”, którą wprowadziłem na własne życzenie. Nie ma mnie w szerokiej dystrybucji, więc nie muszę udzielać pośrednikom żadnych rabatów.

      To napisawszy podtrzymuję, że na tej ustawie zarobią tylko duzi pośrednicy (Empik, Matras, Olesiejuk itd.). Książki będą sprzedawać przez pierwszy rok po cenie okładkowej, ustawa w żaden sposób nie określa ich maksymalnych marż, a więc wydawnictwa nadal będą dociskać kolanem. Dzięki ustawie zamiast zarabiać tak jak obecnie 30% (po rabatach dla kupujących) będą mogli bez rabatów zarabiać 50-60% ceny okładkowej (nie przywiązuj się do % – są tylko poglądowe dla zobrazowania sytuacji).

      Wydawnictwa mają słabą pozycję negocjacyjną (trochę na własne życzenie) więc nie będą więcej zarabiać. Klienci mają ograniczoną kasę w portfelu, więc po prostu będą kupowali mniej droższych książek (bez rabatów przez 1 rok). Moim zdaniem – spotęguje się piractwo i spadnie sprzedaż.

      Tyle w skrócie…

    • inwestor

      Myślę, że jakbyś podsumował czas, który poświęciłeś na wypromowanie się w internecie, podzielił go przez zysk z sprzedaży książek to wcale nie wyjdzie z tego znacznie większa kwota niż osiągają wydawnictwa.

      Nie ma również gwarancji, że kolejne Twoje działania przyniosą takie zyski. Tym bardziej, że zacząłeś jechać na swojej renomie a przestałeś pokazywać konkrety udowadniające Twoją wizję finansów (raporty fiansowe, rezultaty oszczędzania).

      Z kupionymi przez Ciebie nieruchomościami będziesz miał bardzo duże kłopoty i to już w listopadzie tego roku.

    • Worm Nimda

      Dzięki. Przeczytałem. Kilka interesujących rzeczy tam opisałeś. Podeślę koleżance, która myśli nad wydaniem książeczki dla dzieci. :)

    • Lubię w Tobie to, że niezależnie od okoliczności masz klasę i kulturalnie każdemu wyjaśniasz co i jak. Dodatkowo masz duży szacunek do rozmówcy.

      Mało jest takich ludzi, dlatego zawsze tym bardziej to doceniam. Nie uznaj tego za „lisusostwo”, bo nic nie chcę od Ciebie ;)

      Po prostu rób tak jak robisz.

      PS. Swoją drogą, to właśnie przypomniałem sobie, żeby kupić Twoją książkę :) dzięks

    • Dziękuję za ciepłe słowa. Miłej lektury książki życzę.

    • MichalCam

      A ja napiszę wam więcej! Książkę kupiłem ale nie mam czasu jej czytać. Co więcej teraz się zakochałem i jest jeszcze gorzej :) Ale mi dobrze przyjdzie może kiedyś ten czas :)

    • Krzepki Harry

      Hehe, to w takim razie twoja sakiewka będzie musiała się otworzyć szerzej niż wcześniej, o byciu ninją musisz zapomnieć ;)

    • Alot

      Nastawienie jest takie jakie jest, także dzięki nieustającemu RELATYWIZOWANIU piractwa w mediach technologicznych. Także tutaj na AW.

      Piszesz, że komercjalizowanie bloga nie jest łatwe.
      Może właśnie dlatego blogerzy nie oznaczą reklam i usiłują takie wpisy ‚sprzedawać’ jako niekomercyjne.

      Moim zdaniem, w Twoim konkretnym przypadku nie pomaga jedna rzecz – przy wydaniu i działaniach promocyjnych do książki przypadkiem ulało Ci się na wydawców. Zupełnie niepotrzebnie. Dywagacje jak to można taniej i lepiej, są dobre w zaufanym gronie, inteligentnych rozmówców – przeciętny internauta wyciągnął z tego jedynie, że wydawca to cwaniak, wyciskający autorów jak cytryny.

    • Dzięki za opinię. Przyjmuję.

    • Krzepki Harry

      „Pewnie – nie dziwne, że kradną”

      Niczego nie kradną, jak można ukraść wirtualny ciąg zer i jedynek? Piractwo to piractwo, jest na nie paragraf (albo i nie, np w myśl polskiego prawa ściągnięcie z jakiegoś warezu filmu nie jest penalizowane, nie wiem jak z ebookiem), i nie trzeba dodatkowo podbijać bębenka fałszywym tekstem o jakiejś kradzieży.

      Cena faktycznie jest wywalona w kosmos i również nie dziwię się, że książka gdzieś tam fruwa w postaci nielegalnych kopii… z ziemniakami jednak to nie ma nic wspólnego, co innego pozbawiać kogoś jego własności, a co innego nie dać zarobić kolejny raz na tym samym. Nie jest to jednak z mojej strony usprawiedliwieniem piractwa ale raczej zrozumieniem, z czego bierze się to zjawisko przy tej cenie za egzemplarz. Mimo wszystko sprzedało się 27 tys egzemplarzy, przy polskim dosyć chudym rynku to naprawdę ładny wynik, tylko pogratulować :)

    • Kamil Rzeźnicki

      „Niczego nie kradną, jak można ukraść wirtualny ciąg zer i jedynek?” – a słyszałeś kiedyś o własności intelektualnej? Nielegalne – tj. nie spełniające warunków licencji – kopiowanie i rozpowszechnianie jest przestępstwem. W przypadku, gdy ktoś nie otrzymuje wynagrodzenia, które powinien otrzymać to można to spokojnie nazwać kradzieżą.

    • Krzepki Harry

      Oczywiście, że słyszałem o wartości intelektualnej. O licencjach i ochronie praw autorskich również.
      Nie, nie można tego nazwać kradzieżą, ale złamaniem warunków licencji lub naruszeniem praw autorskich – jak najbardziej.

    • Jeżeli ktoś pobiera na „własny użytek” jest to wątpliwe etycznie, jeżeli jednak sprzedaje nielegalnie czyjeś książki tutaj bym nie relatywizował, a zrobił wszystko aby poniósł stosowną karę. Naprawdę nie wierzę w jakieś naiwne tłumaczenia takiego „sprzedawcy”, że nie wiedział co robi. Istotne jest też „edukowanie” kupujących by nie płacili komuś kto sprzedaje coś nielegalnie. Niestety w większości wypadków jeżeli komuś nie grozi kara za takie postępowanie to będzie to robił dalej.

    • >>Swoją drogą teraz nie opłaca się sprzedawać książek, lepiej prowadzić bloga wypromować go i mieć stałych reklamodawców.

      Swoją drogą, nie szkoda ci czasu na pisanie o rzeczach, o których nie masz pojęcia? „Wypromować go” i „mieć stałych reklamodawców” to praca, którą trzeba wykonać za darmo, bez pewności że zostanie ona kiedykolwiek nagrodzona. Oczywiście że jest to świadomy wybór osoby, która decyduje się na taką metodę prowadzenia działalności, ale upraszczanie tego do formy, którą zaprezentowałeś jest infantylne. W szczególności w kontekście problemu opisanego w artykule.

    • Alot

      Bzdura.
      To jest inwestycja

      … i tak jak zakup sprzętu do firmy czyzatrudnienie nowego pracownika, może być udana albo dalece niefortunna i kosztowna.

      Niemniej, to jest inwestycja.

    • A co kogo obchodzi czy ebook kosztuje 70 zł czy 170 zł. Ceny ustala autor. A autorem jest Michał Szafrański. Jak ktoś nie chce to nie kupuje.

  • Nieświadomi… tak. Tylko zastanawiam się czy taka pobłażliwość jest dobrym sposobem na walkę z ludzką głupotą. Gdyby ponieśli poważne konsekwencje – dotarłoby na całe życie.

    • myślę, że po pismach jakie przesyłał Michał również dotrze

    • Oby :)

    • Wiesz… łatwo powiedzieć. Ja mam jakąś tam wiarę w ludzi i wierzę, że jednak dociera. Przykłady osób wymienionych w tekście wskazywały na pełną skruchę. Czy prawdziwą? To się okaże. Mam nadzieję, że już mają wystarczającą nauczkę. Nie potrzeba mi poczucia, że komuś kto potrzebował tylko uświadomienia od razu spaskudziłem życiorys (zero satysfakcji).

      Inaczej jest w przypadku tych, którzy działają z pełną premedytacją. Tam ścigać warto z maksymalnymi konsekwencjami.

    • Bartłomiej

      Mam jednak wrazenie, ze trzeba byc uposledzonym umyslowo, by sprzedawac czyjas ksiazke nie majac do tego prawa, a następnie sie tlumaczyc, ze nie mialo sie pojecia co sie robi.

    • IdontgiveaF

      Jeśli całość pieniędzy które „zarobili” przekazują na cele charytatywne, zawsze istnieje szansa, że uświadomią sobie jakimi byli żałosnymi kreaturami kradnąc czyjąś pracę. Szkoda czasu na włóczenie się po (polskich) sądach, ważne, że oddali co ukradli i przy okazji jest jakiś tam cień szansy, że z całej sytiacji wyciągną jakieś wnioski na przyszłość.

  • Skarpet

    Kilka lat temu też piraciłem ebooki (mam na myśli pobieranie z nielegalnych źródeł), ponieważ nie miałem jak za nie zapłacić… Teraz się to trochę zmieniło. Rodzicom nie chciałem zaprzątać głowy takimi rzeczami.

    • >>Kilka lat temu też piraciłem ebooki (…), ponieważ nie miałem jak za nie zapłacić…

      To naprawdę smutna historia… A miałeś co jeść i gdzie mieszkać, czy byłeś zbyt biedny tylko na e-booki?

    • IdontgiveaF

      Przecież wyraźnie napisał, że nie chciał obciążać rodziców. Czepiasz się nie wiadomo o co.

      Ważne, żeby żyjąc na własny rachunek płacił za konsumowane treści.

    • Och… Dobry syn, nie chciał martwić rodziców swoimi zachciankami i kroił e-booki z internetu. Ale na szczęście jak dorósł to zmądrzał i teraz stoi tam gdzie my, a nie tam gdzie kiedyś stało ZOMO.

    • IdontgiveaF

      Religijny nie jestem, ale przemawia do mnie przypowieść o synu marnotrawnym.

      Lepiej późno niż wcale, nie sądzisz?

    • Kamil Rzeźnicki

      to nie jest tylko kwestia moralna, to jest kradzież własności intelektualnej i jak najbardziej można za takie działania odpowiadać karnie

    • IdontgiveaF

      I tam, żaden prokurator nie pociągnie cię do odpowiedzialności za ściągnięcie kilku ebooków z chomika, podciągając to pod dozwolony użytek osobisty. A nawet jakbyś trafił przed sąd, sprawa i tak będzie umorzona ze względu na znikomą szkodliwość społeczną. Choć nie powinieneś w ogóle przed sąd trafić:
      http://natemat.pl/108459,sciagasz-filmy-i-muzyke-z-sieci-bedzie-cie-scigac-prokuratura-wyjasniamy-kto-nie-musi-bac-sie-wymiaru-sprawiedliwosci

    • Kamil Rzeźnicki

      Chodzi mi trochę o coś innego i wybacz ale twoje rozumowanie jest błędne.
      Ok zgadzam się, że żaden prokurator za kilka plików cię nie pociągnie do odpowiedzialności. Ale to nie zmienia faktu, że jest to przestępstwo – a właśnie o budowanie świadomości mi chodzi. Jak ktoś kopiuje pliki to niech to robi z pełną świadomością tego, że popełnia przestępstwo. Teraz może się nim prokurator nie zainteresuje. Ale Michał jako autor mógłby takiego kogoś pozwać i w postępowaniu cywilnym miałby duże szanse na wygraną i odszkodowanie.
      Poza tym muszę wytknąć ci „żaden prokurator nie pociągnie cię do odpowiedzialności za ściągnięcie kilku ebooków z chomika, podciągając to pod dozwolony użytek osobisty.”
      W żadnym wypadku nie możesz mówić o dozwolonym użytku osobistym nielegalnie ściągniętych plików. Takie coś nie istnieje. Wyjątkiem jest sytuacja kiedy możesz wykazać, że wcześniej kupiłeś legalną kopię.
      To tak jakby ktoś wszedł ci do domu i zabrał garnki mówiąc, że to do użytku osobistego więc może. Kradzież czy nie?

    • IdontgiveaF

      Takie coś nie istnieje. Wyjątkiem jest sytuacja kiedy możesz wykazać, że wcześniej kupiłeś legalną kopię.

      Tworzysz sobie swoje własne interpretace przepisów. Nie istnieje taki wyjątek, bo nie ma od czego tworzyć wyjątku. Dopóki ustawa nie zostanie dopasowana do prawa europejskiego, jak najbardziej wolno mi ściągnąć już rozpowszechniony utwór (tutaj: książkę która miała swoją premierę) na własny użytek. Jak zacznę go dalej rozpowszechniać, wtedy wejdę w kolizję z prawem.
      Prokurator może ścigać tego, kto taki plik wrzucił do sieci, poniekąd również tego, kto linkuje do takiego pliku, a Michał może dochodzić na drodze cywilnej zwrotu utraconych korzyści ze swojej pracy, z tym nie dyskutuję. Nadal jednak plik mogę sciągnąc bez obawiania się o konsekwencje, bo taka jest wykładnia prawa. W ogóle nie dyskutuję w tym momencie, czy jest to prawo dobre czy nie, po prostu takie jest.
      Przeczytaj każdy artukuł w internecie, który traktuje o tym zagadnieniu i który zawiera komentarz prawnika. Jeden z przykładowych masz w linku wyżej.

      To trochę jak z kserowaniem dowódów osobistych przez banki – według sądów jest to tylko techniczny aspekt prawa do przetwarzania danych osobowych zawartych w prawie bankowym. Podobnie z ebookiem, ściągam go z netu ale równie dobrze mógłbym pożyczyć książkę z biblioteki i sobie ją zeskanować albo skserować, ustawa z roku 1994 daje mi możliwość pozyskania kopii utworu już rozpowszechnionego.

      Nie nawołuję do ściągania za friko, ale też nie nazywajmy kradzieżą czegoś, co w myśl prawa nią nie jest. Swoją drogą tam, gdzie masz na myśli prawa autorskie, mogłbyś używać tego właśnie terminu zamiast szerokopojętej własnośći intelekturalnej

    • Worm Nimda

      No weź… Rzucasz kamieniem. Naprawdę jesteś ten bez winy, który nigdy-przenigdy nie ściągnął czego, co można było uznać za nielegalne?
      Z piratów wyrastają ludzie, którzy płacą za treści. Widzę to dookoła i widzę to po sobie. 20 lat temu świat był inny. 10 lat temu był inny. To oczywiście nie jest argument „za” piractwem – po prostu stwierdzenie faktu.
      Dzisiaj o wiele łatwiej i taniej jest płacić za treści, niż kiedyś. A najczęściej osoby, których nie było stać bo byli młodzi i się dorabiali, na piratach właśnie wyrośli na konsumentów, którzy dzisiaj za treści płacą. Ktoś, kto nie przywykł do oglądania filmów w młodości, do czytania książek w młodości, bo go nie było stać, nie sięgnie po nie w przyszłości, bo po prostu nie będzie umiał ani oglądać, ani czytać – po prostu nie będzie konsumentem.
      To jest casus AutoCADa, który oficjalnie mówił, że piractwo jest be, ale przez lata nic nie robił z latającymi serialami wśród studentów politechnik (z każdą wersją mógł je blokować) przywiązując w ten sposób przyszłych konsumentów do oprogramowania. To był chyba jeden z najłatwiej piracących się programów na polibudach.

    • IdontgiveaF

      AutoCAD to akurat dziwny przykład, bo udostępniają przecież w pełni funkcjonalną wersję dla uczniów/studentów za friko (jedyne ograniczenie to chyba znak wodny na wydrukach).

    • Worm Nimda

      Dzisiaj większość producentów daje wersję studenckie za darmo albo w śmiesznych cenach. 15-20 lat temu tak nie było. Stąd czas przeszły w mojej wypowiedzi. :) Tak się wychowywało przyszłych klientów – przyzwyczajeniem do oprogramowania – nawet jeżeli było ono pirackie. Za to nie mieli litości (Autodesk) dla komercyjnego wykorzystywania.

    • IdontgiveaF

      Dekadę temu było już pod tym względem normalnie, ale faktycznie nie mam doświadczeń jak było 20 lat temu, więc pewnie nie mijasz się z prawdą ;)

    • Worm Nimda

      Tak. 10 lat temu mogli już oferować studentom wersje darmowe bo w pracy stażyści i studenci na praktykach mówili, że piratów już nie używają (mając na myśli AutoCADa, bo inne programy piracili :/ ).

    • Skarpet

      Otóż miałem, ale nie posiadałem karty kredytowej. Latać do biblioteki też miałem daleko, mieszkałem na uboczu i do biblioteki miałem ~7-8km, komunikacja miejska do mnie nie docierała. Moi rodzice ciężko pracowali więc ich nie męczyłem wyjazdami. Jeszcze jakieś pytania dotyczące mojego życia? Zapraszam na priv.
      PS. Teraz mogę sie pochwalić kolekcją książek które „skroiłem” (może nie wszystkich), ale w formie papierowej.

    • Dobrze, że teraz szanujesz cudzą pracę i wszystko skończyło się pozytywnie :)

      Niektórych rzeczy nie rozumie się od razu, a po pewnym czasie.

      Są jednak ludzie, którzy nigdy nie zrozumieją. To mnie zawsze najbardziej martwi :(

  • IdontgiveaF

    No bez jaj, przytoczone przypadki to przecież kwintesencja palenia głupa ;)

    Swoją droga dobrze wiedzieć, że książka jest już pochomikowana po różnych szemranych serwerach – chciałem ją przekartkować, żeby zobaczyć jaki konkretnie produkt Michał wprowadził na rynek. Polegać na recenzjach jego wyznawców nie mogę, w księgarni ksiązki nie znajdę a do biblioteki nie będę w tym celu szedł.
    Szczerze mówiąc ten wpis przyniesie więcej szkody niż pożytku, reklamuje tylko fakt, że książkę bez problemu można „ukraść” z warezów :/

    • Rxample

      W księgarni nie ma a do biblioteki nie będę szedł.

      Ooh poor baby. Tak ciężko dojść do biblioteki. Masz spierać sobie książeczkę. Obyś niegdyś nie padł ofiarą złodzieja, który też sie gdzieś czegoś nie chciało. Na przykład pracować.

    • IdontgiveaF

      Zdajesz sobie sprawę, że popularne ksiązki nie znajdują się w budynku biblioteki tylko są u któregoś z czytelników, prawda? :)
      Nie jestem zainteresowany książką (treścią) Michała, bo (prawdopodobnie) nie ma w niej nic, czego bym nie wiedział lub czego wiedzieć nie potrzebuję. Zwyczajnie z ciekawości chciałbym ją jako okazjonalny czytelnik bloga przekartkować i ocenić jej formę w szerszym kontekście, niż krótki fragment zamieszczony na stronie sklepu. Gdyby się okazało, że jakimś cudem zawartość zwali mnie z nóg, kupiłbym całość. Widzisz tu gdzieś czyjąś stratę? :)

    • yo!

      Kup, a jeśli okaże się, że jej nie potrzebujesz to masz dwa tygodnie na odstąpienie od umowy. Statystyki Michała pokazują, że mimo takiej możliwości mało kto decyduje się odstąpić.

    • IdontgiveaF

      Moje zainteresowanie książka wynika wyłącznie z faktu, że jestem/byłem czytalnikiem bloga. Nie będę się bawił w kupowanie i zwroty tylko po to, żeby zaspokoić ciekawość jak Michał poukładał i zredagował swoją wiedzę w formie ksiązki. Autor zarobił też na moim klikaniu w jego linki, więc nie czuję potrzeby odwdzięczania mu się za wpisy składając zamówienie na jego produkty, których de facto nie jestem targetem.

    • Gdybyś jednak chciał się pofatygować do biblioteki, to informuję, że już ponad 500 bibliotek w Polsce książkę ma. Lista była u mnie na blogu – wystarczy wpisać w Google cyniczną nazwę tego projektu „Biblioteka 500+”. ;-)

      Na przełomie marca/kwietnia realizuję wysyłkę darmowych egzemplarzy do kolejnych 500 bibliotek.

    • IdontgiveaF

      Dłuuuuugo książka nie pojawiała się w elektronicznym spisie mojej biblioteki (choć była na liście na twoim blogu), a od kiedy w końcu do niego trafiła wiecznie figuruje jako:

      wszystkie egzemplarze są wypożyczone

      Żeby nie było, wielki szacun za te egzemplarze wysyłane do bibliotek, gdyby z jakiegoś powodu nie było mnie na tę ksiązkę stać zawsze miałbym możliwość jej wypożyczenia.

      Tyle, że ja nie chcę jej czytać dla wiedzy w niej zawartej, tylko chciałem zobaczyć (dosłownie: przekartkować) jak wygląda efekt twojej pracy o którym czytałem i słuchałem w podcastach od dawna :)

    • Dzięki za ciepłe słowa. :) Doskonale rozumiem wolę przekartkowania. Niestety – taki model dystrybucji i strategia, że o to bardzo trudno. Dlatego m.in. nagrałem ten filmik, w którym właśnie kartkuję…

      https://vimeo.com/207683305

    • Alot

      Udostepnij kilka stron w pdf.
      To naprawdę zmienia perspektywę.

    • Jest do pobrania wstęp i pierwszy rozdział w PDF na oficjalnej stronie książki: http://finansowyninja.pl

    • Worm Nimda

      A nie masz przypadkiem trailera – wyrywkowych 20-30 stron z książki, żeby zobaczyć jakim stylem jest napisana?

    • Jak wyżej: jest do pobrania wstęp i pierwszy rozdział w PDF na oficjalnej stronie książki: http://finansowyninja.pl

    • Rozmawiałeś z tymi ludźmi, że wiesz?

    • IdontgiveaF

      Jestem z natury cynikiem; nie wierzę, że ktoś sprzedaje czyjąś pracę i nie domyślił się, że jest w tym coś nie halo.

      Co miała powiedzieć taka osoba w czasie konfrontacji? „Tak, kradłem z pełną premedytacją! I coo mi Pan zrobisz?”?. Rżnęli głupa, tak jak każdy, dziecko czy dorosły, przyłapany na brzydkim zachowaniu.

    • Paul

      Nie mierz innych swoją miarą. Nie wszyscy są takimi cynikami jak Ty.

    • IdontgiveaF

      Z dwojga złego wolę być cynikiem niż traktować ludzi jak, przepraszam za wyrażenie, debili. Trzeba być skończonym idiotą, żeby nie mieć świadomości, że czerpie się korzyści z pracy innej osoby.

    • Paul

      Możesz być cynikiem, ale to nie oznacza, że wszyscy tacy mają być. Jeszcze raz: nie mierz innych swoją miarą.

    • Worm Nimda

      Mam podobne podejście jak IdontfiveaF że jak ktoś kupi taniej, to może sobie nie zdawać sprawy, że ma pirata. Ale osoba, która sprzedaje… Musiałaby być naprawdę idiotą, żeby nie wiedzieć, że sprzedaje pirata.

  • stefan

    To się nazywa pozycjonowanie. Wymyślamy porywającą historyjkę o rzekomych bandytach i mordercach, wplatamy w to naszą troskę o dobro społeczne i wpis gotowy. Ludzie czytają, kliki lecą, mechanizm reklamowy sam się napędza. Szafrański liczy kasiorę i dzieli się z kolegami.

    • Masz rację, ten bandyta Szafrański przekazał przy okazji sprzedaży książki jedynie ponad 100 000 zł na Pajacyka. Drobne. Twierdzenie, że ktoś się troszczy o dobro społeczne żeby na tym zyskać jest wyświechtane. A najlepsze w tym jest to, że nawet gdyby ktoś to robił dla zysku to koniec końców zyskują… wszyscy. W tym wypadku i Michał i czytelnicy i Pajacyk. Chyba, że twierdzisz, że istnieje ogrom ludzi, którzy kupują książkę ponieważ wspiera ona Pajacyka.

      Nonsens.

    • stefan

      nie on przekazał, tylko ustalił podział zysków, bo pieniądze wpłacili ludzie a nie Szafrański, który tutaj wystąpił wyłącznie w roli skarbnika. To jest typowy kontrakt biznesowy.

    • Życzę Ci Stefan takiej kreatywności i wykonania. :) Sprostuję tylko, że jestem z tych, którzy nie dzielą się kasą z kolegami. Myśl co chcesz. ;-)

    • stefan

      ale jaki jest cel tego całego wpisu na blogu? Przecież to są koszty, czas.

      Ja tu nie widzę nic innego, jak tylko zabieg marketingowy, prowokacja do dyskusji i podnoszenie świadomości istnienia produktu. Tak więc gratuluję i podziwiam, jesteś naprawdę dobry w socjotechnice.

    • To smutne, że niektórzy myślą o wszystkim przez pryzmat pieniędzy. Ja się znam z Michałem obserwowałem jego walkę z piratami i chciałem o tym napisać tekst.

      Tutaj nie ma biznesu – jest ciekawy temat.

  • Obserwator

    Po co ta książka w ogóle została wydana?
    Przecież nikt nie zmusił do tego autora i nikt mu tego nie kazał.
    Prowadzenie strony internetowej nie musi oznaczać zarabiania na treści która się na niej znajduje.
    Wielu ludzi robi coś hobbystycznie i nie zarabiania na tym ani złotówki a koszty związane z prowadzeniem strony a właściwie jej utrzymaniem ponosi.

    • IdontgiveaF

      Daj linka do swojej strony, którą prowadzisz hobbystycznie i której poziom jest porównywalny do strony Michała :)

    • Chodzi wyłącznie o czas. Jeżeli chcesz dawać ludziom najwyższej jakości zawartość – ciągle musisz jeść, mieszkać gdzieś, utrzymać rodzinę itp.

      Albo zarabiasz w pracy 9-17 i nie masz czasu na rozwój projektu albo robisz tak dobra zawartość, że możesz skupić się tylko na tym, bo ludzie są skłonni za to zapłacić.

      Wtedy jesteś w stanie robić to na 100%.

      Uważam, że to bardzo opłacalne również dla czytelników/Klientów.

  • Namar Okmar

    Czy znajdę gdzieś polecenie i opis wykorzystania wiedzy z książki przez zwykłego czytelnika, to jak mu pomogła lub nie?

  • Naprawdę ktoś wierzy w to, że ci ludzie nie wiedzieli co robią? Że łamią prawo?
    A co mają innego powiedzieć, jak ich autor piraconej książki zagada? Że mają gdzieś prawo, a oni chcą kasę za nie swoją pracę zarobić?
    No ej…

  • Smi

    Zwykła reklama, książka się nie sprzedaje to chce zrobić szum.
    Nikt nigdy nie sprzedawał pirackich ebooków w internecie a tu nagle cud akurat ta książka, nie zdziwił bym się gdyby te ‚oferty” były tworzone za zgodą autora książki.

    • Ty tak na poważnie, pytam serio. Trzeba mieć dużo samozaparcia aby napisać, że książka Michała się nie sprzedaje skoro regularnie raportuje wyniki sprzedaży

    • Smi

      Widocznie sprzedaż spada, koleś robi szum wokół siebie i ma darmową reklamę to trochę sprzedaż napędza.
      Sama książka jest dość słaba ot zebrane trochę porad z internetu.

    • Twardy Pończo

      Nie ma czegoś takiego jak darmowa reklama. Ty tu wszedles, napisałeś, a oni tam działkują się kasą.

    • Smi

      Najlepsze jest to że w sieci tej z ciemnej strony ;) był hype na tę książkę wiele osób pobrało z czego duża część po przejrzeniu nawet nie czytało,

    • Alot

      Ale kto raportuje?

      Autor?
      Wydawca?
      Sprzedawca?

      ups
      przecież to jedna i ta sama osoba.

    • Wszyscy kłamią ty wiesz jak jest ! Maxkolonko taki :)

    • Worm Nimda

      Max nie musi wiedzieć jak jest. On po prostu mówi jak jest. To pewna różnica.

    • Uwielbiam internetowych mędrców. Faktem jest, że nikt niczego nie sprawdza, ale ma teorię. Był publikowany ze mną wywiad we Wprost. Jeśli jesteście dociekliwi to zajrzyjcie, sprawdźcie kto go napisał, skontaktujcie się z autorką i zapytajcie czy kwoty są prawdziwe.

      Jako JEDYNY dziennikarz zażądała ode mnie wglądu w system sprzedaży w sklepie internetowym, faktury sprzedaży oraz wgląd na konto firmowe, na które wpływają wpłaty. Kopii nie otrzymała, ale wgląd na żywo tak – bo szanuję to, że jako dziennikarka zechciała zweryfikować fakty.

      Naprawdę są bardzo proste sposoby na to żeby osoby, które powinny mieć dostęp do takich danych, rzeczywiście go uzyskiwały.

      Musiałbym być skończonym idiotą żeby podawać wyniki sprzedaży książki w Internecie, gdyby sprzedaż rzeczywiście nie była w takiej wysokości. Gdyby to była ściema, to byłoby to samowolne wystawianie się na strzał urzędu skarbowego, który chętnie pochyliłby się po VAT i podatek dochodowy od takich wyników.

      Szczegóły dla kumatych i chętnych zanurzyć się w dane – tutaj: http://jakoszczedzacpieniadze.pl/self-publishing-finansowy-ninja-case-study-czesc-1

    • Alot

      Za mocno się napinasz.

      Jak sam powiedziałeś, szanujesz jakąś dziennikarkę za zadanie pytań, tutaj po zadanych pytaniach wychodzi z Ciebie… typowy dystrybutor książek, któremu nie podoba się, że ktoś zadaje pytania.

      Odnośnie ostatniego akapitu. Podzielam Twoją opinię z pierszego zdania.

    • Nie zgodzę się. Rzekłbym, że z anielską cierpliwością odpowiadam na pytania. Niestety masa osób tutaj wcale nie zadaje pytań. Przychodzą z nieprawdziwymi twierdzeniami i pomówieniami, i do tego uważają, że mają rację.

    • Alot

      W tej ksiażce pełnisz trzy role. Autora, Wydawcy, Dystrybutora.
      W której roli teraz odpowiadasz?

      Mam wrażenie, że cały czas jako Autor. Urażony pytaniami.

  • Michał_mój_guru

    Normalnie sekta jak Amway. Pozytywne recenzje są oczywiście kupione bo działa efekt piramidy czyli ci co poleca zarabiają. Normalnie drugi Kiyosaki więcej zarobił na opowiadaniu bajek w książkach niż realnie „na pieniądzach”. każdy guru jednak ma swoich wyznawców. Nie szanuje od czasu gdy naganiał w ramach afiliacji „na darmowe konta” w banku którego los był przesadzony. Ciemny lud wszystko kupi. A ludzie mieli juz tyle guru finansowych jak Kiyosaki czy Plichta. Tylko slepi wyznawcy nie widza iz marcin ma konflikt interesu bo poleca produkty z affliacji z których ma zysk a nie nalepsze to takie oczywiste

    • A co jeśli polecający FN są przekonani co do tego produktu i dlatego go polecają, a prowizja z afiliacji jest tylko efektem ubocznym tego polecenia? Wiem, że to nie do pomyślenia, w końcu Twój osąd to najlepsza możliwa diagnoza społeczności którą zgromadził Michał. Pytanie tylko – czy przypadkiem nie mylisz się w swoich osądach?

    • Alot

      Czy ładna kobieta leci na 80 letniego milionera, bo jest inteligentny i przystojny… czy może z powodu jego kasy.
      To jest pytanie na które nie ma prawidłowej odpowiedzi. Co jednak nie wyklucza możliwości zadawania tego pytania w różnych wariantach, przy różnych dziwnych sytuacjach.

      Nie ma głupich pytań, mogą być tylko głupie odpowiedzi.

    • Grzegorz Dziala

      Zwykle w takich chwilach pytam: leki wzięte? Ale obawiam się, że by nie pomogły.

  • Kamil Ro. Dzióbek

    To chyba są jakieś zmyślenia. Kto by sprzedawał piracką książkę na allegro?
    Po drugie przejrzałem warezy i jej nie ma na żadnym.
    https://pebx.pl/t/finansowy-ninja-m-szafranski.1536019/

    Oczywiście jeśli się mylę to podajcie link do wareza. Na 99% koleś nie poda bo mam rację.

    • hmm…

      Na warezach ta książka bywa ale bardzo szybko jest usuwana.
      Pilnuje tego kupa ludzi którzy na niej zarabiają.

    • Byłoby cudownie, gdyby właśnie tak było.

    • hmm..

      No to dla czego tak szybko znika czyżby zaraz po wstawieniu ludzi dopadały wyrzuty sumienia i sami usuwają. To jakiś fenomen społeczny i teraz każdy pirat powinien tę książkę wstawić od razu odsetek piractwa by się zmniejszył a piraci wrócili by na łono uczciwego społeczeństwa. To lepsze niż kara finansowa czy więzienie.

    • Dlatego, że jest masa świetnych narzędzi do monitoringu sieci i reaguję – w przeciwieństwie do wielu wydawców, którzy niewiele robią poza narzekaniem na piractwo.

      Naprawdę Policja działa coraz skuteczniej i w internecie nic nie ginie.

    • Alot

      Jak pisano kiedyś na AW, piraci piracą ale też wydają mnóstwo pieniędzy na treści.

      Może wydawcy przeczytali o tym na AW i dlatego nie walczą z piractwem?

    • yo!

      kupa…

    • Szukać nie umiesz, ale wymądrzyć się potrafisz. Dlaczego nie napiszesz, że na 100% nie podam? Proszę – oto jeden ze screenów z dokumentacji zgłoszenia na Policję.

      https://uploads.disquscdn.com/images/3eaa1fb970f81bc2e3155cf0d3be15e0e6429c976b47362728fe95ed0b0b62b6.png

      W archiwum Allegro także Kamil mógłbyś się nauczyć szukać. :P

    • Kamil Ro. Dzióbek

      Oczywiście sprawdziłem na zajefajna.com przed napisanie, że przejrzałem. Nie było tam tej książki i jej dalej nie ma. Pewnie ten screen to fotomontaż.

      >Dlaczego nie napiszesz, że na 100% nie podam?

      Na 100% nie podasz linka.

      Co do allegro to przecież już Ci napisali, że sam tam wystawiałeś na allegro. Wiec nie wiem po co wyskakujesz z archiwum allegro.

    • No skoro #fucklogic to wygrałeś. W Twojej kategorii nie startuję… :D

    • Kamil Ro. Dzióbek

      Tutaj hashtagi nie działają.
      Dobra, znalazłem ją na darkwarez.pl, ale to Ty miałeś podać adres.
      W życiu nie było tak, by piracki książki sprzedawano na allegro. Może rzeczywiście twoja grupa docelowa chce zarabiać za wszelką cenę. Chociaż to bardzo mało prawdopodobne. ;-)

    • Tiaa… Kamil wie wszystko i widział wszystko… na 100% hahaha…

    • Ale wiesz co? Skoro już fabrykuję screeny, to masz tu jeszcze jeden pewnikiem sfabrykowany – mail na abuse zajefajna. I jednocześnie odpowiedź (dla kumatych) na pytanie czy warezy usuwają treści jak się im o tym powie. Niektóre usuwają a inne nie…

      Dla jasności: nie odpisali do mnie, ale jak sam stwierdziłeś wpis usunęli. I dobrze. Masz w treści maila linka. Ucz się szukać dalej bo PEBX nie jest jedyny… ;-)

      https://uploads.disquscdn.com/images/1c553c011aca8576b58cc2810b54b7cd91f8ce39d591d79ba2dc5a13f4dce742.png

    • Krzepki Harry

      Aż sprawdziłem i stwierdziłem, że jest na warezach. Przynajmniej na jednym.

  • useRlf

    Żal d… ściska, że dorośli, pracujący i zarabiający ludzie nie są w stanie legalnie nabyć książki.

    • hmm…

      To nie do końca jest tak jak myślisz. To nie jest książka do czytania tylko do sprzedawania.
      Po zakupie można ja sprzedać o ile podzielisz się zyskiem z autorem.
      Może niektóre osoby sprzedawały taniej bo nie za bardzo zrozumiały o co chodzi i autor na tym nie zarobił.

  • Hmm…

    Sprzedaż książki wygląda jak piramida finansowa.
    Można kupić i sprzedawać dalej o ile będzie działka od autora. To główny sukces sprzedażowy tej książki. Nie wiem czemu nikt o tym nie wspomina. Może AW powinien się tym zainteresować zamiast zamieszczać artykuły o rzekomych szkodach jakie ponosi autor.

    • A co to ma z piramidą finansową wspólnego bo nie bardzo rozumiem.

    • hmm…

      Osoby polecające dzielą sie zyskiem z autorem oraz zachęcają kolejne osoby do polecania tej książki.
      Podobny mechanizm działa tez w wielu serwisach hostingowych z pirackimi treściami gdzie poleca się konta premium i dostaje działkę za każdego płacącego użytkownika.

    • Kompletnie nie rozumiesz modelu sprzedaży i wyciągasz wnioski. Trzymajmy się faktów:

      1) Książka sprzedała się w 27 170 egzemplarzy do końca lutego 2017.

      2) „Tylko” 1365 egzemplarzy (albo „aż”) sprzedało się w modelu afiliacyjnym – to znaczy takim, że jeśli klient trafił do mojego sklepu z kliku na jakimś serwisie a autor tego serwisu był zarejestrowany w moim programie afiliacyjnym, to ten autor otrzymał prowizję za przyprowadzenie klienta w wysokości 10%. Afiliacja jest standardowym programem poleceń – ale jak widać wcale nie stanowi dużego udziału w sprzedaży.

      3) Czym to się różni np. od sprzedaży na Allegro czy sprzedaż przez sieć tradycyjnych księgarni? Tam też odpalasz prowizję za to, że ktoś doprowadził do sprzedaży (Allegro = 5%, tradycyjne księgarnie = więcej).

      4) „Wygląda jak piramida finansowa” – hahaha… dobre. Polecam sprawdzić definicję piramidy. U mnie nikt nie wpłaca pieniędzy. To ja – jako autor i wydawca – wypłacam prowizję za przyprowadzenie klienta. Uczestnik programu afiliacyjnego nie przekazuje żadnych pieniędzy. Sprzedaż odbywa się w moim sklepie internetowym.

      5) Dla jasności: nie ma żadnych korzyści z dalszego polecania książki – to nie MLM. Tu nie ma jakiejś magicznej struktury itp.

      6) I dla jasności 2: Antyweb ani Grzegorz nie uczestniczą w programie afiliacyjnym. Prawdopodobnie nie uznali tej sprzedaży, którą mogliby tu wygenerować, za wystarczająco atrakcyjną by bawić się w rejestrację, konfigurację linków, fakturowanie itp.

      Pozdro!

    • hmm…

      No to może wyjaśnisz dla czego książka tak dobrze się sprzedaje ? Jest co najwyżej przeciętna co potwierdzają opinie właśnie na warezach. Czyżby ludzie pobierajacy ja za darmo nie oceniali jej obiektywnie ?

    • Jeśli chciałbym być złośliwy to napisałbym, że kupują ją osoby, które piszą „dlaczego” łącznie. :-P

      Na poważnie: oczekujesz, że Ci powiem, że to jest po prostu świetna książka i masa ludzi to docenia – a Ty będziesz mógł się pośmiać z autora, który ma bezkrytyczne podejście? Zajrzyj na „Lubimy czytać” (średnia ocen 8,15 / 10) lub „Goodreads” (średnia 4,64 / 5) gdzie masz kilkaset ocen / recenzji książek – i to pomimo, że są tam osoby, które cisną niskie oceny dla zasady bo kłuje ich w oczy sukces książki.

      Poszukaj recenzji w sieci. Czytelnikom książka po prostu się przydaje. W mojej subiektywnej opinii – to samo mięso i konkret na temat finansów osobistych. Jak widać całkiem sporo osób to docenia – i to pomimo obiektywnie wysokiej ceny książki.

      „Opinie na warezach” mam w nosie. Dla mnie liczy się realna opinia osób, które wyciągnęły pieniądze z portfela. One miałyby prawo być niezadowolone, gdyby książka była słaba.

      A i przy okazji: przy sprzedaży wysyłkowej książkę można zwrócić przez 2 tygodnie. Współczynnik zwrotów w moim sklepie wynosi 0,36%. Nadal poniżej 100 zwrotów na zrealizowane ponad 26 tys. zamówień (egzemplarzy ponad 27 tys.). To chyba też coś mówi o tym czy książka się podoba czy nie.

    • deku

      @Michał Szafrański – że też chce Ci się wszystkim tłumaczyć co i jak….

    • Sam się sobie czasami dziwię. Wierzę w to, że można wyprowadzić ludzi z błądzenia… chociaż potwierdzam też, że w wielu przypadkach to działania beznadziejne. Jak to mawiał mędrzec „nikt nas nie przekona, że czarne jest czarne a białe jest białe”. ;-)

    • „Jest co najwyżej przeciętna co potwierdzają opinie właśnie na warezach” – no to jest mistrzostwo świata. Ja mam czasem wrażenie, że rozmawiam z 15 latkami :)

    • Grzegorz Dziala

      Po co płacić jakieś 2 miliony rocznie dla Adama Nawałki. Pewnie mędrzy na warezach zrobiliby to samo za zgrzewkę energetyków

    • hmm…

      Opinia o książce to nie to samo.

  • Miszel

    Rozumiem, że ścigani byli tylko piraci, którzy zarabiali na sprzedaży książki, a nie udostępniali jej za darmo?

    • Jak za darmo to można?

    • jamirq!

      Też nie, ale to już troche inny kaliber winy

    • Miszel

      Zgodnie z prawem jest to również nielegalne. W moim pytaniu nie chciałem poruszać kwestii moralnej, tylko z ciekawości pytam autor skoncentrował się tylko na ściganiu udostępniających książkę odpładnie. Jeśli mówimy o ściganiu piratów w celu ograniczenia dostępu do książki powinno to również być praktykowane.

    • Jeśli widzę gdzieś udostępnioną książkę, to przeprowadzam mikrośledztwo + eskalacja. Bez względu na to czy ktoś na tym zarabia czy tylko masowo „dzieli się z rodziną”.

    • Miszel

      Opłaca się poświęcić ten czas? Trochę mi to przypomina system wsparcia socjalnego, akceptujemy część pasożytów bo wyśledzenie ich czasem jest bardziej kosztowne niż koszt jaki generują.

  • bit

    Są taki dni, w których, gdy słońce już zajdzie, wchodzę nagi do pokoju. Odpalam płytę winylową ze smooth jazzem, załączam komputer, fluxa ustawiam na najniższą możliwą wartość. Nalewam sobie do szklanki 100cl Mojej Ulubionej™, prawą rękę kładę na myszce. Lewa opada na udo. Zaczynam zabawę.
    Przez pierwszą godzinę sprawdzam najnowsze trendy – książki, filmy, seriale i muzykę. Analizuję fanbase każdej pozycji. Jednym chłystem dopijam drinka, w głowie już szumi i odpalam, na trzech monitorach, wyszukiwarkę torrentów i chomika. I ściągam. Ściągam wszystko co popadnie. Popularne seriale, kiepskie książki, niszowe utwory, złamane gierki. Wszystko. Raz, dwa zapełniam dyski. Po pierwszej fali piracenia przychodzi lekkie wyczerpanie. Transfer maleje, a ja dolewam kolejne 50cl. I wyruszam. Wskakuję w sam środek wybranego fanbaseu i się chwalę, że nie dałem ani grosza za „dzieło”.
    Po kilku godzinach przekomarzania się, spokojnie wyłączam przeglądarkę, formatuję dyski i idę spać. Podobnie zrobię z tą książką.

  • P.

    A ja tylko dodam, że trzymam kciuki za Michała i jego (trwający już) sukces książki. Sam m.in. dzięki niemu (oraz innej osobie) zarabiam teraz więcej :) (chodzi o artykuł na blogu porównujący różne formy zatrudnienia) Pozdrawiam! :)

    • Dzięki wielkie. I super, że podpowiedzi konkretnie się przydały. :)

  • Twardy Pończo

    Kiedyś obserwowałem bloga Michała, trochę czytałem i słuchałem podcastów.
    Może są ludzie, którym trzeba mówić, że jeśli mają długi to nie powinni na kolejnych zakupach wsadzać do wózka kawioru i brać nowego telewizora na raty, bo sąsiad właśnie już wziął, ale to chyba jest jasne.
    Wcale się nie dziwię, że Ci ludzie toną w długach. Nie stać Cię, to nie kupuj. To takie proste. Sam do niedawna oglądałem tv na starym 21′ telewizorze z kineskopem i żyje.
    Chyba muszę znaleźć grupę ludzi, którzy z czymś nie dają sobie rady i zacząć zarabiać na tym, by im tłumaczyć, że to nie dla nich.
    Praca marzenie.

  • Marcin

    Taka analogia: pracodawca zatrudnia na umowe zlecenie/dzielo – cel ten sam, zamiast zaplacic X, moze miec to samo za czesc X. Wtedy najczesciej jest to samo tlumaczenie, co tu w przypadku piracenia: przeciez „panstwo” ma i tak duzo moich ciezko zarobionych pieniedzy,wiec ja tylko dbam o swoje, chec „dorobienia”. Dokladnie ta sama logika, pracownicy sa za drodzy, wiec bede mial pracownika bez wynikajacych z tego kosztow i obowiazkow. Piracacy postepuja wg dokladnie tego samego schematu, a tylko na nich jest wielkie oburzenie. Hipokryzja?

    • Czy ja dobrze rozumiem, że walkę o to by ktoś nie kradł efektów pracy nazywasz hipokryzją?

    • chorwat

      co to w ogóle znaczy „kraść efekty”?

    • Efektem pracy jest książka, którą napisał Michał

    • „Kraść efekty pracy”, jak już cytujesz to całe zwroty, a nie dwa słowa wydarte z kontekstu. Efektem pracy Michała jest książka, a ktoś kradnie jej kopie. Teraz jesteś już w stanie zrozumieć?

    • chorwat

      tylko się nie rozpłacz

    • Już uroniłam kilka łez :)

  • Dobre rady zawsze w cenie

    Wysoki koszt codziennych czynności
    Skoro znasz już koszt godziny, to możesz przejść do najciekawszej części, czyli policzenia, ile kosztuje Cię samodzielne wykonywanie codziennych czynności. W arkuszu pod adresem ›› http://fin.ninja/czas ‹‹ znajdziesz kilka przykładów, które załączam także poniżej. Kalkulacja ta dotyczy przykładu Agaty, zarabiającej 4 tys. zł netto/miesiąc. Najpierw spójrz, ile dziennie kosztuje ją wykonywanie typowych codziennych czynności w domu.
    Czynność Czas trwania dziennie Koszt jednostkowy Utracone zarobki
    [minuty] (Metoda 2) (Metoda 1)
    Spisywanie wydatków 10 0,91 zł 3,97 zł Zmywanie naczyń 30 2,74 zł 11,90 zł Przygotowywanie obiadu 60 5,48 zł 23,81 zł Przeglądanie internetu 90 8,22 zł 35,71 zł Oglądanie telewizji 120 10,96 zł 47,62 zł
    W zależności od wybranej metody kwoty są różne. Widać jednak, że gdyby zamiast oglądania telewizji przez dwie godziny Agata poświęciła ten czas na pracę, mogłaby zarobić dodatkowe 48 zł każdego dnia. Te jednostkowe kwoty nie są oszałamiające, ale warto zerknąć na nie w skali roku. Samo niepozorne zmywanie naczyń przez 30 minut dziennie przekłada się na 1 tys. zł kosztów lub 4345 zł dodatkowych zarobków rocznie, gdyby Agata przeznaczyła ten czas na pracę. Jeszcze ciekawsze rezultaty daje spojrzenie na wynik oglądania telewizji przez dwie godziny dziennie. Okazuje się, że w skali roku przekłada się to na 30 dni wyjętych z życia. Wyobraź to sobie: jeden miesiąc w roku spędzasz non stop przed telewizorem! Czynność Czas trwania dziennie [minuty] Liczba godzin rocznie Liczba dni rocznie Koszt roczny (Metoda 2) Utracone zarobki (Metoda 1) Spisywanie wydatków 10 61 3 333 zł 1 448 zł Zmywanie naczyń 30 183 8 1 000 zł 4 345 zł Przygotowywanie obiadu 60 365 15 2 000 zł 8 690 zł Przeglądanie internetu 90 548 23 3 000 zł 13 036 zł Oglądanie telewizji 120 730 30 4 000 zł 17 381 zł
    Ile to kosztuje? Licząc według ostrożnej, drugiej metody, daje to ekwiwalent miesięcznej pensji Agaty. A ile mogłaby ona zarobić, gdyby poświęciła ten czas na dodatkową pracę? Jak bardzo wzrosłyby możliwości Agaty, gdyby ten czas przeznaczyła na podnoszenie kwalifikacji – chociażby po to, by móc liczyć na lepiej płatną pracę? A może po prostu warto zainwestować ten czas w rodzinę i przekazywanie swojej wiedzy dzieciom? Doba każdego człowieka ma 24 godziny. Tylko i aż. Każdego dnia masz tyle samo czasu co Bill Gates, Elon Musk, Michael Jordan, Jay Z, Beyonce czy Will Smith. Żadna z tych osób nie odziedziczyła majątku po rodzicach. Do wszystkiego doszli oni ciężką pracą, próbując jak najefektywniej korzystać ze swojego czasu i zarobionych pieniędzy. I tak jak każdy z nas popełniali błędy. Znając wagę i znaczenie czasu, znaleźli sposób na to, jak zarabiać pieniądze, nie zwiększając swojego zaangażowania czasowego. Ich
    zarobki oderwane są od liczby przepracowanych godzin. Mają prawa autorskie, kontrakty reklamowe, udziały w firmach i ich zyskach, posiłkują się pracą innych osób. Dzięki temu zarabiają bez względu na to, czy będą pracować, czy nie.

    I cała książka takich bzdetów oglądam telewizje o 20 ale mógłbym w tym czasie popracować no raczej nie, myje naczynia po posiłku mógłbym w tym czasie popracować no raczej nie, przeglądanie internetu zazwyczaj między posiłkami mógłbym wtedy popracować raczej nie do tego AW też chciałby zarobić…
    Cały ten rozdział można by podsumować jednym zdaniem pracuj po 15 godzin dziennie.

    • Brawo! Myślę, że stać Cię na to, by z dumą wyrwać z szerszego kontekstu więcej fragmentów. :) Miłego mycia naczyń. :)

    • Dobre rady zawsze w cenie

      Najpierw płać sobie! Automatyzacja finansów idealnie wpisuje się w jedną z podstawowych reguł oszczędzania: „Najpierw płać sobie”. Większość planów dotyczących systematycznego oszczędzania rozbija się w pył w obliczu faktu, że zazwyczaj na koniec miesiąca brakuje pieniędzy. W takiej sytuacji wiele osób mówi: „Nie mam z czego oszczędzać”. Rozwiązanie jest banalnie proste: najpierw płać sobie, a dopiero potem – z pozostałych pieniędzy – reguluj rachunki i pokrywaj comiesięczne koszty (czyli płać innym). Finansowy ninja dobrze wie, że oszczędzać należy wtedy, gdy ma się pieniądze – najlepiej od razu po wypłacie. Doskonale w tym pomaga ustawienie automatycznych przelewów z konta ROR na konto oszczędnościowe. Raz ustawiony przelew będzie realizowany co miesiąc. Jeśli z jakiegoś powodu na koncie zabraknie środków, to dyspozycja po prostu się nie wykona. Jednocześnie całkowicie uwolnisz się od konieczności myślenia o comiesięcznym odkładaniu pieniędzy. Dzięki temu przestaniesz czuć jakiekolwiek emocje związane z oszczędzaniem. Będzie się to działo automatycznie i poza Twoją uwagą, dzięki czemu nie będziesz wystawiał swojej silnej woli na próbę. Krótko mówiąc, automatyzacja to w pewnym sensie oszukiwanie samego siebie, ale w pozytywnym znaczeniu. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal –
      powiedzenie to idealnie sprawdza się w tym przypadku. Kluczem do stopniowego bogacenia się jest systematyczność, a gwarantuje ją automatyzacja finansów.

      Skoro brakuje pod koniec miesiąca to będzie brakować jeszcze więcej ale za to jaka oszczędność np na jedzeniu :)

    • Alot

      Dziwne. Buffett mówi, że najpierw trzeba zapłacić innym.
      Ale on się pewnie nie zna.

      I ma takie śmieszne nazwisko. Jak jakiś bufet albo bar.

    • IdontgiveaF

      Tyle, że Buffet mówi o prowadzeniu firmy a książka jest o finansach osobistych. Zresztą zobacz gdzie i jak żyje i pracuje Buffet – on jak najbardziej „najpierw płaci sobie”, bo w przeciwieństwie do innych miliarderów nie wydaje fortuny na jakieś idiotyczne zachcianki.

      Jeśli ktoś nie jest zdyscyplinowany finansowo, wydaje na zachcianki tyle, ile zarabia, to porada „najpierw płać sobie” jest dla niego/niej. Rosądny człowiek nie potrzebuje takiego kagańca, ale jeśli chiodzi o finanse, na świecie jest zaskakująco dużo tych nierozsądnych, dla których oczywistości zawarte w tej książce są czymś nieznanym.

    • Alot

      Buffett mówił o finansach osobistych, cytuję z pamięci:
      Najpierw płacisz wszystkie rachunki, z tego co zostanie odkładasz 20% na czarną godzinę, z reszty żyjesz.

      Ale, jak wspomniałem, to jakiś amator z dziwnym nazwiskiem więc nie warto słuchać.

    • IdontgiveaF

      Najpierw płacisz wszystkie rachunki, z tego co zostanie odkładasz 20% na czarną godzinę, z reszty żyjesz

      No przecież dokładnie o to chodzi w „najpierw płać sobie”. Nikt nie nawołuje, żebyś nie płacił czynszu i rachunku za wywóz śmieci, tylko żebyś z kasy która zostaje po opłaceniu podstawowych opłat najpierw przelał część kasy na rachunek oszczędnościowy a dopiero później płacił innym za towary i usługi które wykraczają poza te, które są niezbędne do (prze)życia. Nie stać cię na bilet do kina, bo na początku miesiąca „najpierw zapłaciłeś sobie”? Cóż, najwyraźniej po prostu nie stać cię na kino, pracuj nad obcięciem innych wydatków i/lub zwiększ przychody. Niektórzy jeśli nie przeleją tej kasy z góry, pójdą w trakcie miesiąca do kina a na koniec miesiąca rozłożą ręce i powiedzą „nie miałem z czego w tym miesiącu odłożyć”.
      Teraz kumasz o co w tym chodzi?

    • Alot

      Myśl jak przeciętny Kowalski (nielotny intelektualnie, skoro potrzebuje takiego poradnika dla nieogarów)
      Płać sobie -> spełniaj swoje zachcianki, bo przecież zasłużyłeś na nie ciężką pracą.

      Do prostych ludzi trzeba mówić prostym językiem. Zatem nie ‚płać sobie’ tylko ‚odkładaj do skarbonki’.

    • IdontgiveaF

      No tak, jeśli ktoś przeczyta same nagłówki i na tym poprzestanie, faktycznie nie załapie o co biega w tym „placeniu sobie”. Tyle, że jak ktoś wydaje 80zł na książkę którą ledwo przekartkuje, to jest już przypadkiem beznadziejnym ;)

  • Nie rozumiem po co piracić książkę „Finansowy Ninja”. Przecież jej zakup to właściwie żaden wydatek, a raczej inwestycja, która po kilku miesiącach może się zwrócić z nawiązką. Piszę na podstawie własnych doświadczeń. Ulokowanie oszczędności w innym miejscu i zmiana sposobu korzystania z karty kredytowej sprawiła, że w tym miesiącu wyjdę na zero po zakupie FN, a w przyszłych będę już tylko zarabiał :D Dzięki @szaffi:disqus

    • człowiek który wiedział za duż

      WOW
      O
      W

    • Twardy Pończo

      To przed przeczytaniem książki byłeś amebą i nie wiedziałeś jak działa karta kredytowa?

    • Nie trzeba być amebą aby się rozpędzić i przegiąć. Wielu ludzi spłaca kartą kredytową inne kredyty – i wpadają w jeszcze większe kredytowe problemy

    • Twardy Pończo

      Dla mnie osoba, która się rozpędza nie za swoje jest amebą. Cieszą się banki, cieszą się blogerzy finansowi.
      Potem Ci ludzie gadają, że banki są złe i że to Niemcy, a najlepiej to im przewalutować na złotówki.

    • mcmacpl

      Jasne, tylko w jaki magiczny sposób ta książka sprawi, że przestaną to robić?

    • Robiłem to pod wiatr

      To jest jak z odchodzaniem. Potem jest efekt jojo.

    • Alot

      Sąsiad przyjdzie i przypier… im tą książką bez łeb.

      A jak mają w epub, to przywali monitorem.

    • Po pierwsze – szanujmy się nawzajem.
      Po drugie – nie korzystałem z karty kredytowej więc nie wiedziałem czego unikać podczas korzystania z niej. Pierwszą kartę dostałem mniej więcej w czasie kiedy kupiłem FN skuszony promocją jednego z banków. I choć ogólne zasady znałem to nie wiedziałem np. o dodatkowych odsetkach naliczanych oprócz jednorazowej prowizji za wypłatę z bankomatu.

    • Twardy Pończo

      Czytaj umowy, a nie książki. Wyjdzie Ci to na zdrowie.

    • Jedno nie przeczy drugiemu. Z niekorzystnymi właściwościami kart kredytowych nie miałem do czynienia, umowy staram się czytać, a i Michał zachęca aby dokładnie się z nimi zapoznawać.

    • Twardy Pończo

      I to jest dobra postawa, umowy trzeba czytać zawsze, szczególnie jeśli chodzi o nasze pieniądze.
      Ja juz Michała nie czytam, bo czasem te rady są jak dla dzieci we mgle, ale to tylko moje odczucie. Jeśli komuś one pomagają, to dobrze.
      Tak czy inaczej zarządzania pieniędzmi powinno się uczyć w szkołach od najmłodszych lat.

    • Z ostatnim pełna zgoda. Z ciekawości dołączyłem do grupy Pokonaj swoje długi na FB i jak czytam o problemach finansowych Polaków to dochodzę do bardzo podobnych wniosków.

    • Robiłem to pod wiatr

      Trzeba założyć profil o nazwie „Jak nie wejść w długi”.

    • Krzepki Harry

      O tym jest m.in. książka Szafrańskiego ;P

    • Robiłem to pod wiatr

      A co poradzi dla kogoś kto zarabia np. 2500 zł do łapy, a chce żyć jak człowiek?
      Zmienić pracę i wziąć kredyt?

    • Krzepki Harry

      Trzeba by poczytać, być może są tam jakieś rady lub wskazówki :)
      Choć faktycznie, jeśli ktoś kto zarabia 2500 do łapy (w Polsce raczej norma niż wyjątek) nie kupi książki za 70 zł, bo ma inne, naprawdę niezbędne wydatki.
      I kółko się zamyka.

    • Robiłem to pod wiatr

      Tutaj nie chodzi o brak kasy na książkę, tylko o to jak z takiego budżetu coś ukręcić dla siebie. Ktoś kto odkłada jakieś 2 tyś miesięcznie z pensji może się bawić w takie coś. Żyjesz normalnie, starcza Ci na życie i jeszcze odkladasz dajmy na to te 2 koła. Możesz wtedy wziąć tą książkę do ręki i stwierdzić, że może lepiej samemu wyprasować koszulę lub umyć okna zamiast brać do tego sprzataczke i płacić jej np. 100 zł.
      To dla takich ludzi jest ta książka, a nie dla kogoś kto ma niskie dochody.

    • Krzepki Harry

      No nie jestem pewien, nie czytałem, ale z tego co wiem książka jest również o, że tak powiem, ekonomii dnia codziennego, czyli jak lepiej gospodarować tym co się ma, a niekoniecznie (nie tylko), jak zainwestować wolne środki.

    • Robiłem to pod wiatr

      Kiedyś czytałem na jego blogu o loterii paragonowej. Jeden z wniosków był taki, że za długo się wprowadza dane, że to zajmuje czas, a przecież czas to pieniądz.
      Nie dam głowy, ale chyba policzył ten czas i ile się traci pieniędzy na tym wprowadzaniu paragonów.
      To ile ja tracę pieniędzy czytając ten blog?

    • Alot

      Jesteś Kamil, masz 12 lat i spałeś w szkole?

  • Grzegorz Dziala

    Chciałem napisać kilka słów o piratowaniu. Otóż byłem takim piratem/pasożytem. Należałem do grupy biegowej Jasiek Mela Team i dzięki temu miałem darmowe pakiety na imprezy biegowe. Nikomu się stała się krzywda i nikogo nie okradłem? Być może ale też osoby potrzebujące nic z tego nie miały. A ja i kilka innych osób miałem darmochę.

    Minęło kilka l lat i postanowiłem odkupić winy. Przy okazji Półmaratonu Warszawskiego wspieram pewną fundację. już ponad 1300 PLN. Jestem zadowolony i też zrehabilitowany. Co myślicie?

    .

    .
    Ps. dla ciekawych, oto zbiórka https://rejestracja.maratonwarszawski.com/pl/charity/2776

  • @szaffi:disqus świetny przykład na to, jak wykorzystać monitoring internetu, aby chronić swoją własność :) Mega miło, że Brand24 Ci w tym pomaga <3!

  • Anty

    Jakoś nie wierzę w te naiwne tłumaczenia sprzedających, że nie wiedzieli co czynią. Doskonale cwaniaki wiedzieli co robią, grając potem niewiniątka.

  • Świetny case dla osób, które myślą o produktach elektronicznych. Zamiast obawiać się „wrogów” można wcześniej się z nimi dogadać. Kolejny raz Michał pokazał, że gruntowne przygotowanie i przemyślenie sprawy, opłaca się w dłuższej perspektywie.

    Kawał dobrej roboty Michał!

  • Ewa Kruk

    Najgorsze kiedy o rynku piszą ludzie którzy się na nim nie znają. Antyweb zachęcam do poznania rynku książki. Panie Michale, współczuje, że dopiero odkrył Pan podstawowy problem sprzedaży ebooków w Polsce.

  • Mar Pie

    Ok, ale Michał sam przyznaje że książka jest droga, oczywiście autor ma prawo wyceniać Swój produkt wedle Swojego uznania, ale efektem zbyt dużej pazerności autora, jest to że ludzie kradną.

    • Pazerności? A nie pomyślałeś, że może pisał ją ze dwa lata? ;) Czyli – za drogo wycenił, to niech mu ukradną? Jak sąsiad ma lepszy wóz, to też biegniesz pod osłoną nocy i mu go rysujesz, bo cham na to nie zasługuje?

    • Książka ma dobrą cenę. Każdy chciałby mieć wszystko za darmo. Nawet gdyby książka kosztowała 29.99 to ktoś by chciał kupić za 9.99 Polacy nie szanują pracy innych ludzi i kierują się czysta zazdrością . Przykre te wszystkie negatywne komentarze

    • Mar Pie

      Oczywiście to nie jest tak że uważam że jak ktoś za drogo wycenił to dobrze że mu ukradli, bardziej chodzi mi o to że jest pewna zależność między ceną i piractwem. Oczywiście nie popieram piractwa, zwracam tylko uwagę na ten fakt. A co do pazernosci, może to nie do końca trafne słowo w tym przypadku, ale naprawdę mało jest biznesów które mają rentowność powyżej 70 – 80%, a z tego co widzę ten biznes taką rentowność ma. Gratuluje. Często również na łapach Antyweba publikowane są niepochlebne opinie w stosunku do firm które przesadzają z cenami, w komenatrzach aż grubo jest od hejtu. Moim zdaniem, w tym przypadku również powinny podnieść się głosy na temat tej cenym bo książka skierowana jest do normalnych ludzi, każdego Kowalskiego, może przede wszystkim do tych którzy nie wiążą końca z końcem, a cena za tą książkę to 70 zł + 15 za koszty wysyłki. Dlatego zastanawiam się na ile jest toi etyczne i nie powinno zostać ocenione.

    • Nie wiem czy doczytałeś, ale Michał z własnej woli, podarował już 500 egzemplarzy swojej książki całkowicie za darmo, wybranym (zaproponowanym przez czytelników!!) bibliotekom. To gest dla właśnie takich ludzi, którzy nie mogą sobie pozwolić na książkę za 70 zł – ale mogą wypożyczyć ją całkowicie za darmo. Wiem, że ma plany kolejnej darmowej wysyłki do innych bibliotek – nie wiem co jeszcze musiałby zrobić żeby zadowolić tych, którym cena książek się nie podoba. Pokaż mi innego autora który wychodzi naprzeciw ludziom, których nie stać na jego książkę. Ja sobie nie przypominam.. Oczywiście, każdy ma prawo mieć swoje zdanie, powiedzieć „za drogo, w dupie mu się poprzewracało, nie kupię”. Ale tak nie inaczej wycenił swoją pracę – ma do tego prawo, a rynek już chyba zweryfikował odpowiednio czy za taką cenę jest w stanie ją sprzedać.

    • Mar Pie

      Ewelina nie atakuje Michała, bo mam wrażenie że odniosłać takie wrażenie. Fajnie że rozdaje książki, ale to nie dotyczy moich wątpliwości. Dąże do tego, że produkt jest drogi do czego Michał sam sie przynaje, chyba się ze mną zgodzisz, że subiektywna ocena wartości produktu ma wpływ na czy ludzie go kupią , czy spiracą

      P.S. Pracujesz w jakiejś agencji PR wspierającej Michała?

    • Mega zabawne, że jak ktoś się za kimś wstawia, to od razu podejrzewa się, że uprawia jakiś marketing szeptany albo robi „piary” z ukrycia :) Nie, nie pracuję dla agencji PR wspierającej Michała. Z tego co wiem Michał nie ma takiej agencji, bo sam zajmuje się swoim marketingiem. Nie pracuję w ogóle w agencji PR, mozna łatwo sprawdzić :)

  • Dobre podejście, to ze współpracą z chomikuj czy innymi serwisami. Sam zostałem kiedyś oszukany przez 1 klienta, dla którego przygotowałem dość sporo tekstów, a później zero kontaktu. Na szczęście udało się wszystko wyjaśnić, ale dopiero wtedy, gdy te moje teksty jako „niby swoje” sprzedał komuś innemu. Udało się wszystko odzyskać, ale główny sprawca i tak jak na razie nie jest złapany. No cóż, takie życie. Uczy to jedynie, że warto być zapobiegawczym i ten wpis również świetnie do tego nawiązuje :) Pozdrawiam Michała i Grześka!

  • Moi drodzy… com przeczytał – przeczytałem. Dziękuję za dyskusję wszystkim, którzy zadawali trafne pytania. Starałem się na wszystkie merytorycznie odpowiedzieć.

    Przepraszam, jeśli gdzieś komuś wbiłem szpilę – taka moja słaba, ludzka reakcja na pomówienia, nieprawdę czy zwykłą złośliwość.

    Szczerze mówiąc martwi mnie jak wiele osób idzie w zaparte w swoich przeróżnych podejrzeniach. Ze swojej strony powiem tylko, że nie mam żadnego interesu w przekręcaniu faktów. Swoją wiarygodność i obecność w internecie budowałem, buduję i nadal planuję budować na konkretach i pełnej transparentności niektórych projektów – książka „Finansowy ninja” jest jednym z nich.

    Zapraszam do śledzenia kolejnych części case study u mnie na blogu. Na razie pojawiło się sprzedażowe, wkrótce pojawi się część dotycząca promocji (swoją drogą zaadresuję część podejrzeń w tym materiale), planuję kolejne dotyczące samego procesu pracy nad książką, przygotowania do druku i druku (wraz z kosztami różnych drukarni) oraz zaplecza technologicznego (platforma sprzedażowa, integracje itp.).

    Powyższą dyskusję postrzegam mimo wszystko jako wartościową. Gdybyście chcieli wiedzieć coś jeszcze – wiecie gdzie mnie szukać.

    Znikam do pracy. Dobrego dnia :)

  • Zulu-Gula

    @szaffi:disqus książka bardzo fajna – mam oryginał :P
    Jednakże brak zysku, to nie to samo co strata, i tu posłużę się Twoim hashtagiem #fucklogic

  • ja

    „Jeśli nie znacie Michała i jego książki to przypomnę tylko, że jest to 
    fenomen self-publishingu w Polsce. Michał wydał sam swoją książkę pt. 
    “Finansowy Ninja”
    Ano nie znam. Spojrzałem na tytuł i nie mam zamiaru poznać :]
    Coś straciłem?

  • Ale gdyby ktoś kupił książkę drukowaną, przeczytał ją i chciałby odsprzedać na allegro komuś dalej to jest nielegalne? To wszystkie antykwariaty zostałyby zamknięte a ich właściciele poszliby siedzieć.

  • ererererer

    haha biedny on, aż się rozpłacze że 2,5 miliona zaledwie zarobił, bieedaczzek, dobrze że mnie takie nieszczęście nie spotkało

    HAHAHAH propadandowe pierdolenie,

    MACIE LUDZI ZA IDIOTÓW?