LG produkuje flagowce w kratkę. Po fantastycznym LG G2 zadebiutował krytykowany za zbyt wysoką rozdzielczość ekranu w stosunku do mocy obliczeniowej LG G3. Sytuację naprawił LG G4, który prezentował się elegancko i zachwycał aparatem. LG G5 okazał się strzałem w stopę – pomysł modułów kompletnie nie chwycił. Wychodzi na to, że LG G6 powinien zatem być „tym dobrym”. Czy faktycznie jest?

Test LG G6 nie był prostym zadaniem. Smartfon z jednej strony posiada wszystkie cechy flagowca. Z drugiej strony równolegle na rynku debiutuje silna konkurencja złożona ze smartfonów wyposażonych w SoC nowszej generacji (Kirin 960, Snapdragon 835, Exynos 9 Octa 8995). Czy LG G6 ma tutaj zatem czego szukać? Ceną smartfon na pewno konkurencji nie ustępuje. W Polsce zapłacimy za niego 3,2-3,3 tys. złotych, a więc podobnie jak za inne topowe smartfony (taniej niż za SGS8, aczkolwiek drożej niż za Huawei P10). Specyfikacja prezentuje się natomiast następująco:

LG G6 – specyfikacja

  • Wyświetlacz LCD IPS 5,7 cala, 2880 × 1440 pikseli (565 PPI), 18:9, FullVision,
  • SoC Qualcomm Snapdragon 821 z GPU Adreno 530,
  • 4 GB RAM,
  • 32 GB pamięci wewnętrznej (w praktyce ok. 21 GB) + microSD do 2 TB,
  • Android 7.0 Nougat,
  • aparat 13 Mpix – obiektyw 71 stopni, f/1.8 + obiektyw 125 stopni (fisheye), f/2.4,
  • przednia kamerka 5 Mpix – obiektyw o kącie widzenia 82 stopnie (maks 100 stopni), f/2.2,
  • LTE Cat. 13, Wi-Fi 802.11 ac (2,5 GHz + 5 GHz), GPS, NFC, Bluetooth 5.1,
  • USB-C, minijack 3,5 mm
  • akumulator 3300 mAh,
  • Odporność na kurz i wodę zgodna z normą IP68, odporność na uszkodzenia mechaniczne poświadczona normą 810G
  • wymiary: 148,9 × 71,9 × 7,9 mm, waga: 163 gramy.

Zawartość pudełka z LG G6 nie zaskakuje. Znajdziemy tutaj ładowarkę z funkcją QuickCharge 3.0, kabelek USB 3.0 – USB-C 3.0 oraz zestaw słuchawkowy. Niestety tego nie dołączono do sampla testowego. Nie mogę zatem napisać nic na temat jakości brzmienia headsetu. Warto natomiast dodać, że konkurencyjny Samsung oferuje wraz z Galaxy S8 wysokiej jakości słuchawki AKG, które pozytywnie zaskakują swoimi możliwościami.

Wygląd i wykonanie

Smartfony LG zawsze delikatnie odstawały od konkurencji pod względem wykonania. Producent bardzo długo trzymał się idei wymiennych baterii, uparcie twierdząc, że właśnie tego oczekują jego klienci. Kolejne generacje posiadały zatem zdejmowane plastikowe (lub skórzane, jak w przypadku LG G4) klapki. W przypadku LG G5 zastosowanie znalazło aluminium, które jednak budziło mnóstwo wątpliwości, bo pokryto je grubą warstwą lakieru, w który wtopiono antenę. LG G6 już nie idzie na takie kompromisy i pod względem konstrukcyjnym stoi na najwyższym poziomie. Jak się jednak okazuje, ma to też swoje minusy.

Obudowa smartfona to połączenie dwóch delikatnie zakrzywionych tafli szkła pokrytych powłoką Gorilla Glass 5 oraz wypukłej aluminiowej ramki z połyskującym fazowaniem. 

Obudowa smartfona to połączenie dwóch delikatnie zakrzywionych tafli szkła pokrytych powłoką Gorilla Glass 5 oraz wypukłej aluminiowej ramki z połyskującym fazowaniem. Całość nie jest szczególnie smukła, bo mierzy aż 7,9 mm grubości. Tymczasem niektórym producentom udało się już zejść do 6,95 mm. Czy to źle? Niekoniecznie – sam nie jestem fanem ścigania się na milimetry, a LG G6 dzięki takiemu rozwiązaniu po prostu lepiej leży w dłoni. To ważne – smartfona trzyma się znakomicie. Nie występuje tutaj problem Galaxy S8, który pod tym względem wydaje się nieprzemyślany. Nie ma też mowy o typowym dla smartfonów Huawei wyślizgiwaniu się. Jest idealnie.

Kolejna kwestia to odporność na kurz i wodę. LG G6 jest pierwszym smartfonem marki LG, który posiada certyfikat IP68. Oznacza to, że możemy zanurzyć go na głębokość 1,5 metra na nawet 30 minut. Oczywiście nie ma mowy o pływaniu czy nurkowaniu z telefonem. Podczas testów zanurzałem go w dzbanku wody. Przeżył. Dla mnie wystarczy. Ale to nie wszystko. Producent zwraca też uwagę na wojskowy certyfikat 810G, który ma gwarantować odporność na upadki z wysokości 1 metra, wstrząsy, a także wysokie i bardzo niskie temperatury.

Do gustu powinny też przypaść niezwykle smukłe ramki wokół – ekran stanowi aż 80 proc. ogólnej powierzchni przedniego panelu. 

Przyjrzyjmy się poszczególnym elementom konstrukcji. Wzrok przykuwa przede wszystkim przód, który jest wyjątkowy z kilku względów. Przede wszystkim zastosowanie znalazł tutaj nietypowy wyświetlacz o proporcjach 18:9 i zaokrąglonych narożnikach. Efekt jest naprawdę ciekawy i przyjemny dla oka. Do gustu powinny też przypaść niezwykle smukłe ramki wokół – ekran stanowi aż 80 proc. ogólnej powierzchni przedniego panelu. W rezultacie producentowi udało się zmieścić w tak niewielkiej obudowie ekran o przekątnej aż 5,7 cala. LG G6 jest o 3 mm węższy od LG G5, a przypomnijmy, że tam zastosowano panel 5,3-calowy. Szkoda tylko, że przy tym wszystkim zapomniano o diodzie powiadomień – wbrew pozorom to ciągle bardzo praktyczny element każdego smartfona.

Tył prezentuje się dość znajomo. Dwa (nie odstające nawet na milimetr) obiektywy aparatu ulokowano na osobnej szklanej płytce. Pomiędzy nimi znajdziemy dwutonową diodę doświetlającą LED. Poniżej mamy czytnik linii papilarnych zintegrowany z przyciskiem zasilania służącym również do wybudzania/usypiania smartfona. Działa on przyzwoicie. Nigdy nie miałem problemów z czytnikami LG, ale muszę przyznać, że to Huawei pod tym względem osiągnął perfekcję i jak dotąd żadnemu producentowi nie udało się stworzyć tak precyzyjnych, szybkich i niezawodnych skanerów linii papilarnych.

Krawędzie gdzieniegdzie przecinają szare plastikowe wstawki anteny – to typowe i dość często spotykane rozwiązanie, które jednak nie pada cieniem na ogólną estetykę urządzenia. LG G6 na dolnej krawędzi posiada złącze USB-C, mikrofon rozmów oraz pojedyczny głośniczek multimedialny, któremu daleko do takich rozwiązań, jak chociażby Boom Sound w smartfonach HTC. Gra nieźle, i tyle.

Na górnej krawędzi znajdziemy dodatkowy mikrofon służący do redukcji szumów oraz złącze minijack. I tutaj trzeba wspomnieć o ogromnym rozczarowaniu, jakim jest brak 32-bitowego przetwornika audio HiFi DAC, który stosowano m.in. w LG V10 i LG V20 (a także LG G5 jako opcjonalny moduł). Co szczególnie bulwersujące, rozwiązanie to jest dostępne w specjalnej, koreańskiej wersji LG G6 (która posiada też funkcję ładowania bezprzewodowego). Szkoda, bo byłby to duży atut tego smartfona. Z drugiej strony przez 90 proc. czasu używam słuchawek Bluetooth, więc osobiście nie czuję żalu.

Po prawej stronie umieszczono dwa przyciski do regulacji głośności. Mają dobry skok, są wyczuwalne i dobrze ulokowane. Na przeciwległej krawędzi mamy natomiast tackę na kartę nanoSIM oraz microSD.

Czego zabrakło? Portu podczerwieni. Wszystkie flagowce LG dotychczas mogły pełnić rolę pilota zdalnego sterowania urządzeniami RTV w domu. LG G6 niestety nie może. Niby drobiazg, ale nie rozumiem, czemu z tego zrezygnowano.





Wyświetlacz i bateria

Wyświetlacz to jeden z najmocniejszych atutów LG G6. Producent zastosował tutaj panel LCD IPS o przekątnej 5,7 cala i nietypowych proporcjach 18:9. LG G6 wraz z Samsungiem Galaxy S8 zapoczątkowały tym samym ciekawy trend na panoramiczne ekrany w smartfonach. Ma to wiele plusów, jak chociażby możliwość podziału na dwie kwadratowe przestrzenie (wygodniejszy multitasking). W obawie o kompatybilność z aplikacjami twórcy zaimplementowali ustawienia dotyczące skalowania aplikacji – w razie problemów możemy zmusić wybrane programy, aby pracowały w trybie 16:9 lub 16,7:9.

Zastosowany wyświetlacz pracuje w rozdzielczości 2880 x 1440 px, co daje nam zagęszczenie pikseli na poziomie 565 PPI. To standard w topowych smartfonach (dyskusję, na ile ma sens odsuńmy na chwilę na bok).

Wyświetlacz ma szerokie kąty widzenia i bardzo dobrze odwzorowuje barwy. Choć ciągle daleko tutaj do standardów sRGB czy Adobe RGB – LG nie pierwszy raz jest z nimi na bakier. Niemniej kolory są naturalne i przekonujące. Kontrast jest wysoki i głęboki. Niestety zabrakło jakichkolwiek ustawień kalibracji kolorów, a szkoda, bo oferuje je coraz więcej urządzeń. Zamiast nich mamy „tryb czytania”, a więc filtra światła niebieskiego, który przyda się szczególnie po zmroku.

Warto dodać, że jest to zarazem pierwszy model certyfikowany przez Netfliksa.

Dużym plusem jest bardzo szeroki zakres jasności (oraz nadzwyczaj satysfakcjonująca jasność maksymalna). Nie bierze się on znikąd, bo smartfon wspiera technologię HDR w dwóch standardach: Dolby Vision oraz HDR10. Warto dodać, że jest to zarazem pierwszy model certyfikowany przez Netfliksa. Warto jednak też dodać, ze zabrakło tutaj funkcji z LG G5, a więc chwilowego podświetlania ekranu do poziomu nawet 1000 nitów. Przydawało się to w bardzo słoneczne dni, ale w praktyce sprawdzało przeciętnie, bo działało dosłownie chwilę. Maksymalna jasność LG G6 to natomiast niespełna 530 nitów.

LG G6 posiada również tryb Always On, w którym na ekranie nieustannie jest wyświetlana godzina, data, stan baterii oraz ikonki powiadomień (ewentualnie możemy tu ustawić własny podpis). Rozwiązanie to działa bardzo podobnie do tego z LG G5, a możliwości jego konfiguracji są mocno ograniczone. W trybie czuwania Always On zużywa jakieś 3-4 proc. baterii każdej nocy. Po jego dezaktywowaniu było to ok. 1-2 proc.

A skoro o baterii mowa, LG G6 posiada akumulator o pojemności 3300 mAh. W trakcie testów dawało mi to stosunkowo przeciętne 4-5 godzin czasu SoT (Screen-on-Time). To ciągle lepszy wynik od Samsunga Galaxy S8. Liczyłem jednak, że pod tym względem LG G6 będzie brylował, a tymczasem jest inaczej. Królem pozostaje Huwei, który dzięki bardzo agresywnym mechanizmom ubijania aplikacji potrafi wyciskać z baterii cuda. Ładowanie zajmuje niespełna 2 godziny, co jest zasługą mechanizmu Quick Charge 3.0 (niestety Snapdragon 821 nie wspiera najnowszego QC 4.0, w którym trwa to jeszcze krócej). Zabrakło natomiast funkcji ładowania indukcyjnego, która występuje jedynie w amerykańskiej wersji LG G6. Rozczarowujące.

System, aplikacje i wydajność

LG G6 pracuje pod kontrolą Androida 7.0 Nougat z nakładką graficzną LG UX  w wersji 6.0. Trzeba przyznać, że w stosunku do LG UX 5.0 stosowanej w poprzednim flagowcu nie zmieniło się tutaj wiele. Interfejs charakteryzuje się bardzo podobną stylistyką. Domyślnie zrezygnowano z szuflady aplikacji, którą jednak w dowolnym momencie możemy doinstalować. LG jednak w dalszym ciągu używa autorskiego mechanizmu aktualizacji systemowych aplikacji, który, moim zdaniem, jest gorszy od Google Play. Pozostali producenci już dawno przenieśli swoje programy do sklepu Google’a i dobrze na tym wychodzą.

System wyposażono w szereg dodatkowych mechanizmów. QSlide pozwala na uruchamianie wybranych aplikacji w postaci widżetów wyświetlanych na osobnej warstwie ponad głównym interfejsem. Smart Settings pozwala natomiast na automatyczną zmianę wybranych ustawień telefonu (WiFi, Bluetooth, dźwięk) w oparciu o nasze aktywności lub lokalizację. Niektórzy docenią możliwość zmiany przycisków na dolnej belce nawigacyjnej, a innym do gustu przypadnie tryb Easy Home z mocno uproszczonym interfejsem. Nie zabrakło też swego czasu mocno promowanego przez LG Knock On, a więc aktywowania ekranu poprzez dwukrotne stuknięcie.

Na starcie otrzymujemy ogrom dodatkowych aplikacji. Większość z nich powinna być doskonale znana posiadaczom smartfonów LG. QuickMemo+ pozwala na wykonywanie notatek (w tym rysowanie na ekranie, zapisywanie zrzutów itp.), LG Health gromadzi dane o aktywności fizycznej, Smart Doctor dba o kondycję naszego urządzenia i czyści pamięć wraz z plikami tymczasowymi, LG Friends Manager służy natomiast do wygodnego łączenia smartfona z akcesoriami. Do tego musimy dodać jeszcze Facebooka, Instagrama oraz Evernote. Ku mojemu rozczarowaniu, tego ostatniego nie można odinstalować, a jedynie wyłączyć.

Smartfona napędza Snapdragon 821, który jest, jak już wspomniałem na wstępie, układem poprzedniej generacji. LG nie miało na tym polu zbyt wielu możliwości. W wyniku umowy Samsunga z Qualcommem dostawy Snapdragonów 835 zostały wstrzymane – producenci tacy jak Sony wprowadzą zatem swoje smartfony na rynek dopiero w czerwcu. Chcąc wyprzedzić ze swoją premierą koreańskiego konkurenta LG musiało postawić zatem na taki układ. Czy to źle?

Producent wykorzystał to, stosując dodatkowe chłodzenie w postaci miedzianych kanalików redukujących temperaturę o 6-10 proc.

I tak, i nie. Z jednej strony mamy sprawdzoną jednostkę, która nie powinna nikogo zaskoczyć. Producent wykorzystał to, stosując dodatkowe chłodzenie w postaci miedzianych kanalików redukujących temperaturę o 6-10 proc. Zadbano też o to, aby poszczególne komponenty znajdowały się w odpowiedniej odległości od siebie, dzięki czemu ciepło rozkłada się równomiernie po całej obudowie. To daje się odczuć w praktyce, bo LG G6 nawet przy dużym obciążeniu nie nagrzewa się na tyle mocno, aby wywoływać dyskomfort.

Z drugiej strony jest to jednak chip ubiegłoroczny, co działa pewnie na mentalność klientów, szukających w cenie ~3000 zł urządzenia absolutnie topowego. Na nic tłumaczenie, że Snapdragon 821 w zupełności wystarcza do komfortowej pracy i płynnego działania praktycznie każdej gry czy aplikacji ze sklepu Play. Zresztą widać to po benchmarkach. Wyniki są bardzo wysokie i to plus. Jednak nie tak wysokie, jak w przypadku nowego Kirina czy Exynosa.

  • AnTuTu: 135272
  • Geekbench 4: single: 1699, multi: 4001
  • 3DMark Ice Storm: 14359, Ice Storm Extreme: 13543, Ice Storm Unlimited: 28014, Sling Shot Extreme: 2051

Aparat i jakość zdjęć

Dużo korzystałem z aparatu w LG G5 i uwielbiałem tryb szerokokątny, który dodatkowo charakteryzuje się delikatnym efektem rybiego oka.

Flagowe smartfony LG zawsze miały świetne aparaty. Nie inaczej jest w tym przypadku. Firma znów stawia na podwójną kamerkę w wariancie, który, moim zdaniem, ma najwięcej sensu. Mamy zatem dwa obiektywy o różnym kącie widzenia. Podstawowy (71 stopni) cechuje się przysłoną f/1,8, a szerokokątny (125 stopni) – f/2,4. Trudno mi wskazać jakiekolwiek słabe strony LG G6 na tym polu. Owszem, po zmroku pojawiają się problemy z uchwyceniem ostrości, ale nie są one zbyt dokuczliwe. Gdy już się to nam uda otrzymujemy bardzo szczegółowe fotografie o zadowalającym nasyceniu i odwzorowaniu kolorów. Dużo korzystałem z aparatu w LG G5 i uwielbiałem tryb szerokokątny, który dodatkowo charakteryzuje się delikatnym efektem rybiego oka. Daje to ogromne możliwości i pozwala uzyskać fenomenalne efekty. Jest to tym bardziej zaskakujące, gdyż całość oparto na dość leciwym już sensorze IMX258. Stosowano go m.in. w OnePlus X, Xiaomi Redmi Note 4 czy nawet TP-Link Neffos X1 – tam jednak efekty były dużo, dużo gorsze.








Z przodu zastosowano kamerkę z matrycą 5 Mpix i tutaj jestem nieco rozczarowany, bo oferuje przeciętne możliwości. Tryb szerokokątny, w którym promień obiektywu sięga 100 stopni to fajny dodatek, ale niestety nie wynagradza nam w pełni braków jakościowych. Konkurencja poszła tutaj już o krok dalej, a LG wydaje się dreptać w miejscu. Szkoda, bo zdjęcia typu selfie ciągle są na topie i nic nie wskazuje na to, by uległo to zmianie.

Sama aplikacja do obsługi aparatu została lekko usprawniona. Dodano m.in. możliwość rejestrowania wideo z ręcznymi ustawieniami, co wcześniej było jednym z głównych atutów LG V10. Pojawił się też dodatkowy tryb kwadratowych fotografii, w którym możemy tworzyć ciekawe mozaiki – idealne do udostępniania w social media.

Podsumowanie

To najlepiej wykonany i najbardziej elegancki flagowiec LG, jaki kiedykolwiek debiutował na rynku.

Trudno mi wystawić jednoznaczną ocenę LG G6. Testy tego smartfona były niezwykle przyjemnym doświadczeniem. Zresztą nie pierwszy raz w przypadku LG. Jak pewnie pamiętacie, byłem jednym z niewielu recenzentów, którzy mocno wierzyli w ideę modułów w LG G5. Nazywałem to wówczas obietnicą LG. Obietnicą, której nie spełniono. Już kilka miesięcy po premierze było jasne, że ten plan nie wypali, a nowych modułów nie będzie. Rok później koreańska firma wykonała krok wstecz i zrobiła dwa krok w przód – w zupełnie innym kierunku. Jest to jak najbardziej właściwe podejście, bo LG G6 to urządzenie znakomite.

Co się nie udało? Przede wszystkim producent zakpił z polskich klientów i wprowadził na nasz rynek wersję pozbawioną DAC oraz indukcyjnego ładowania. Drugą wadą jest brak portu podczerwieni oraz diody powiadomień. Trzeci minus należy się natomiast za mierną przednią kamerkę.

Plusy? Tych jest zdecydowanie więcej. To najlepiej wykonany i najbardziej elegancki flagowiec LG, jaki kiedykolwiek debiutował na rynku. LG G6 zachwyca wyświetlaczem, który, mimo pewnych braków w odwzorowaniu kolorów, powinien zadowolić nawet wybrednych użytkowników. Absolutnym hitem jest jednak aparat. Koreański producent znów pokazuje, że na tym polu ma dużo do zaoferowania. Tryb szerokokątny to, moim zdaniem, mistrzostwo świata, a dodatkowe ustawienia i funkcje aplikacji do obsługi aparatu docenią zarówno laicy jak i bardziej zaawansowani amatorzy fotografowania.

Pytanie, czy LG G6 ma jakiekolwiek szanse w starciu z zaledwie nieznacznie droższym Galaxy S8. Samsung wprowadził u siebie szereg innowacji, których w G6 nie znajdziemy. SGS8 jest też o jakieś 20-25 proc. wydajniejszy. Nie ma znaczenia, że zwykły użytkownik nie wykorzysta tej mocy obliczeniowej – mając do wyboru dwa smartfony w podobnej cenie o takiej różnicy w wydajności, wybierze mocniejszego (a często też bardziej innowacyjnego). I to może być największym problemem LG G6 – mimo wszystkich jego zalet oraz atutów.