Masz coś ciekawego do powiedzenia? Opublikuj swój tekst na Antyweb. (dowiedz się więcej)

Przepisz: antyweb


*Zastrzegamy sobie prawo do nie opublikowania przesłanego artykułu.
O P U B L I K U J

S W Ó J

T E K S T

Kto zagraża nauce? Trolle internetowe

troll

Informacje zaczynające się od słów Amerykańscy naukowcy… zawsze przyciągają moją uwagę. Rzeczy, których można się dowiedzieć z takich doniesień potrafią całkowicie zmienić podejście do życia. Człowiek przeczyta/usłyszy, że przyprawione jedzenie smakuje lepiej, że w piątek humor się poprawia (właśnie zauważyłem, iż mają rację), że częściej dzwonią osoby, która mają telefon… Tym razem ich wnioski zainteresowały mnie podwójnie, ponieważ pod lupę wzięto blogi i ich wpływ na dzisiejszą naukę. Okazuje się, że blogi to zło.

Najpierw przedstawmy odkrywców: to naukowcy z Uniwersytetu stanu Wisconsin (dokładnie z miasta Madison). Być może nie jest to największy lub najbardziej znany ośrodek naukowy, ale i tak mamy do czynienia z amerykańską nauką – to powinno nam wystarczyć. Co z badaniami i wnioskami? Pierwszy jest taki, że blogi od jakiegoś czasu wpływają na środki masowej informacji. Trudno z tym polemizować. Ale badacze z Madison postanowili pójść krok dalej i sprawdzić, jak blogi wpływają na rozwój nauki i postrzeganie jej przez społeczeństwo.

W badaniu wykorzystano teksty naukowe, do których dołączono różnego typu komentarze Internautów. Część z nich dotyczyła koncepcji i badań zaprezentowanych w tekście (nazwijmy je merytorycznymi), a część odnosiła się bardziej do kwestii pieniędzy (a właściwie ich wyrzucania w błoto), zaangażowania naukowca w konkretne sprawy, zmian klimatycznych oraz wielu innych spraw mniej związanych z danym tematem. Ludzie, którzy czytali teksty okraszone komentarzami trolli (nie bójmy się tego słowa) znacznie gorzej oceniali dane badania czy projekty, a nawet wartość nauki jako całości. Na tym oczywiście nie koniec – trolle miały największy wpływ na ludzi gorzej wykształconych i religijnych (to już można śmiało uznać za prowokację).

startups

Ostateczny wniosek jest następujący: rola Internetu w naszym życiu będzie rosła, a to oznacza dalszy wzrost wpływu blogerów i trolli na status nauki. Tyle amerykańscy naukowcy. Można powiedzieć, że obywatel USA kolejny raz mógł poczuć satysfakcję z płacenia podatków – te pieniądze są inwestowane z głową. Powyższe wnioski warto odnieść nie tylko do nauki – przenieśmy je np. na grunt startupowy (czasem te dwa segmenty nachodzą na siebie. Czasem).

Grupka zapaleńców tworzy startup, a ich pomysł trafia na AW. Załóżmy, że pomysł jest dobry, ale autor tekstu miał gorszy dzień albo nie lubi koloru czerwonego, korty znalazł się w logo projektu. To troll numer jeden. Potem dochodzą kolejni, czyli czytelnicy, którzy (imiennie lub nie) nie będą pisali o plusach i minusach biznesu, ale o cwaniactwie startupowicza, bezrobociu (w końcu szukają na ten biznes kasy, którą można zainwestować w inny, czyli sensowny sposób) i swojej wizycie w Słowenii, w której już widzieli podobny pomysł (a może to była Słowacja?).

Startupowicz naczyta się komentarzy w piątkowe popołudnie i, podobnie jak młody naukowiec o błyskotliwym umyśle, dojdzie do wniosku, że to jednak nie dla niego. Postanowi zająć się czymś bardziej sensownym i złoży papiery na filozofię. Albo kulturoznawstwo. Za rok powstanie podobny startup albo projekt naukowy, ale tym razem na Słowacji (lub w Słowenii) i zawładnie galaktyką. W Sieci blogerzy zaczną się zastanawiać, dlaczego to nie powstało u nas, a komentujący stwierdzą, że zdolni ludzie albo wyjechali albo zgłębiają wiedzę na kulturoznawstwie. Wniosek? Albo merytorycznie albo wcale. Jestem ciekaw, czy amerykańscy naukowcy sprawdzaliby wówczas, jak te zmiany wpłynęły na samopoczucie komentujących – czy koniec trollowania mógł im podciąć skrzydła?

Źródło grafiki: militarytobusiness.blogspot.com

» «
  • http://rafalosinski.com/ Rafał Osiński

    Oczywiście nie potwierdzam, że trolling jest dobry. Wiadomo, jest zły. Ale można doszukać się plusów tego typu historii. Na rynek wchodzą nie tylko dobre startupy, ale i silni liderzy prowadzący daną firmę czy projekt. W końcu, żeby sprostać trollom trzeba mieć trochę stalowe nerwy ;)

  • mimik

    e tam, wystarczy wyłączyć komentarze…

  • Emil

    Myślę że przedstawianie filozofii jako śmietnika dla nieudaczników jest niezrozumieniem, fundamentalnym, humanistyki w ogóle.

    • http://antyweb.pl/ Maciej Sikorski

      A kto mówi o śmietniku? ;)

    • andżelika

      Czyli „Postanowi zająć się czymś bardziej sensownym i złoży papiery na filozofię. Albo kulturoznawstwo.” jest pisane całkowicie poważnie? Naprawdę uważasz, że filozofia i kulturoznawstwo są bardziej sensowne niż tworzenie startupu/prowadzenie badań naukowych?

    • Stagiryta

      Większość ludzi ma błędne pojęcie o filozofii (często z winy samych wykładowców, którzy przychodząc na obowiązkowe kursy na innych kierunkach zanudzają studentów filozofią dialogu albo egzystencjalizmem), dlatego pozwala sobie na zestawianie filozofii np. z kulturoznawstwem, będącym wynikiem specjalizacji humanistyki i oczywiście jakimś nieporozumieniem.

      Filozofia jest tak samo „użyteczna” jak chociażby fizyka teoretyczna (Hawking czy Feynman to rozważania na takim samym poziomie abstrakcji jak te prowadzone w zakładach ontologii czy filozofii nauki; teoria strun, która jest jedną z najpotężniejszych teorii we współczesnej fizyce, jest tak samo dyskutowana na wydziałach fizyki, jak i na wydziałach filozofii). Co jest bardziej użyteczne?

  • Peter

    Miało być zabawnie a wyszło…

    W nauce nie ma niepotrzebnych czy śmiesznych badań. Tyle, że wyniki czasem muszą poczekać kilka (-naście, -dziesiąt) lat by zostały właściwie zinterpretowane.

  • ELλAH

    Fajny artykuł :)

    Największymi trollami dla nauki i rozwoju są patenty. Ktoś zainwestował niezłą sumkę w jakieś przestarzałe, ale nie najgorsze rozwiązanie. Aż tu nagle wchodzi coś nowego, lepszego. Co wtedy robi inwestor? Kupuje patenty i chowa je do biurka, a cały świat korzysta z przestarzałych technologii w które on wywalił tyle kasy. Business is Business.

  • qwerty

    Nie rozumiem, dlaczego autor sugeruje, że trolle internetowe mają negatywny wpływ na „młodych naukowców”. Przecież w badaniu wyszło, że najbardziej podatnymi na wpływ osobami są osoby religijne i gorzej wykształcone. I to nie była żadna prowokacja, to jest dość oczywiste! Autor chyba nie wie, czym powinien się wyróżniać dobry naukowiec – właśnie ograniczoną podatnością na niemerytoryczne uwagi, chłodnym osądem, oddzielaniem opinii i widzimisię od faktów etc. Co to w ogóle za naukowiec, który uznaje swoje badania za bezsensowne, bo troll nazwał go „złodziejem”? Dupa, a nie naukowiec… Równie dobrze można winić na przykład żonę naukowca, która narzeka, że zamiast zarabiać pieniądze zajmuje się bezsensownymi badaniami.

    Po drugie – pisanie, że trolle zagrażają nauce też jest bez sensu. Czy autor wie, ilu naukowców czyta POPULARNONAUKOWE, dostępne dla wszystkich artykuły? Przecież naukowcy zazwyczaj korzystają z wyspecjalizowanych serwisów z badaniami, a nie stron typu onet.pl. Tam mają dostęp do całej metodyki badania, a nie tylko wniosków, uproszczonych i sformułowanych w sposób zrozumiały dla „ciemnego ludu”. Tak obrobione badania nie mają dla niego wielkiej wartości, mogą być tylko „hintem”, jakimi badaniami warto się zainteresować.

    Czyli, reasumując: taki artykuł prawdopodobnie czytają przede wszystkim ludzie, których wpływ na naukę i tak jest znikomy. Z kolei z tej grupy ludzi możemy „martwić” się głównie o tych religijnych i słabo wykształconych, w których negatywne komentarze tylko zwiększają – już i tak często istniejące (wiadomo, że ludzie religijni niekiedy nie chcą przyjąć do wiadomość na przykład istnienia ewolucji, wolą tłumaczenia „to wola boża” od bardziej naukowego wyjaśnienia wielu spraw etc.) – obawy i dystans do odkryć naukowych.

    Ponadto, nauka nie jest nieomylna ani nie jest całkowicie „bezstronna” – wiadomo, że są lobbyści, którzy promują pewien sposób myślenia, a innego nie. Ponadto, z każdego badania można wyciągnąć kilka różnych wniosków, każde badanie można przedstawiać na różne sposoby, skłaniając w ten sposób odbiorcę do myślenia w sposób, o który NAM chodzi – a który z czytelników będzie sprawdzał dokładnie, o co chodziło w badaniu? Mało który… Dlatego do takiego popularnonaukowego przedstawienia warto podchodzić z dystansem. Bo CZASAMI faktycznie chodzi o kasę, władzę etc… Czasami naprawdę życiorys naukowca ma znaczenie – ma znaczenie, bo może się okazać, że jakoś tak się NIESAMOWICIE złożyło, że pracuje dla pewnej firmy farmaceutycznej, która AKURAT produkuje lek na chorobę o której naukowiec ten pisze. Najlepiej poznawać kilka różnych punktów widzenia, do czego niekiedy skłaniają też „trolle”.

  • http://twitter.com/peterbilberry Piotr Borowski

    Naukowcy byli ośmieszani przed czasami internetu, np. podanie pierwiastków w kolejności w jakiej są teraz w układzie okresowym zostało przyjęte komentarzem: w następnym tygodniu dostaniemy listę pierwiastków w kolejności alfabetycznej – nikt wtedy nie zauważył, że to przełom. Internet to po prostu nowy środek propagowania informacji, zarówno tej dobrej jaki i trollowej. Mi się wydaje, że większym zagrożeniem są pisma popularnonaukowe, które propagują sensacyjne teorie pisząc: „nauka udowodniła”, co czytelnik rozumie jako: „WSZYSCY naukowcy są zgodni co do” – a to najczęściej nie prawda, jest wiele teorii, które wzajemnie się wykluczają, a środowisko naukowców nie jest zgodne.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Na taki koncept klawiatury czekałem

Patrząc na błyskawiczny rozwój segmentu urządzeń mobilnych i tego co mają do zaoferowania, czasami aż przykro patrzeć na typowego peceta...

Zamknij