Autorem poniższego wpisu jest Radosław „Riu” Muszyński, jest to reakcja na tekst Piotra „Facebooka ficzeryzm dworski”, który wczoraj pojawił się na Antyweb.

Na G+ Panowie umówili się na „ustny pojedynek”, oto i jest więc jego początek (bo Piotr zapowiedział, że odpowie). Swoją drogą pierwszy raz chyba publikuję „Diss” na tekst z Antyweb – ale zdrowa krytyka jeszcze nikomu nie zaszkodzi. Zapraszam więc do tekstu Radka, z którym osobiście się w wielu punktach nie zgadzam:

Czytając po raz kolejny na Antyweb.pl trochę ironiczną krytykę poczynań Marka Zuckerberga i jego ekipy postanowiłem napisać kilka słów na ten temat i być trochę „antyweb”. Spodziewam się, że mój diss na tekst „Facebooka ficzeryzm dworski” może zostać uznany za gorzką krytykę krytykujących i komentujących na łamach Antyweb.pl, a co niektórzy wpakują mnie do szufladki z napisem „FB fanboy” i ostemplują na czerwono – przypadek nieuleczalny. Mimo to uważam, że czas najwyższy przywrócić równowagę mocy, albo przynajmniej pokazać, że nie do końca wiadomo kto jest po jasnej, a kto po ciemnej stronie.

Na początek prowokująca teza – większość osób krytykujących obecnie Facebooka i wznoszących peany na cześć nowej zabawki od wujka G to osoby, które idealnie wpasowały by się w motyw „jaskini Platona”. Bo skoro już Sęp Szerzyński się pojawił to czemu wątku cieni dalej nie kontynuować?

Niczym skrępowani i skazani na mocno ograniczone postrzeganie komentują zmiany, deklarują swoje uczucia do jednych i drugich, ale absolutnie nie zadają sobie żadnych ważnych pytań. Bo po co pytać o coś więcej, niż tylko o to co widzimy? Po prostu przyjmują, że teraz „next big thing” to Google+, a więc trzeba zachować się modnie i napisać tu i ówdzie, że teraz coś kreujemy, wskazujemy drogę rozwoju jedyną i słuszną ponieważ „my – brażna” wiemy co jest passe, a co jest jazzy (wybaczcie jeśli pisanie, że coś jest jazzy jest już passe) i jest to Google+. Ilość zachwytów nad jednymi jest wprost proporcjonalna do krytyki tych, od których uciekają, kasują konto, odkrywają, że „stary serwis” jest już nudny bo już nic mu nie rośnie… Uff! To proces śmieszny, powtarzalny, przewidywalny.

I ten bunt – zjawisko charakterystyczne dla społeczności: „protestujemy przeciwko zmianom wyglądu”, „stara funkcjonalność była lepsza”, „usuwam konto, bo przegięli ze zmianami”. Czy naprawdę nie ma podobieństwa między powyższym stadnym zachowaniem, z którym swego czasu mieliśmy do czynienia na NK, a sytuacją dzisiejszą kiedy na Antyweb.pl możemy przeczytać o Facebooku, że „serwis zgubił gdzieś swój kształt”? A już stwierdzenie, że Facebook idzie w szranki z … . Gdzie? Jak? Zaraz – przecież to Google postanowiło gonić Facebooka w kwestii tworzenia portalu społecznościowego (niedobrze mi od tego słowa).

No dobrze, ale zostawmy zachowania stadne i przejdźmy do konkretów z lekka podnosząc ciśnienie – merytorycznie dokopmy Google+ pokazując siłę FB. Uczciwie – bo się należy.

Ambitni programiści Facebooka ścigają się ze wszystkimi możliwymi serwisami społecznościowymi o ilość dostępnych funkcjonalności.

Kto oglądał konferencje f8? Łapka w górę! Oj dlaczego autor dissowanego wpisu nie podnosi łapki? Aaa… to dlatego nie wie, że programiści Facebooka nie muszą się ścigać tylko integrują z Facebookiem inne serwisy. Tegoroczne f8 było rewolucyjne, o czym za moment, ale za przełomową należy uznać zeszłoroczną konferencję na której zostało przedstawione Graph API Facebooka. Wcześniej, bo już w styczniu 2008 roku Google wydało Social Graph API. Żeby zrozumieć i wyjaśnić dlaczego to takie ważne musiałbym popełnić spory artykuł na Antywebie czym zanudziłbym kompletnie, więc w skrócie – Google przegapiło w 2008 roku moment w którym powinno wprowadzić standardy sieci semantycznej (web 3.0) i promować ideę połączonych danych (linked data). Tymczasem Mark i spółka wymyślili sobie, że idea budowania sieci relacji jest fajna, bo gdyby tak gromadzić relacje użytkowników do zasobóww sieci (czytaj: emocje) to można określić czego użytkownik potrzebuje. To idealna sieć sprzedaży oparta na poznaniu emocji, miejsc, znajomych, zainteresować, gier, czasu wykonywania określonych czynności. Google oczywiście też śledziło, analizowało, przetwarzało informacje, ale to ludzie z Facebooka wymyślili jak to praktycznie wykorzystać – jak zrobić z tego produkt.

Kiedy pojawiło się „Lubię to” – narzędzie bezpośredniego wskazywania relacji użytkownika do zasobu w sieci (produktu do sprzedania) okazało się, że całe to śledzenie analytic’sami, page ranki, alexy i inne kompletnie nieznane przeciętnemu Kowalskiemu narzędzia, które miały określać co jest w sieci wartościowe, a co nie…. są kolokwialnie mówiąc do bani. Co więcej – relacje między ludźmi, które stanowiły o popularności i potędze rozwoju Facbooka i które funkcjonowały w semantyce(nawet w wordpressie jest przykład – określamy stopień pokrewieństwa), przez Google zostały wdrożone bez określania zaawansowania znajomości.

Kręgi mają wartość praktyczną gdy przeglądamy stream informacji, ale ich wartość do analizy
danego użytkownika jest raczej niewielka. Timeline nie jest pogubieniem idei, a rozwinięciem jej i rozszerzeniem zbierania danych (wiem, że taki Orwell – to jest dopiero podstawa do krzyku w komentarzach, że trzeba się z fb wypisywać). Twórcy aplikacji mogą sami określać typ relacji – to już nie musi być „lubię to”. Badając nasze czynności życiowe (strasznie to brzmi), dokładając nasze relacje, emocję, intensywność zachowań Facebook staję się inteligentnym (po)tworem, który prowadzi nas do końcowego „kup to”!.

W praktyce – większa skuteczność reklam i działań promocyjnych firm na Facebooku i obniżenie budżetów na reklamę w Google. Dlatego tegoroczne f8 utwierdziło mnie we wniosku – Google zaspało. Facebook gromadzi dziś skuteczniej informacje i na tym polega dramat Google – że mimo całej swej innowacyjności, wkładu w rozwój sieci, niestety z tą jedną rzeczą obudziło się z ręką w nocniku. Można rozpisywać się nad tym jakim fajnym bajerem są kręgi, video rozmowy i minimalizm designu Google+. Dla mnie to też jest fajne, tylko że to timeline i całe rozszerzone api FB wydaję się być czymś fascynującym i odkrywczym, ale przede wszystkim – skutecznym. Za czystą ignorancje, lub czysty populizm uważam twierdzenia typu „to co oni zrobili to chaos”, albo „pogubili się”. Po pierwsze nikt przed nimi tego nie zrobił. Głosy o tym, że wygląda to jak wygląda – wspomniałem już co mi to przypomina na początku wpisu. Po drugie, chyba ważniejsze, nikt nie zwraca uwagi na model biznesowy, którego efektem jest zwiększenie ilości danych, które możemy przetwarzać dzięki api – na podstawie zebranych informacji skuteczniej sprzedawać. „Kasa misiu, kasa” – to proste podejście będzie pchać do Facebooka, a nie do Google+. Wystarczy popatrzeń ilu partnerów ma FB.

Oczywiście zaraz pojawią się głosy o etyce, prywatności, o granicy przetwarzania informacji o naszym życiu przez systemy komputerowe, ale prawda jest taka, że Facebook działa i zbiera informacje, a Google zastanawia się co ma z tym fantem zrobić. Jeśli już jesteśmy przy etyce to warto powiedzieć – informacje zostawiamy w facebookowym grafie świadomie. Zgadzamy się na to. Tymczasem podejście google – zapisać naszą historię klikania, przeczytać naszą pocztę. Kto jest po ciemnej stronie mocy? Twórcy Facebooka wydają mi się nierozsądni i nienasyceni własnym rozwojem. Celowo użyłem dwóch słów, które część z Was od razu skojarzy z osobą Jobsa, bo chce podkreślić – ekipa Marka robi coś innowacyjnego, niesamowitego w samym podejściu i wartego uwagi.

Moim zdaniem Google+ jest ładnie wykonaną zabawką, ale jeśli nie pójdzie drogą Facebooka to będzie porażką panów od wyszukiwarki. Nie daje bowiem niczego co wiązało by mnie mocno, a właściwie – co dawało by korzyści większe niż dotychczasowe pomysły i serwisy. Mówię to jako web developer, programista, ale przede wszystkim jako sprzedawca, dla
którego liczy się to co jest skuteczne, a nie to co jest tylko i wyłącznie ładnie opakowane (chodź i do tego mam spore wątpliwości).

Dlatego nie mówię, że Google+ jest złe, tylko pokazuje, że póki co Facebook jest o wiele lepszy i daleki jestem od wpadania w stadne zachowania – krytykę dla samej krytyki starej zabawki, bo mam już nową.

Na koniec chciałbym napisać, że zwłaszcza na rodzimym podwórku widzimy, że żyjemy w dobie klonów i idiotyzacji społeczeństwa. Robi się serwisy niepotrzebne, nieprzemyślane i co najważniejsze – nie wnoszące nic nowego do rozwoju internetu. Podejście do tworzenia serwisów w Polsce przypomina grę polskiej reprezentacji w piłkę nożną. Swego czasu jak już udało się strzelić jedną bramkę to następowało przejście do defensywny i czekanie na końcowy gwizdek. Taka drużyna nigdy nie zdobędzie żadnego mistrzostwa. W czasie gdy słowo „innowacja” kojarzy się nam z łatwą kasą z UE, a w Stanach ktoś wymyśla następny rozdział internetu, my bez głębszej analizy prześcigamy się w durnych porównaniach tego co widzimy i krytyce. To jako Polacy potrafimy doskonale, ale dlaczego tak bogaci w wiedzę jeszcze nie pokusiliśmy się o zrobienie lepszego klona Facebooka w Polsce? Ten kto by spróbował miałby na Antyweb.pl wielu doradców co i jak zrobić, oraz co istotne – czego nie robić.

A może ktoś, kto jest „anty” dla takich komentujących jak ja, się jednak znajdzie – przyjdzie, zrobi i pozamiata? Tego sobie, jak i Wam, serdecznie życzę.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://blog.2edu.pl Piotr

    Odwagą jest wstać i przemówić, ale jest nią też usiąść i posłuchać – challenge accepted :)

  • Patryk

    Pomysł na innowacyjny serwis jest, jednak brak czasu też doskwiera…

  • Maciej Szamowski

    Świetny tekst. Pozdrawiam autora!

  • Łukasz Brągoszewski

    Nie, no teraz to już przeginka w drugą stronę! Facet po pracuj trochę nad stylem i podciągnij go. Nie mówisz jedynie do „technicznych”.

    (oczywiście żartuję :) )

    Najlepsza to ta końcówka o polskim poletku.

  • Grzesiek

    Nie wiem po co się spierać. Przecież rozwiązania takie jak Google+ pojawiają się co kilka miesięcy.

    Są jak spadające gwiazdy. Pojawiają się, wzbudzają zachwyt by po chwili się spalić i popaść w zapomnienie. Google+ nie jest tu wyjątkiem. Wzbudził zainteresowanie w momencie premiery i od tego czasu traci popularność. Nawet finalne kończenie prac i udostępnienie dla każdego pozostało niezauważone i nie odwróciło tendencji spadkowej.

    Wystarczy popatrzeć na dane statystyczne. Netapplications pokazuje że miesiąc w miesiąc aktywność użytkowników spada. We wrześniu była ponad 500x mniejsza niż aktywność użytkowników Facebooka:

    http://marketshare.hitslink.com/2011/10/01/Google-as-a-Referral-Source-Still-Dropping

    GoogleTrends pokazuje za zainteresowanie serwisem wygląda podobnie

    http://www.google.com/trends?q=google%2B&ctab=0&geo=all&date=mtd&sort=0
    http://www.google.com/trends?q=google%2B&ctab=0&geo=all&date=2011&sort=0

    G+ to tylko kolejny „facebook killer”, serwis jakich było już wiele i będzie jeszcze więcej. W końcu kto pamięta jaszcze Diasporę lub Google Buzz :)

    • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

      Przeczytaj to co linkujesz proszę – ani to dane statyczne ani też na temat ruchu

  • Andrzej Mazur

    Dobry tekst. Ale można było zrozumieć zachwycanie się nad G+, przed zmianami na FB (już zaistniałymi lub planowanymi). Bo dziś nie ma nic odkrywczego w G+.

    Dodam że jedną porażek G+, jest brak udostępnienie narzędzi dla FIRM (które są zapowiadane dopiero na koniec tego roku). Powinny być już w momencie startu wersji beta.

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    Polemika słuszna ale moim zdaniem brak w niej czegoś na co niektórzy mówią helicopter view. Timeline czy kręgi nie decydują o sukcesach serwisów, ani też nie są kluczowe. Ważna jest strategia rozwoju i w tym przypadku bardziej do mnie przemawia to co ostatnio robi Google niż Facebook.

  • karol k

    Swietny tekst. Na Antywebie mozna napisac, ze trawa jest pomaranczowa a ziemia plaska i ladnie to udowodnic. Tymczasem z fb przez telefony kom korzysta 8x wiecej osob niz w g+ JEST W OGOLE. Pisze „jest” a nie „korzysta” bo na g+ userzy sa tak aktywni jak anakonda po zjedzeniu krowy:) oczywiscie znajomi geekow czy autorow tego bloga pewnie sa hiperaktywni….jednak oni nie licza sie ani troche…

  • Mariusz

    facebook jest wysypiskiem umysłów – nie korzystam z niego, wolę email – telefon, skype – brak śmieci.

  • http://ble.pl BleBleBle

    A ja się wkurwiam nieziemsko jak ktoś mi ględzi taki tekst: „większość ludzi jest na facebooku ble, ble, ble”.
    1/10 ziemskiej populacji to większość?
    Wróć zdawać maturę z matmy bo chyba jej nie miałeś!

  • http://jakubflorczyk.pl Jakub Florczyk

    Bardo fajny tekst, gratuluję. Choć ja bym się tak nie „podniecał” semantycznym webem. Jako programista doskonale wiesz, że od zbioru przypadkowych like’ów do rozsądnej sugestii produktu daleka droga. To jest bardzo chaotyczna zbieranina informacji z której trudno będzie coś wyciągnąć; to nie jest muzyka, którą można w dość prosty sposób sklasyfikować (choć czasochłonny).

  • Pingback: Pomiędzy bitami

  • Artur Glazowski

    Rozumiem, ze jako sprzedawca korzystales juz z reklam na fb. W innym wypadku twierdzenia o tym, ze mozna dzieki fb zmniejszyc budzety na reklame bylyby niczym nie popartym mysleniem zyczeniowym.

    Zdazylem juz wydac kilka $ na reklame na fb i mimo swietnych opcji pozwalajacych na dopasowanie jej do klienta nie zauwazylem, by kosztowalo mnie to mniej niz w adwords. Wrecz przeciwnie. Mimo wiedz o plci, wieku, znajomych, zainteresowaniach itd. swoich uzytkownikow facebook zwyczajnie nie potrafil znalezc klientow dla moich klientow.

    Nie jestem w tym odosobnionym przypadkiem.

  • http://glogg.pl Michal Gorecki

    Bardzo fajny tekst – IMHO jeden z lepszych na antywebie ostatnimi czasy. Niestety zrobiło się tu ostatnio bardzo IT-nerdowo – i nie mówię o ludziach, tylko o trendach właśnie. Zresztą nie tylko tu… Masowe podniecanie się Google+ i wieszczenie upadku Facebooka – totalna abstrakcja i życie w świecie równoległym. Pisanie o tym jak programiści Facebooka boją się googla, heh. WTF? Gdzie ta guglowa rewolucja? Czekam i czekam. I doczekać się nie mogę. I pewnie się nie doczekam. Ja nadal uważam to samo – nie będe się powtarzał, tylko podlinkuję: http://netgeeks.pl/index.php/2011/09/czy-google-ma-szanse-stawic-czola-facebookowi/

    pozdrawiam autora, pisz więcej :)

    • http://www.socjomania.plwww.bartlomiejrak.plwww.landofpoland.comwww.visitpoland.info Bartłomiej Rak

      Dokładnie! Google+ nie ma nic, co by mogło przyciągnąć standardowych użytkowników. Nie, zaraz – nie przyciągnąć tylko odebrać Facebookowi, bo przecież prawie każdy ma tam już konto. Facebook wprowadzając Timeline pokazał swój największy potencjał, wyciągnął największą broń – ogromną bazę informacji! Ale co ja tam wiem – jestem fanboy’em FB :))

  • lejzab

    może ktoś to zredagować/przetłumaczyć na polski?

  • Pingback: Wariaci w domu wariatów

  • http://www.viz-people.com Andrzej

    W mojej opinii bardzo dobry tekst. G+ ciągle czeka na swoją falę. Coś podobnego jak w przypadku Naszej Klasy lub Facebooka. W społeczeństwie zrodził się trend i nagle wszyscy chcieli tam być.

  • http://mediapunto.pl Michał Gąsior

    Ja się zgadzam z autorem i sam nie rozumiem tego Google+ hype.
    Pisałem zresztą o tym już nieco od dupy strony, prognozując kto wygra wojnę pomiędzy Facebookiem a Google. I zwycięzcą nie będzie żaden z tych portali w pojedynkę, bo temat jest głębszy ;-)
    Zachęcam przy tej okazji do tego tekstu: http://www.mediapunto.pl/facebook_vs_google/#more

  • http://www.facebook.com/agencjasocialmediahttp://agencjasocialmedia.plhttp://brzytwa.wordpress.com Kamil Niemira

    O ile Facebook jest na razie bezkonkurencyjny, to G+ jest pierwszym serwisem dającym szansę na zdrową konkurencję w tym sektorze.

    A konkurencja – co widzimy po ostatnich działaniach Facebooka jest DOBRA :)

    Jednak największą zaletą G+ jest sam fakt, że istnieje i się rozwija. Czekam na jego strony dla firm, aby spać spokojnie nie martwiąc się, że przez jakiś błąd po stronie Facebooka, aplikacja lub Strona Klienta zostaną wyłączone lub „zamrożone”.

    Obecnie dyskusja na temat tego, który z nich jest „lepszy” jest czysto akademicka. Fb, z punktu widzenia marketerów, w tej kategorii jest bezkonkurencyjny.

    I z opisanych powyżej powodów – mam nadzieję, że to się szybko zmieni.

    • http://mediapunto.pl Michał Gąsior

      Dokładnie o tym pisałem Mirku w tym miejscu: http://www.mediapunto.pl/facebook_vs_google/#more

      Z pojawienia się G+ powinniśmy wszyscy być szczęśliwi, nie dlatego, że jest lepszy, czy że tam zamierzamy przejść, ale dlatego, że to realna konkurencja, a co za tym idzie zadziałały tu prawa rynku i Facebook się zmobilizował. Obecność konkurencji tylko i wyłącznie działa na naszą – użytkowników – korzyść ;)

  • http://zjadamyreklamy.pl Irena Mrozek

    Błagam, zatrudnijcie korektora. Naprawdę lubię Antyweb, ale koszmarna ilość błędów i literówek w tym tekście sprawiła, że dramatycznie stracił on dla mnie na wartości. A przecież dobry jest.

  • Andrzej Mazur

    A czy ktoś się zastanowił co by się stało gdyby Google zrobiło taki myk. Chcesz skorzystać w wyszukiwarki, zaloguj się do Google. A potem to Account-Google stało by się G+.

    Pewnie 10 – 15% geeków z marszu uciekło by do Binga, a reszta posłusznie się zalogowała.