32

Niektórzy kierowcy nie spodziewali się śniegu w listopadzie

No, bo jak to? Śnieg w listopadzie? W ostatnich latach pogoda nas co prawda rozpieszczała, ale nie zmienia to faktu, że jednym z bardziej prawdopodobnych zjawisk pogodowych w tym miesiącu jest śnieg - a już na pewno niskie temperatury. Niektórzy polscy kierowcy - jak co roku byli zaskoczeni, a skutki tego były po prostu opłakane.

W chłodniejszych miesiącach mamy zasadniczo dwie fale kolejek w punktach wulkanizacyjnych, kiedy to kierowcy udają się na wymianę opon. Pierwsza następuje w okolicach Wszystkich Świętych – według mnie to już jest ostatni dzwonek do tego, aby założyć w aucie odpowiednie ogumienie. Jak podają producenci opon, te należy zamienić na zimowe w sytuacji, gdy średnia dzienna temperatura spada poniżej 7 stopni Celsjusza. Zapobiegliwość nie jest w tym wypadku niczym złym – nawet, gdy będzie nieco cieplej, będziemy przygotowani na gwałtowne załamanie pogody i nie trafimy do grona „poważnie zaskoczonych” śniegiem, czy też minusowymi temperaturami.

Druga fala następuje tuż po tym, jak spadnie pierwszy śnieg, a na polskich drogach media zaczną trąbić o licznych kolizjach spowodowanych nie tylko przez zbytnią brawurę kierowców, ale również przez nieodpowiednie ogumienie. Jazda „na letnich” w ciężkich warunkach pogodowych to wręcz proszenie się o kłopoty – nawet, gdy mamy do czynienia tylko z mokrą nawierzchnią, a temperatura nawierzchni wynosi mniej niż 7 stopni, skuteczność „zimówek” jest zwyczajnie lepsza. Gdy temperatury spadają jeszcze bardziej, rozbieżności między możliwościami jednego i drugiego typu opon są już kolosalne. Wczoraj, tylko w samej Warszawie doszło do kilkudziesięciu wypadków i kolizji, a w innych miejscach w Polsce nie było wiele lepiej. Najmniej skutki załamania pogody odczuliśmy m. in. na Podkarpaciu – ale to i tak wystarczyło, żeby zaobserwować co najmniej nieodpowiedzialne zachowania kierowców.

Polskie prawo nie pomaga bezpieczeństwu w zimie

Niestety, mimo licznych zapowiedzi legislatorów, nie obowiązuje w Polsce przepis nakazujący wymianę opon na zimowe w odpowiednim okresie. Dlatego też, jedyną możliwością utraty dowodu rejestracyjnego z powodu nieodpowiedniego ogumienia jest… jego zużycie. Policjant, gdy przyłapie nas na jeździe na oponach letnich w zimie nie będzie mógł zrobić nic. Chyba, że bieżnik będzie wyglądał na tyle fatalnie, że dalsza droga może okazać się dla nas tragiczna w skutkach. Brzmi to nieco kuriozalnie w sytuacji, gdy w Polsce obowiązuje kontrowersyjny według niektórych przepis mówiący o obowiązkowej jeździe z włączonymi światłami mijania / do jazdy dziennej przez cały rok, 24 godziny na dobę.

Jazda na nieodpowiednich oponach może przyczynić się nie tylko do wypadków, np. z powodu „wykręconego bączka” na drodze, ale również istotnie dłuższej drogi hamowania. W sytuacjach awaryjnych, gdy liczy się dosłownie każdy metr, opony mogą przesądzić nie tylko o kondycji naszej karoserii, ale i o życiu lub zdrowiu innego uczestnika ruchu.

To jednak nie przeszkadza kierowcom w tym, aby nawet w bardzo słabych warunkach jechać dosłownie tak samo, jak w znacznie lepszych okolicznościach pogodowych. Nie trzeba wiele, aby było bezpieczniej – 10 km/h w dół to kilka minut „obsuwy” w dotarciu na miejsce. Przyhamowywanie przed przejściami dla pieszych, czy światłami powinno być standardem. I oczywiście – większa rozwaga – nie każdy musi być tak dobrze przygotowany do zimy jak my. Z wzmożoną uwagą należy obserwować poczynania innych uczestników ruchu.

kierowcy, zima

Ale opony to nie wszystko

Kierowcy mają również inne grzeszki związane z eksploatacją samochodu w chłodniejszych miesiącach. Sporym problemem w niektórych autach jest parowanie szyb od wewnątrz – najczęściej z powodu wilgoci. W tym pomaga włączenie klimatyzacji, ale nie działa ona w pełni „od razu”. Właściciele aut mają swoje, często chałupnicze sposoby na tę niedogodność, ale i tak najlepszym jest: sprawna klimatyzacja i… wymieniony filtr kabinowy. Koszt doprowadzenia obydwu elementów do odpowiedniego stanu nie jest bardzo wysoki, ale istotnie przekłada się na bezpieczeństwo.

Zastanawiam się, jak będzie wyglądała kwestia „zimówek” wtedy, gdy będziemy dysponować głównie autami samojezdnymi – takimi, które same nas poprowadzą do celu i co więcej, nie popełnią tylu błędów co my. Oczywiście, same nie pojadą do warsztatu celem zmiany opon (a może jednak?). Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby taki pojazd „zaprotestował” przed wyruszeniem w dalszą drogę z nieodpowiednim ogumieniem, a jedyną możliwą trasą byłaby ta, która prowadzi… bezpośrednio do wulkanizatora.