12

Dolej i jedź. Jaguar ma ciekawy sposób na proste tankowanie, ale żadne to odkrycie

Tankowanie to poza cudownym zapachem benzyny raczej neutralna czynność, która jak na dzisiejsze standardy wydaje się być już nazbyt skomplikowana. Klient musi się obsłużyć (czyli dolać paliwo - chyba, że na niektórych stacjach LPG uzupełnia pracownik), a następnie ustawić się w kolejce, by za nie zapłacić. Aż dziwi, że jeszcze nikt się za to nie wziął, prawda? Okazuje się, że Jaguar oraz Shell mają na to sposób.

Otóż, te dwie firmy połączyły swoje siły i stworzyły aplikację, która pozwoli na zapłacenie za paliwo bez odwiedzania sklepu na stacji benzynowej. Z tej dogodności skorzystać mogą posiadacze Jaguarów (2018) F-PACE, XE oraz XF. Skorzystać z niej można rzecz jasna tylko na stacjach Shell i… tylko w Wielkiej Brytanii. Nie wiadomo, kiedy duet zdecyduje się na wydanie tego rozwiązania globalnie – ogłoszono jedynie, że ekspansja „kiedyś” nastąpi. Dodatkowo, aplikacja wykorzystuje płatności za pomocą Apple Pay oraz PayPal. Android Pay ma zostać dodany później w tym roku.

jaguar

Pomysł fajny. Ale nie nowy

W samochodach już teraz można płacić za parkingi. Sama idea przypomina mi nieco wprowadzone ostatnio płatności w ramach Superchargera Tesli. Do konta posiadacza samochodu przypisana jest karta, z której pobierane są opłaty za doładowanie akumulatorów. Nie twierdzę, że jest to kompletna „zrzynka” z Tesli. Natomiast warto wskazać, że w żadnym wypadku nie można tutaj mówić o rewolucji, czy nowatorskim rozwiązaniu. Zwłaszcza, że wieszczy się rychły koniec paliw, które mają zostać zastąpione przez prąd, a według niektórych – wodór.

Inne kraje zresztą zdążyły poradzić sobie z kolejkami do kas na stacjach benzynowych. Carrefour w Hiszpanii na przykład zaproponował swoim klientom aplikację mobilną, za pomocą której nie muszą ruszać się z pojazdu, by opłacić zatankowane paliwo. Istnieją na świecie również stacje benzynowe, które w dystrybutory mają wbudowane terminale do kart płatniczych. W Polsce (i innych krajach) jednak takie rozwiązanie nie do końca by się mogło przyjąć. Wystarczy spojrzeć na marże stacji na inne sprzedawane produkty. Wtedy doskonale widać, na czym tak naprawdę zarabia taki punkt – uproszczenie procesu sprzedaży paliw mogłoby katastrofalnie wpłynąć na przychody sklepów, a tego nie chciałby żaden właściciel stacji.